Przejdźmy wreszcie do sedna, czyli mechaniki oraz odczuć z rozgrywki, wszak wygląd w grach to nie wszystko! Chyba że mowa o grze Na Skrzydłach. Taki niewinny żarcik… albo i nie. Wracając do Dobrego Roku, łatwo odnieść wrażenie, że to tytuł stricte familijny, przeznaczony do grania rodzinnego. Być może rodzi się w Was nadzieja na godzinkę w ciszy i spokoju, w towarzystwie waszych kilkuletnich pociech. Cóż, tak i nie, wiele zależy od ich doświadczenia i ogrania. Dobry Rok z pewnością zalicza się do gier rodzinnych, ale na tyle wymagających, że pudełkowe 8+ brzmi troszkę zbyt optymistyczne. Szczególnie jeśli Wasze dzieci mleczaków na grach planszowych nie zjadły. Poziomem trudność na pewno nie dorównuje Everdell, ale wydaje się bardziej wymagający i z pewnością mniej oczywisty od Parków. Przystępny, ale na tyle złożony i różnorodny, że stanowi ciekawe wyzwanie nawet dla takiego geeka, jak ja.
Dobry Rok to klasyczna mieszanka worker placementu oraz prostego tableau buildera. Zadaniem graczy jest pozyskanie zasobów, które posłużą do kupowania kart (Ulepszenia i Przyjemnostki) oraz punktowania. Spora różnorodność zasobów i efektów na kartach, pozwala żywić nadzieję na ciekawą, lekko pobudzającą rozgrywkę. Część z tych kart zapewni nam stałe korzyści, inne wspierają punktowanie końcowe, są i takie, które wzorem Lords of Waterdeep, zwiększają pulę dostępnych akcji, zapewniając ich właścicielom bonus za użycie. Przede wszystkim jednak, mam dostęp do workerów oraz kości, bez których wykonanie większości działań w grze jest zasadniczo niemożliwe. Cała zabawa polega na tym, że pionki służą jedynie określeniu akcji, które zamierzamy wykonać, lecz do ich aktywacji musimy użyć konkretnych kości, a nawet całych zestawów.
Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.