„Krzywdzi nas, a wciąż chcemy do niej wracać”, czyli toksyczny związek z Tyrants of the Underdark

Siemano!

Dziś podzielimy się z Wami naszymi wrażeniami z gry która wywołuje u nas niemały dysonans. A chodzi o…
Tyranów Underdarku (z dodatkiem).

Deckbuilding z planszą, który wniósł pewien powiew świeżości w 2016 roku, a niedawno doczekał się nowego wydania z dodatkiem.
Dla nas jest to fenomen.
Pewnego rodzaju fenomen…

Najbardziej niesamowite jest w nim to, jaki kontrast tworzy u nas chęć powrotu do tego tytułu w zestawieniu z wrażeniami podczas gry i po grze. Po rozgrywce w ten tytuł nie chcemy do niego wracać, a po kilku dniach przerwy nabieramy niemałej chęci do rozegrania kolejnej w niego partii. To chyba tylko udowadnia jak genialnym i uzależniający jest sam deckbuilding, którego podprogowe działanie bazuje na mechanizmach hazardu. To jak to w końcu jest? Ważna jest chęć powrotu, czy emocje, które odczuwamy podczas i po grze?

Czytaj dalej

Zagrałem w : AMAZONIA

Nowa, piękna dwuosobowa karcianka od Lucky Duck Games. Kto stworzy największą dżunglę?

Czytaj dalej

O planach, życiu i planszówkach

Dzisiaj będzie krótko i trochę nie na temat. Ale w sumie bardzo na temat. Od lutego przechodzimy na dwutygodniowy tryb publikowania recenzji. Życie. Rozwinięcie w dzisiejszym odcinku. Zapraszamy do słuchania.

Czytaj dalej

STWORY Z OBORY + dodatek WIELKIE NORDOBICIE ¦ PRZEGLĄD KART [2022]

Wiedźmin w krzywym zwierciadle! O czym jest gra Stwory z Obory od wydawnictwa Muduko? Co wnosi dodatek Wielkie Nordobicie, który będzie miał premierę 14 lutego? Zobaczcie jakich bohaterów mamy do wyboru, z jakimi potworami przyjdzie nam się zmierzyć oraz co możemy zrobić, aby zdobyć sławę i miedziaki!

PLANSZÓWKOWE NEWSY#41 (BÓR, BOONLAKE,WOJNA NEMO, UNLOCK, GREAT WESTERN TRAIL2, AZUL: OGRÓD KRÓLOWEJ)

W 41 odcinku Planszówkowych Newsów dowiecie się między innymi o:
Premierze gry Przygody Robin Hooda od Galakty, Przedsprzedaży 2 edycji gry Great Western Trailer od wydawnictwa Lacerta, przedsprzedaży gry Bór od Portal Games, czy jak wygrać nowość od wydawnictwa Muduko – Planszówkowi Kurierzy ( R.Knizia)
W całym odcinku omawiam 5 premier, 13 przedsprzedaży oraz informuję o 3 dodrukach. Miłego oglądania!

Koniec 1. kwartału i plan na 2022

Kto nie idzie do przodu, ten się cofa…

albo stoi w miejscu…

No nieważne.

Po miesięcznej przerwie na wyciągnięcie wniosków i ustalenie dalszych planów – wracamy do gry.

Na jakich zasadach, w jakiej formie i jak często – wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego materiału.

Czytaj dalej

Wyspa kotów

Wyspa kotów istnieje naprawdę. Z morza wystaje niewielki skrawek lądu, na którym żyje garstka ludzi i dwie setki kotów. Nie wiem, jak wy, ale ja o większej kuwecie w życiu nie słyszałem 🙂

  Czytaj dalej

Pudełko Kolekcjonera Paladynów Zachodniego Królestwa – recenzja!



Pudełko Kolekcjonera Paladynów – recenzja!


Materiał reklamowy: Dodatek do gry Paladyni ZAchodniego Królestwa został nam przekazany do recenzji przez Portal Games. Zapewniamy, że producent w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Sprawdź, co oferuje Pudełko Kolekcjonera:
  • Standardowe wymiary w kwadracie 29×29 cm,
  • Wykonanie oraz wygląd w standardzie znanym z podstawki,
  • Funkcjonalny insert z  kilkunastoma przegrodami na komponenty,
  • Niewątpliwe zalety użytkowe – szybszy setup oraz bezpieczny transport,
  • Unikalny mini dodatek Wasale,

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości


Jeśli doceniasz naszą pracę,
wesprzyj nas w dążeniu do perfekcji! Postaw mi kawę na buycoffee.to



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Miałem być na Portalconie, a skończyłem z żoną na domowym Covidonie. W głowie czuję pustkę, a słowa nie chcą się układać w zdania, ale najgorsze, że to zamknięta impreza bez planszówek. Na szczęście Portal osłodził mi to siedzenie w domu, piątkową dostawą Paladynów Zachodniego Królestwa! Chodzi oczywiście o premierowy dodatek Wiek Królów oraz… Big Box, z którym wiązałem spore oczekiwania, ale i obawy. Kiedy na Portalconie ogłaszano polskie wydanie Ark Nova, Bitoku, Messina 1347 oraz najnowszego Lacerdy (Wather Machine), jak w znoju i trudzie próbowałem przepakować Paladynów do tzw. Pudełka Kolekcjonera. Zacznijmy jednak od tego, czy ja na to kolekcjonerskie pudło w ogóle zasługuje? Zdecydowanie tak! Nie tylko z uwagi na posiadanie kompletnej edycji Zachodnich Królestw, ale z powodu oczywistej sympatii dla twórczości Pana Shema Phillipsa. Dobrze, że się pochwaliłem, a teraz do rzeczy.

Część z Was jest z pewnością ciekawa, jak to naprawdę jest z tym Pudełkiem Kolekcjonera i czy warto inwestować w niego „tyle” kasy. Niestety w takich sytuacjach wydawcy często skąpią informacji, a przecież ciężko o decyzję bez szczegółowych zdjęć i opisu. Zakup Big Boxa, podobnie jak dedykowanych insertów to zazwyczaj mocno indywidualna sprawa. Szczególnie kiedy ta przyjemność kosztuje niemal tyle, co planszówka. Osobiście uwielbiam takie rozwiązania, z uwagi na walory estetyczne oraz użytkowe, ale to wcale nie oznacza, że każda gra zasługuje na równie wyjątkowe traktowanie.



Pudełko Kolekcjonera prezentuje się naprawdę zacnie. Ładnie ilustrowane, nawiązuje designem do podstawki, nie ustępując jej również jakością wykonania. W środku znajdziemy plastikowy, jednoczęściowy insert, podzielony na kilkanaście mniejszy i większych przegródek. Część z nich służy przechowaniu karty, pozostałe można wykorzystać w sposób niemal dowolny. Szkoda tylko, że insert nie jest choć częściowo modułowy, takie rozwiązanie sprawdza się zdecydowanie najlepiej. Wyjmowany podajnik na drewniane elementy mógłby znacząco usprawnić zarządzanie grą. Na szczęście w tym konkretnym przypadku, większość komponentów umieszcza się w przestrzeni gry jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki.

Miejsca w pudełku jest aż nadto, ale poprawny układ komponentów nie jest wcale tak oczywisty. Jeśli chcecie się posiłkować instrukcją, musicie ją pobrać ze strony wydawcy. Próżno szukać jej w pudełku, ale to nawet dobrze, ponieważ sugerowany rozkład komponentów jest niestety do dupy zaskakująco mało użyteczny. Na całe szczęście nie jest to fizyka kwantowa i przy odrobinie chęci można to ogarnąć samemu.

Patrząc na liczbę komponentów do gry Paladyni, troszkę obawiałem się wymiarów i pojemność pudełka. Upychanie gry z pomocą woreczków strunowych to jedno, ale zastosowanie insertu z logicznym i wygodnym podziałem komponentów, to coś zupełnie innego. Na szczęście pudełko jest przestronne, a co ważniejsze posiada klasyczny kształt i wymiary. Ot standardowe pudełko w kwadracie, żadnych eksperymentów. Kiedy Architekci oraz Wicehrabiowie doczekają się Big Boxów, seria będzie kompletna.

Domyślam się, że nurtuje Was kwestia wielkość przegród na karty, pędzę więc z szybką odpowiedzią. Wprawdzie nie zamierzam zabezpieczać kart, tak z uwagi na ich jakości, jak i niewielką częstotliwość tasowania, ale… Rozumiem odgórną potrzebę koszulkowania, podobnie jak wydawca, który w przegrodach na karty pozostawił sporo wolnego miejsca. Chociaż mam pewne wątpliwości w kwestii grubości samych koszulek. Karty ubrane w standardy raczej się zmieszczą, ale w wariancie premium może być różnie.



Dla pozytywnej oceny insertu najważniejszy jest test czynnika PnPP, czyli Podatności na Pudełkowy Pierdolnik. To niezwykle ważny aspekt użyteczności, który ma szczególne znaczenie w transporcie gier oraz przy niektórych metodach przechowywania. Test wymaga sporej odporności na stres i nie jest przeznaczony dla oczu co bardziej wrażliwych graczy. Na szczęście Pudełko Kolekcjonera przeszło go wzorowo. Wszystkie komponenty, plansze i planszetki pozostały na swoich miejscach, bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu własnym oraz właściciela.

Wiadomo, że w procesie zakupowym kluczowym argumentem jest cena. Jak większość z Was, ja również nie cierpię drożyzny. Pamiętajcie jednak, że Pudełko Kolekcjonera nie zostało wydane z myślą o statystycznych Kowalskich, tylko fanach gry. Prawdę mówiąc, patrząc przez pryzmat cen drewnianych insertów, oferowane przez Portal rozwiązanie wcale cenowo od nich nie odstaje. A przecież jak nazwa wskazuje, Pudełko Kolekcjonera nie jest tylko zwykłym insertem. Nie wspominając o tym, że w środku czeka na nas fajna niespodzianka. Niewielki dodatek Wasale, którego wprawdzie jeszcze nie rozkminiłem, ale za żadne pieniądze bym nie odpuścił 🙂 Czuję się jak ryba na haczyku, na szczęście nie jestem w tym osamotniony.

Wszystko fajnie, tylko co z odpowiedzią na kluczowe pytanie — czy warto kupić? No więc… tak i nie! Wspominałem już, że to bardzo indywidualna sprawa. Jeśli więc nie planujecie inwestować w dodatki do Paladynów, a ciasnota w pudełku podstawki nie boli, to po jaką cholerę Wam ten cały Big Box? Kasę lepiej zainwestować w inne gry z serii Zachodnich Królestw, albo… dodatek do Paladynów, a wtedy… 🙂 Jeśli natomiast jesteście, albo zamierzacie być fanami serii — Pudełko Kolekcjonera to Wasz must have! Takie rozwiązanie pozwoli na wygodny podział komponentów, uprzyjemni obcowanie z grą, ale przede wszystkim znacząco przyspieszy jej setup. Pozwoli również na wygodny oraz bezpieczny transport, bez konieczności przewożenia kilku osobnych pudełek. Sami zresztą wiecie, co jest najlepsze dla Waszych gier.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Brazil: Świt Imperium – recenzja!



Brazil: Świt Imperium – recenzja!


Materiał reklamowy: Gra Brazil została przekazana do recenzji przez wydawnictwo Lucrum Games. Zapewniamy, że wydawca w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Projekt
Zé Mendes
Ilustracje
Kilku artystów
Liczba graczy
2-4
Czas rozgrywki
90-130 min.
Wydawca
Lucrum Games
Rok wydania
2021
Ocena BGG
8.4 / 10
Moja Ocena
8 / 10
Wykorzystane Mechaniki: tile placement | tableau building | variable player owers | modular board


Sprawdź, co oferuje Brazil: Świt Imperium
  • Oprawę godną karnawału w Rio de Janeiro,
  • Przystępne zasady, dużą głębię rozgrywki i multum taktyczno-strategicznych decyzji,
  • Strategiczno-ekonomiczną hybrydę zgrabnie wplecioną w tematykę gier cywilizacyjnych,
  • Sporą różnorodności i regrywalność,
  • Wiele równorzędnych sposobów punktowania,


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Brazylię wspominam z wielką nostalgią i podziwem. Szczególnie Canarinhos czasów Pelego czy mistrzowskie drużyny z 1994 i 2002 roku, zachwycające talentem, polotem i magią futbolu. Jednak dzisiejszych tekst nie dotyczy piłki nożnej czy Brazylii, jaką obecnie znacie. Ojczyzny Edsona Arantesa do Nascimento, Paulo Coelho oraz prześlicznej Gisele Bündchen. Kolebki samby, światowej stolicy karnawału, kolorowej, różnorodnej, ale też pełnej skrajności, biedy i korupcji. Dziś opowiem Wam historię sprzed 500 lat, a jeśli Was zaciekawi, być może sami napiszecie ją na nowo – po swojemu, a później jeszcze raz i kolejny…

Zapraszam Was na recenzję strategicznej gry Brazil: Świt Imperium, zaprojektowanej — jak wnoszę — przez oddanego brazylijskiego fana gry Scythe, ale do tego wątku jeszcze powrócę. Brazil to dopiero drugi projekt Zé Mendesa (José R. Mendesa), pierwszym  była gra o tematyce… piłki nożnej 🙂 Przypadek — nie sądzę!

Świt Imperium przenosi graczy do czasów wielkich odkryć (XV — XVI wiek) i światowej ekspansji terytorialnej ówczesnych europejskich potęg. Kolonializm nie ominął także mocno zacofanej Brazylii, pozostającej w cieniu swoich zachodnich sąsiadów. Zadaniem graczy będzie eksploracja oraz ekspansja dzikich, nieodkrytych jeszcze obszarów tej części świata, a także rozwój technologiczno-gospodarczy kolonii w prężnie działające państwa. Rozgrywka potrwa 3 ery, w których trakcie gracze będą budować, rozwijać, eksplorować, odkrywać i walczyć. A to wszystko dla ukochanych pezetów oraz w imię zdrowej planszówkowej rywalizacji.



Zacznijmy od tego, że Brazil w pełnej krasie zachwyca wizualną różnorodnością, żywą odważną kolorystyką oraz fantastycznymi komponentami. Na czele z kształtowanymi, drewnianymi znacznikami graczy oraz żetonami zasobów — pełen sztos! Wiele bym dał, żeby podobne standardy stosowano w większości znanych mi gier. Jeśli dodamy do tego solidną jakość tektury, tematyczne ilustracje oraz 12-stronicowy ilustrowany przewodnik historyczny, powodów do satysfakcji na pewno nie zabraknie. Brazil prezentuje się zacnie, ale jak mówi mądre przysłowie, nie wszystko złoto, co się świeci. Na minus słaba jakość kart oraz po części plastikowy, po części tekturowy insert, służący przechowywaniu komponentów. Niestety coś tak dziwnego, kłóci się z moim wysublimowanym poczuciem estetyki 🙂 Najgorsze, że ta teoretycznie lepsza — plastikowa część insertu kompletnie zawodzi. Wystarczy postawić pudełko bokiem, żeby źle zabezpieczone zasoby, wespół z kaflami budynków stworzyły wewnątrz opakowania niezły karnawał! Niestety dołączona do insertu pokrywka nie jest tym, na co z pozoru wygląda, potwierdzając tym samym starą prawdę, że w Brazylii trzeba uważać, w co się człowiek pakuje oraz drugą, że bez prewencyjnej gumki na miasto ani rusz.

Po rozłożeniu gry naszym oczom ukazuje się mapa, a na niej góry lasy, rzeki, stolice oraz zakryte kafle eksploracji. Jedna część planszy gracza zachwyca zestawem różnorodnych jednostek, druga zawiera miejsce na manufaktury oraz pałace. Jej przedłużeniem jest unikalna plansza z portretem naszego monarchy. Po obu stronach planszy głównej znalazło się miejsce na zasoby i kafle budynków, naprzeciw których leżą wyłożone w dwóch rzędach karty obrazów oraz cele końcowe trzech epok gry. Wszystko to sprawia wrażenie… hm, no właśnie czego?

Jeśli nadzieja szepce Wam do ucha o upragnionym 4X, to pora na zimny prysznic oraz solidnego plaskacza w twarz! Chyba że dostrzega w grze potencjał na rasową cywilizację? W takim razie… prysznic Was nie ominie, ale obijanie facjaty możecie sobie chwilowo darować. Powiedzmy sobie wprost, Świt Imperium z pewnością nie należy do gier stricte cywilizacyjnych, ale określenie „mała cywilizacja” pasuje do niej jak ulał. Przy czym „mała” nie odnosi się do jej gabarytów, czy potencjału, tylko niedoboru cech, które w istotnym stopniu gatunek ten definiują. Chodzi między innymi o ograniczony wybór frakcji, pominięcie drzewka technologicznego oraz brak różnic w rozwoju poszczególnych epok gry. Nie bez znaczenia jest również brak wydarzeń, niewielka skala eksploracji, czy marginalna interakcja, skutkującą praktycznie bezkonfliktową rozgrywką.

Największy nacisk w grze położono na rozwój ekonomiczny oraz pokojową ekspansję, co sprawia, że Brazil bliżej do tematycznego eurasa niźli rasowej gry cywilizacyjnej. Stąd duży wybór budynków produkcyjnych, możliwość ich elastycznej przebudowy oraz kilkanaście karty obrazów, wzmacniających właśnie ten aspekt rozgrywki. Nawet warunki celów kart misji, koncentrują się na ekonomicznych aspektach gry. Być może tego czy owego w Brazil brakuje, ale dla mnie stanowi brakujące ogniwo, pomiędzy małymi civkami „na godzinę”, a crème de la crème tego gatunku, jak Clash of Cultures, Monumental, TTA czy Cywilizacja Sida Meiera. Deklasując przy okazji kilka starszych semi-cywilizacyjnych tytułów, na czele z Nowym Początkiem (Civilization: A New Dawn) czy wiekową już Wojną Narodów.



Mechanika gry czerpie garściami z bardzo znanej, niezwykle lubianej, choć w mojej ocenie lekko przecenionej Kosy. Jeśli znacie, lubicie i graliście w Scythe, to Brazil stoi przed Wami otworem. W szczególności dotyczy to fazy wyboru akcji (wzmocnionej ulepszeniami) oraz produkcji zasobów, które umieszczamy bezpośrednio na planszy lub budynkach. W mniejszym stopniu również rozwoju ekonomicznego, ekspansji terytorialnej, marginalnej interakcji oraz ogólnego feelingu gry. Omija za to podobieństwa fazy ruchu, która w grze Pana Zé Mendesa, jest integralnym elementem każdej akcji. Dzięki temu gracze mają poczucie większej mobilności oraz swobody ruchów.

Czy pomimo tej drobnej różnicy, obie gry są do siebie aż tak niepokojąco podobne? Nie, na całe szczęście nie! Trudno nie dostrzec cech wspólnych, ale to zaledwie fragment mechaniczno-tematycznej różnorodności Brazil. Jej przewaga wynika z tego, że pojawiła się znacznie później, co czyni ją ciekawszą, a także bardziej różnorodną i nowoczesną — szczególnie w sferze mechaniki. Odpuśćmy jednak dalsze porównania, koncentrując uwagę tam, gdzie należy, czyli na dawno wyczekiwanej nowości od Lucrum Games.



Wprowadzenie w szczegółowe arkana gry może potrwać dłuższą chwilę (30-40 min), kiedy jednak gracze ruszą wreszcie na podbój dziewiczej Brazylii, będą płynąć z prądem, niczym lekkie kanu po dzikich dorzeczach Amazonii. Nic w tym dziwnego, akcje są proste i szybkie, a decyzje często uzależnione od posiadanych zasobów. Głównym targetem graczy jest rozwój ekonomiczny, napędzany budynkami produkcyjnymi oraz kartami obrazów. Dobrze rozwinięta ekonomia, to klucz do sukcesu, czyli dalszej ekspansji oraz perspektywy wysokiego wyniku punktowego. Pytanie tylko, czy to wystarczyć, szczególnie kiedy nasi rywale eksplorują i rosną w siłę? Specjalizacja może stanowić o końcowej przewadze, ale to za sprawą równomiernego rozwoju osiągamy stabilizację militarną, zwiększamy efektywność akcji, wyruszamy na eksplorację kontynentu, albo realizujemy karty celów gry.

To właśnie wspomniana różnorodność — niewymuszona i naturalna — stanowi o sile tej barwnej semi-cywilizacyjnej gry planszowej. Doceniam Brazil za wszechobecne poczucie swobody oraz strategiczną elastyczność towarzyszącą każdej rozgrywce. Mogę robić, co chcę i kiedy mam na to ochotę. Jeśli mam taki kaprys, to werbuję piechura i gram metodą na „Lolasa” 🙂 , zapieprzając eksploracyjnym sprintem od krańca do krańca mapy. Szukając punktów, zasobów i przewag, jakie oferują niektóre kafle eksploracji — po prostu czysty fun! Jeżeli eksploracja mi nie leży, buduję lub sięgam po karty obrazów — jeden z moich ulubionych aspektów rozgrywki. Za ich sprawą wzmacniam się ekonomicznie lub militarnie, a czasem zyskuję unikalne zdolności. Dla mechanicznej symbiozy, strategicznych przewag oraz alternatywnych sposobów punktowania. Mogę postawić na rozwój armii, strasząc współgraczy przejęciem ich budynków, miast czy zasobów. Zainwestować czas oraz środki w upgrade poszczególnych akcji, rozwijając kolejne manufaktury, handlować zasobami, albo… Skupić się na realizacji trzech kart celów, kontrolując w ten sposób tempo i timing rozgrywki. Zyskując element zaskoczenia, bonusy za wybudowane pałace oraz szansę na szybkie zakończenie gry.

Niezależnie od przyjętej strategii warto pamiętać, że Brazil nagradza różnorodność w iście ekonomiczny stylu — popularną sałatką punktową. Może nie taką, jaką oferują klasyczne eurasy, ale niewiele jest tu elementów, których w oczywisty sposób zapunktować się nie da, wliczając w to nawet jednostki wojskowe! Jak na cywilizacyjno-ekonomiczną hybrydę przystało, punkty ścielą się gęsto, przekraczając często pułap 70, a nawet 80!



Żeby jednak nie było zbyt pięknie, muszę wspomnieć o kilku trapiących grę problemach. Pierwszym jest niewielka liczba kart obrazów. Jest ich tak mało, że niektóre talie kończą się, zanim zdążę dopić pierwsze piwo, a za kołnierz nie wylewam! Uwielbiam karty obrazów, ich wpływ na rozgrywkę oraz delikatna asymetryczność. Lubię też, kiedy ich znajomość zapewnia mi strategiczną przewagę, ale przy tak cienkich taliach, wiedza ta może negatywnie wpływać na rozgrywkę. Tu się aż prosi o szybki dodatek!

Pewnym problemem jest dla mnie również semi modułowa mapa gry. Nie zrozumcie mnie źle, technicznie rzecz biorąc jest modułowa, ale… Cały cymes polega na tym, że układamy ją wyłącznie na podstawie predefiniowanych ustawień, a tych jest mało — zaledwie 2-3 per liczba graczy. Kiedy wszystkie poznamy, po cichu wkrada się powtarzalność. Wprawdzie twórcy pracują nad kolejnymi, ale brak wytycznych do tworzenia własnych, jest w moim odczuciu piętą achillesową, tego ja się wydawało elastycznego rozwiązania.

Kolejny problem dotyczy wariantu solo, który jest tak zły, że mógłbym się nad nim pastwić bez końca, ale tego nie zrobię. Poprzestanę jedynie na krótkim ostrzeżeniu. Jeśli lubisz gry solo, nie idź tą drogą, nie znajdziesz tam niczego, poza ekstremalnym rozczarowaniem!

Ostatnim mankamentem, o który wypada wspomnieć w kontekście rozgrywek wieloosobowych, jest walka! Hm… że co proszę? Naprawdę cenię w Brazil to dominujące wrażenie zimnej wojny, ale to nie może być wszystko. Tam musi być drugie dno! Na co graczom asymetryczność oraz unikalne zdolności jednostek, skoro to tylko kapiszony — zwykłe straszaki? To prawda, że w pierwszej fazie rozgrywki przydają się do eksploracji, ale później ich rola została sprowadzona do biernej asekuracji. Dzieje się tak dlatego, że ataki nie dają wymiernych korzyści — żadnych natychmiastowych punktów, gwarantowanych zasobów czy bonusów. Po co więc ryzykować, skoro walka nic nie daje, a jej wynik jest sprawą otwartą. Przecież siła graczy to nie tylko suma wartości jednostek oraz posiadanych modyfikatorów, ale także niejawnych kart militarnych. W ten oto sposób ryzyko przewyższa korzyść, a ciekawa oraz intuicyjna mechanika walki, dosłownie ląduje na marginesie rozgrywki. Pilnuj swojego tyłka — to motto, które towarzyszy każdej partii. Szkoda, widzę tu spory potencjał. Kilka drobnych zmian w zasadach i rodzi się całkowicie nowa strategia. Liczę, że w niedalekiej przyszłości pojawią się zasady, które pozytywnie wpłyną na interakcje oraz podniosą militarne znaczenie jednostek.



Pare! Dość już tego narzekania. Brazil to kawał świetnej strategii, ubranej w ciekawy temat oraz iście karnawałowe szaty. To prawda, że jest kolorowo, ale jest też czytelnie i przejrzyście. Gra oferuje szeroki wachlarz taktyczno-strategicznych wyborów oraz pakiet zaskakująco przystępnych, intuicyjnych zasad. Rozgrywka jest odpowiednio rozbudowana i różnorodna, a przy tym odporna na nudę oraz downtime. Ale najważniejsze jest to, że granie w Brazil sprawia mi wielką frajdę. Wciąż czuję niedosyt, a z nim potrzebę kolejnej konfrontacji. Więc odkładam recenzję na później i gram, kiedy tylko nadarzy się okazja.

Po 9 partiach przyszedł wreszcie czas na werdykt, a ten może być tylko jeden. Brazil to dobrze przemyślana, bardzo satysfakcjonująca strategiczno-ekonomiczna hybryda, ukryta pod płaszczykiem gry cywilizacyjnej. Sprawdza się w każdym gronie i liczbie graczy, niezależnie od preferencji czy doświadczenia. Jest naprawdę szybka (30 minut na gracza), intensywna i angażująca. Chociaż koncentruję się na ekonomii, nie brak jej różnorodności cechującej nawet najlepsze gry cywilizacyjne. Zasługuje więc na pochwały oraz mocne 8/10!

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Omówienie 20 gier zapowiedzianych na Portalconie 2022(Bór, Golem, Oath, Ark Nova, Messina1347…)

W sobotę 22 stycznia odbył się Portalcon, gdzie między innymi Ignacy Trzewiczek ogłosił plany wydawnicze Portal Games na rok 2022. Muszę przyznać, że jest kilka perełek, które zasilą moją kolekcję w tym roku, a na tym filmie przybliżę wam każdy z 20 tytułów: Bór, Golem, Arkana Magii, Park Savanna, Batman Everybody Lies, Messina 1347, Weather Machine, Zapomniane morza, Oath: Kroniki władzy i banicji, Ark Nova, Wyprawa Darwina, Wyprawa Darwina Ziemia Ognista, Suburbia, Suburbia INC., Massive Darkness 2: Hellscape, Massive Darkness 2: Heavenfall, Bitoku, Marvel United: X-Men, Circadians: First Light, Circadians: Chaos Order.
Zapraszam!

Top 10 gier z nietypowym tematem

Sporo czasu minęło od ostatniej listy Top 10 na kanale. Czas zatem wrócić do tych materiałów i pierwszą topką w 2022 roku nie będzie nic podsumowującego rok miniony, ale próba znalezienia dziwnej tematyki gier planszowych. Oto Top 10 gier z nietypowym tematem.

Czytaj dalej

Terraformacja Marsa: Ekspedycja Ares | Przegląd Kart+Karty Promo[2022]

Ekspedycja Ares to dynamiczna, zupełnie niezależna gra w znanym uniwersum Terraformacji Marsa. W trakcie rozgrywki kierujemy korporacjami, które chcą zmienić Marsa w dochodową i nadającą się do życia planetę.
Na filmie zobaczysz całą zawartość pudła (która jakością wykonania bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła) wraz z przebitkami oraz wszystkie karty wraz z kartami z promo packa (ponad 220 kart). Zapraszam!

PLANSZÓWKOWE NEWSY#40 (WYSPA KOTÓW, GWIEZDNY MUNCHKIN, PARKI, WYSPA DINOZAURÓW, SW:PAŁAC JABBY)

W 40 odcinku Planszówkowych Newsów dowiecie się między innymi o:
Przedsprzedaży gry Latające Burrito: Ekstremalna edycja podwórkowa, przedsprzedaży Nieustraszeni: Afryka Północna od Ogry Games czy premierzy Wyspy Kotów od Lucky Duck Games
W całym odcinku omawiam 6 premier, 9 przedsprzedaży oraz informuję o 3 dodrukach. Miłego oglądania!

Lords of Hellas: Dark Ages ¦ sklepowa edycja stretch goali z kampanii ¦ UNBOXING [2021]

Zbiór stretch goali z kampanii do Lords of Hellas w wersji sklepowej od Awaken Realms. Mamy tutaj nowych bohaterów, potwory, monumenty zasady oraz alternatywne tryby gry, a wszystko w polskiej wersji językowej, którą możecie zakupić bezpośrednio ze sklepu wydawcy. Przyjrzę się dokładnie każdej figurce, wszystkim kartom, z których uwagę przykuła mi ta o nazwie „Argo” 😉 Dzięki zawartości tego pudła nadszedł najwyższy czas, aby odświeżyć sobie rozgrywkę przed premierą Lords of Ragnarok 🙂

Canvas: Lustrzane Odbicia – recenzja!



Canvas: Lustrzane Odbicia – recenzja!


Materiał reklamowy: Gra Canvas: Lustrzane Odbicia została przekazana do recenzji przez wydawnictwo Aweken Realms. Zapewniamy, że wydawca w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Projekt
J. Chin, A. Nerger
Ilustracje
Luan Huynh
Liczba graczy
1-5
Czas rozgrywki
30-45 min.
Wydawca
Aweken Realms
Rok wydania
2021
Ocena BGG
7.9 / 10
Moja Ocena
8 / 10
Wykorzystane Mechaniki: hand management | set collection | card drafting


Sprawdź, co oferuje Canvas: Lustrzane Odbicia
  • Cudowną jakość wykonania i nietuzinkowy pomysł z przezroczystymi kartami,
  • Ciekawy twist set collection związany z łączeniem kart i dostępnych symboli,
  • Jeszcze jeden twist, tym razem związany z rotacją kart i możliwością ich lustrzanego odbicia,
  • Znakomite dopełnienie, nietuzinkowej gry rodzinnej,
  • Nową planszę do gry, warunki punktowania oraz kolejne pudełko, które może ozdobić naszą ścianę w salonie.


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Nie wiem ja u Was, ale moim największym planszówkowym wrogiem jest… czas! To złośliwa menda, z którą nie sposób się dogadać. W trakcie grania mija szybko i nieubłaganie, ale kiedy pracuję, rusza się niczym mucha w smole, udowadniając, że jest zwykłym chujkiem. Przepraszam za słownictwo, ale z czasem trzeba twardo. Jak mu się nie postawisz, to już na zawsze pozostaniesz jego…

Wiecie, kiedy ten nicpoń najmocniej daje mi w kość? Jak wyczekuje wydania upragnionej gry, a czas robi wszystko, żeby mi w tym przeszkodzić. Wymyśla podatki, kontroluje statki i robi zapory na Kanale Sueskim. Nie inaczej było w przypadku gry Canvas, którą zrecenzowałem dla Was już pod koniec kwietnia ubiegłego roku. Tyle miesięcy oczekiwania na polską edycję, tak wiele nienamalowanych obrazów. W znoju i trudzie, pracy i brudzie… z tym ostatnim trochę przesadziłem, ale zapewniam Was, łatwo nie było! Kiedy ja cierpiałem, czas bawił się w najlepsze, przeciągając z byle powodu. Na szczęście wyczekałem gnoja i oto po kilku miesiącach nadszedł upragniony dzień, w którym mogę opowiedzieć Wam o dodatku do gry Canvas pod tytułem Lustrzane Odbicia.



Dodatek dotarł do mnie na dwa tygodnie przed podstawką, rzutem na taśmę łapiąc się jeszcze w poprzedni rok kalendarzowy. Na szczęście na podorędziu miałem już przygotowaną Kickstarterową rezerwę i bez zbędnych ceregieli mogłem zająć się ogrywaniem najnowszego nabytku. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście unboxing. Kiedy moim oczom ukazały się komponenty, wiedziałem już, że… jest dobrze! Zgodnie z przewidywaniami polska edycja w niczym nie ustępuje angielskiej, może za wyjątkiem Kickstarter Exclusives, które jak to zwykł mawiać mój kumpel „dupy nie urywają”.

W pudełku z Lustrzanymi Odbiciami znajdziemy przede wszystkim prawdziwą planszę do gry. Prawdziwą, czyli taką, której nie sposób pomylić z serwetką :). Oprócz tego kilkadziesiąt ładnych tekturowych znaczników oraz karty. Te ostatnie — najmocniej wyczekiwane — cieszą najbardziej. Jakość kart, podobnie do reszty komponentów prima sort, aż się człowiekowi mordka szczerzy od ucha do ucha. Pudełko stanowi kontynuację wizualnej kompozycji podstawki i podobnie jak ona, posiada specjalne wcięcie służące do zawieszenia na ścianie. Ja się na taką okoliczność jaram i zamierzam borować dziury, za to żonę na samą myśl trafia szlag. Ale jak mówi znane planszówkowe przysłowie, co może wisieć, na Kallaxa nie trafi.



Pierwsza okazja do rozgrywki nadarza się jeszcze tego samego dnia. Szybki przegląd zasad, krótki setup i możemy tworzyć wybitne dzieła sztuki. Nowa plansza zapewnia miejsce na karty punktacji, wstęgi we wszystkich sześciu kolorach oraz aż 8 slotów na karty sztuki. W to mi graj, więcej slotów oznacza większy wybór, a z nim wiąże się mniejsza losowość. Początki są trudne, talent buzuje niczym mentos w coli, ale widać brak wprawy. Pół roku bez pędzla i sztalugi odcisnęło swoje piętno.

Pojawiają się nowe dwustronne karty sztuki, którymi można zarządzać w sposób, jakiego ta gra dotychczas nie znała. Prosty twist, potrzebny niczym lampka dobrego wina pijanemu kiperowi po gównianym dniu w robocie. Prostota i elegancja w jednym. Zasada działania dwustronnych kart jest banalna. Kiedy je obracamy, uzyskujemy efekt lustrzanego odbicia. Symbole pozostają niezmienne, zmienia się tylko ich położenie. To ułatwia planowanie oraz budowanie udanego set collection, zwiększając tym samym szansę na solidne oceny jury. Warto dodać, że choć ilustracje po obu stronach nowych kart sztuki mają ten sam kształt, to różnią się stylem i są niepowtarzalne. Z jednej strony bardzo radosne, z drugiej zazwyczaj ciut mroczne — drobiazg, który bardzo cieszy!

Dodatkowe karty, to także kolejny sposób punktowania, tym razem za złote wstęgi. Punkty otrzymujemy na zasadach podobnych jak przy srebrnych wstęgach, ale tym razem symbole muszą sąsiadować z warunkiem punktowania. To znacznie utrudnia ich realizację, dlatego złote wstęgi warte są aż 3 punkty zwycięstwa!

Jednak Lustrzane Odbicia to nie tylko nowe elementy obrazów, ale także bardzo istotne karty końcowego punktowania. Wraz z pojawieniem się dodatku, do dyspozycji graczy oddano 8 nowych warunków, co oznacza, że łącznie z grą podstawową jest ich aż 20! To gwarancja niesamowitej wręcz regrywalności, szczególnie w połączeniu z nowymi kartami sztuki. Na szczęście wydawca nie zapomniał również o graczach utyskujących na marginalną rotację kart. Pojawiły się oficjalne zasady dotyczące rotacji w wariancie solo i dla 2 graczy. Ktoś tu słucha graczy — przyjemna odmiana.



Po zakończeniu pierwszej rozgrywki czułem, że nowe komponenty oraz zmiany w zasadach wyszły grze na dobre. Po kolejnym pięciu jestem przekonany, że Lustrzane Odbicia są wspaniałym dopełnieniem bardzo udanej podstawki. Do tego stopnia, że ciężko mi sobie wyobrazić granie bez nich. Nie dlatego, że podstawka jest niewystarczająco dobra, co to, to nie. Jest świetna, mechanicznie odkrywcza i sprawia duży fun, ale… Dodatek jest dla niej niczym Żwirek dla Muchomorka albo Sasin dla dziury budżetowej — uzupełniają się wzajemnie. Zdejmuje z gry ciężar sporadycznej, acz irytującej losowości, zwiększając przy tym liczbę wyborów oraz zapewniając graczom tak potrzebną elastyczność. Warto zauważyć, że szkielet rozgrywki pozostał nienaruszony, to dalej ten sam nietuzinkowy set collection, tylko jeszcze lepiej doprawiony, a przez to bardziej smakowity.

Na rynku pojawia się coraz więcej gier, aspirujących do miana planszówkowych dzieł sztuki. Wzbudzają zachwyt nie tylko wśród graczy, ale również osób postronnych, w żaden sposób z grami planszowymi niezwiązanych. Delektujemy się ich wyglądem, podziwiając jakość wykonania, koncept graficzny oraz artystyczny kunszt ich twórców. Canvas nie tylko aspiruje do miana planszówkowej sztuki, ale jest też czymś więcej. Pozwala graczom poczuć się częścią tego procesu, dając szansę na tworzenie kompozycji, o niesamowitych i niepowtarzalnych walorach estetycznych. To nie tylko gra, to również zabawa formą i kompozycją w stopniu, jakiego obecnie nie zapewnia żaden inny tytuł. Bez presji wyników, zdobytych punktów oraz odniesionych zwycięstw.

Dlatego warto mieć Canvas w swojej kolekcji, czy to z dodatkiem, czy bez. Teraz możecie się poczuć jak Picasso, Van Gogh, Dali, kreując jednocześnie sztukę i punkty. Podstawka jest super, ale dodatek… Dodatek jest zajebisty i z pewnością wart swojej ceny! Kupujcie więc póki jest, bo kiedy go zabraknie, pozostanie Wam tylko płacz, lament i zakup z rynku wtórnego, a wiemy, czym to się zazwyczaj dla naszego portfela kończy.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Labyrinth Paths of Destiny 4 edycja – zasady, przykładowa rozgrywka

Czwarta edycja polskiej, przygodowej  gry Labyrinth Paths of Destiny już jest dostępna. 🙂 Z tej okazji przygotowałem przykładową rozgrywkę.

Czytaj dalej

Znowu Monopoly?

Kiedy, w popularnych mediach, porusza się temat planszówek, często na pierwszym miejscu pojawia się Monopoly. Gra z wąsaczem w cylindrze, jak bumerang wraca i króluje w nagłówkach. Zdradzam dlaczego.

Czytaj dalej

Terraformacja Marsa: Ekspedycja Ares, Wojna Nemo, Logiquest: Zmiana Toru, Tęczowe Historie [PN#39]

W 39 odcinku Planszówkowych Newsów dowiecie się między innymi o:
Premierze gry Terraformacja Marsa: Ekspedycja Ares od wydawnictwa Rebel, premierze gry Tęczowe Historie od G3, Przedsprzedaży „Wojna Nemo” od Galakty oraz jak wygrać grę karcianą „Dark Souls” ufundowaną przez wydawnictwo Portal!
W całym odcinku omawiam 9 premier, 3 przedsprzedaże oraz informuję o 4 dodrukach. Miłego oglądania!

GO – zasady dla początkujących

Jak wielu mówi – najstarsza gra świata. GO już od dawna jest światowym fenomenem. Ja do grona fanów dołączyłem ostatnio. 🙂 Dzisiaj materiał dla początkujących – takich jak ja. Kilka słów o podstawach tej gry.

Czytaj dalej

Paleo – recenzja!



Paleo – recenzja!



Projekt
Peter Rustemeyer
Ilustracje
Ingram Schell, Dominik Mayer
Liczba graczy
1-4
Czas rozgrywki
30-75 min.
Wydawca
Lucky Duck Games
Rok wydania
2021
Ocena BGG
7.9 / 10
Moja Ocena
9 / 10
Wykorzystane Mechaniki:  cooperative Game | scenario/mission | simultaneous action selection


Sprawdź, co oferuje Paleo
  • Klimatyczną oprawę oraz wysokiej jakości komponenty,
  • Kooperacyjny format rozgrywki, z wyraźnie wyczuwalną warstwą strategiczną,
  • Niesamowitą regrywalność opartą na kilkunastu unikanych, różnorodnych deckach kart,
  • Ciągłe poczucie zagrożenia oraz presji czasu (szczególnie w wariancie solo),
  • Świetne skalowanie, niezwykła różnorodność i niemożliwy do opisania feeling rozgrywki,


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Mieszkam w Polsce od urodzenia, czyli stosunkowo długo 🙂 . W tym czasie przeżyłem sporo narodowych kryzysów i politycznych zawirowań, włączając w to stan wojenny. Tu nigdy nie było El Dorado, ale dopiero od niedawna odnoszę wrażenie, że w trybie przyspieszonym cofamy się do paleolitu. Może właśnie dlatego tak gładko wszedłem w tematykę gry Paleo, opowiadającej o znojach, trudach oraz codzienności naszych praprzodków. Chyba po prostu poczułem się jak przysłowiowa ryba w wodzie 🙂 .

Nie bez kozery Paleo określane jest potocznie mianem małego Robinsona Crusoe. Robinsona, którego od lat mam i niezmiennie lubię, chociaż uznaję wyłącznie w wariancie solo. Pomimo odmiennej tematyki, bardziej rodzinnego targetu graczy oraz odczuwalnych różnic mechanicznych, obie gry mają kilka istotnych cech wspólnych. Podobny feeling, mocno wyczuwalny survivalowy klimacik, kooperacyjny format rozgrywki oraz karty. To oczywiście ogromne uproszczenie, co potwierdzi niemal każdy, kto miał okazję poznać obie z wymienionych gier, ale nie pozbawione ziarna prawdy. Jeśli więc odbiliście się od Robinsona niczym politycy od moralności, albo macie poczucie, że to dla Was za wysokie progi, to na kłopoty polecam Paleo! No dobrze, ale czym do neandertalczyka jest całe to Paleo?



Paleo to karciana, kooperacyjna, survivalowa gra o przetrwaniu w epoce kamienia łupanego. Tym, co wyróżnia ją na tle konkurencji, jest niesamowita różnorodność (modularny system decków), dzięki której ma szansę trafiać w bardzo szerokie grono odbiorców. Jeszcze miesiąc temu tytuł ten kompletnie nic mi nie mówił. Sprawiał wrażenie dziecinnego, dlatego szybko znalazł się poza radarem gier, który nawet bez Paleo wygląda jak nieustający atak na Pearl Harbor. Kiedy po wielu zawirowaniach gra nareszcie pojawiła się na sklepowych półkach, wciąż żyłem w błogiej nieświadomości, z której obudził mnie przypadek. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ten prehistoryczny niezwykły koncept od Lucky Duck Games wcale nie jest dziecięcą popierdółką, ale kooperacją przez duże „K”!

Od pierwszego kontaktu Paleo zachęca klimatyczną oprawą, jakością wykonania, kształtowanymi zasobami, trójwymiarowymi komponentami, ale przede wszystkim mnogością kart. Jest ich multum (ponad 220), są sercem oraz duszą gry, chociaż ich jakość pozostawia lekki niedosyt. To na nich opiera się core mechaniki, to za ich przyczyną Paleo jest tak zajebiście różnorodna i regrywalna. Karty podzielone są na kilkanaście mniejszych decków. Część z nich stanowi bazę każdej rozgrywki (karty podstawowe, członkowie plemienia, sny, pomysły i tajemnice), inne dobierane są rotacyjnie, w zależności od preferencji lub umiejętności graczy.

Do naszej dyspozycji oddano aż 10 modułów (12 z bonusowymi deckami), które można niemal dowolnie miksować. W pojedynczej rozgrywce używamy zaledwie 2-3, a to oznacza niesamowitą liczbę wariacji oraz niemal nieograniczoną regrywalność! Moduły gwarantują duże zróżnicowanie poziomu trudności, zapewniając przy tym odczuwalnie różne wrażenia z rozgrywki. Okazuje się, że poszczególne moduły odkrywają przed nami nie tylko nowe karty, zasady i mechaniki, ale również tematyczne wątki, tworząc coś na kształt obrazkowej mikro opowieść.



Pomimo że rozgrywka opiera się niemal wyłącznie na kartach, próżno szukać w niej mechanicznych związków z deck builderami, albo rozbudową karcianego tableau. Wprawdzie obie mechaniki należą do moich ulubionych, ale to właśnie ich brak sprawia, że Paleo jest tak niesztampowa i wyjątkowa. Rozgrywka opiera się na wspólnym decku kart, podzielonym po równo pomiędzy wszystkich graczy. Decku zawierającym miks nieznanych kart miejsc, skierowanych rewersami ku górze. I to właśnie na podstawie ilustracji wspomnianych rewersów, gracze będą decydować o kolejności ich zagrywania.

Ilustracje należy traktować jak wskazówki, dzięki którym gracze mogą wspólnie planować sekwencję działań nawet na kilka tur do przodu. Każda tura przebiega podobnie, zaczynając od zagrania kart (1 per gracz), odkrycia, a następnie rozpatrzenia w dowolnej kolejności. Musicie wiedzieć, że Paleo to niezwykle rzadkie połączenie długofalowej strategii z twistem przypominającym mechanikę push your luck, tylko w mikro skali. Niektórzy są zdania, że to całkiem udana symbioza, choć ja tak nie uważam. To słowo nie odzwierciedla prawdziwej zajebistości wspomnianego rozwiązania.

Kluczem do sukcesu jest współpraca, umiejętne planowanie oraz szczypta szczęścia, bez której nawet najlepsza strategia może wziąć w łeb. Awersy kart zazwyczaj w istotnym stopniu odpowiadają ilustracjom ich rewersów, ale jak to w grach o przetrwanie często bywa, diabeł tkwi w szczegółach. W trakcie rozgrywki gracze mogą tworzyć pomysły, craftować przedmioty, śnić o dobrych rzeczach, czy zwiększać liczebność plemienia. Mogą również wpaść w sidła, natrafić na niespodziewane zagrożenie, nieoczekiwane przeciwności, albo zwyczajnie nie sprostać wymaganiom na kartach. Dlatego tak istotne jest odpowiednie przygotowanie i współpraca, bez których dobry wynik pozostanie prawdopodobnie w sferze marzeń.

Kiedy skończą się karty, gracze przechodzą do fazy nocy, w której następuje żywienie oraz spełnienie wymogów kart celów, uzależnionych od wykorzystanych w grze modułów. Jeśli przetrwali, tasują, a następnie ponownie dzielą pomiędzy siebie deck kart miejsc, uszczuplony o karty, które po rozpatrzeniu wymagały odrzucenia z gry. Gra kończy się na dwa sposoby, przegraną lub wygraną graczy — obie są natychmiastowe. Przegrywamy jeśli otrzymamy piąty żeton czaszki, oznaczający zazwyczaj szczyt naszej kooperacyjnej niekompetencji. Niezwykle zabawny jest za to warunek zwycięstwa, polegający na stworzeniu 5-elementowego, skalnego malowidła mamuta.



Paleo okazało się moim największym zaskoczeniem ubiegłego roku, pomimo że poznałem ją dopiero w przeddzień Wigilii. Gra Petera Rustemeyera zaskoczyła nietuzinkową, dobrze przemyślaną mechaniką, świetnym feelingiem, wszechobecnym klimatem, poczuciem ciągłego zagrożenia oraz nieustanną walki o przetrwanie. Uwielbiam sposób, w jaki gracze zarządzają kartami, wspólnie planując, optymalizując i koordynując działania. Twist związany z rewersami kart jest po prostu boski, a przy tym bardzo tematyczny, podobnie zresztą jak pozostałe aspekty rozgrywki. Ciągła decyzyjność, co zagrać, a co odrzucić, w jakiej kolejności, jakie będą tego konsekwencje? Tyle wątpliwości, tak mało czasu 🙂 . To wszystko zamknięte w krótkiej, maksymalnie 70-minutowej, ale bardzo intensywnej i angażującej rozgrywce. Zauważyłem również, że mechanika gry stara się w pewnym stopniu zapobiegać syndromowi gracza Alfa, ale w tym względzie wiele zależy od nas samych.

To gra skrojona na każdą miarę, a mając na względzie regrywalność, również na każdą kieszeń. To znakomity tytuł rodzinny, fantastyczny gateway, a jednocześnie wymagająca i satysfakcjonująca propozycja dla bardziej zaawansowanych graczy. Raczej nie polubią jej przeciwnicy gier kooperacyjnych, za to reszta z Was,, powinna dać jej szansę! Paleo sprawia bardzo niepozorne wrażenie, ale musicie wiedzieć, że potrafi być nie lada wyzwaniem, nawet w najprostszej konfiguracji, o trudniejszych nie wspominając. Jest oczywiście kilka wariantów ułatwiających oraz utrudniających rozgrywkę, ale okazji, żeby z nich skorzystać, jeszcze nie miałem. Sporo wiem natomiast o skalowaniu i oświadczam, że Paleo działa bez zarzutu w każdej konfiguracji graczy! Chociaż w większym gronie odczucia z gry są troszkę lżejsze, niż w moim ulubionym 2-osobowym wariancie rozgrywki. To również genialne, a przy tym niesamowicie wymagające wyzwanie solo, z nieznanych powodów pominięte na oznaczeniach pudełka. Tryb jednoosobowy jest zdecydowanie najbardziej angażujący, a przy tym zdecydowanie najtrudniejszy. Frustracja z ciągłych porażek nie nastraja optymistycznie, ale gra wciąga niczym chodzenie po bagnach. Zdecydowanie polecam planszówkowym masochistom 🙂 .

Paleo nieodzownie kojarzy mi się z prześmieszną animacją Krudowie, a najbardziej z głową ich rodu, nadopiekuńczym Grugiem. Teraz już rozumiem, przez co ten biedaczyna musiał przechodzić. Sceny z jego udziałem wyglądają jak żywa reklama Paleo. Zazwyczaj kompletnie nie pojmuję wyborów niemieckiej kapituły dla corocznych nagród Spiel des Jahres, ale w tym roku zgadzam się z nią w pełnej rozciągłości. Paleo absolutnie zasłużenie zdobyło nagrodę Kennerspiel des Jahres, czyli zaawansowanej gry planszowej 2021 roku. Kupujcie więc i grajcie, dopóki jest jeszcze dostępna, bo to naprawdę zacny tytuł.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki