Poradniki

Disney Lorcana – przegląd oferty



Disney Lorcana – przegląd oferty



Projekt
Praca zbiorowa
Ilustracje
Praca zbiorowa
Liczba graczy
1-4
Czas rozgrywki
15-25 min.
Wydawca
Ravensburger
Rok wydania
2023
Ocena BGG
7.2 / 10
Moja Ocena
5 / 5
Wykorzystane Mechaniki: deck construction | hand management | income | multi-Use Cards




Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Kilka dni temu premierę miał najnowszy, jedenasty już sezon Disney Lorcana. Winterspell to dodatek na wskroś zimowy, czym idealnie wpisuje się w obecną aurę. Jego debiut nie tylko działa pobudzająco na obecnych graczy, ale stwarza szansę na pojawienie się nowych.

I właśnie z myślą o tych drugich przygotowałem krótką charakterystykę poszczególnych produktów z uniwersum Disney Lorcana. Uczciwie, bez upiększania, zgodnie z własnym sumieniem.

Dla łatwiejszego rozeznania produkty postanowiłem ułożyć od tych najbardziej podstawowych do tych, które kolekcjonerzy i doświadczeni gracze cenią najbardziej.

1

Disney Lorcana Gateway — czyli pierwsze koty za płoty

Powiem wprost: Gateway to obecnie najbardziej przystępny sposób na rozpoczęcie przygody z karcianką Ravensburgera. Jeśli nigdy nie grałeś w Lorcanę lub raczkujesz w świecie nowoczesnych gier planszowych i karcianych, to możesz śmiało założyć, że to zestaw stworzony właśnie dla Ciebie.

Gateway to starter oraz przemyślany samouczek w jednym. Krok po kroku, w sposób przystępny i naturalny wprowadzi Cię w zasady oraz podstawowe założenia gry. Przechodząc od elementarnych po bardziej zaawansowane mechaniki, pokaże różnorodność oraz strategiczny potencjał kryjący się za tą piękną, bajkową fasadą.


Zawartość zestawu:

  • dwie startowe talie,
  • plansza do gry,
  • żetony punktów Lore,
  • krótka instrukcja,
  • przewodnik wprowadzający w podstawy zasad,
  • dodatkowe zestawy kart służące stopniowemu wprowadzaniu nowych mechanik.

To naprawdę sprytny zestaw. Wszystko, co się w nim znajduje, ma pomóc nauce i płynnemu przejściu do pełnoprawnej rozgrywki.


Okiem malkontenta:

Karty z tego zestawu podlegają rotacji, co oznacza, że nie są legalne w oficjalnych turniejach (chyba że zostaną wydane ponownie jako tzw. reprinty lub grasz w formacie Infinity). Oficjalnie nimi nie pograsz, ale do nauki gry, grania z rodziną oraz przyjaciółmi nadadzą się znakomicie, a przecież właśnie do tego Gateway został stworzony.

Czym jest rotacja?

Rotacja w grach TCG (Trading Card Games) to moment, w którym starsze karty przestają być dopuszczone do oficjalnych rozgrywek turniejowych. Celem tego popularnego karciankowego zabiegu jest odświeżenie sceny turniejowej i zwiększenie szans mniej doświadczonych graczy na równorzędną rywalizację.


Czy warto:

Zdecydowanie warto, o ile to twoje pierwsze kroki w Lorcanie. Wprowadzenie step by step to znakomity pomysł – coraz częściej wykorzystywany także w grach planszowych (np. Gloomhaven, Robinson Crusoe). Kilkadziesiąt złotych to naprawdę niewielki wydatek, żeby sprawdzić, czy Disney Lorcana to gra dla Ciebie. Gateway z pewnością pomoże w podjęciu odpowiedniej i świadomej decyzji.


2

Starter Decki – dobry wybór dla początkujących i casualowych graczy

Starter Decki to gotowe, predefiniowane talie, stanowiące jeden z fundamentów oferty Ravensburgera. Idealne szczególnie na starcie przygody z Lorcaną. Wyciągasz karty, tasujesz i grasz! Ravensburger dbał o to, by w każdym sezonie pojawiały się 2-3 nowe — zbalansowane w stosunku do poprzednich sezonów — zestawy. Jednak w Winterspell po raz pierwszy nie znajduję ich w ofercie wydawcy. Szkoda, bo to swoisty ukłon w stronę graczy, którzy cenią gameplay, lecz nie czują potrzeby tworzenia decków i masterowania gry.


Zalety talii startowych

  • świetny produkt do grania w rodzinnym bądź casualowym gronie,
  • brak konieczności składania własnych talii,
  • talie są zbalansowane — startery z różnych sezonów powinny oferować podobny poziom grywalności,
  • prawie każdy Starter Deck gwarantuje odmienny styl gry i wrażenia z rozgrywki,
  • zestawy z najnowszych sezonów zawierają karty o unikalnym typie hologramu,
  • każdy Starter Deck zawiera dodatkowy booster, a więc szansę na wyjątkowe dropy.
Drop

W naszym żargonie określa zawartość otwieranego boostera (paczki). Dobry drop oznacza trafienie rzadkiej, wartościowej lub poszukiwanej karty.


Zawartość zestawu

  • gotowa talia składająca się z 60 kart (w tym zawsze dwie karty w wersji foil),
  • dodatkowy booster zawierający 12 losowych kart,
  • papierowe znaczniki obrażeń (zazwyczaj niepotrzebne) oraz instrukcja.

Okiem malkontenta

Zestawy startowe są zbyt słabe do grania kompetytywnego. To produkt stworzony do familijnego grania. Czasami trafi się w nich jakaś metowa karta, ale kupując starter, nie nastawiaj się na podbój sceny turniejowej.

Meta deck

Talia zbudowana w oparciu o najskuteczniejsze strategie i najmocniejsze — w danym momencie — karty. Meta decki zdominowały turnieje i sklepowe ligi.

Granie kompetytywne

Styl gry nastawiony na rywalizację, udział w turniejach i optymalizację wyniku. Sentymenty schodzą na drugi plan, liczy się czysta matematyka i efektywność talii.


Czy warto?

Grasz for fun i nie bawi Cię składanie talii – Starter Deck to naprawdę dobre rozwiązanie. Jeśli od Lorcany oczekujesz rywalizacji i współzawodnictwa na wysokim poziomie, polecam sprawdzić kolejne produkty z mojej listy.


3

Disney Lorcana Illumineer’s Quest: Palace Heist

Illumineer’s Quest: Palace Heist to produkt na swój sposób unikatowy, bo skierowany do graczy kooperacyjnych i fanów rozgrywek jednoosobowych. Z pewnością jest bardzo udaną kontynuacją poprzedniego Illumineer’s Quest – Deep Trouble, z nową historią w tle, bardziej wymagającym przeciwnikiem i zmianami w mechanice gry. Rozgrywka opiera się na walce z podstępnym, potężnym Jafarem i jego poplecznikami. Za sprawą zróżnicowanych poziomów trudności i elastycznych zasad, każda partia stanowi nie lada wyzwanie. Dla fanów Disney Lorcana i Marvel Champions to pozycja niemalże obowiązkowa. Oba tytuły skupiają się na budowaniu talii i starciach z potężnym bossem.


Zawartość zestawu

  • talia Jafara,
  • dwa gotowe decki bohaterów,
  • zestaw tokenów i znaczników,
  • kilka unikalnych kart w wersji foil rainbow;
  • instrukcja z zasadami trybu solo/coop,
  • plansza do gry.
Foil (Holo)

Specjalne wersje kart pokryte błyszczącą, mieniącą się folią. W Lorcanie każda karta posiada swój odpowiednik w wersji foil. Spora część graczy stawia sobie za cel zebranie ich wszystkich!


Okiem malkontenta

Trudno doszukać się poważnych minusów. Jedynym ograniczeniem jest to, że tryb kooperacyjny różni się od klasycznej rozgrywki PvP, więc nie da się w nim testować decków turniejowych. Mimo wszystko tworzenie talii i walka z Jafarem to czysta przyjemność. Należy się jednak spieszyć, bo Illumineer’s Quest jest coraz trudniej dostępny, a karty w nim zawarte na przełomie sierpnia bądź września wypadną z rotacji.


Czy warto?

Zdecydowanie tak! Szczególnie patrząc przez pryzmat regrywalności, ale także wartości i grywalności poszczególnych kart (w tym kilku unikalnych kart holo). Wszystkim fanom solo i kooperacji szczerze ten zestaw polecam.


4

Gift Boxy – ulubiony zestaw początkujących graczy!

Gift Box przyciąga uwagę nie tylko zróżnicowanym pakietem boosterów, ale przede wszystkim zgrabnym, kompaktowym pudełkiem i niesamowitą, brokatową promką. Zawartość w postaci boosterów i karty zmienia się w każdym sezonie. To produkt stosunkowo młody – po raz pierwszy pojawił się wraz z końcem debiutanckiego roku Lorcany. Najbliższy Gift Box – Scrooge McDuck – będzie dopiero trzecim z tej linii wydawniczej Ravensburgera. Co ważne, karty promo z tych zestawów są nie tylko ładne, ale też niezwykle silne. Elsa – The Fifth Spirit (na zdjęciu) to nie tylko ozdoba kolekcji, ale przede wszystkim jedna z najbardziej grywalnych kart w obecnej mecie. Jeśli chodzi o same boostery, znajdziemy tam zazwyczaj mieszankę z poprzednich sezonów (od piątego w górę).


Zawartość zestawu

  • pudełko na karty,
  • 5 boosterów,
  • 3 przekładki,
  • karta promo.

Okiem malkontenta

Głównym minusem jest podwójna losowość. Nie mamy tu wpływu ani na zawartość boosterów, ani dobór sezonów, które trafiły do pudełka. Jeśli polujesz na karty z konkretnego dodatku, bezpieczniej będzie skorzystać z innych produktów Ravensburgera.


Czy warto?

Zdecydowanie tak. To świetny pomysł na uzupełnienie kolekcji, szczególnie jeśli w kilku setach mamy sporo braków. Wygodne pudełko, wartościowa karta promo oraz radość z otwierania paczek z szansą na ciekawe dropy – czego chcieć więcej?


5

Collection Starter Set – gratka dla początkujących kolekcjonerów

Collection Starter Set to nie tylko ukłon w kierunku nowych graczy, ale bardzo ciekawy produkt dla kolekcjonerów i lorcanowych wyjadaczy. W zestawie znajdziemy 4 boostery z bieżącego sezonu, fajną kartę promo oraz kompaktowy album do przechowywania kart. Zestaw kosztuje niemal tyle samo, co zakup samych boosterków, jest więc w mojej opinii więcej niż opłacalny. Przyznam się, że jestem w posiadaniu aż sześciu takich albumów! To mój podręczny magazyn na najbardziej grywalne karty każdego koloru inkaustu, ale Ty z pewnością znajdziesz dla nich inne, równie pożyteczne przeznaczenie.


Ciekawostka

W Collection Starter Set z sezonu 9 (Fabled) znajdziesz także rodzimy akcent. Autorem ilustracji promo karty Tinker Bell – Giant Fairy jest Cookie, czyli Michael Niewiadomy. Bardzo sympatyczny, utalentowany polski artysta, twórca nie jednej, ale kilku ilustracji do gry Disney Lorcana.


Zawartość zestawu

  • album na karty (pojemność do 80 kart),
  • 4 boostery z aktualnego setu,
  • karta promo.

Okiem malkontenta

Kompaktowość albumu wielu może uznać za wadę. 80 slotów to zbyt mało, żeby pomieścić wszystkie karty z jednego setu. Dlatego też należy traktować go jako podręczny magazyn kart na wymianę (tzw. trade binder) lub miejsce do przechowywania najcenniejszych pozycji w kolekcji.


Czy warto?

Jako posiadacz sześciu albumów oraz playsetu Tinker Bell promo na to pytanie odpowiadać chyba nie muszę?


6

Trove – zestaw którego trudno sobie odmówić

Jeśli Starter Deck to karta menu, Gift Box jest przystawką, a Collection Starter Set deserem, to Illumineer’s Trove może być wyłącznie daniem głównym! Łączy w sobie to, co tygryski lubią najbardziej: emocję openingu (8 boosterów) z zestawem praktycznych, naprawdę przydatnych akcesoriów. Trove to dla zdecydowanej większości graczy (szczególnie tych doświadczonych) zakupowy must have w dniu premiery nowego sezonu. Nie tylko ze względu na karty, a więc i dropy, ale też na możliwość uporządkowania kolekcji (pudełko na 400 kart wraz z przekładkami) oraz zdobycie zestawu unikalnych kości obrażeń. Zdaniem niektórych bywa magiczny, zapewniając ponadprzeciętne dropy. Czy to prawda, cóż… sam musisz się o tym przekonać. Ravensburger przyzwyczaił nas do jakości, czego najlepszym przykładem jest właśnie Trove.


Zawartość zestawu

  • pojemne, bardzo ładnie wykonane i ilustrowane pudełko do przechowywania 300–400 kart,
  • 8 boosterów z danego sezonu,
  • 6–7 fantastycznie ilustrowanych tekturowych przekładek na karty,
  • 6 dopasowanych kolorystycznie kości obrażeń,
  • licznik punktów Lore.

Okiem malkontenta

Trove nie ma wad, chyba że kupujemy go wyłącznie dla boosterów. Jeśli tak, zakup pojedynczych paczek wychodzi po prostu taniej. W innym wypadku Trove rządzi, a do tego jest – zdaniem wielu – magiczny! Chociaż osobiście uważam, że zakup boxa daje większe prawdopodobieństwo udanych dropów, to rozumiem i podzielam sentyment do tego wyjątkowego zestawu.


Czy warto?

Na podstawie preferencji zakupowych współgraczy wnioskuję, że na premierę sezonu tylko nieliczni zachowują zakupową powściągliwość, licząc na sealed i drafty. Większość decyduje się na zakup boxa, a nawet kilku. Za to praktycznie każdy na swojej liście zakupowej umieszcza co najmniej jednego Trova. Przypadek? Nie sądzę.


7

Boostery, Boxy, a może Case?

Najmniejszy, a jednocześnie najważniejszy element lorcanowej układanki. Boostery możemy kupować pojedynczo, zapakowane w Box (24 boostery) lub Case (4 Boxy – 96 boosterów). Zasada jest prosta: pojedyncze paczki to loteria, Boxy i Case to już prawdopodobieństwo. Kupując na sztuki, zdajemy się na ślepy los. Decydując się na zbiorcze zestawy boosterów, z pomocą przychodzi nam matematyka i statystyka. Box oferuje zazwyczaj pewną przewidywalną pulę kart rzadkich (Legenda, Epic). Z kolei Case to potencjalnie największa szansa na wymarzonego Enchanta.


W każdym boosterze znajdziemy 12 kart:

  • 6 kart Common,
  • 3 karty Uncommon,
  • 2 karty Rare, Super Rare lub Legendary,
  • 1 karta Foil o losowej rzadkości (czasami Epik lub Enchant).

Statystyczna szansa na określone rarity w Case (96 boosterów):

  • Rare: 120–130 szt,
  • Super Rare: 45–50 szt,
  • Legend: 16–20 szt. (3–6 na Box),
  • Epic: 4–6 szt. (1–2 na Box),
  • Enchant: 0–2 szt. (zazwyczaj 1 na Case),
  • Iconic: …u mnie bez szans 🙂

Czy warto?

Dla kolekcjonera – zawsze. Dla gracza – wtedy, gdy zna już zasady i chce poszerzyć horyzonty (oraz pulę kart). Pamiętaj tylko, że otwieranie boosterów to magia, ale i ryzyko. Każdy uwielbia ten dreszczyk emocji przy rozpakowaniu paczek, ale prawdziwe szczęście sprzyja tylko nielicznym. Dlatego umiejętność zachowania powściągliwości zakupowej bywa w tym hobby na wagę złota.


8

Akcesoria, czyli mniej lub bardziej potrzebne dodatki

Wprawdzie wraz z nadejściem dziesiątego setu Ravensburger nieco ograniczył liczbę dedykowanych gadżetów, to wciąż możemy liczyć na dostęp do części z nich. Ponieważ estetyka jest mocną stroną gry, akcesoria są nie tylko praktyczne, ale i ładne. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że nie zawsze ich uroda idzie w parze z jakością.


W ofercie sklepów znajdziesz produkty niezbędne do zabezpieczenia i uporządkowania kolekcji:

  • Maty neoprenowe – dobry współczynnik jakości do ceny. Maty są pięknie ilustrowane i solidne, choć brakuje im obszycia.
  • Koszulki na karty – najsłabsza grupa akcesoriów. Niestety oryginalne koszulki zbyt szybko się zużywały i obecnie nie są już produkowane.
  • Pudełka na karty – dobry produkt, ale mnie nie kupił. Wolę coś większego i bezpieczniejszego. Od poprzedniego sezonu nie są już produkowane.
  • Albumy na karty – w wersji bez kart pojawiają się sporadycznie, a ostatnio wręcz wcale.

Chociaż oferta Disney Lorcana w porównaniu do gigantów rynku (MtG i Pokémon) jest raczej skromna, to nie kończy się wyłącznie na kartach i po dwóch latach od premiery liczy już około 100 produktów.

Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłem Ci zakres i różnorodność tego karcianego uniwersum. Reszta zależy już tylko od Ciebie.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Jak odpicować grę: Podwodne Miasta – przegląd komponentów!



Jak odpicować grę: Podwodne Miasta – przegląd komponentów!


Materiał reklamowy: Ponieważ część z opisanych poniżej komponentów została nam przekazana do recenzji , artykuł oznaczamy jako sponsorowany.  Jednocześnie zapewniamy, że ich twórcy w żaden sposób nie ingerowali w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Co znajdziesz w tym poradniku:
  • Więcej niż jeden sposób na upgrade komponentów graczy;
  • Dwa zestawy zasobów – do wyboru i koloru!
  • Kilka zdań o monetach – plastikowych, jak i metalowych;
  • Upgrade miast i tuneli dla największych fanów gry;
  • Wymiana budynków na bardziej stabilne i dopasowane do koncepcji zmian;
  • Analiza dwóch funkcjonalnych insertów, z których jeden jest budżetowy, a drugi nie koniecznie;

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości


Jeśli doceniasz naszą pracę,
wesprzyj nas w dążeniu do perfekcji! Postaw mi kawę na buycoffee.to



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Podwodne Miasta traktuje z taką estymą, że gdybym chciał wprowadzić czytelników w arkana gry z pompą, na jaką tytuł ten zasługuje, na pimpowanie miejsca zapewne by już nie starczyło. Dlatego ten jeden raz, wbrew sobie, na przekór potrzebie głoszenia wszem wobec genialności gry Pana Vladimira Suchego, ograniczę się jedynie do zdawkowego wprowadzenia. 

Oto nadszedł wreszcie dzień, w którym najlepsza z gier, w jakie kiedykolwiek grałem i najprawdopodobniej zagram, doczekała się wpisu, na jaki bezsprzecznie od dawna zasługuje. Pimpowanie Podwodnych Miast czas zacząć!



Krok 1 – Upgrade komponentów graczy!

Do upiększenia Podwodnych Miast polecam podchodzić z rozsądkiem i umiarem, jakiego mnie od dawna brakuje. Pierwszym, bardzo naturalnym krokiem, wydaje się zamiana bezpłciowych komponentów graczy na takie, które nie potrzebują tematycznego uzasadnienia. I tu do wyboru drogi czytelniku daję ci nie jedną, ale aż dwie możliwości. Taki wybór w moich polecajkach należy raczej do rzadkości, ale z racji tego o jakiej grze mowa, wystąpi nawet więcej niż raz.

Pierwszą opcją jest zestaw łodzi podwodnych od BGExpansion. Ciekawy i dopasowany rozmiarowo, chociaż… Dla porównania prezentuję tożsamy zestaw znaczników, wydrukowanych prywatnie na podstawie bezpłatnego projektu dostępnego w sieci. Jedynym co oba wykonania różnicuje, jest dostrzegalna różnica w wielkości. Niemniej znaczniki BGExpansion są wystarczająco duże, a przy tym świetnie wykonane. Do ich produkcji użyto najlepszego sprzętu oraz wysokiej jakości bioplastiku (PLA), stąd tak satysfakcjonujący efekt końcowy. Korzystałem z nich kilkukrotnie, choć w kolekcji obecnie ich nie posiadam, dlatego do prezentacji wykorzystałem zdjęcie producenta. 

Myślę, że to właściwy moment, żeby w kilku zdaniach przybliżyć Wam markę oraz profesjonalizm BGExpansion. Obecnie jednego z najbardziej rozpoznawalnych producentów komponentów 3D, z przebogatą ofertą skierowaną do szerokiego grona odbiorców. Zaczynali jako jedni z pierwszych, do dziś pozostając w gronie najlepszych, z bardzo bogatym i efektownym portfolio, na które składają się komponenty dziesiątków gier planszowych.

Z nieznanych mi niestety przyczyn, w odniesieniu do wspomnianego zestawu Podwodnych Miast, producent nie zadbał o drobny, lecz jakże ważny (nie tylko od strony estetycznej) szczegół, jakim są dopasowane materiałem i kolorem znaczniki punktowania oraz wpływów graczy. Choćby podobnych do widocznych na zdjęciach, wykonanych na prywatne zlecenie. dosłownie za grosze. Ot taka mała (lub nie — jak kto woli) skaza na bardzo dobrym produkcie.

Zakupu zestawu znaczników łodzi można dokonać na etsy.com, lub lokalnie w sklepie mepel.pl pod tym linkiem:
https://mepel.pl/podwodne-miasta-zetony-lodzi

Druga z prezentowanych tu opcji komponentów graczy, pochodzi od Board Game Set i sprawia bardziej kompletne wrażenie. Łodzie, jak to łodzie, jednym do gustu przypadną bardziej, innym mniej. Ja uważam, że są na tyle fajne i szczegółowe, jak dalece przy tej skali jest to możliwe. Zdjęcia nie kłamią, jest moc! Drugą część zestawu stanowią znakomicie wykonane, dwukolorowe znaczniki punktowania, federacji oraz… często ignorowany, ale subiektywnie istotny dla zachowania spójność upgrade znacznika rund. Całość wykonana została z wysokiej jakości materiałów PLA, o intensywnych, dobrze dobranych kolorach. Zestaw prezentuje się znakomicie i jest naprawdę dobrym wstępem do upiększenia Podwodnych Miast. Wydaje się, że obecnie to najciekawszy i najbardziej kompletny pakiet komponentów graczy do UC. 

Zestaw do nabycia pod tym linkiem:
https://www.etsy.com/pl/listing/1310904104/underwater-cities-compatible-submarines
lub na stronie producenta:
https://www.boardgameset.com/p/underwater-cities-compatible-upgrade-set/



Krok 2 – czyli niezbędny upgrade zasobów!

Również w tym przypadku rywalizacja koncentruje się na wyżej wymienionych markach, ze wskazaniem na… To się jeszcze okaże. 

Porównanie rozpoczniemy zestawem od Board Game Set, który budzi we mnie mieszane uczucia, szczególnie w kontekście naprawdę udanego zestawu komponentów graczy. Zacznijmy od tego, że brakuje w nim monet, które wspomniany twórca home made w swoim portfolio chyba przegapił. Czemu, tego nie wiem? Jeśli zaś chodzi o pozostałe zasoby, to są dostrzegalnie nierówne. Najsłabszym ogniwem zestawu wydaj się Biomasa. Jeśli porównać ją z ilustracjami w grze, podobieństwo jest dostrzegalne, ale samo wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Ot po prostu kawałek nieforemnego plastiki o jednolitej strukturze. Szara Plastostal dzięki ciekawej fakturze prezentuje się już znacznie lepiej, podobnie jak wielokolorowe znaczniki Nauki, ale to Algi — w moim subiektywnym odczuci — są wiodącym elementem tego zestawu. Kształtem oraz barwą odbiegają wprawdzie od swoich graficznych odpowiedników, ale wychodzi im to na dobre.

Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego nie można było w ten sposób podrasować biednej Biomasy? Szkoda również, że Board Game Set nie zdecydowało się na delikatną zmiany kolorystyki większych nominałów, jak uczyniła konkurencja. Niekiedy trudno odróżnić mniejsze od większych, co nie sprzyja zwiększaniu usability, a przecież to jeden z powodów, dla których upiększamy gry. Pomimo kilku uwag, wspomniany tu zestaw ujmy twórcom nie przynosi i tak zdecydowanie wyrastając ponad dołączoną do gry tekturę. 

Zestaw do nabycia pod tym linkiem jako jedna z opcji:
https://www.etsy.com/pl/listing/1074818202/underwater-cities-compatible-upgrade-set

lub na stronie producenta:
https://www.boardgameset.com/p/underwater-cities-compatible-upgrade-set/

Bezpośrednią konkurencją jest oczywiście BGExpansion z przygotowanym zestawem plastikowych zamienników. W obu przypadkach mamy do czynienia z wysokiej jakości materiałem PLA oraz wielokolorowym drugiemu 3D. Niemniej to właśnie zestaw BGExpansion ustanawia standardy, stawiając nie tylko na estetykę, ale przede wszystkim zgodność z usability. I tu odwrotnie do omawianego wcześniej kompletu, jedynie algi budzą pewne zastrzeżenia natury estetycznej. Tak, są zgodne z oryginałem, ale… mogłyby być ciut ładniejsze.

Na szczęście pozostałe elementy zestawu są najwyższych lotów, zdecydowanie podnosząc estetykę i użyteczność gry. Biomasę, Naukę oraz Plastostal wykonano z dużą starannością i to się czuje. Zdecydowanie na plus także subtelna, ale widoczna zmiana odcieni zasobów o wyższych nominałach, dzięki czemu (za wyjątkiem Alg), bardzo trudno o pomyłkę. W tajemnicy napiszę Wam, że to właśnie ten zestaw był moim pierwszym krokiem w upiększaniu Underwater Cities. 

Zakupu zestawu znaczników można dokonać na etsy.com, lub lokalnie w sklepie mepel.pl pod tym linkiem:
https://mepel.pl/zamienniki-zasobow-podwodne-miasta



Monety niekoniecznie metalowe i nie zawsze brzęczące!

Skoro właśnie zakończyliśmy omawianie zasobów od BGExpansion, to warto dodać kilka zdań na temat ich zestawu plastikowych monet. Wykonanych jak zawsze z filamentu PLA, cechujących się wysoka jakość i szczegółowością. W zestawie znajdziemy kredyty o nominałach 1,5,10, w liczbie zgodnej z tym, co znajdziemy standardowo w pudełku z grą. Podobnie jak pozostałych zasobów, używam ich od kilkudziesięciu rozgrywek bez choćby najmniejszych śladów zużycia. Lekkie, czytelne, wygodne — czego chcieć więcej? W sumie niczego dlatego nie wyobrażam sobie zamiany, chyba że… 

Zestaw monet dostępny jest na etsy.com, lub lokalnie na mepel.pl pod poniższych linkiem:
https://mepel.pl/zamienne-zetony-kredytow-do-gry-podwodne-miasta

Chyba że, ktoś widział i wie, jak znakomicie i klimatycznie prezentuje się zestaw metalowych zamienników kredytów (Underwater Cities Metal Credit Chips) dostępny na stronie BGG Store. Monety są wyjątkowe, tak pod względem jakości wykonania, jak i samego designu. Kształtem przypominają oryginalne, stylem już niekoniecznie. Nie mam ich w swojej kolekcji, ale widziałem z bliska i noszę się z zamiarem nabycia. Jeśli ktoś chciałby do mnie dołączyć, musi się liczyć z dodatkowymi opłatami celnymi, ale być może warto. Hm… z pewnością warto! Kredyty ze strony BGG Store zdecydowanie przewyższają zestaw od BGExpansion, lecz za jakość przyjdzie nam zapłacić odpowiednio wyższą cenę. Jedną z kilku istotnych zalet i przewag nad plastikową konkurencją jest ich prawdziwie metaliczny dźwięk oraz ciężar, po którym czuć wartość wydawanych i zyskiwanych kredytów 🙂 . 

Zestaw dostępny pod tym linkiem:
https://boardgamegeekstore.com/products/geekup-bit-set-underwater-cities-metal-credit-chips



Krok 4 – Nowy wymiar miast!

Upgrade zdecydowanie przeznaczony dla największych fanów Podwodnych Miast, tak z racji skali zmian, jak i niemałej ceny. Jeśli miałbym uczciwie powiedzieć, z których komponentów do Podwodnych Miast jestem najbardziej dumny, to bez kozery powiem, że z Miast właśnie. Dopóki nie zaczniemy upiększać UC, oryginalne kopuły wydają się więcej niż spoko. Czy kojarzą się z opakowaniami po Kinder niespodziankach – troszkę, ale i tak dają radę. Niestety po pierwszych upgrade człowiek zaczyna pod kopułami dostrzegać pustkę, nieciekawie kontrastującą z odpicowanymi zasobami i komponentami graczy. Szukałem długo, nawet sam próbowałem stworzyć projekt miast ukrytych pod kopułami, ale te są grube, intensywnie mleczne albo czerwone i praktycznie nieprześwitujące. Kiedy któregoś dnia zobaczyłem komplet otwartych miast, stworzonych przez Board Game Set moje oczy zalśniły pożądaniem godnym samego Sméagola na widok Jedynego Pierścienia. 

„It came to me, my own, my love, my precious.”

Wróćmy jeszcze na moment do otwartych miast bez kopuł z widocznymi mini budynkami. Te prezentują się nader okazale, klimatem nawiązując do innego upgrade od Board Game Set, do którego za chwilę nawiążę. Otwarte miasta budzą mieszane uczucia, jednym podobają się bardziej, innym mniej. Ja jestem wśród tych pierwszych, chociaż marzą mi się te same miasta zakryte do połowy kopułami. To dopiero byłby prawdziwy sztos! 

Miasta dostępne są w 3 kolorach (wliczając w to promo z Biodome) i liczbie zgodnej z liczbą oryginalnych kopuł. Każdy znacznik miasta złożony jest z pięciu elementów (podstawa, trzy małe budynki i szkielet kopuły). Wszystko ładnie spasowane i bardzo dobrze wykonane. Wysokiej jakości filament PLA oraz pomysłowy projekt i mamy prawdziwy rarytas dla fanów Podwodnych Miast. 

Co z usability zapytacie? Pomimo początkowych obaw miasta na planszach są dobrze widoczne i łatwo rozróżnialne. Wiem, o czym mówię, solidnie je przetestowałem. Prezentują się znakomicie, dodając grze klimatu i dopełniając wrażeń estetycznych. Z racji ceny nie jest upgrade dla każdego, ale ci, którzy Podwodne Miasta cenią sobie równie wysoko jak ja, na pewno obok tego zacnego projektu nie przejdą obojętnie.

Pod tym linkiem znajdziesz opcję zakupu między innymi miast i nie tylko:
https://www.etsy.com/pl/listing/1074818202/underwater-cities-compatible-upgrade-set
lub na stronie producenta:
https://www.boardgameset.com/p/underwater-cities-compatible-upgrade-set/


Najnowsze Podcasty!


Najnowsze recenzje tekstowe!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Jak odpicować grę: Ark Nova – przegląd komponentów!



Jak odpicować grę: Ark Nova – przegląd komponentów!


Materiał reklamowy: Ponieważ część z opisanych poniżej komponentów została nam przekazana do recenzji , artykuł oznaczamy jako sponsorowany.  Jednocześnie zapewniamy, że ich twórcy w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Co znajdziesz w tym poradniku:
  • Pomysł na zamianę węgla w monety godne Ark Nova,
  • Niesamowity insert z równie kosmicznymi nakładkami na plansze graczy,
  • Komponenty 3D zawsze na propsie,
  • Coś dla graczy, którzy konsekwentnie stawiają na drewno,
  • Odpowiedź na pytanie, czy znaczniki zwierząt dodają grze uroku?


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Ark Nova i… wszystko jasne! Nikomu nieznany tytuł, anonimowego autora, który potrzebował niespełna roku, żeby podbić planszówkowe rankingi i wspiąć na szczyty wielu z nich. Realizując planszówkowy topkowy blitzkrieg w skali, jakiej chyba nikt nie przewidział. Od zera do bohatera w zaledwie rok oraz czwarte miejsce w rankingu największego, najbardziej cenionego planszówkowego portalu na świecie dają do myślenia. Po drodze kilka nagród, wyróżnień oraz hype, jakiego ponoć nie pamiętają nawet najstarsi fani Catana. 

Tytuł niepozbawiony wad, z odczuwalną losowością, zbudowany na fundamentach kilku innych gier planszowych. Mimo tego zażarło, a kiedy tak się stało… nie było już odwrotu. Początkowo byłem sceptyczny, a później, gdy już w Ark Nova zagrałem, jak wielu z Was straciłem dla niej głowę. Gra kupiła mnie, a ja ją i oto żyjemy sobie w idealnej niemalże symbiozie. Dlaczego niemalże, z tej oto prostej przyczyny, że tak dobry, wciągający tytuł wymaga odpowiedniej prezentacji, żeby mógł cieszyć jeszcze bardziej. Szczególnie kiedy ląduje na stole z wyjątkową regularnością i wciąż niezaspokojoną żądzą grania. I właśnie wspomnianej prezentacji oraz szeroko rozumianemu usability poświęcam ten artykuł.

W jaki sposób upiększyć Ark Nova, nadać jej estetycznego dopełnienia i wizualnego polotu (dla co poniektórych blichtru), sprawiając, żeby zachwycała nie tylko mechanicznie? Jakie komponenty dobrać, żeby dopełnić estetycznych wrażeń towarzyszących każdej rozgrywce, w ten zaskakujący (pomimo losowości i mechanicznej odtwórczości), globalnie popularny tytuł? Tego oraz dużo więcej dowiecie się już za chwilkę.



Krok 1 – czyli jak zamienić węgiel w złoto?

Zaczniemy od wymiany monet, czyli jednego z najbrzydszych, zapewne najbardziej niedopasowanych komponentów dostępnych w grze. Oryginalna waluta budzi skojarzenia związane z węglem, a ten na myśl przywodzi widmo kryzysu energetycznego. Postanowiłem to zmienić, odzywając się w tym celu do Fińskiego twórcy home made, oferującego przepiękny zestaw tematycznych monet do gry Ark Nova. Cena przerosła lekko mój budżet, dlatego zaproponowałem współpracę, na którą ApexCrafter przystał nie bez wahania. W ten oto sposób już po niespełna dwóch tygodniach mogłem cieszyć się całkowicie nowym zestawem klimatycznych i tematycznych monet (70 sztuk), zastępujących serwowane przez wydawcę zasoby „czarnej śmierci”. Przepięknie wykonane i ultra szczegółowe monety ApexCrafter są wcale nie małe i dobrze leżą w dłoni. Wynik to w prostej linii z zastosowanych przy produkcji technologii oraz materiałów.

Jakim materiałów, przecież od razu widać, że monety są metalowe. Otóż właśnie… nie! Wykonano je z żywicy pomalowanej czarnym podkładem, a następnie farbami z serii AK Xtreme Metal. Na koniec zostały cieniowane tuszami i zabezpieczone satynowym lakierem akrylowo-poliuretanowym. Ma to swoje zalety, ma też wady, te ostatnie czysto subiektywne i ciut sentymentalne. Takie monety z pewnością trwałością nie dorównują przyjemnie ciężkim, cudownie brzęczącym metalowym odpowiednikom 🙂 . Problem w tym, że tych ostatnich, dedykowanych Ark Nova mamy jak na lekarstwo, a zestaw od ApexCrafter dostępny jest od ręki, zachwycając przy okazji wysokim poziomem designu oraz ekstremalnie precyzyjnym wykonaniem. To właśnie wzornictwo oraz szczegółowość stanowią największy atut zestawu, zdecydowanie podnosząc walory estetyczne gry. Jak już wspominałem, żywiczne monety są stosunkowo delikatne i bardzo lekkie. Dla jednych będzie to wadą, dla mnie stanowi zaletę, ponieważ upiększony przeze mnie egzemplarz Ark Nova, nawet bez metalowych monet waży niemal trzykrotnie tyle, ile powinien.

Niestety nie obyło się bez drobnych problemów logistycznych i nie mam tu na myśli czasu dostawy, bo ten był zaskakująco szybki. Trzy z dostarczonych monet w trakcie transportu uległy uszkodzeniu. Jedna się złamała, dwie skleiły, co sprawiło, że punktowo uszkodziły powłokę zewnętrzną. Diabeł tkwi w jakości pakowania, która powinna być ciut lepsza. Jeśli zdecydujecie się na zakup, polecam uczulić sprzedawcę, żeby o to zadbał. No dobrze, ale czy warto?

Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami. Wprawdzie jestem tym zestawem szczerze zachwycony, ale 300 zł to niemało, niezależnie, od tego, czy monety wykonane są z żywicy, czy metalu. Moją rolą było podkreślić ich niewielkie wady, niewątpliwe zalety oraz walory estetyczne, co też uczyniłem. Warto pamiętać, że dostawa jest bezpłatna, co biorąc pod uwagę lokalizację wytwórcy nie jest bez znaczenia, tłumacząc po części wysoką cenę produktu.

Jeśli jesteście zainteresowani zakupem tego zestawu, to mam dla Was zniżkę -10% z kodem: ZNADPLANSZY

Link do zestawu monet

Link do oferty ApexCrafter



Krok 2 – insert jakiego potrzebuje Ark Nova + nakładki oraz podstawki na karty i zasoby!

Przejdziemy teraz do insertu, którego standardowo nie uświadczymy w pudełku, chociaż rekompensują to po części tacki na zasoby. Co z resztą komponentów… no cóż, pakujemy do worków, albo wypuszczamy luzem, żeby sobie poszalały w pudle. Niektórym to nie przeszkadza, innym – w tym mnie – wręcz przeciwnie. Wraz ze wzrostem popularności Ark Nova, dedykowanych inserów przybywa, niczym grzybów po deszczu.

W sklepach znajdziemy mnóstwo rozwiązań, od budżetowych, po wyrafinowane i właśnie dziś zajmę się jednym z tych bardziej ekskluzywnych rozwiązań. Skoro w Ark Nova zagrałem już ponad dwudziestokrotnie, to znak, że trzeba zadbać o rzeczy wymierne i niewymierne. Te pierwsze związane są z setupem i zarządzaniem komponentami w trakcie rozgrywki, te drugie – mocno subiektywne – dotyczą walorów estetycznych. W obu przypadkach znakomicie sprawdzi się insert GameTamerInserts, litewskiej marki home made. Produkt ten wykonany jest z płyty HDF i wymaga klejenia, ale ze względu na precyzję cięcia i dopasowanie elementów, sam proces przebiega szybko i sprawnie.

Insert posiada dwa wariant, z nakładkami na plansze graczy oraz wypełnieniem z płyty, jeśli nakładki nie są nam do niczego potrzebne. Zostawmy na chwilę nakładki, koncentrując się na zaletach oraz wadach insertu. Zalet znalazłem w nim wiele, wadę zaledwie jedną i jest nią cena! Insert od GameTamerInserts nie należy do najtańszych (bez nakładek 293 zł), ale rekompensuje to z nawiązką jakością wykonania (wysokiej jakości HDF) oraz niesamowitym usability.

Znalazło się w nim miejsce na szczegółowy podział wszystkich dostępnych w grze komponentów. Tu każdy żeton, kafel mają swoje miejsce, dzięki czemu setup i zarządzanie rozgrywką skraca się o kilkanaście minut. Warto jeszcze dodać, że insert jest w pełni modularny – to bardzo wygodne i przemyślane rozwiązanie. Każdy z graczy otrzymuje własny podajnik z komponentami, a karty (także w  koszulkach 100 mikronów) zamiast z planszy, dobierać możemy z trzyczęściowego podajnika. Przed dodaniem wszystkich customowych komponentów obawiałem się ograniczonej pojemność insertu, ale ku mojemu zdziwieniu pomieścił wszystko, łącznie z Kioskami oraz Pawilonami 3D.

Link do insertu w 2 wariantach

Posiadana przeze mnie wersja insertu zawiera kapitalne nakładki na plansze graczy, wykonane z tego samego materiału co insert. Czy są graczom niezbędne do szczęścia – raczej nie? To dodatek dla prawdziwych fanów Ark Nova / pimpowania gier. Jedna nakładka to koszt rzędu 49 zł, ale w zestawie z insertem wychodzą znacznie korzystniej. Tanio nie jest, ale szczerze mówiąc… naprawdę warto! To oczywiście czysto subiektywna opinia, nie każdy ją zrozumie. Teraz, po kilku partiach z nakładkami ciężko mi sobie wyobrazić granie bez nich. To kwestia estetyki oraz wspomnianego już usability. Nakładki wzorowo spełniają zadanie, do jakiego zostały przeznaczone, a do tego są idealnie dopasowane do insertu, dzięki czemu całość bez problemu mieści się w pudełku.

Testy wykazały, że w dobrze spasowanym pudełku pokrywa nie ma prawa odstawać, a insert oraz komponenty są bezpieczne, także na czas przewożenia gry. Warto jeszcze dodać, że produkty objęte są darmową dostawą (Litwa), a paczka, która do mnie dotarła, była solidnie zabezpieczona i dostarczono ją w bardzo przyzwoitym terminie (poniżej 10 dni od nadania).

Link do nakładek na plansze graczy

Na koniec mały dodatek w postaci wygodnych podstawek na zasoby oraz karty, wykonanych z użyciem tych samych materiałów, jak insert. Niestety podstawki nie mieszczą się w pudełku z grą, ale zasadniczo nie są jej dedykowane. To akcesorium uniwersalne, z którego możemy korzystać w wielu grach. Jest bardzo komfortowe, pojemne, stabilne. Nie wymaga montażu, klejenia i jest bardzo wygodne w transporcie. To są jedyne podstawki, towarzyszące mi za każdym razem, kiedy zabieram torbę i wybieram się na planszówki. Jeśli szukacie dobrych i użytecznych standów na karty, to lepszych możecie nie znaleźć. Nie wspominając o bonusie, w postaci zasobnika.

Link do podstawek na karty i zasoby

Link do oferty GameTamerInserts



Krok 3 – Czyli coś ekstra dla fanów komponentów 3D!

Jeśli szukacie fajnego, budżetowego zestawu komponentów 3D do gry Ark Nova, mam dla Was coś naprawdę ciekawego i do tego dostępnego lokalnie. Chodzi o polskiego twórcę home made i zestaw, w którego skład wchodzą znaczniki punktowania graczy, wraz z kompletem kiosków oraz pawilonów wykonanych w technologii 3D! Prawdę mówiąc, tak budynki, jak i znaczniki na żywo sprawiają jeszcze lepsze wrażenie niż na zdjęciach, chociaż tych drugich w recenzji do wglądu również nie zabraknie.

Z istotnych informacji, wykonanie elementów (kolorowy filament) stoi na wysokim poziomie. Czy widziałem ładniejsze i bardziej szczegółowe komponenty — jasne, tyle że dwukrotnie, jeśli nie trzykrotnie droższe. Zestaw od 3D Kiwi to znakomity kompromis ceny do jakości. Absolutny sztos, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę prezencję oraz użyteczność komponentów. Niech nie zmyli Was ich niepozorny wygląd, na żywo są zaskakująco duże, co niewątpliwie działa na plus. Tematyczne znaczniki biją na głowę oryginalne odpowiedniki, a budynki… Te są bardzo dobrze dopasowane, dzięki czemu nie wystają poza obręb pól, a więc nie są na bakier z usability. Dodatkowo sprawiają, że nasze plansze są ciut żywsze i prezentują się wyjątkowo stylowo. Szkoda, że Pawilony nie są delikatnie jaśniejsze albo beżowe, ale i tak jestem z nich bardzo zadowolony. Cały zestaw nabyć można za niecałe 120 zł plus koszty dostawy wynoszące mniej niż 20 zł. Nie musicie się również obawiać o vat czy cło, bo tych kosztów z racji lokalnej wysyłki oczywiście nie poniesiecie.

Jeśli szukacie fajnych komponentów 3D w dobrej cenie, nie za miliony monet, to… zestaw od 3D Kiwi na pewno spełnia te warunki, a przy okazji bardzo ładnie upiększy Waszą ukochaną Ark Nova. Jeśli dodamy do tego szybką dostawę (w moim przypadku 2-3 dni), czego chcieć więcej?

W ramach zestawu otrzymacie:

  • 20 Kiosków,
  • 20 Pawilonów,
  • 1 kubek z kawą,
  • 3 znaczniki gracza w każdym kolorze,

Link do zestawu 3D

Link do oferty 3D Kiwi:



Krok 4 – Komu kształtowane drewniane znaczniki, komu… bo idę do domu!

Pierwsze, co ciśnie się na usta, to pytanie „ale po co?”. Przecież tam są już drewniane komponenty, bardziej drewniane już chyba być nie mogą? To prawda, mogą być za to dużo ładniejsze, a przecież to drugi co do zasady powód pimpowania gier. Pierwszym jest oczywiście… nasza próżność 🙂 . Ha, naprawdę myśleliście, że chodzi o usability? Nic z tych rzeczy, usability jest dopiero na miejscu czwartym, tuż za nieodpartą potrzebą wydawania kasy na gry i wszystko, co z nimi związane 🙂 .

Jak to więc jest naprawdę z tym zestawem do Ark Nova?. Świetnie, stylowo i na czas, o ile kacapy nie bombardują akuratnie Kijowa, w którym znajduje się TowerRex. Ostatnio zaskoczyli dostawą poniżej tygodnia od nadania, chociaż wysyłkę opóźniono o dwa tygodnie, z powodów, których tłumaczyć chyba nikomu nie muszę.

Co do samego zestawu, jakość materiału (drewno brzozy), szczegółowość znaczników (stylowe nacięcia) oraz dobór kolorystyczny, to robota prima sort. Najbardziej podobają mi się znaczniki workerów, stylizowane na różne kontynenty oraz kultury. Świetny pomysł, bardzo tematyczny i klimatyczny. I tak na przykład kolor niebieski kojarzący się z zimą, tudzież kołem podbiegunowym — reprezentowany jest przez pingwiny (znaczniki graczy) oraz naukowców ubranych w ciepłe zimowe czapki, z małymi pingwinkami na ramieniu. Kolor żółty z kolei posiada znaczniki tematycznie powiązane z kontynentem afrykańskim. Bardzo fajny zabieg, dodający grze życia i urody, w tym obszarze, który wydaje się jej najbardziej pozbawiona. Również klasyczne kostki zastąpiono kształtowanymi znacznikami w kolorach graczy. Całość rozłożona na stole prezentuje się bardzo zacnie z małymi uwagami. Po pierwsze pingwiny — niby stoją, ale… tylko czekać, kiedy się przewrócą. Są troszkę za mało stabilne, ale dramatu nie ma, bo finalnie okazuje się, że twardo stąpają po planszy. Drugą kwestią jest wielkość poszczególnych komponentów. Zwierzęta mogłyby być ciut mniejsze, bo na torach punktowania, na jednym polu ciężko ustawić obok siebie choćby dwa znaczniki. Wiąże się z tym również wskazówka, otóż zestaw Tower Rex nie jest do końca kompatybilny z opisanymi wcześniej nakładkami. Grać się da, ale… poszczególne znaczniki nie do końca mieszczą się w otworach nakładki. Jeśli gramy bez niej, całość prezentuje się wybornie.

Jeśli ktoś pyta o cenę (98 zł), odpowiem, że ta jest więcej niż dobra, biorąc pod uwagę, co otrzymujemy w zamian. Szczególnie że zestaw objęty jest okresową promocją oraz bezpłatną dostawą, z pominięciem 9,5 zł, które za paczuszkę zażyczy sobie nasza Poczta.

Link do zestawu drewnianych znaczników

Link do oferty TowerRex



Krok 5 – Jest ZOO, muszą więc być i zwierzęta!

Zacznijmy od tego, że co to za ZOO, jeśli nie widać w nim zwierząt? Ozdobnych zestawów zwierząt jest na rynku sporo, ale ja zdecydowałem się na najprostsze i w moim odczuciu najładniejsze rozwiązanie. Drewniane znaczniki dodawane do gry w przedsprzedaży Portal Games. Niezbyt często kupuję gry w sklepach wydawców, preferując zakupy w ulubionych sklepach z grami planszowymi. Tym razem z czysto pragmatycznych powodów postąpiłem wbrew sobie, ponieważ zestaw znaczników zwierząt oferowany przez Portal idealnie trafił w moje potrzeby. Wraz z nim nasze małe ZOO nabiera kolorytu oraz urody. Nareszcie jak na dłoni widać, które zwierzęta zamieszkują przygotowane przez nas wybiegi. Naoglądałem się alternatywnych rozwiązań 3D, ale najlepsze wrażenie zrobiły na mnie przedsprzedażowe znaczniki Portalu. Jeśli więc uda Wam się je znaleźć na rynku wtórnym, polecam szybciutko nabyć. Oczywiście o ile tego typu ozdobniki są Wam do czegokolwiek potrzebne, ja jestem fanem takich upiększaczy, więc to dla mnie niemal must have 🙂 .

Na tym kończymy ten przydługi artykuł o upiększaniu gry Ark Nova. Oczywiście rynek pełen jest wszelakich komponentów i akcesoriów, służących upiększaniu naszego ZOO. Niestety ja mogłem Wam zademonstrować zaledwie ułamek tej oferty. Mam świadomość, że część z Was kompletnie nie rozumie tej fanaberii upiększania gier, ale znajdą się tacy, którzy podzielają mój punkt widzenia. Nikt nikomu niczego nie narzuca, a to, co jednym wydaje się niczym nieuzasadnionym wydatkiem, dla innych będzie wiele znaczyło, tak od strony użytkowej, jak i estetycznej.

Jeśli i Wy upiększyliście swoją kopię Ark Nova, pochwalcie się, wrzućcie fotki na mój fanpage, chętnie zobaczę, co dobrego w kwestii pimpowania ZOO mnie ominęło.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Jak odpicować grę: Lords of Waterdeep – przegląd komponentów!



Jak odpicować grę: Lords of Waterdeep – przegląd komponentów!


Materiał reklamowy: Ponieważ część z opisanych poniżej komponentów została nam przekazana do recenzji , artykuł oznaczamy jako sponsorowany.  Jednocześnie zapewniamy, że ich twórcy w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Co znajdziesz w tym poradniku:
  • Kilka pomysłów na odpicowanie własnej kopii Lords of Waterdeep,
  • Insert z prawdziwego zdarzenia,
  • Poszukiwacze przygód nareszcie wyglądają jak…
  • Mały lifting naszych zacnych agentów,
  • Każdy może grać w polską edycję LoW,
  • Monety, po których będziesz mieć moralnego i finansowego kaca,


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości


Jeśli doceniasz naszą pracę,
wesprzyj nas w dążeniu do perfekcji! Postaw mi kawę na buycoffee.to



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Nie oceniam ludzi przez pryzmat ich pochodzenia, koloru skóry, czy wyznania. Tak, jak nie jestem za stosowaniem odpowiedzialności zbiorowej, ale… Rozumiem i popieram wykluczenie Rosji za agresję na niepodległą Ukrainę, traktując jako stan wyższej konieczności. Niestety takie wykluczenia dotykają również wielu zwykłych, niewinnych ludzi, którzy z agresją i wojną nie mają nic wspólnego. Również fanów gier planszowych, takich jak ty czy ja. 

Długo i celowo zwlekałem z napisaniem tego tekstu, ponieważ tak się przypadkiem składa, że komponenty, o których zamierzam napisać, pochodzą od twórców po obu stronach konfliktu. Konfliktu, w którym jest tylko jeden agresor i jedna ofiara. Ja jednak wierzę, że wielu obywateli Rosji, w tym planszówkowi twórcy home made, o których dziś wspomnę, potępiają ów akt agresji równie mocno, jak my. Mam również nadzieję, że nikogo tym tekstem nie urażę. Jestem przekonany, że nasze hobby może funkcjonować ponad jakimikolwiek podziałami. Wbrew zakazom, pieprzonym ambicjom polityków, czy działaniom radykalnych szaleńców, którzy ludzkie życie mają za nic.

W tym duchu zaprezentuję Wam kilka sposobów na ulepszenie — czytaj upiększenie — Lords of Waterdeep. Jednej z najlepszych znanych mi gier, zbudowanej w oparciu o klasyczną odmianę mechaniki worker placement. Dla wielu z Was — dla mnie z pewnością — ikony pośród gier euro z wysokim poziomem interakcji oraz prostymi, ale niezwykle satysfakcjonującymi założeniami strategiczno-mechanicznymi. Nie czas ani miejsce na recenzję LoW, ale jeśli dotychczas nie mieliście okazji w nią zagrać, to polecam jak najszybciej nadrobić to niedopatrzenie.



Krok 1 – funkcjonalny insert warunkiem dobrej zabawy!

Podstawowe pytanie brzmi: czy LoW potrzebuje nowego, lepszego insertu? Zdecydowanie tak, nie tylko w celu utrzymania porządku czy optymalizacji setupu, ale po to, żeby komponenty podstawki oraz dodatku zmieścić w jednym pudełku. Każdy, kto w LoW regularnie grywa wie, że podstawka — choć zacna — jest zaledwie preludium do wyśmienitej zabawy, jaką tytuł ten oferuje z dodatkiem. 

Przeciwnicy tego pomysłu zechcą zapewne argumentować, że przecież każde pudełko LoW posiada własny insert. Prawda, ale te są na bakier z użytecznością, a całość już od dawna trąci myszką. Na szczęście graczom przychodzi z pomocą team Tower Rex, razem ze swoim autorskim rozwiązaniem. Pochodzący z Kijowa producent komponentów ze sklejki i płyty MDF oferuje funkcjonalne inserty, wsparte wyjątkowym designem. Nie sposób pomylić ich z żadnym innym. W dedykowanym LoW królują ornamenty półksiężyca oraz gwiazdy, w sposób naturalny dopełniające klimatu i estetyki gry. 

Co jeszcze ważniejsze, insert od Tower Rex jest w pełni modularny, dzięki czemu elementy z których się składa można wyjąć i postawić na stole. Wzbogacając tym samym wrażenia wizualne, ale przede wszystkim ułatwiając setup oraz zarządzanie rozgrywka. Dotyczy to szczególnie trzyczęściowego podajnika na karty. Podajnika mieszczącego karty w koszulkach, jak na przemyślany insert przystało. Nie zapominajmy o zasobnikach oraz podajniku na budynki. Dzięki nim znacząco skrócimy czas setupu i porządkowania komponentów po rozgrywce. Na szczęście większość zasobników — w tym sześć na komplety graczy — posiada sprytne zamknięcia, eliminujące ryzyko rozgardiaszu w pudełku w trakcie leżakowania, czy transportu.

Chciałbym również zwrócić Waszą uwagę na nietypowy sposób montażu insertu. Wybierając go, byłem przekonany, że nie raz, nie dwa będę zmuszony ubrudzić się klejem, zanim ostatecznie ujrzę, jak prezentuje się w pełnej krasie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że pomysł oparty jest na bezklejowym – chociaż nietypowym – montażu, podobnym do rozwiązań stosowanych przez e-raptor, z dwiema istotnymi różnicami. Inserty Tower posiadają unikalny harmonijkowy mechanizm wciskowy (kilka równoległych wcięć w płycie), który sprawia, że w przeciwieństwie do tych drugich mogą zajmować całą objętość pudełka. Niestety ich ewentualny demontaż i powtórny montaż może być ciut problematyczny. 

Początkowa nieporadność w montażu szybko przekształca się w brawurę, a łączenie elementów nie nastręcza większych problemów. Rozłożony w trakcie rozgrywki insert prezentuje się wybornie, odczuwalnie poprawiając komfort gry. Po doświadczeniach ostatnich partii nie zamieniłbym go na żaden inny, szczególnie że do klejenia płyty czy sklejki podchodzę jak pies do jeża 🙂 . 

Cena, choć wcale niemała, jest z pewnością adekwatna do jakości, prezentacji oraz umiejętnego rozplanowania całej konstrukcji. W chwili kiedy piszę ten artykuł, inserty Tower Rex objęte są 25% rabatem, ale nie wiem na jak długo. Warto dodać, że przesyłka jest bezpłatna, a czas realizacji zamówienia z Ukrainy w moim przypadku nie przekroczył 14 dni roboczych. Jedyne opłaty dodatkowe, z jakimi należy się liczyć, to opłata pocztowa w wysokości 8-9 zł, ale to standard dla wszystkich przesyłek z tego kierunku. Jeśli martwicie się o poziom logistyczny, to zupełnie niepotrzebnie, zabezpieczenia przesyłki były na najwyższym poziomie. 

Tu znajduje się oferta insert do LoW

Pełna oferta Tower Rex



Krok 2 – jak zamienić kostki na prawdziwych bohaterów?

Jedną z podstawowych wad wizualnych LoW są kostki reprezentujące zróżnicowane profesje poszukiwaczy przygód. Wśród nich znajdziemy kleryków, magów, rycerzy czy łotrzyków. Jeśli dysponujemy grą Lords of Xidit, możemy skorzystać z dostępnych tam figurek, kolorem oraz profesją — mniej lub bardziej — odpowiadających tym z LoW. Niestety ciągłe przekładanie znaczników pomiędzy różnymi grami potrafi irytować nie mniej, niż sześciany reprezentujące naszych bohaterskich najemników. Czy możemy z tym coś zrobić? Cóż rozwiązań jest kilka, od pogodzenia się z faktem, że jest antyklimatycznie, ale bez dodatkowych kosztów, przez zamówienie plastikowych zamienników 3D, po zakup dedykowanego drewnianego kompletu awanturników. Ja wybrałem to ostatnie, a dokładnie zestaw oferowany przez Meepelwood, rosyjskiego producenta wyrobów drewnianych do gier planszowych oraz RPG. Dlaczego drewniany? Ponieważ w dodatku do LoW są bardzo ładne drewniane czaszki, których zmieniać nie warto. Łatwiej było dopasować znaczniki, a kształtowane drewienko zawsze na propsie.

Cena zestawu wahała się w granicach 20 dolarów. W skład wchodziło 100 elementów, po równo podzielonych na cztery wspomniane wcześniej profesje. Oczywiście na etsy.com znajdziecie kilka alternatywnych zestawów, ale ten na tle konkurencji wyróżnia się wyjątkową dbałością o szczegóły. Różnorodnością kształtów w ramach poszczególnych profesji oraz wyjątkową fakturą materiału. Producent zastosował prosty, ale zdecydowanie trafiony zabieg delikatnych nacięć, uzyskując wrażenie głębi i większej szczegółowości znaczników. Meeple wykonane są z litego buku, a ich obróbka jest niemal perfekcyjna. W LoW potęgują estetyczne i klimatyczne wrażenia z rozgrywki, stanowiąc miłą i bardzo pożądaną odmianę od topornych znaczników wydawcy. Tak właśnie powinny wyglądać oryginalne znacznik, tego oczekują dziś gracze, również ci, dla których to głównie mechanika stanowi o wartości gry. 

Uwaga! – w przypadku komponentów marki Meeplewood nie poratuję Was linkami, ponieważ rosyjscy twórcy home made zostali wykluczeni z etsy.com. Nie wiem, czy oraz komu kibicują, ani jak długo potrwa ten stan rzeczy, ale wierzę, że nasze hobby może istnieć ponad podziałami. Łącząc się w bólu z obywatelami Ukrainy i dla zasady nie zamieszczę tu również linku do ich oficjalnej strony internetowej. Może zmieni się to w przyszłości, ale póki co jest, jak jest.



Krok 3 – Skoro powiedziałem „a”, trzeba powiedzieć…

Nie wypadało na tym poprzestać, dlatego zdecydowałem się również na wymianę oryginalnych agentów, na nowych, z założenia bardziej dopasowanych do wybranych wcześniej poszukiwaczy przygód. Wybór padł oczywiście na Meepelwood i ich dedykowany zestaw komponentów graczy (Agentów). I jeszcze drugi, w którym znajdziemy pozostałe znaczniki niezbędne do gry, w tym Ambasadora oraz wieżę (znacznik pierwszego gracza). Całość wykonana z tego samego materiału i tą samą techniką. Agenci różnią się za to rozmiarem, ich wysokość dochodzi do 30 mm! W trakcie rozgrywki łatwo ich rozpoznać, a ponieważ różnią się kształtem także w ramach poszczególnych frakcji, dodają grze kolorytu i uroku.

Czy te zestawy są Wam niezbędne? Z pewnością ze wszystkim zaprezentowanych tu komponentów najmniej, lecz ja swojego wyboru nie żałuję. Istnieje jednak kilka „ale”… Po pierwsze, ich kolory są nie do końca zgodne z oryginalną kolorystyką graczy. Nikt by zapewne tego nie zauważył, gdyby nie brak znaczników punktowania, tożsamych fakturą oraz barwą z Agentami. Drobiazg, którego finalnie bardzo szkoda. Szczególnie że ich obecność miałaby marginalny wpływ na cenę, oscylującą w granicach 16-18 dolarów — licząc oba zestawy. Druga uwaga dotyczy białych znaczników, na których wycięcia są za mało wyraźne, a przez to ciut mniej estetyczne. Pomijając te drobne wpadki, oba zestawy prezentują się wyśmienicie i choć nie jest to must have, trudno wyobrazić sobie bez nich pimpowanie gry LoW. 

Warto także nadmienić, że pocztowa dostawa z Meeplewood dotarła dobrze zabezpieczona, po około 2-3 tygodniach od zamówienia. Poczta jak zawsze przytuliła dodatkowe 9 zł opłat logistycznych, ale i tak było warto 🙂 .



Krok 4 – Polska edycja Lord of Waterdeep dla każdego!

Eh… gdyby tylko LoW dostępna była po polsku? Macie rację, to skandal, żeby jedna z najlepszych gier worker placement, do dziś nie doczekała się polskojęzycznego wydania. Zakusy były, ale wydawców coś zawsze od tej pozycji odstrasza. Nie mają za to problemów z wydawaniem przeróżnej maści crappów. Wprawdzie na polskim podwórku z planszówkami dzieją się ostatnio dziwne rzeczy (FCM i Dominant po polsku), ale po dekadzie od premiery LoW nadzieja na rodzime wydanie powoli umiera. 

Na szczęście to w niczym nie przeszkadza cieszyć się polskim LoW od wielu już lat! Za sprawą życzliwości rodzimych graczy, którzy na BGG udostępnili niezbędne tłumaczenia, za co serdecznie im dziękuję w imieniu swoim oraz rodzinki. Tłumaczenia są naprawdę dopracowane, a do tego całkowicie bezpłatne. Linki zamieszczę ciut niżej.

Jeśli wstrzymujecie się z zakupem gry wyłącznie z powodu brak polskiej lokalizacji językowej, to śmiało wbijajcie na BGG! Tam pobierzecie instrukcje PL, tłumaczenia kart Questów, Intryg i Lordów, a nawet pliki z przetłumaczonymi kaflami budynków. Kilka kartek papieru, drukarka, nożyczki lub nożyk oraz koszulki na karty i już po… kilku godzinach własnej pracy oraz minimalnym nakładzie finansowym, możecie cieszyć się Polską wersją Lords of Waterdeep. Wkładki wraz z kartami polecam zakoszulkować, bo ich klejenie uważam za planszówkową herezję.

No dobrze, ale czy warto, przecież to tyle zachodu? Warto i to jak diabli! LoW to masa zabawy (szczególnie z dodatkiem) oraz niejeden nóż wbity w plecy lub co gorsze serce przeciwników. Przez przeciwników na myśli mam naszych najbliższych. Nie ma jak kolejny Mandatory Quest z ręki ukochanej małżonki, lub czaszka sprezentowana w ostatniej turze gry, przez najlepszego (byłego już) przyjaciela. 

Tutaj znajdziecie tłumaczenia podstawki

Tutaj znajdziecie tłumaczenia elementów dodatku



Krok 5 – Cóż to za metaliczny dźwięk?

Na tym powinienem poprzestać, kończąc wpis zgrabnym podsumowaniem, ale nie mogę. Jest coś, co wciąż nie daje mi spokoju.

Niestety komponentów, o których za chwilę wspomnę, nie mam i nigdy na żywo nie widziałem. Jasne, że chciałem, lecz cena z wysyłką przerosła mój budżet, który jak się okazuje, z gumy nie jest. Niemniej nadal patrzę na nie łakomym wzrokiem, łudząc się jeszcze, że może kiedyś… No dobrze, ale o co chodzi?

Jak nie wiadomo o co, to zawsze chodzi o pieniądze. Nie te prawdziwe (choć te też), tylko zestaw metalowych monet, którymi można zastąpić oryginalne tekturowe złoto. Monety wyglądają absolutnie kozacko! Te szczegóły, bajeczna faktura i odwzorowanie kształtów. Eh… Zgodnie z opisem w zestawie od The BrokenToken znajdziemy 10 półksiężyców oraz 50 monet o nominale jeden. Niestety wysoki koszt zestawu to nie wszystko, doliczyć do tego należy niemałe koszty logistyczne z USA (120 zł), a być może również skarbowe. Pod rozwagę poddaje Wam pomysł zakupu, bo to nie lada rarytas i gdyby nie pewne ograniczenia, pewno sam bym się skusił. Mam jednak świadomość, że za takie podsycanie planszówkowych wydatków mogę trafić do piekła dla graczy, gdzie przez wieczność w ramach kary, tułać się będę bez pieniędzy po planszy do Monopoly 🙂 .

Monetki do LoW znajdziecie tutaj

To już wszystko, mam nadzieję, że dla więcej niż kilkorga z Was, tekst ten stanie się inspiracją do upiększenia chociaż jednej ze swoich ulubionych gier. A już niedługo na warsztat trafi Ark Nova, warto czekać 🙂 .

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Planszówkowe plakaty „zdrapywanki” od Top Scratch – recenzja!



Plakaty zdrapywane Top Scratch – recenzja!



Sprawdź, co oferują plakaty planszówkowe do zdrapywania:
  • Świetną jakość połączoną z wizualną elegancją oraz minimalistyczną estetyką;
  • Zajebistą zabawę w realizację celów oraz odkrywanie kolejnych elementów plakatów;
  • Ciekawy i mniej liniowy sposób spojrzenia na nasze hobby;
  • Motywację do odkrywania tego, co w naszym hobby najlepszego;
  • Szansę na poznanie gier, których normalnie nigdy byśmy nie ograli oraz zdobycie nowych planszówkowych doświadczeń.

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


W nowoczesne gry planszowe grywam już dekadę. Jedni powiedzą „szmat czasu”, na innych nie zrobi to większego wrażenia. Ich staż jest porównywalny, a może znacznie dłuższy od mojego. Niemniej łączy nas pasja, w ramach której doświadczamy hobbystycznego rollercoastera. Radości i ekscytacji, ale także zmęczenia materiału, a niekiedy również wypalenia. Dziesięć lat to szmat czasu. Niemal tysiąc poznanych gier, za którymi stoi kilka tysięcy rozgrywek! Zaczynam poważnie rozmyślać, jak dalece granie sprawia mi jeszcze fun, a w jakim stopniu jest już tylko rutyną? Gram, ponieważ lubię, czy dlatego, że jestem w tym dobry? Zmęczenie materiału objawia się wszelako, u mnie najczęściej brakiem motywacji do poznawania nowych gier, jaki i samym brakiem chęci na granie. Za tym wszystkim stoi natłok obowiązków i niedobór czasu, który towarzyszył mi od zawsze, ale do niedawna aż tak nie przeszkadzał. Starość nie radość, tak mówią. Zastanawiam się, czy stałem się planszówkowym malkontentem, a może ostatnie 2 lata to po prostu posucha? Gier z pewnością jest więcej, ale jakości już nie ta, co kiedyś. Chyba nie bez powodu do mojej kolekcji powróciła Agricola oraz kilka innych, zasłużonych tytułów. Jeszcze niedawno przekonany byłem, że planszówki, to hobby na całe życie, teraz szukam „kołka”, na którym przyjdzie mi zawiesić „buty”.

Czarne myśli, ale czy naprawdę uzasadnione? Może to nie koniec przygody i nie chodzi o wypalenie, ale motywację, której mi obecnie tak bardzo brakuje. Nic tylko ogrywanie nowości, a te nie raz, nie dwa, okazują się ledwie cieniem starszych, chociaż nadal lepszych tytułów. Skoro tak się sprawy mają, to może czas najwyższy zmierzyć się z nim po raz wtóry. Przypominając sobie nie tylko dlaczego, ale również, w co warto grać! Wiem, powinienem zatrudnić psychologia, jednakże żona jest przekonana, że pomóc nie zdoła mi już nawet najlepszy fachowiec. Na razie znalazłem tańszy, a przy okazji znacznie przyjemniejszy sposób – zdrapywanki!



Tak oto narodził się pomysł zakupu dwóch plakatów, które razem stanowią dla mnie nie lada wyzwanie. Plakatów, dzięki którym planszówkowa egzystencja na nowo nabiera sensu i zaczyna cieszyć jak dawniej. Nie tylko w sferze grania, ale również planowania i realizacji. Tym bardziej że wspomniane plakaty, o których już za chwilę powiem Wam ciut więcej, produkowane są przez pasjonatów naszego hobby, znajdujących się obecnie w niezwykle trudnej sytuacji. Pod brzemieniem najeźdźcy, który za nic ma sobie prawa człowieka i pokojowe traktaty. Tak, zapewne już się domyślacie. Twórcy zdrapywanych posterów, firma Top Scratch ma swoją siedzibę w Kijowie. Dla mnie stanowi to kolejny wyśmienity pretekst i impuls, dla którego warto podjąć się tego niecodziennego wyzwania. Hobbystycznej próby generalnej, za jaką uważam realizację kilkudziesięciu challenge oraz ogrania stu, w większości znanym mi już tytułów. Mógłbym oczywiście pójść na skróty, zakreślając poznane wcześniej gry, ale nie… bez wyzwania nie ma zabawy!

Jeśli część z Was dalej nie wie, o czym ten stary piernik pisze, już pędzę z wyjaśnieniem. Większość temat może być znany, chociaż niekoniecznie w sferze planszówkowej. Zapewne kojarzycie plakaty powleczone nieprzeniknioną czernią, pod którymi znajdują się tematyczne cuda czekające na odkrycie, a zasadniczo zdrapanie. Dla jednych będą to zwierzęta, dla innych miejsca podróży lub klasyka kinematografii. Dla nas planszówkowych freaków są to gry! Takie plakaty pozwalają na nowo odkryć pasję, szczególnie jeśli podobnie do mnie czujecie planszówkowy przesyt, wzmocniony brakiem celu i motywacji. A może po prostu lubicie wyzwania i dobrą zabawę? Niezależnie od powodów, pomysł zdrapywanych plakatów jest równie prosty, co genialny. Napisać, że na nowo nadał sens mojemu hobby, to za mało. Szczególnie że pozyskane przeze mnie plakaty zawierają zestaw całkowicie różnych wyzwań, ale sposób, w jaki się uzupełniają, jest wręcz fenomenalny!

Nie chodzi już nawet o wysoką jakość wykonania oraz zestaw pomocnych i niezbędnych w tym przedsięwzięciu akcesoriów. Prezentację i wygląd, który z czasem i zdrapaniem kolejnych, ukrytych pod osłoną czerni ilustracji, nabiera odpowiedniego kolorytu i estetycznej różnorodności. Rzecz w odkrywaniu i realizacji kolejnych zadań, dzięki którym moja planszowa egzystencja ponownie nabiera sensu i znaczenia.



Za każdym razem, kiedy uda mi się spełnić jedno z zadań, biorę dołączony drapaczek w kształcie mepla i zdrapuje fragment plakatu. Po to, żeby sobie oraz całemu światu – bądźmy szczerzy, żona ma to w dupie – udowodnić, jak należy realizować cele i challenge! Z frajdą i dumą odkrywam kolejne ilustracje gier, w które udało mi się zagrać oraz odblokowanych osiągnięć, a te są najróżniejsze – smutne, zabawne, kosztowne, trudne i pokręcone. Niektóre wiszą nade mną niczym mission impossible. Podzielone na pięć tematycznych grup, w taki sposób, żeby ich realizacja nie tylko stanowiła wyzwanie, ale sprawiała przy tym fun. Choć są i takie, których realizacja może nas zaboleć, w przenośni oczywiście. Zróżnicowanie jest na tyle duże, że każdy co innego uzna za łatwe, trudne lub niemożliwe do wykonania. Czy to granie na dziesiątym albo wyższym piętrze, partyjkę z całkowicie obcymi współgraczami, a może wsparcie gry za kwotę co najmniej 100 dolców! Granie codziennie przez bity tydzień, a może raz, ale konkret, bo w tytuł powyżej 4h! Dla mnie najtrudniejsze wydają się zadania, które nakazują wstrzemięźliwość od grania (2 tygodnie) i zakupu gier (2 miesiące!). Ktoś powie, że niektóre cele są do dupy, bez sensu i wbrew idei, ale czy naprawdę? Każda, nawet najpiękniejsza pasja co pewien czas potrzebuje oddechu i umiaru, bo życie nie zaczyna i nie kończy się wyłącznie na hobby. Dlatego właśnie Board Games Hero Challange jest tak pięknie różnorodny, a jednocześnie tak zajebiście wciągający. Cóż… 40 zadań samo się nie zrobi, no może niektóre, lecz większa część będzie wymagać od Was kreatywności, poświęcenia, niesztampowego myślenia, otwartości, a nawet altruizmu i szczodrości. Hero Challange, niczym późno nastawiony alarm przypomina nam o tym, co teoretycznie stanowi integralną część naszego hobby, ale o czym nie zawsze zdajemy się pamiętać.



Drugi plakat — kolejna zdrapka, pozornie znacznie prostsza, lecz tak naprawdę dużo trudniejsza. Oczywiście mam tu na myśli Top 100 Board Games BGG Challenge, który zakłada zagranie w 100 gier okupujących najwyższe miejsca rankingu Board Game Geek. To jest zadanie, które do pewnego momentu robi się samo, a później zaczynają się schody. Setka bardzo różnorodnych, niekiedy trudnych, długich, czy ciężko dostępnych gier, to wymagające zadanie, nawet dla ekstremalnie zaawansowanych graczy. Szczególnie jeśli założycie sobie – podobnie jak ja – że odkrywanie, czy też zdrapywanie nie ma prawa działać wstecz. Każdą ze stu znajdujących się tam gier należy ograć, nawet jeśli grę znamy już na wylot. Nawet kiedy ogrywaliśmy je sto razy, jak choćby ja swoje ukochane Everdell czy Podwodne Miasta. Z mojej perspektywy, czyli zaawansowanego gracza, taki challenge to znakomity sposób na odświeżenie wielu wspaniałych gier, które w natłoku nowości często nam umykają, pomimo że są od nich lepsze. Dla początkujących oraz średniozaawansowanych graczy, to z kolei wspaniała sposobność poznania najlepszych tytułów, jakie oferuje nasze hobby. Kwintesencji i esencji nowoczesnych gier planszowych. Szkoda jedynie, że autorzy nie mogą korzystać z oryginalnych ilustracji gier (prawa autorskie), bo zamienniki – chociaż nie raz, nie dwa świetnie ilustrowane – nie zawsze oddają ducha gry i tego, z czym wizualnie nam się kojarzy. Warto dodać, że plakaty z Top 100 są aktualizowane, ale z pewnością nie z częstotliwością „raz dziennie”. Na przykład ten, który posiadam, nie zawiera jeszcze Ark Nova, ale kilka innych nowości z ostatnich miesięcy już tak.



Oba plakaty uwielbiam, także dlatego, że tak pięknie się dopełniają. I właśnie w takim zestawie polecam je najbardziej, co oczywiście nie oznacza, że nie możecie wybrać tylko jednego. Jasne, że możecie, nie tylko ze względu na wspaniały pomysł, inicjatywę oraz wykonanie, ale za sprawą preferencji oraz perspektywy dobrej zabawy. Nie musicie kierować się potrzebą wsparcia, chociaż w sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się producent, zapewne będzie mile widziana. Pamiętajcie, że z Waszej perspektywy chodzi o dobrą zabawę, ale także szansę, jaką otwierają przed Wami oba postery. Dla mnie to czysta frajda dlatego tak Was do tego pomysłu zachęcam. Nie przegapcie okazji na wzbogacenie planszówkowej świadomości, przywrócenie mocy (za dużo Star Wars ostatnio), motywacji oraz radości obcowania z grami planszowymi.

Biorąc pod uwagę fun oraz jakość, plakaty zdrapki wcale nie są drogie. Szczególnie patrząc przez pryzmat galopującej inflacji, abstrakcyjnych cen paliwa oraz jebutnego wzrostu kosztu kredytów. Cena każdego z nich wynosi obecnie około 125 zł i z tego, co wiem, nie odbiega od cen rynkowych. Jeśli martwicie się o koszty logistyczne, to zupełnie niepotrzebnie, bo tych zwyczajnie nie ma. Jedyne koszt, jakie przyjdzie Wam ponieść, to niewielki haracz pocztowy w wysokości mniej niż 10 zł. Żadnych ukrytych kosztów i podatków. Transport dotarł do mnie po mniej więcej dwóch tygodniach, a plakaty zostały zabezpieczone lepiej niż dostawa złota do Fort Knox. Nie tylko spakowane w grubą, tematycznie ilustrowaną kartonową tubę, ale owinięte od zewnątrz folią bąbelkową oraz folią stretch. Temat nie do zniszczenia… nawet przez naszą kreatywną Pocztę Polską! Oczywiście jak zwykle przesadziłem, podklejając je dla lepszego efektu płytą piankowo-tekturową, ale musicie mi te odchyły wybaczyć, już tak mam 🙂 .

Podsumowując, kupujcie i zdrapujcie, bo to zajebista zabawa i niezła motywacja, żeby odejść od schematów oraz utartych, często nudnych planszowych przyzwyczajeń. Poniżej link do profilu Top Scratch oraz wybranych plakatów, o których tyle dobrego usłyszeliście powyżej. Jeśli macie ochotę pobawić się w zdrapywanie, albo tak zwyczajnie wesprzeć producenta, zachęcam do klikania i kupowania. I bez obawy, jak z tych przeklików nic nie mam, to tylko przyjacielska inicjatywa. Również dobrze możecie wejść bezpośrednio na etsy.com i tam znaleźć Top Scratch. Miłego zdrapywania!

Plakat – Top 100 gier planszowych BGG

Plakat Board Game Hero Challenge

Top Scratch na Etsy.com

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Insert e-Raptor – Dinosaur World – recenzja!



Insert e-Raptor – Dinosaur World – recenzja!



Sprawdź, co oferuje insert do gry Dinosaur World:
  • Funkcjonalny modularny system,
  • Znaczące przyspieszenie setupu, zarzadzania grą i sprzątania po rozgrywce,
  • Montaż bez użycia kleju,
  • Bezpieczeństwo i porządek komponentów do gry,
  • Estetyczne i bardzo eleganckie wykonanie,

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Znacie to uczucie, kiedy wspieracie grę, a następnie czekacie na nią kilkanaście miesięcy. Wreszcie dociera, a Wy nie zwlekając przechodzicie do czynów, dokonując tak zwanego unboxingu. Następne minuty, a czasami godziny spędzacie na rozpakowaniu i segregowaniu komponentów, żeby na koniec okazało się… że insert przygotowany przez wydawcę jest — mówiąc kolokwialnie — do dupy. Nikt w nim nie uwzględnił miejsca na karty w koszulkach albo odpowiedniej liczby przegród na zasoby. Jest pierdyliard dodatków, których nie sposób zmieścić do pudełka, chyba że na siłę, wzorem filmowego sequela Dnia Niepodległości. Nie oczekujecie ideału, ale zrozumienia Waszych potrzeb. To wy — nie twórcy — przygotujecie setup, będziecie zarządzać rozgrywką i po niej posprzątacie, przeklinając pod nosem fundamentalny brak wyobraźni po stronie wydawcy.

Dinosaur World od Pandasaurus Games jest jedną z takich gier, powyższa charakterystyka pasuje do niej jak ulał. Cóż z tego, że wydawca przygotował insert, skoro jego funkcjonalność woła o pomstę do nieba. Nie ułatwia setupu, zarządzania komponentami, o sprzątaniu nie wspominając. Na szczęście w sukurs kolejny już raz przychodzi marka e-Raptor z dedykowanym insertem, wykonanym z wysokiej jakości HDF-u (płyta drewniana). I to w ścisłej kooperacji z wydawcą gry. Hm… a gdzież był ten wydawca, kiedy powstawał projekt oryginalnego insertu? Ja chyba wiem, ale z grzeczności nie powiem 🙂 .



Wprawdzie insert do Dinosaur World nie ma powłoki UV, ale i bez tego posiada wiele walorów estetycznych i jeszcze więcej użytkowych. Zacznijmy może od materiału. Jak chyba każdy z insertów marki e-Raptor, również ten wykonany jest z płyty HDF. Nie pamiętacie, przecież już o tym wspominałem? Natomiast jak dotąd nie nadmieniłem o unikalnym bezklejowym systemie montażu. Do złożenia tego insertu nie zużyjecie nawet kropli kleju! Nie mam nic przeciwko rozwiązaniom wymagającym klejenia, często sam podobnych używam. Bądźmy jednak szczerzy, czynność ta nie należy do szybkich, ani zajebiście ekscytujących. Co innego, kiedy mówimy o intuicyjnym i prostym montażu, jaki oferuje marka e-Raptor. Sprawnym dłoniom złożenie tego stosunkowo dużego i skomplikowanego zestawu zajmuje nie więcej niż 30 minut! Z mojego doświadczenia wynika, że to przynajmniej dwukrotnie krócej, niż przy podobnych, tradycyjnych rozwiązaniach.

Insert do Dinosaur World jest oczywiście modularny, co oznacza, że posiada system wyjmowanych funkcjonalnych tacek na komponenty. Jak za użyciem magicznej różdżki, setup z uciążliwego staje się graczom przyjazny, a szybki dostęp do komponentów ułatwia zarządzanie grą. Na wyróżnienie zasługują osobne pojemniki dla każdej grupy dinozaurów oraz poszczególnych dodatków. Szczególnie przydatne, jeśli je posiadamy 🙂 . Już na zawsze możemy zapomnieć o pozostałych pudełkach, tutaj każdy żeton i kafelek posiada swoje miejsce. Kolejnym elementem wartym waszej uwagi jest bardzo wygodny podajnik na kafle. Mieści wszystkie kafelki, wraz z dodatkami, zapewniając przy tym znacznie wygodniejszy dostęp oraz krótszy setup.



Po umiejętnym spakowaniu plansz do gry, instrukcji oraz pojemników, wieko pudełka wydaje się dobrze spasowane z podstawą, chociaż lekko odstaje. Plansze ułożone nad insertem, powinny chronić komponenty, zapobiegając ich niekontrolowanemu przemieszczaniu. Niestety to zadanie insert od e-Raptor spełnia średnio, oblewając mój autorski test Podatności na Pudełkowy Pierdolnik (PnPP). Dopóki gra leży płasko, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kłopoty zaczynają się, gdy stawiamy pudełko bokiem. Czy to za sprawą plansz, a może ciężkich komponentów (metalowe monety), wieczko przestaje idealnie pasować, generując mały rozgardiasz. W transporcie można temu zaradzić używając gumek (edukacja szkolna nie idzie w las), ale na regałach podobnych tricków nikt na co dzień nie stosuje. Rozwiązaniem jest umieszczenie gry ciasno pomiędzy innymi pudłami, w ten oto sposób problem sam się rozwiązuje. Szczególnie że nie chodzi o pierdolnik godny eksplozji bomby jądrowej (znam takie inserty), a co najwyżej delikatny nieład.

Podsumowując to bardzo udany insert, który nie tylko spełnił moje wymagania, ale zachęcił do częstszego sięgania po Dinosaur World. Zmniejszając uciążliwy setup i proces zarządzania rozgrywką nawet o kilkanaście minut! Jeśli w tworzenie parków grywacie często i rozważacie zakup insertu, koniecznie zerknijcie na rozwiązanie od e-Raptor. Osobiście jestem z niego bardzo zadowolony, od strony funkcjonalnej i estetycznej. Muszę kończyć, przyszedł długo oczekiwany czas rezerwacji biletów na premierę Jurassic World Dominion. Będzie się działo, do następnego!

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Jak odpicować grę: Zaginiona wyspa Arnak – recenzja komponentów!



Jak odpicować grę: Zaginiona wyspa Arnak – recenzja komponentów!


Materiał reklamowy: Ponieważ część z opisanych poniżej komponentów została nam przekazana do recenzji , artykuł oznaczamy jako sponsorowany.  Jednocześnie zapewniamy, że ich twórcy w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Co znajdziesz w tym poradniku:
  • Kilka pomysłów na odpicowanie własnej kopii Zaginionej wyspy Arnak,
  • Sposób na upgrade tekturowych znaczników,
  • Sposób na upiększenie znaczników toru świątyni,
  • Wymiana workerów na zestaw Archeologów 3D,
  • Znalezienie insertu, który to wszystko pomieści,

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości


Jeśli doceniasz naszą pracę,
wesprzyj nas w dążeniu do perfekcji! Postaw mi kawę na buycoffee.to



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Macie pojęcie, jak trudno być jednocześnie wzrokowcem, estetą oraz fanem gier planszowych? Jeśli nie, podsumuję to krótkim, acz dosadnym – fucking hard! Skąd o tym wiem? To chyba oczywiste, a jeśli nie, to z pewnością za chwilę takim się stanie. Moje brzemię wynika z braku umiejętności celebracji wygląd gier, podkładanych pod nos przez wydawców. W lot dostrzegam mankamenty lub potencjał do zmian. A to szyszunie do Kaskadii, innym razem zasoby w Podwodnych Miastach albo kompletna metamorfoza komponentów do Bliżej i Dalej. Najgorsze, że nie wszystkie zmiany potrafię sensownie uzasadnić, a kiedy do głosu dochodzi planszówkowa próżność, słowo metamorfoza nabiera całkiem nowego znaczenia. Dziś podpowiem Wam, jak możecie odpicować Zaginioną wyspę Arnak. Zdaję sobie sprawę, że chodzi o jedną z najładniejszych poza wspieraczkowych – czytaj retailowych – gier ostatniego dziesięciolecia, która zdaniem wielu nie wymaga żadnego podrasowania. Cóż… ja uważam, że wymaga i choć tanio nie jest, jestem zdania, że warto. Tym, którzy uważają inaczej, odpowiem słowami Ricky’ego Gervaisa „Shut up. I don’t care” 🙂 .

W grze Arnak nie mamy do czynienia z całkowitą metamorfozą, ale subtelnym problemem natury plastycznej. Używając nomenklatury medycznej, dokonane przeze mnie zmiany, należy traktować w kategorii niewielkich zabiegów chirurgii plastycznej. Możecie się bez nich spokojnie obejść, lecz ja najwyraźniej tego nie potrafię.



Krok 1 – jak zamienić tekturowe zasoby w plastik!

Niemal każdy, kto Zaginioną Wyspę Arnak pozna, wita ją słowami „ale zajebiste zasoby!” i to jest najprawdziwsza z prawd 🙂 . Groty, klejnoty oraz tablice, prezentują się nie gorzej, od ekskluzywnych komponentów z Kickstarterowych wspieraczek, za kilka tysięcy rubli! Kilka tysięcy ludzie! Uwielbiam je, są klimatyczne i dodają grze fasonu, ale moje uwielbienie przygasa, jak tylko przenoszę wzrok na liczne monety i kompasy. Niby ładne, powodu do wstydu nie ma, a przynajmniej być nie powinno, gdyby nie ten tekturowo-plastikowy mezalians. Zadaje sobie pytanie „po jaką cholerę?”, ale odpowiedzi nie znajduję. Decydowały zapewne względy finansowe, tylko że w takim przypadku wszystkie zasoby powinny być tekturowe? Im dłużej na to patrzę, tym bardziej mnie to wkurwia, a kiedy balonik pęka, już wiem, co należy z tym zrobić.

Finalnym rozwiązaniem moich wysublimowanych potrzeb okazuje się plastikowy zestaw kompasów oraz monet znaleziony na Etsy, najpopularniejszym portalu z produktami homemade. Komponenty wybrałem spośród kilku dostępnych, kierując się estetyką wykonania oraz krajem pochodzenia. Etsy to fenomenalne miejsce, szczególnie dla podobnych mnie freaków. Niestety większość zamieszczanych tam ofert pochodzi spoza Polski. Sprzedawcy rozsiani są po całym świecie, co nie pozostaje bez wpływu na cenę produktu, a w szczególności dodatkowe koszty, w tym logistykę. Przeglądając serwis, ale odsiewając oferty zza oceanu, znalazłem MouseDenGames, z lokalizacją w Czeskiej Pradze, a więc blisko, wręcz po sąsiedzku!

Zestawy brakujących zasobów 3D do wyspy Arnak dotarł do mnie szybko i sprawnie (5-7 dni maks), a co ważniejsze w najdogodniejszej z form, czyli do paczkomatu (Packeta)! Z pominięciem niewygodnej poczty, czy nieoczekiwanych kosztów. Pod bieżącą kontrolą shippingu, a co jeszcze istotniejsze, solidnie zabezpieczony!

Po paru rozgrywkach mogę z całą pewnością napisać, że monety, a w szczególności kompasy, prezentują się zajebiście! Dopasowane wielkością i kształtem do swych kartonowych odpowiedników. Wykonane z wysokiej jakości plastiku, wizualnie dopracowane i dokładne. Kompasy drukowane z użyciem różnokolorowego filamentu robią fenomenalnie wrażenie. Szczegółowość level hard! Patrząc na całokształt plastikowych komponentów, trudno odróżnić, które zostały dokupione. Tak uzupełniony zestaw znacząco wpływa na estetykę gry, kojąc częściowo moje odchyły od normy. Szczególnie że to właśnie z kompasów oraz monet korzystamy w grze najczęściej. Uczciwie i szczerze polecam je każdemu, kto Arnak ogrywa i lubi. Jeśli macie ochotę na podobną fanaberię, poniżej zamieszczam link do zestawu od MouseDenGames.

Tu znajdziesz zestaw znaczników od MouseDenGames



Krok 2 – czyli nowe odpicowane pomoce naukowe!

Szukając brakujących zasobów, niejako przypadkiem zwróciłem uwagę na zamienniki ksiąg i lupek, których podnoszeniem fani Zaginionej wyspy Arnak oddają się z podziwu godną konsekwencją i zamiłowaniem. Okazały się częścią „Arnakowej” oferty komponentów od MouseDenGames. Szczerze mówiąc, nie było ich w planach, podobnie jak drugiego, trzeciego czy czwartego dziecka i co z tego wyszło? Cóż, o ile w kwestii dzieci wykazałem się stanowczością, to przy znacznikach zdecydowanie jej zabrakło. Z tak liczną rodzinką raczej bym sobie na to nie pozwolił, także ten tego… czasami dobrze mieć jedynaka 🙂 .

Inna sprawa, że zamawiając komplet, zaoszczędziłem na czasie oraz kosztach wysyłki, czym nie omieszkałem pochwalić się żonie. Teraz rozumiem już dosadność powiedzenia, że „głupich nie sieją, sami się rodzą”. Próbowałem ratować sytuację, lecz z marnym skutkiem. Niestety moją uwagę dotyczącą nowego, lepszego berła skwitowała dosadnym – „obiecanki, cacanki”. Wróćmy jeszcze na chwilę do samych komponentów. Kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy, szczęka z wrażenia opadła mi aż do podłogi. Okazało się, że znaczniki badań (lupy oraz księgi) na żywo są większe i prezentują się znacznie lepiej niż oczekiwałem. Cudowne, szczegółowe, intensywnie kolorowe – po prostu zajebiste! Drukowane z wysokiej jakości, różnokolorowego filamentu. Zdecydowanie ożywiły tor, nadając mu wrażenie naturalności.

Berło również dorównywało oczekiwaniom – oczywiście mam na myśli wyłącznie grę :). Pięknie wykończone, idealnie wpasowało się w całokształt kompozycji. Z fajnym akcentem w postaci szkiełka powiększającego. Małe, a jakże cieszy. Z perspektywy czasu mogę jedynie napisać, że gdybym się z zakupu wycofał, bardzo bym tego pożałował. Musicie przyznać, że jestem na tym punkcie zdrowo walnięty 🙂 .

Jeśli też jesteście, zestaw oraz jego poszczególne elementy znajdziecie pod tym linkiem:

Tu znajdziesz zestaw znaczników od MouseDenGames



Krok 3 – Stawiamy kropkę Archeologa nad „i”

Wybierając zestaw komponentów, nie przewidziałem jednego – jak na tle tych nowo pozyskanych zajebistości, prezentować będą się ciosane siekierą w drewnie meple podstawki. Kurcze, przecież zasadniczo są całkiem spoko, a przynajmniej były, zanim nadszedł wiatr zmian. Co teraz, co robić? Na szczęście jest niezawodne Etsy, wszystko jest więc możliwe. Znajduję tam swój wymarzony zestaw Archeologów 3D. A teraz najlepsze – gotowi? Okazuje się, że za tym projektem stoi Planszowy Dobromir – swój człowiek. Część z Was powinna go kojarzyć. Nie muszę również nikogo przekonywać o korzyściach zakupów od rodzimych twórców. Za rekomendację niech posłuży potwierdzenie, że odpowiednio zabezpieczona przesyłka trafiła do paczkomatu, już po trzech dniach od zamówienia!

Kiedy zamówienie dotarło i nareszcie ujrzałem mój nowy, wymarzony zestaw Archeologów, ponownie zmuszony byłem szukać szczęki na kuchennej podłodze. Nic w tym dziwnego, jaki produkt, taka reakcja. Figurki wykonane z szarej żywicy, są nie tylko bardzo ładne, ale i zaskakująco szczegółowe. Sprawiają wrażenie oczytanych twardzieli, przypominając kultowego Indiana Jones. Wyższe od swoich drewnianych odpowiedników, a przez to lepiej widoczne i wygodniejsze w użytkowaniu. Pomimo niewielkich podstawek odpowiednio stabilnie. Dobrze zaprojektowane i niesamowicie klimatyczne. Emanuje z nich pewność siebie, jakby chciały powiedzieć „to jest właśnie to pole akcji” albo „tego Strażnika zjem sobie dziś na śniadanie”. Pomimo że ciągle niepomalowane, na planszy prezentują się fantastycznie – jeśli nie wierzycie, zerknijcie z łaski swojej na zdjęcia. Kiedy wreszcie je pomaluje… no właśnie – kiedy? To zresztą bez znaczenia, bo zestaw Archeologów 3D spod ręki Planszowego Dobromira, to must have każdego fana wyspy Arnak. Poniżej podrzucam Wam link, tak na wszelki wypadek 🙂 .

Tu znajdziesz zestaw Archeologów 3D od Planszowego Dobromira



Krok 4 – gdzie to wszystko pomieścić?

Spokojnie, dla chcącego nic trudnego. Pośród Was z pewnością znajdę wielu oddanych fanów woreczków strunowych. Można i tak, choć sam wyznaję inną zasadę – precz z tym gównem! Jak ja szczerze nie cierpię woreczków strunowych, preferując w zamian przemyślane, ładne, a przede wszystkim funkcjonalne inserty. Okazuje się, że nie tylko ja, dlatego rynek bogaty jest w inserty wykonane z drewna, pianki albo plastiku.

Dla Zaginionej wyspy Arnak wybrałem markę e-Raptor, co okazało się strzałem w 10! Do tego stopnia, że insertowi poświęciłem osobny artykuł, do którego odsyłam Was, jeśli tylko chcecie poznać więcej szczegółów. Link poniżej, lecz zanim się z nim zapoznacie, muszę wspomnieć o jednym drobnym mankamencie w kontekście dodatku Przywódcy Ekspedycji. Z przykrością oznajmiam, że pudełko podstawki nie pomieści obu. Większości komponentów wchodzi, większość oprócz plansz Przywódców. Insert jest u mnie od dawna i tak pozostanie. Na szczęście jego funkcjonalność i uroda rekompensują ten niewielki problem.

Tutaj znajdziesz recenzję insertu od e-Raptor

Tutaj znajdziesz insert e-Raptor w sklepie producenta



Na pewno zachodzicie w głowę, ilu podobnych mnie pojebów jest w stanie pomieścić ten zgoła ogromny świat? Dobre pytanie, zapewne wielu, a przynajmniej taką mam nadzieję. Jeśli macie ochotę, zawsze możecie do nas dołączyć. Ja podjętych decyzji zakupowych z pewnością nie żałuję. Inna sprawa, że w Zaginioną Wyspę Arnak grałem ponad 20 razy i  jestem przekonany, że przede mną co najmniej tyle samo rozgrywek. Inna sprawa, że pimpuję wyłącznie te gry, które wysoko sobie cenię i regularnie ogrywam. Tylko takie warte są podobnych wydatków i uwagi. Lepsze to niż inwestycja w półkę wstydu. Dość już przeciętnych regałowców, lepiej sukcesywnie upiększać ulubione tytuły, do czego i Was szczerze namawiam.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Koszulki na karty Sleeve Kings – recenzja!



Koszulki na karty Sleeve Kings – recenzja!



Sprawdź, co oferuje marka Sleeve Kings:
  • Grubości standardowych koszulek na poziomie 60 mikronów,
  • Dużą przezroczystość oraz materiał zapobiegający sklejaniu kart w koszulkach,
  • Wysoką jakość wykonania oraz marginalny odsetek uszkodzeń,
  • Zwiększone opakowania zawierające nie 100, ale aż 110 protektorów,
  • 40 zróżnicowanych rozmiarów, od standardów po koszulki stworzone na potrzeby konkretnych gier,

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Lubię myśleć, że koszulkując karty spełniam się niczym Pani Beatka przy lampce dobrego Prosecco. Sporo bym dał, żeby to była prawda, ale to raczej jeden wielki bullshit. Nie chodzi już nawet o to, że wspomnianej pasji oddaję się wyłącznie w domowym zaciszu, ani nawet o gigantyczną dysproporcję naszych tantiem — pudełka z grami vs pudełka z hajsem. Sęk w tym, że wcale tego nie lubię, traktując koszulkowanie kart jak dopust Boży. Niestrudzenie oddaje się tej koniecznej czynności, niczym matka opiece nad ukochanymi pociechami, tylko po to, żeby uchronić je przed najgorszym. Oczyma wyobraźni widzę moment, w którym pozbawione koszulek karty padają łupem tłustych, ujebanych chipsami i dipem rąk współgraczy, albo stają się ofiarą fali powodziowej, w wyniku potrącenia szklanki, której zdaniem potrącającego „miało tam nie być”. Dla niektórych takie podejście jest grubą przesadą i trudno się z tym nie zgodzić. Ja również uważam, że gry są do grania, ale jak mówi przysłowie, wolę dmuchać na zimne.

Prawdę mówiąc nazbierało się ostatnio gier z kartami, dlatego wolne wieczory spędzam na nudnej, a przy tym do bólu powtarzalnej czynności koszulkowania — gra po grze, karta po karcie. W trakcie jednego z tych magicznych posiedzeń, wpadłem na pomysł sprawdzenia, z których koszulek korzystam najczęściej. Po szybkiej weryfikacji potwierdziły się moje przypuszczenia. Oficjalnie zostałem fanem jednej marki, używając pozostałych wyłącznie w roli zamienników. Policzyłem na szybko — ze wszystkich opakowań koszulek zakupionych w przeciągu ostatnich 2-3 lat, ponad 70% należy do jednej marki — Sleeve Kings! Aż tyle? Z jednej strony to spore zaskoczenie, z drugiej zaś świetny pretekst, do pisania o czymś innymi niż gry.



Nikogo nie muszę przekonywać, że koszulkowanie kart jest integralnym elementem naszego hobby. I choć koszulki mają nie tylko zwolenników, ale także przeciwników, tych pierwszych wydaje się znacznie więcej. Statystyki jednoznacznie wskazują, że do zabezpieczenia kart używamy najczęściej koszulek klasy Premium. Grube (90-100 mikronów), solidne, trwałe, o wysokiej przejrzystości. Pozbawione przy tym irytującej przypadłości sklejania się, a także niszczenia i odkształcania. Przed laty, kupując pierwsze koszulki, kierowałem się wyłącznie ich ceną, popełniając tym sposobem klasyczny błąd nowicjusza. Szybko zrozumiałem, że nie tędy droga i od tego momentu, przez wiele kolejnych lat wybierałem wyłącznie protektory Premium. Przyzwyczajenie zmieniłem całkiem przypadkowo, po tym jak pierwszy raz zakupiłem i użyłem produktów marki Sleeve Kings.

A musicie wiedzieć, że to marka w Polsce mało znana i trudno dostępna. Swój startup – jeśli mnie pamięć nie myli – zaliczyła w 2018 roku, za sprawą całkiem udanej kampanii na KS. Po czterech latach, wspartych kolejnymi kampaniami, zagościła na stałe w globalnej świadomości graczy. Na ofertę tej marki składa się około czterdziestu różnych protektorów! Od tych najpopularniejszych, standaryzowanych rozmiarów (Euro i USA), przez szereg mniej znanych, aż do niemal całkowicie unikalnych, jak koszulki na małe karty Everdell, kart do serii gier Zachodnich Królestw, czy kolekcji Tiny Epic!

No dobrze, ale co z tego? Wy przecież już macie swoje ulubione protektory. Po co rezygnować z przyzwyczajeń, na korzyści nikomu nieznanej marki Sleeve Kings? Otóż z niczego nie musicie rezygnować, a ja do niczego Was nie namawiam, chociaż… Czy mam w tym interes? Oczywiście, że tak, oczekuję szerszej dostępności, większej konkurencji i lepszych cen! I bynajmniej nie można nazwać tego lokowaniem produktu, ponieważ nikt mi za to nie płaci. Wielka szkoda… zdecydowanie powinni, pytanie tylko kto? 🙂 . Upominam się o większe zainteresowanie marką, nie jako recenzent, tylko gracz, który nie chce, żeby jego ulubione koszulki skończyły żywot w jakimś planszówkowym outlecie.



Najwyższy czas na argumenty, bo to, że bliżej nikomu nieznany planszówkowy freak zabezpieczył w ten sposób prawie 15 000 kart, nie jest i nigdy nie było wyznacznikiem jakości. Co innego znikomy, praktycznie zerowy poziom uszkodzeń i odrzutów. Dokładnie 4, tylko tyle koszulek Sleeve Kings wyrzuciłem do kosza przez 3 lata użytkowania. Każda partia równa, idealnie docięta, bez uszkodzeń czy ukrytych wad. Bardzo satysfakcjonujący jest również ich poziom zużycia, co najlepiej widać po grze Everdell, w którą zagrałem już ponad stukrotnie, z czego 60-70 raz z użyciem protektorów Sleeve Kings! Po tylu rozgrywkach koszulki nadal zachowują trwałość oraz dobrą przejrzystość.

Grubość 60 mikronów również robi robotę, podobnie jak wysoka jakość materiału (Cleartech Polypropylene) oraz standardy produkcji. Wierzcie mi, ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Karty w protektorach Sleeve Kings nie sklejają się z byle powodu, jak to w zwyczaju ma wiele odpowiedników w klasie Standard. Oczywiście, że są cieńsze od koszulek Premium, ale ma to również swoje zalety. W przypadku większości znanych mi gier gwarantują podobny poziom ochrony kart, zajmując przy tym znacznie mniej miejsca. Ileż to razy, grubość koszulek Premium stanowiła sporą przeszkodę w korzystaniu z oryginalnego insertu gry? Teraz to już rzadkość.

Niezwykle istotnym argumentem jest również ich cena. Protektory Sleeve Kings są w klasie standard nie tylko trwalsze i lepsze, ale również tańsze od niemal całej dostępnej na rynku konkurencji! Nie wspominając o tym, że pakowane są w blistrach nie po 100, tylko 110 sztuk! Wydaje się, że to niewiele, ale biorąc pod uwagę panujące na rynku standardy odnośnie liczebności kart w grach, to istotna różnica. Wie o tym każdy, komu w trakcie koszulkowania gry do pełni szczęścia zabrakło dosłownie kilku protektorów.



Jeśli więc szukacie budżetowych, ale pewnych i sprawdzonych protektorów na karty, to koniecznie wypróbujcie produkty marki Sleeve Kings. Odkąd ich używam praktycznie zrezygnowałem z koszulek Premium, które w przypadku większości gier – z wyłączeniem tych, w których talie mieli się non stop – można uznać za przejaw przerostu formy nad treścią. Postawiłem na markę Sleeve Kings, na której nigdy się nie zawiodłem, oszczędzając przy tym sporo kasy!

Jedynym realnym problemem jest tu ograniczona dostępność. Z tego co mi wiadomo koszulki te na Polskim rynku dostępne są tylko w dwóch miejscach. W sklepie internetowym Planszomania.pl oraz na platformie Etsy.com. Korzystałem z obu, choć zdecydowanie preferuję wspieranie rodzimych sklepów z grami. Nie bez znaczenia jest tu również czas oraz koszty dostawy. Na platformie Etsy zakupu dokonujecie bezpośrednio od producenta. Niestety firma ta zlokalizowana jest w USA, co stanowi spory problem natury logistycznej i może – choć wcale nie musi – generować dodatkowe koszty (cło/vat). Byłoby cudownie, gdyby za sprawą mojej recenzji marką zainteresowało się więcej Polskich sklepów, a jak będzie czas pokaże. Dla zainteresowanych linki do obu miejsc.

Koszulki Sleeve Kings w planszomania.pl

Koszulki Sleeve Kings na Etsy.com 

Jeśli faworyzujecie inne sklepy, może warto podpytać o możliwości wprowadzenia tej marki do ich oferty. Na dziś to tyle, wracam do koszulkowania, życząc Wam tego samego. Co się będę sam męczył, dołączcie do mnie 🙂 .

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Insert reDrewno – Najeźdźcy ze Scytii – recenzja!



Insert reDrewno – Najeźdźcy ze Scytii – recenzja!


Materiał reklamowy: Insert został nam przekazany do recenzji przez producenta reDrewno. Zapewniamy, że producent w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Sprawdź, co oferuje Insert do gry Najeźdźcy ze Scytii
  • Wysoką jakość wykonania,
  • Stosunkowo łatwy, szybki montaż z użyciem kleju,
  • W pełni wyjmowany, całkowicie modułowy system,
  • Znaczne przyspieszenie setupu oraz sprzątania po zakończeniu rozgrywki,
  • Bezpieczeństwo komponentów w trakcie transportu,

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości


Jeśli doceniasz naszą pracę,
wesprzyj nas w dążeniu do perfekcji! Postaw mi kawę na buycoffee.to



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Kontynuujemy przeglądu rynku insertów oraz dedykowanych pudełek do gier. Na tapecie kolejna marka, a z nią kompaktowy wkład do Najeźdźców ze Scytii. Producentem jest firma reDrewno, która systematycznie pnie się w hierarchii wytwórców akcesoriów gier planszowych.

Mój problem z Najeźdźcami polegał na tym, że w tak małym pudle, ciężko sensownie upchnąć tak dużą liczbę komponentów. Geekboxy nie stanęły na wysokości zadania, a do woreczków strunowych mam wręcz zajebistą awersję. Insert okazał się jedynym sensownym wyborem, a marka reDrewno ostatnią deską ratunku. Ależ błyskotliwa gra słów 🙂 . Tylko czy moje wątpliwe poczucie humoru oraz kilka modułowy pojemników ze sklejki wystarczą? Sprawdźmy!



Insert zapakowany jest w solidne kartonowe opakowanie, składa się z kilku wyprasek i wymaga montażu z użyciem kleju. Do klejenia polecam wikol, najlepiej w pojemniku z dozownikiem. Instrukcja jest czytelna i nie sprawia żadnych problemów. Klejenie jak to klejenie, trochę upierdliwe, ale manualnie wykonalne. Jeśli macie nastawienie „chciałbym, ale ile z tym jeb…”, to pragnę Was uspokoić, że wcale nie jest tak źle. Niespełna godzinka z ulubionym serialem w tle i projekt gotowy! W trakcie montażu również nie napotkałem większych problemów, no może poza jednym – materiałem.

Recenzowany przeze mnie insert, wykonany jest z klasycznej sklejki, którą – subiektywnie – uważam za mniej atrakcyjna od HDF-u. Wiem, wiem – sklejka jest droższa, a więc lepsza. Być może, ale nie dla mnie. Sklejka sprawia wrażenie zbyt surowej i jasnej, a co gorsze, wykazuje delikatną tendencję do odprysków w trakcie wyciskania elementów z wypraski. To mało widoczny drobiazg, ale jest, a skoro tak, to czuję się w obowiązku o tym wspomnieć. Jeśli w przyszłości będę miał wybór – płyta HDF vs sklejka – niemal na pewno postawię na HDF, tak z uwagi na estetykę, jak i sam montaż. Pamiętajcie, że to czysto subiektywna opinia, z którą nie musicie się zgadzać.



Szczególnie że gotowy insert prezentuje się znakomicie, nie tylko od strony estetycznej, ale przede wszystkim funkcjonalnej. Widać, że tworzony jest przez graczy, dla graczy. W pełni modułowy system, wygodne rozmieszczenie komponentów oraz idealne dopasowanie elementów, to tylko część jego atutów. Nie skłamię jeśli napiszę, że znacząco usprawnia setup oraz sprzątanie po grze. Wielki plus za osobne pojemniki do przechowywania kart, których mogę używać również w trakcie rozgrywki (zdjęcie)!

Insert jest obliczony niemal co do milimetra, dzięki czemu po zamknięciu, wieczko jest idealnie spasowane z podstawą pudełka. W tym przypadku mój autorski test Podatności na Pudełkowy Pierdolnik (PnPP), okazał się czystą formalnością. Insert do Najeźdźców ze Scytii zdał go wzorowo, utwierdzając mnie w przekonaniu o słuszności oceny końcowej. Tak się właśnie powinno projektować inserty  — z głową, klasą oraz jajem wyczuciem tematu!



Przyszedł czas na podsumowanie, ale czy rzeczywiście jest jeszcze taka potrzeba? Dowody zbrodni zebrane, świadek przesłuchany, prawomocny wyrok wydany! Zrozumie to każdy drewniak – kolejny błyskotliwy żart – a co dopiero Wy, gracze w planszówkowych arkanach biegli, jak mało kto. Tacy, którzy z niejednego insertu chleb jedli. Hm… to chyba jakoś inaczej szło, lecz to bez znaczenia, liczy się tylko jest pytanie — czy warto? Czy warto kupić insert do Najeźdźców ze Scytii, a może szkoda na to Waszej kasy? Cóż, to zależy od tego, jak często w Najeźdźców grywacie. Jeśli regularnie, to zaręczam, że warto! Warto jak diabli, bo to jeden z najlepszych, a jednocześnie najbardziej atrakcyjnych cenowo insertów na rynku! Nie wspominając o tym, że znacząco usprawnia przechowywanie oraz przygotowanie gry. Insert do Najeźdźców ze Scytii od reDrewno otrzymuje pełną rekomendację Starych Kości!

Nieczęsto w recenzjach umieszczam linki, ale produkty tej marki nie są dostępne w każdym sklepie. Można je zakupić niemal wyłącznie w sklepie producenta, dostępnym pod tym LINKIEM! Ot takie ułatwienie dla zainteresowanych.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Pudełko Kolekcjonera Paladynów Zachodniego Królestwa – recenzja!



Pudełko Kolekcjonera Paladynów – recenzja!


Materiał reklamowy: Dodatek do gry Paladyni ZAchodniego Królestwa został nam przekazany do recenzji przez Portal Games. Zapewniamy, że producent w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Sprawdź, co oferuje Pudełko Kolekcjonera:
  • Standardowe wymiary w kwadracie 29×29 cm,
  • Wykonanie oraz wygląd w standardzie znanym z podstawki,
  • Funkcjonalny insert z  kilkunastoma przegrodami na komponenty,
  • Niewątpliwe zalety użytkowe – szybszy setup oraz bezpieczny transport,
  • Unikalny mini dodatek Wasale,

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości


Jeśli doceniasz naszą pracę,
wesprzyj nas w dążeniu do perfekcji! Postaw mi kawę na buycoffee.to



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Miałem być na Portalconie, a skończyłem z żoną na domowym Covidonie. W głowie czuję pustkę, a słowa nie chcą się układać w zdania, ale najgorsze, że to zamknięta impreza bez planszówek. Na szczęście Portal osłodził mi to siedzenie w domu, piątkową dostawą Paladynów Zachodniego Królestwa! Chodzi oczywiście o premierowy dodatek Wiek Królów oraz… Big Box, z którym wiązałem spore oczekiwania, ale i obawy. Kiedy na Portalconie ogłaszano polskie wydanie Ark Nova, Bitoku, Messina 1347 oraz najnowszego Lacerdy (Wather Machine), jak w znoju i trudzie próbowałem przepakować Paladynów do tzw. Pudełka Kolekcjonera. Zacznijmy jednak od tego, czy ja na to kolekcjonerskie pudło w ogóle zasługuje? Zdecydowanie tak! Nie tylko z uwagi na posiadanie kompletnej edycji Zachodnich Królestw, ale z powodu oczywistej sympatii dla twórczości Pana Shema Phillipsa. Dobrze, że się pochwaliłem, a teraz do rzeczy.

Część z Was jest z pewnością ciekawa, jak to naprawdę jest z tym Pudełkiem Kolekcjonera i czy warto inwestować w niego „tyle” kasy. Niestety w takich sytuacjach wydawcy często skąpią informacji, a przecież ciężko o decyzję bez szczegółowych zdjęć i opisu. Zakup Big Boxa, podobnie jak dedykowanych insertów to zazwyczaj mocno indywidualna sprawa. Szczególnie kiedy ta przyjemność kosztuje niemal tyle, co planszówka. Osobiście uwielbiam takie rozwiązania, z uwagi na walory estetyczne oraz użytkowe, ale to wcale nie oznacza, że każda gra zasługuje na równie wyjątkowe traktowanie.



Pudełko Kolekcjonera prezentuje się naprawdę zacnie. Ładnie ilustrowane, nawiązuje designem do podstawki, nie ustępując jej również jakością wykonania. W środku znajdziemy plastikowy, jednoczęściowy insert, podzielony na kilkanaście mniejszy i większych przegródek. Część z nich służy przechowaniu karty, pozostałe można wykorzystać w sposób niemal dowolny. Szkoda tylko, że insert nie jest choć częściowo modułowy, takie rozwiązanie sprawdza się zdecydowanie najlepiej. Wyjmowany podajnik na drewniane elementy mógłby znacząco usprawnić zarządzanie grą. Na szczęście w tym konkretnym przypadku, większość komponentów umieszcza się w przestrzeni gry jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki.

Miejsca w pudełku jest aż nadto, ale poprawny układ komponentów nie jest wcale tak oczywisty. Jeśli chcecie się posiłkować instrukcją, musicie ją pobrać ze strony wydawcy. Próżno szukać jej w pudełku, ale to nawet dobrze, ponieważ sugerowany rozkład komponentów jest niestety do dupy zaskakująco mało użyteczny. Na całe szczęście nie jest to fizyka kwantowa i przy odrobinie chęci można to ogarnąć samemu.

Patrząc na liczbę komponentów do gry Paladyni, troszkę obawiałem się wymiarów i pojemność pudełka. Upychanie gry z pomocą woreczków strunowych to jedno, ale zastosowanie insertu z logicznym i wygodnym podziałem komponentów, to coś zupełnie innego. Na szczęście pudełko jest przestronne, a co ważniejsze posiada klasyczny kształt i wymiary. Ot standardowe pudełko w kwadracie, żadnych eksperymentów. Kiedy Architekci oraz Wicehrabiowie doczekają się Big Boxów, seria będzie kompletna.

Domyślam się, że nurtuje Was kwestia wielkość przegród na karty, pędzę więc z szybką odpowiedzią. Wprawdzie nie zamierzam zabezpieczać kart, tak z uwagi na ich jakości, jak i niewielką częstotliwość tasowania, ale… Rozumiem odgórną potrzebę koszulkowania, podobnie jak wydawca, który w przegrodach na karty pozostawił sporo wolnego miejsca. Chociaż mam pewne wątpliwości w kwestii grubości samych koszulek. Karty ubrane w standardy raczej się zmieszczą, ale w wariancie premium może być różnie.



Dla pozytywnej oceny insertu najważniejszy jest test czynnika PnPP, czyli Podatności na Pudełkowy Pierdolnik. To niezwykle ważny aspekt użyteczności, który ma szczególne znaczenie w transporcie gier oraz przy niektórych metodach przechowywania. Test wymaga sporej odporności na stres i nie jest przeznaczony dla oczu co bardziej wrażliwych graczy. Na szczęście Pudełko Kolekcjonera przeszło go wzorowo. Wszystkie komponenty, plansze i planszetki pozostały na swoich miejscach, bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu własnym oraz właściciela.

Wiadomo, że w procesie zakupowym kluczowym argumentem jest cena. Jak większość z Was, ja również nie cierpię drożyzny. Pamiętajcie jednak, że Pudełko Kolekcjonera nie zostało wydane z myślą o statystycznych Kowalskich, tylko fanach gry. Prawdę mówiąc, patrząc przez pryzmat cen drewnianych insertów, oferowane przez Portal rozwiązanie wcale cenowo od nich nie odstaje. A przecież jak nazwa wskazuje, Pudełko Kolekcjonera nie jest tylko zwykłym insertem. Nie wspominając o tym, że w środku czeka na nas fajna niespodzianka. Niewielki dodatek Wasale, którego wprawdzie jeszcze nie rozkminiłem, ale za żadne pieniądze bym nie odpuścił 🙂 Czuję się jak ryba na haczyku, na szczęście nie jestem w tym osamotniony.

Wszystko fajnie, tylko co z odpowiedzią na kluczowe pytanie — czy warto kupić? No więc… tak i nie! Wspominałem już, że to bardzo indywidualna sprawa. Jeśli więc nie planujecie inwestować w dodatki do Paladynów, a ciasnota w pudełku podstawki nie boli, to po jaką cholerę Wam ten cały Big Box? Kasę lepiej zainwestować w inne gry z serii Zachodnich Królestw, albo… dodatek do Paladynów, a wtedy… 🙂 Jeśli natomiast jesteście, albo zamierzacie być fanami serii — Pudełko Kolekcjonera to Wasz must have! Takie rozwiązanie pozwoli na wygodny podział komponentów, uprzyjemni obcowanie z grą, ale przede wszystkim znacząco przyspieszy jej setup. Pozwoli również na wygodny oraz bezpieczny transport, bez konieczności przewożenia kilku osobnych pudełek. Sami zresztą wiecie, co jest najlepsze dla Waszych gier.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Insert – Viticulture z dodatkami + podstawki na karty WarBox – Recenzja!



Insert – Viticulture z dodatkami + podstawki na karty WarBox – Recenzja!


Materiał reklamowy: Insert został nam przekazany do recenzji przez producenta Warbox. Zapewniamy, że producent w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości


Sprawdź, co oferuje insert do gry Viticulture z dodatkami:
  • Wysokiej jakości materiały oraz świetna jakość wykonania,
  • System montażu wymagający użycia kleju,
  • Całkowicie modularny, niezwykle funkcjonalny i przemyślany system pojemników,
  • Bezpieczne przechowywanie oraz transportowanie gry,
  • Przyspieszenie i zwiększenie komfortu setupu,

.

Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy. To również potrzeba dzielenia się doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Kto mnie zna, ten dobrze wie jaką estymą i miłością darzę grę Viticulture, ale żeby nie było niedomówień — wyłącznie z dodatkiem Tuscany! Ile to już razy tytuł ten rozkładałem i składałem, jak wielu graczy dzięki mnie miało okazję się nim delektować? Granie w „Viti” to zawsze znakomity pomysł, ale jej rozkładanie i składanie nie należy wcale do przyjemnych. Rację przyzna mi każdy, kto choć raz musiał z mozołem i niemałym wkurwem — przepraszam za słownictwo — wyciągać znaczniki graczy z tych malutkich przegródek, albo po grze zastanawiał się, jak w pudełku upchnąć razem elementy podstawki oraz dodatku? Szczególnie że wspomniane znaczniki są stosunkowo delikatne i potrafią się łamać, a duże karty z podstawki i dodatku nie mają swojego miejsca w insercie.

W pewnym momencie trzeba powiedzieć dość i to jest właśnie ten moment. Czas na zmiany i optymalizację, która pozwoli delektować się setupem niemal na równi z rozgrywką. Dziś na warsztat biorę rozwiązanie popularnej polskiej firmy WarBox, posiadającej w swoim portfolio grubo ponad 100 insertów i akcesoriów do gier planszowych!

Wykonanie

Jest w pełni profesjonalnie, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Na powyższą ocenę składa się kilka istotnych aspektów — od wysokiej jakości materiałów (płyta HDF lub sklejka 3 mm), przez znakomite dopasowanie elementów, dobrze wykończone krawędzie, po przyjemne dla oka grawerunki. Profeska pełną gębą.



Montaż

W przypadku insertów marki WarBox nie obejdzie się bez kleju, precyzji, cierpliwości oraz 1-2 godzin wolnego czasu. Instrukcja montażu jest prosta i czytelna, a elementy insertu wychodzą z wyprasek bez większego wysiłku. Samo klejenie nie stanowi większego problemu, poza tym, że jest żmudne i czasochłonne. Do klejenia najlepiej używać kleju wikol, który po wyschnięciu staje się niemal bezbarwny. Pomimo tego, proces montażu wymaga podstawowej precyzji oraz umiaru w nakładaniu kleju, inaczej na insercie pozostaną delikatnie widoczne ślady. Spokojnie, to nic trudnego, szybko można się nauczyć, jak oraz gdzie nakładać klej, żeby elementy łączyć sprawnie i bez bałaganu. Z braku czasu preferuję rozwiązanie bezklejowe, ale wykonanie, funkcjonalność, a przede wszystkim bardzo przystępna cena insertu skutecznie rekompensują lekki dyskomfort.  

Funkcjonalność

Pudełko z insertem przywołuje skojarzenia matki, delikatnie tulącej swoje ukochane dziecko. Synonimem dziecka jest oczywiście moje drogie Viticulture. To się nazywa desperackie porównanie świadczące niezbicie, że dla mnie nie ma już ratunku. Projekt jest dobrze przemyślany, idealnie spasowany i zachwyca funkcjonalnością. Niemal w pełni modularny, nastawiony na szybki setup oraz bezpieczne przechowywanie komponentów. Wszystko, czego potrzebujemy, znajduje się w osobnych pojemnikach, a wyjmowanie komponentów graczy jest wygodne i bardzo proste. Nawet monety są posegregowane zgodnie z dostępnymi w grze nominałami. Insert jest zaprojektowany z myślą o komplecie dodatków i bez problemu pomieści wszystkie karty, nawet jeśli będą zakoszulkowane. Co więcej, z tym insertem w pudełku mieszczą się obie plansze do gry — podstawowa oraz Toskania. Na szczęście Toskania nie w trzech, tylko ostatniej wersji. Taki żarcik 🙂



Dopasowanie oraz transportowanie

Wysokość insertu jest wyliczona niemal do milimetra, dzięki czemu elementy, jak i znajdujące się w nich komponenty, nie mają prawa się frywolnie przemieszczać. Sprawdziłem i tak dokładnie jest. Testowałem go długo i nic się nie stało, ani jeden z elementów nie zmienił swojego położenia. Fantastyczna sprawa, widać, że za tym projektem stoją gracze, rozumiejący potrzeby innych graczy.



Napisy końcowe!

Opisywany tu Warboxowy insert to absolutny must have każdego fana Viticulture. Wprawdzie konieczność klejenia jest ciutkę męczącą, ale sam proces nie wymaga większych umiejętności manualnych, a efekt końcowy jest wart poświęcenia. Jak widać, nie taki diabeł straszny, a dzięki serwisom VOD, czas przy klejeniu biegnie szybko. Ponieważ zakupiłem całkiem spore opakowanie kleju, już ostrzę sobie ząbki na kolejne inserty tej marki, a moja lista zakupowa z dnia na dzień robi się coraz większa, szczególnie że producent konsekwentnie poszerza ofertę. Zanim zakończymy, wspomnę jeszcze słów kilka na temat podstawek na karty WarBox-a, które kupiłem w tym samym czasie co insert. Warto poświęcić dosłownie minutę, żeby dowiedzieć się, jak w łatwy i wygodny sposób można trzymać karty w trakcie rozgrywki.



Podstawki na karty marki WarBox

Wspomniane podstawki, podobnie jak inserty, wykonane są z 3 mm płyty HDF. Ja akurat wybrałem rozmiar L, który ma długość aż 39 cm, ale w ofercie są również mniejsze rozmiary. Celowo brałem większe, ponieważ mniejsze już mam. Montaż pojedynczej podstawki jest banalnie prosty i zajmuje około 2-5 minut. Co ciekawe i rzadko spotykane, podstawki WarBox składają się z dwóch części, które można szybko montować oraz demontować, oszczędzając sporo miejsca w transporcie i przy przechowywaniu.

Podstawki testowałem wielokrotnie i jestem nimi zachwycony. Pomimo sporych gabarytów są bardzo stabilne i praktycznie niewywrotne, a przy tym bardzo pojemne i wygodne. Na stole prezentują się atrakcyjnie, ale ich największą zaletą nie jest estetyka, tylko wyjątkowa funkcjonalność. Szczególnie w grach, w których używanie podstawek może znacząco zwiększyć komfort, a nawet efektywność rozgrywki.

Na dziś tyle, mam nadzieję, że mój cykl związany z komponentami do gier przypadł Wam do gustu i w przyszłości pomoże w podjęciu dobrych zakupowych decyzji. Jeśli tak jest, proszę o feedback. Szczerze mówiąc coraz mocniej wsiąkam w temat, łapiąc się na tym, że co i rusz wyszukuję w necie następne drewniane inserty. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, ile ich jest. Przed weekendem dotarły kolejne i jeśli wszystko pójdzie dobrze, jeszcze w tym miesiącu postaram się je zrecenzować. Mam wrażenie, że zrobił się z tego regularny cykl i bardzo dobrze, przecież nie tylko graniem człowiek żyje. Do następnego razu!

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Insert e-Raptor – Gloomhaven: Szczęki Lwa – Recenzja!



Insert e-Raptor – Gloomhaven: Szczęki Lwa – Recenzja!


Materiał reklamowy: Insert został nam przekazany do recenzji przez producenta e-Raptor. Zapewniamy, że producent w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości


Sprawdź, co oferuje insert do gry Gloomhaven: Szczęki Lwa:
  • Wyjątkową jakość wykonania oraz świetny wygląd,
  • Bezklejowy system montażu,
  • Dobry podział i wygodne rozłożenie komponentów,
  • Częściowo modułowy system, z wyjmowanymi tackami na żetony,
  • Istotne przyspieszenie setupu oraz zarządzania grą w trakcie jej trwania,

.

Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy. To również potrzeba dzielenia się doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Od pewnego czasu noszę się z zamiarem napisania serii krótkich artykułów, na temat producentów akcesoriów i insertów do gier planszowych. Zero lania wody, sama prawda — krótko, zwięźle i na temat! Zaczniemy od marki E-raptor, która na swoją renomę pracowała wiele lat. Jednego z prekursorów i pionierów użycia drewna (sklejka, HDF) do produkcji insertów oraz akcesoriów gamingowych wykorzystywanych w grach planszowych.

Zaczniemy insertem powracającej właśnie na sklepowe półki gry Gloomhaven: Szczęki Lwa. W osobnym artykule zajmiemy się serią pięknie wykonanych, funkcjonalnych akcesoriów, służących nie tylko walorom wizualnym. Gotowi, no to zaczynamy!

Nie jest to mój pierwszy insert marki e-Raptor i liczę, że nie będzie też ostatnim. To producent słynący z jakości wykonania oraz funkcjonalności swoich produktów. Tym, co go wyróżnia na tle konkurencji — poza doświadczeniem, pomysłowością oraz szerokością oferty — jest innowacyjny, bezklejowy sposób montażu. I to właśnie ów system daje firmie e-Raptor przewagę nad coraz liczniejszą i bardzo zdeterminowaną konkurencją.

Wykonanie

Insert do Szczęk Lwa wykonany jest z wysokiej jakości płyty HDF, co się czuje pod palcami i w trakcie używania. Krawędzie są idealnie wykończone i nie dają najmniejszego pretekstu do narzekania. Kiedy powoli łączymy kolejne elementy, a naszym oczom ukazuje się całokształt wykonania, ręce same składają się do oklasków. Ile pracy potrzeba, żeby zaprojektować tak misternie łączony i skomplikowany insert, z opcją montażu bez choćby kropli kleju? Mega sprawa!



Montaż

Montaż jest stosunkowo prosty i intuicyjny. Elementy są dobrze oznaczone i łatwo wyjąć je z wypraski. Instrukcja nie pozostawia wątpliwości, a bezklejowe łączenie elementów to czysta przyjemność. Całość jest świetnie spasowana, co sprawia, że montaż przebiega bardzo szybko i sprawnie. Słyszałem głosy, że system bezklejowy bywa awaryjny, ale mam już dwa inserty e-Raptor i nie napotkałem dotychczas najmniejszych problemów. 

Funkcjonalność

Insert jest tylko po części modułowy, ale większość wymaganych w trakcie rozgrywki komponentów, znajduje miejsce na dwóch dużych, wyjmowanych tackach. Choć jestem przekonany, że można było zrobić to troszkę lepiej, dzieląc drugą tackę na 2 części. Za wyjątkiem jednej niedużej komory, reszta komponentów, które się w niej znajdują, nie jest zazwyczaj potrzebna w trakcie gry.

Projekt insertu zakładał użycie oryginalnych pudełek do przechowywania komponentów bohaterów, co biorąc pod uwagę ich funkcjonalność i jakość, uznaję za w pełni uzasadnione. Najważniejsze elementy, do których należy zaliczyć karty, zasoby oraz żetony wrogów, są odpowiednio podzielone i posortowane. To sprawia, że setup i obsługa gry jest niesamowicie komfortowa oraz przyjemna. Karty mają swoje miejsce w stałej części insertu, której z braku potrzeby raczej z pudełka nie wyjmujemy. Przegródki zapewniają sensowny podział i są na tyle obszerne, że pozwalają na przechowywanie zakoszulkowanych kart.




Dopasowanie oraz transportowanie

Prawda jest taka, że dobry insert poznajemy po tym, jak się zachowuje w drodze. Producenci gier coraz więcej uwagi poświęcają przechowywaniu komponentów, tworząc mniej lub bardziej funkcjonalne inserty, niemal zawsze zapominając o drobnym szczególe, jakim jest transport i boczne przechowywanie gier. Ostatnio kupiłem dwie zacne gry, zawierające dedykowane, funkcjonalne i na pierwszy rzut oka przemyślane inserty. Kiedy jednak oba pudełka postawiłem na boku, zawartość przemieściła się, tworząc wewnątrz spory bałagan. W jednej chwili cała ta pozorna funkcjonalność wzięła w łeb.

Na szczęście w przypadku insertu do Szczęk Lwa, taka sytuacja nie ma prawa się wydarzyć. Wierzcie mi, zrobiłem wszystko – poza jebnięciem pudełka na podłogę – żeby doprowadzić do bałaganu, a pomimo tego, wszystkie elementy pozostały na wyznaczonych miejscach. Insert jest tak idealnie spasowany, że po włożeniu wszystkich elementów i instrukcji, z braku powietrza i wolnego miejsca, w pudełku nie przeżyje żaden insekt. Nawet muszka owocówka, a wiecie jakie te gnidy są małe 🙂 .



Napisy końcowe!

Wspominałem już, że to mój drugi insert firmy e-Raptor i jestem nim prawie tak samo zachwycony jak pierwszym. Jest bardzo funkcjonalny i godnie prezentuje się na stole. Dzięki niemu setup i zarządzanie rozgrywką to czysta przyjemność. Bezklejowy, prosty i szybki montaż to ogromna oszczędność czasu, rekompensująca stosunkowo wysoką cenę produktu. Dlaczego w takim razie „jestem nim prawie tak samo zachwycony”? Odpowiedź jest prosta — brak nadruków w technologii Uv Print, które są kolejnym elementem wyróżniającym tego producenta na tle konkurencji.

Wprawdzie w najmniejszym stopniu nie wpływa to na funkcjonalność insertu, ale jakże pięknie byłoby zobaczyć ten sam insert z tematycznymi nadrukami. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Nawet pomimo tego drobnego niedociągnięcia 🙂 , insert od firmy e-Raptor zasługuje na najwyższą możliwą ocenę! Teraz ostrzę sobie ząbki na ich najnowszy produkt, usprawniający przechowywanie i setup w grze Dinosaur World, ale przed świętami w kasie pusto. Jeśli będę miał okazję go zakupić, to pojawi się także i recenzja, a dziś to już wszystko. Do kolejnego razu!

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Poradnik prezentowy Starych Kości 2021



Poradnik prezentowy Starych Kości 2021!


Drogi czytelniku,

Wszyscy – recenzenci, blogerzy, youtuberzy, twórcy podcastów, dosłownie wszyscy w okresie przedświątecznym wrzucają zakupowe polecajki planszówkowych prezentów. Tak właśnie zrobiłem w zeszłym roku, a w tym robię po raz kolejny. Zapoczątkuje to wspaniałą, co najmniej 2-letnią tradycję, z której już teraz jestem niezmiernie dumny. Z braku czasu i umiejętności, postaram się zaistnieć jednym z najkrótszych rankingów prezentowym w całej polskiej blogosferze. Zaczynamy!

.


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.
To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Coś dla fanów trudniejszych eurasów!


Praga Caput Regni (Portal)


Jedni ją kochają, inni jej nie rozumieją. Znakomita, chociaż na wskroś taktyczna gra Vladimira Suchego. Pięknie wykonana, dopracowana mechanicznie i bardzo, bardzo satysfakcjonująca. Początkowo przytłacza, ale po poznaniu, okazuje się intuicyjna i szybka. Znakomity prezent w przepięknym wydaniu.

Link do recenzji

Zamki Burgundii (Rebel)


Tytuł, który się nie starzeje, bawiąc tak samo, jak w dniu premiery. Pomimo upływu lat, natłoku nowych gier i kilkuletniej niemocy Felda. Trwa na stanowisku, udowadniając, że boskiego objawienia może doznać każdy, nawet bardzo przeciętny projektant gier planszowych. Kto kocha eurosuchary, ten z pewnością pokocha Zamki Burgundii!

Link do recenzji

Food Chain Magnate (Portal)


Idealny prezent dla planszówkowych masochistów, którzy lubią zatracić w graniu zdrowy rozsądek. Króciutka instrukcja zwiastująca lekkiego eurasa, jest niczym fatamorgana na pustyni. Gra kopie jaja mocniej, niż Lewy piłkę! Trudna, wymagająca, nie wybaczająca błędów i satysfakcjonująca aż do bólu – dosłownie i w przenośni. Świetny tytuł, przeznaczony dla zaawansowanych graczy.

Glory — Droga do Chwały (Strategos Games)


Kawał świetnego, zaskakująco tematycznego eurasa, o rzadko spotykanej symbiozie worker placementu oraz turlania kości. Losowa tylko z pozoru, przy tym bardzo emocjonująca i satysfakcjonująca. Znakomicie wykonana i z pewnością warta Waszej uwagi, szczególnie że niewiele jest gier o podobnej tematyce. Więc lance w dłoń i na koń! Tylko bez skojarzeń 🙂 .


Coś dla fanów walki i eksploracji!


Gloomhaven: Szczęki Lwa (Albi)


Gra, której nikomu chyba nie muszę przedstawiać. Znakomity dungeon crawler dla każdego, niezależnie od planszówkowego doświadczenia. Szybki, stosunkowo prosty, ale pełen strategiczno-taktycznych decyzji. Pozbawiony nadmiernej losowości, cechującej tego typu tytuły. Znakomita, pięknie wykonana gra kooperacyjna, która wielu chciałoby ujrzeć pod swoją choinką.

Link do recenzji


Idealny prezent dla średnio zaawansowanego gracza.


Eveldell (Rebel)


Najlepsza zaawansowana gra rodzinna, jaką znam. Na koncie mam już ponad 100 partii i nigdy, przenigdy nie odmówię kolejnych. Dopóki jej nie poznamy okazjonalnie losowa, z czasem i ograniem staje się fantastyczną strategiczno-taktyczną łamigłówką. Przepięknie wykonana oraz mega regrywalna. Znakomity prezent świąteczny dla każdego, kto ceni sobie połączenie mechaniki worker placement z budowaniem tableau, opartym na różnorodność i symbiozie kart.

Link do recenzji

Łąka (Rebel)


To cudowna gra, nie tylko z uwagi na fantastyczne wykonanie i magiczne ilustracje, ale świetne połączenie mechaniki z tematyką oraz znakomity gameplay. Niech Was nie zwiedzie prostota zasad, Łąka daje pole do kombinowania i optymalizacji. Takie Everdell light, gdzie powiązania i wybory są troszkę prostsze, ale bardzo satysfakcjonujące.

Link do recenzji

Zaginiona Wyspa Arnak (Rebel)


Świetne wykonanie, piękna oprawa, ciekawy deck building i poczucie ciągłej rywalizacji, to główne cechy Arnaka. Gra jest miodna i stosunkowo lekka, a jednocześnie na tyle złożona, żeby sprawiać przyjemność graczom na każdym poziomie planszówkowego doświadczenia. A już niedługo wyjdzie dodatek do tej zacnej gry, wiec kiedy ogrywać podstawkę jeśli nie teraz?

Bliżej i Dalej (Bard)


Zdecydowanie najlepsza z polskojęzycznych gier Laukata. Mamy tu wszystko – rozbudowaną, narracyjną kampanię, klasyczny worker placement, eksplorację, rozwój postaci i wiele, wiele więcej. Gra dla całej rodziny, uwielbiana przeze mnie i moją sąsiedzką grupę. Jeśli masz zacięcie do gier narracyjnych, to tytuł wręcz stworzony dla ciebie!

Link do recenzji


Lekkie gry rodzinne z pazurem!


Tajemniczy Ogród (Rebel)


Kolejna po Everdell gra Pana Jamesa A. Wilsona. Dużo lżejsza i szybsza od poprzedniczki. Oparta na symbiozie kart oraz rozbudowanym punktowaniu set collection. W przeciągu kilkunastu dni rozegrałem ponad 15 partii, a gra z każdą podoba mi się bardziej i bardziej. Kilka trybów rozgrywki, bardzo proste zasady oraz krótki czas gry, połączony z mnóstwem taktycznych wyborów i nieustanną optymalizacją punktowania. Tajemniczy ogród to bardzo satysfakcjonująca gra rodzinna i znakomity fillerek.

Link do recenzji

Canvas (Awaken Realms)


Nie wiem, czy Canvas zdąży zawitać przed świętami na sklepowe półki, ale jeśli tak, to mamy gwarantowany hit sprzedażowy. Canvas to gra pod wieloma względami wyjątkowa i unikalna. Z racji wykonania, pomysłu oraz za sprawą sposobu łączenia kart. Na początku trudno było powiedzieć czy będzie to hit, czy kolejna Kickstarterowa wydmuszka. Teraz nie ma już wątpliwości, że Canvas to świetny, różnorodny i angażujący tytuł dla graczy na każdym poziomie planszówkowego wtajemniczenia.

Link do recenzji

Kaskadia (Lucky Duck Games)


Genialna gra logiczna w klimatach przyrodniczych, oparta na budowaniu własnego ekosystemu, w sposób zapewniający nam jak najwięcej punktów. A te zdobywamy na dwa sposoby, za realizację celów kart zwierząt oraz rozbudowę siedlisk. Kaskadia przyjemnie łaskocze zwoje mózgowe, wywołując nieustannie syndrom kolejnej partii. To obecnie najlepszy abstrakt na rynku, bijący na głowę tę całą glazurniczą i budowlaną monotonię. Jest tylko jedno „ale” — musi dotrzeć do sklepów przed świętami, a na razie jest z tym pewien problem.

Jamajka (Rebel)


Już na dniach do sklepów trafi Jamajka, ciekawy, emocjonujący rodzinny wyścig w pirackich klimatach. Grałem w ten tytuł wielokrotnie, z dziećmi, dorosłymi i zawsze bawię się wyśmienicie. To świetne wprowadzenie w gry wyścigowe oraz negatywną interakcję. Tak, tak, jak przystało na pirackie klimaty, mamy w grze krztynę złośliwości, pole do popisu dla nieczystych zagrań oraz zalążek mechaniki walki. Wyborny prezent dla całej rodziny!

Sen / Sen – edycja jubileuszowa (Nasza Księgarnia)


Ależ ta gra jest miodna, a zarazem prosta. Angażujący, przemyślany, chociaż nie pozbawiony losowości fillerek na 20 minut. Najlepszy możliwy prezent planszówkowy do 50 zł i najlepszy pomysł na zakończenie planszówkowego wieczoru. Ja mam przepiękną edycję jubileuszową, ale wygląd jest sprawą drugorzędną, ponieważ zwykły sen również sprawdzi się w roli drobnego planszowkowego upominku.

Niepożądani Goście (Nasza Księgarnia)


Grałem dotychczas 3-krotnie, ale już kocham ten szalenie angażujący, detektywistyczny tytuł. Proste zasady, masa dedukcji, fajna, choć miejscami irytująca interakcja. Ze wszech miar znakomity familijny tytuł. Do tego nie kooperacyjny, tylko rywalizacyjny, a takich gier jest jak na lekarstwo. Sprawdzi się nie tylko do rodzinnego grania, ale jako świetny, ciut dłuższy filler dla zaawansowanych graczy. Niepożądani Goście to dla mnie jedno z największych pozytywnych zaskoczeń 2021 roku.


Co na prezent dla młodszych graczy?


Kroniki Zamku Avel (Rebel)


W tej kategorii tylko jedna gra, ale za to jaka. Kroniki Zamku Avel, to kooperacyjna familijna nowość od Rebela. Zachwyca wykonaniem, różnorodnością i fajnymi patentami, których w grach dziecięcych zazwyczaj nie uświadczysz. Jest więc eksploracja, rozwój postaci, ekscytująca walka, budowanie umocnień i nauka podstaw kooperacji. W tej grze jest wszystko, czego potrzebujesz, żeby wzbudzić zachwyt w małych poszukiwaczach planszówkowych przygód. Jeśli więc szukasz idealnego prezentu dla ogarniętych małolatów (6-10 lat), to właśnie go znalazłeś.


Jakie dodatki pod choinkę?


Wyprawa do El Dorado: Demony dżungli (Nasza Księgarnia)


Znakomity dodatek świetnej gry wyścigowej opartej na mechanice deck buildingu. Wprowadza do gry nowy zestaw zajebistych kart, dodatkowe plansze, żetony do wydobycia oraz klątwy. Zapewnia nowe, często unikalne strategie i znacząco wydłuża żywotność tego tytułu. Must have każdego fana Wyprawy do El Dorado!

Everdell: Perłowy Potok (Rebel)


Skoro mieliśmy Everdell, wypada również wspomnieć, choć o jednym z dodatków. Z początku Perłowy Potok wydawał się najsłabszym z trzech dużych rozszerzeń, ale z czasem okazał się najlepszym. Wprowadza do rozgrywki dodatkowe karty, alternatywne sposoby punktowania i perły! Nie jest tani, ale zdecydowanie wart swojej ceny, ja mam za sobą już ponad 30 rozgrywek z Perłowym Potokiem!

Pięć Klanów: Rzemieślnicy Naqali (Rebel)


Znakomity dodatek, do znakomitej gry. Do niedawna niedostępny, teraz na wyciągnięcie ręki. Znacznie fajniejszy od Kaprysów Sułtana, lepiej zbalansowany, co odczuwalne bywa szczególnie w grze 2-osobowej. Must have każdego fana Five Tribes!

Palec boży: Kataklizm (FoxGames)


Najlepsza pstrykanka na świecie, teraz z nowymi modułami i możliwością gry nawet w pięć osób. Jeśli pokochaliście Palec Boży, tego dodatku nie może zabraknąć pod waszą Bożonarodzeniową Choinką.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Insert e-Raptor Uv Print – Zaginiona Wyspa Arnak – Recenzja!

Dziś będzie z innej beczki, jak to mawiają fani bednarstwa i akrobatyki lotniczej. Pozostajemy oczywiście przy tematyce gier planszowych, chociaż gra będzie tylko tłem dla niespodziewanego bohatera dzisiejszej opowieści. Niespodziewanego o tyle, że tamten dzień zaczął się jak każdy, od szczekania mojej Terrierki Nastki, narzekania zmęczonego trudami życia nastolatka i niezwykle konstruktywnych — w mniemaniu żony — życiowych porad pod moim adresem. Niestety nic nie zwiastowało przełamania rutyny covidowego dnia codziennego. Kiedy to piszę, w słuchawkach — zupełnym przypadkiem — leci patetyczna i bardzo patriotyczna przewodnia nuta Szeregowca Ryana, dodając mym słowom odpowiedniej rangi i powagi. Nie jest to oczywiście wymóg, ale warto odsłuchać, łatwiej Wam będzie przebrnąć przez moją twórczość.

Czytaj dalej

Poradnik prezentowy z perspektywy Starych Kości!

Zapraszam do zapoznania się z moim świątecznym poradnikiem prezentowym, który podzieliłem na 3 odrębne topki – gra rodzinna, zaawansowana oraz dodatki. Każda z nich zawiera pięć przemyślanych propozycji prezentów gwiazdkowych, które w równym stopniu powinny uszczęśliwić darczyńców i obdarowanych. Zaczynamy!

Czytaj dalej

Elementy 3D w grach planszowych – krótki poradnik!

Dziś kilka słów i krótki poradnik na temat upgrejdowania naszych ukochanych planszówek elementami 3D. Większość z nas ma w kolekcji przynajmniej jedną lub kilka gier, dla których jest w stanie poświęcić sporo dodatkowego czasu i pieniędzy sprawiając, żeby były jeszcze piękniejsze i bardziej efektowne. Czasem dzieje się tak wbrew wszelkiej logice, zrozumieniu najbliższych i przesłankom ekonomicznym. Zapewniam Was, że nie ma w tym niczego złego, szczególnie jeśli dotyczy naszych ulubionych gier planszowych. Ponieważ zabawa do tanich nie należy, polecam skoncentrować się wyłącznie na grach, które kochamy i często ogrywamy, chociaż znam geek freaków, dla których każda planszówka zasługuje na mniejszy lub większy upgrade.

Czytaj dalej