Era: Medieval Age
Dzisiaj recenzja gry, o której w Polsce prawie nikt nie pisał i nie opowiadał. A jak opowiadał, to moim zdaniem nie miał racji – czyli dlaczego tym razem się nie zgadzam z Gradaniem. Czytaj dalej
Dzisiaj recenzja gry, o której w Polsce prawie nikt nie pisał i nie opowiadał. A jak opowiadał, to moim zdaniem nie miał racji – czyli dlaczego tym razem się nie zgadzam z Gradaniem. Czytaj dalej
Kroniki Zbrodni powracają w nowym klimacie. Średniowiecze, rycerze, kaptury na głowach, zamki, prorocze sny i usilne próby przypomnienia sobie, czy poza Umberto Eco ktoś jeszcze umieścił kryminał w tym okresie. Zapraszamy do słuchania.
Dziś przeniesiemy się do Czech, a dokładnie do Pragi. Nie tej obecnej, którą kojarzycie z Google, weekendowych wycieczek i występów w piłkarskich pucharach, tylko znacznie mniejszej i skromniejszej, choć na ówczesne czasy imponującej rozmiarem i przepychem — Pragi czasów Karola IV Luksemburskiego. Największego czternastowiecznego europejskiego miasta na północ od Alp. Na długo przed nastaniem Jana Husa i jego Czterech Artykułów Praskich, które doprowadziły do husyckiej rewolty i kilku nieudolnych krucjat na ziemię naszych bliskich sąsiadów.
Zastajemy Pragę w trakcie największego rozkwitu i rozbudowy. Pełną ludzi wszelkich profesji i stanów. Od żebraków po biskupów, książąt i hrabiów, od cieśli i murarzy po kupców i włodarzy. Pełną miejskiego harmidru, ludzkiej krzątaniny i zapewne wszechobecnego sztynku, którego nasz dzisiejszy delikatny zmysł powonienia raczej by nie zdzierżył.
Kiedy po po 22 października 2077 świat jaki znamy przestał istnieć, wszystko co kochaliśmy i z czym żyliśmy zostało zmiecione w popiół wraz z rozpoczęciem wojny nuklearnej, która w jeden dzień – przedefiniowała całą istotę istnienia. Nastąpił chaos. Czytaj dalej
Dziś usiądziemy za sterami samolotu. Samolotu, którym będziemy wozić pasażerów po Yukonie. Kto zgarnie najlepszych turystów? Kto znajdzie najbardziej intratne trasy? Kto ulepszy swój aeroplan? To możecie sprawdzić w grze Yukon Airways.
Tkwię na tym pustkowiu już od lat, brakuje mi żywności, ostatnie źródła wody zaczynają wysychać, okolica ucichła. Niegdyś chaotyczne i niebezpieczne pustkowie stało się ponownie wymarłe. Co za ironia. Zostałem tu sam…
Grzegorz Rejchtman to szwedzki projektant gier, polskiego pochodzenia, którego bardzo cenię za moją ukochaną serię gier Ubongo. W Polsce wydawnictwo Egmont wydało już: Ubongo, Ubongo 3D, Ubongo Extreme, Ubongo – gra karciana, ale też imprezową grę Dopasowani. Sam autor ma w dorobku ponad 40 gier, z czego większość to różne wersje Ubongo. W mojej kolekcji pojawiła się również jego najnowsza gra Papua. Już po kilku rozgrywkach uznałam, że to świetny tytuł i z chęcią o nim napiszę na tym blogu. Czytaj dalej
Są takie gry, które nie mają farta. Dziś z okazji piątku trzynastego zapraszam na recenzję nieco pechowej serii karcianek – Doliny Kupców.
Kontynuujemy spotkania Gradania z serią Brzdęk! Tym razem przyglądamy się dodatkom do wersji kosmicznej. Nowa plansza, nowe karty, nowe zasady. Zapraszamy do słuchania.
Telefon to obecnie ciekawa rzecz. Niemal każdy go ma przy sobie. Jest nie tylko urządzeniem do komunikacji, ale małym multimedialnym centrum kontroli naszego świata. I wiele osób chce mieć jak najnowszy model. Dlatego produkcja smartfonów w grze Smartphone Inc. ma przyszłość.
Z komputerową serią Jagged Alliance zetknąłem się już niemal 20 lat temu, gdy jej nasłynniejsza część – Jagged Alliance 2 – została dołączona w pełnej wersji do któregoś numeru CD-Action. Czytaj dalej
Sushi Go! To dobra gra jest. I taka z sukcesami. Kościana wersja dobrze sprzedającej się gry? Nieuniknione. Zapraszamy do słuchania.
„Ruin has come to our… wallets!” Chciałoby się powiedzieć parafrazując narratora Darkest Dungeon. Dzięki platformie Kickstarter na rynku pojawia się coraz więcej adaptacji gier wideo i to zrealizowanych z rozmachem porównywalnym do skali oryginałów. Bloodborn od CMON, DOOM od FFG, a teraz Darkest Dungeon: The Board Game francuskiego Mythic Games! Wydawcy nie próżnują, a my raz za razem zmuszeni jesteśmy wykonywać kolejne testy silnej woli… bez powodzenia.
Spora część planszowego fandomu krzyczy, że aplikacje w grach to zło. Zabijają ducha planszowej rozrywki i zmuszają do ślęczenia nad smartfonem. Jakbyśmy już mało ślęczeli. Czy rzeczywiście apki w planszówkach to zło? Wzięło mnie na przemyślenia, gdy dostałem od Portalu do recenzji grę Wyspa Przygód. Gra nie posiada aplikacji, ale mogłaby ją mieć. Dlatego o tym dzisiaj felieton, a w drugiej części tekstu wrażenia z gry.
Paryż budzi wiele skojarzeń, wywołując lawinę emocji i pragnień. To oczywiste, wszak jest miastem miłości, mody, architektury, sztuki, a od niedawna — ku mojemu zdziwieniu — również inspiracją dla planszówkowy projektantów i wydawców! Rozumiem, że to wspaniałe miasto może się kojarzyć z pocałunkiem, miłosnym uniesieniem, romansem, perfumami, modelkami i oczywiście wieżą Eiffla, ale skąd na Boga ta zaskakująca planszówkowa fascynacja stolicą Francji?
Czas zobaczyć jak wygląda życie kultysty Cthulhu, czy innego Przedwiecznego. Jak radzą sobie ze stresem, gdy ich siedzibę atakują badacze, a oni są w trakcie rytuału? Czy współpracują z innymi kultami? Rzut oka na wycinek z życia kultysty w grze Cthulhu: Call of Madness.
Lubicie logiczne łamigłówki czy różnego rodzaju układanki wymagające od nas wyobraźni przestrzennej i wytężenia szarych komórek. Ja zdecydowanie tak i od czasu do czasu lubię spędzić przy nich odrobinę wolnego czasu. Bardzo cenię sobie chociażby świetną serię SmartGames, która prócz ciekawych i stopniowanych pod względem trudności wyzwań, wyróżnia się fantastyczną oprawą wizualną. Co jednak, gdyby przenieść taką układankę-łamigłówkę do formy wieloosobowej rywalizacji? Na tym właśnie skupia się bohaterka dzisiejszej recenzji – Papua, która w tym miesiącu miała swoją premierę za sprawą wydawnictwa Egmont.
Cykl książek o Harrym Potterze zajmuje szczególne miejsce w naszej biblioteczce, stanowiąc obok Władcy Pierścieni, opowiadań Sapkowskiego i powieści Lewisa swego rodzaju bramę, którą wkroczyliśmy do świata literackiej fikcji spod znaku magii, miecza, różdżek i starych szaf. Nic więc dziwnego, że posiadając tak pokaźny bagaż emocjonalny, na każdą grę z małym czarodziejem nadal czekamy, jak na list z Hogwartu.
O grach euro mówi się zwykle, że są „suche”. Pytanie, czy tak samo można powiedzieć o grze, której jedną z głównych ról gra woda. Oto Barrage, gra w której chwytamy wodę tamami i zamieniamy ją na energię elektryczną.