Powrót SANTIAGO na sklepowe półki ¦ UNBOXING [2022]

Nawadnianie plantacji nie będzie takie łatwe…

Planszówkowe plakaty „zdrapywanki” od Top Scratch – recenzja!



Plakaty zdrapywane Top Scratch – recenzja!



Sprawdź, co oferują plakaty planszówkowe do zdrapywania:
  • Świetną jakość połączoną z wizualną elegancją oraz minimalistyczną estetyką;
  • Zajebistą zabawę w realizację celów oraz odkrywanie kolejnych elementów plakatów;
  • Ciekawy i mniej liniowy sposób spojrzenia na nasze hobby;
  • Motywację do odkrywania tego, co w naszym hobby najlepszego;
  • Szansę na poznanie gier, których normalnie nigdy byśmy nie ograli oraz zdobycie nowych planszówkowych doświadczeń.

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


W nowoczesne gry planszowe grywam już dekadę. Jedni powiedzą „szmat czasu”, na innych nie zrobi to większego wrażenia. Ich staż jest porównywalny, a może znacznie dłuższy od mojego. Niemniej łączy nas pasja, w ramach której doświadczamy hobbystycznego rollercoastera. Radości i ekscytacji, ale także zmęczenia materiału, a niekiedy również wypalenia. Dziesięć lat to szmat czasu. Niemal tysiąc poznanych gier, za którymi stoi kilka tysięcy rozgrywek! Zaczynam poważnie rozmyślać, jak dalece granie sprawia mi jeszcze fun, a w jakim stopniu jest już tylko rutyną? Gram, ponieważ lubię, czy dlatego, że jestem w tym dobry? Zmęczenie materiału objawia się wszelako, u mnie najczęściej brakiem motywacji do poznawania nowych gier, jaki i samym brakiem chęci na granie. Za tym wszystkim stoi natłok obowiązków i niedobór czasu, który towarzyszył mi od zawsze, ale do niedawna aż tak nie przeszkadzał. Starość nie radość, tak mówią. Zastanawiam się, czy stałem się planszówkowym malkontentem, a może ostatnie 2 lata to po prostu posucha? Gier z pewnością jest więcej, ale jakości już nie ta, co kiedyś. Chyba nie bez powodu do mojej kolekcji powróciła Agricola oraz kilka innych, zasłużonych tytułów. Jeszcze niedawno przekonany byłem, że planszówki, to hobby na całe życie, teraz szukam „kołka”, na którym przyjdzie mi zawiesić „buty”.

Czarne myśli, ale czy naprawdę uzasadnione? Może to nie koniec przygody i nie chodzi o wypalenie, ale motywację, której mi obecnie tak bardzo brakuje. Nic tylko ogrywanie nowości, a te nie raz, nie dwa, okazują się ledwie cieniem starszych, chociaż nadal lepszych tytułów. Skoro tak się sprawy mają, to może czas najwyższy zmierzyć się z nim po raz wtóry. Przypominając sobie nie tylko dlaczego, ale również, w co warto grać! Wiem, powinienem zatrudnić psychologia, jednakże żona jest przekonana, że pomóc nie zdoła mi już nawet najlepszy fachowiec. Na razie znalazłem tańszy, a przy okazji znacznie przyjemniejszy sposób – zdrapywanki!



Tak oto narodził się pomysł zakupu dwóch plakatów, które razem stanowią dla mnie nie lada wyzwanie. Plakatów, dzięki którym planszówkowa egzystencja na nowo nabiera sensu i zaczyna cieszyć jak dawniej. Nie tylko w sferze grania, ale również planowania i realizacji. Tym bardziej że wspomniane plakaty, o których już za chwilę powiem Wam ciut więcej, produkowane są przez pasjonatów naszego hobby, znajdujących się obecnie w niezwykle trudnej sytuacji. Pod brzemieniem najeźdźcy, który za nic ma sobie prawa człowieka i pokojowe traktaty. Tak, zapewne już się domyślacie. Twórcy zdrapywanych posterów, firma Top Scratch ma swoją siedzibę w Kijowie. Dla mnie stanowi to kolejny wyśmienity pretekst i impuls, dla którego warto podjąć się tego niecodziennego wyzwania. Hobbystycznej próby generalnej, za jaką uważam realizację kilkudziesięciu challenge oraz ogrania stu, w większości znanym mi już tytułów. Mógłbym oczywiście pójść na skróty, zakreślając poznane wcześniej gry, ale nie… bez wyzwania nie ma zabawy!

Jeśli część z Was dalej nie wie, o czym ten stary piernik pisze, już pędzę z wyjaśnieniem. Większość temat może być znany, chociaż niekoniecznie w sferze planszówkowej. Zapewne kojarzycie plakaty powleczone nieprzeniknioną czernią, pod którymi znajdują się tematyczne cuda czekające na odkrycie, a zasadniczo zdrapanie. Dla jednych będą to zwierzęta, dla innych miejsca podróży lub klasyka kinematografii. Dla nas planszówkowych freaków są to gry! Takie plakaty pozwalają na nowo odkryć pasję, szczególnie jeśli podobnie do mnie czujecie planszówkowy przesyt, wzmocniony brakiem celu i motywacji. A może po prostu lubicie wyzwania i dobrą zabawę? Niezależnie od powodów, pomysł zdrapywanych plakatów jest równie prosty, co genialny. Napisać, że na nowo nadał sens mojemu hobby, to za mało. Szczególnie że pozyskane przeze mnie plakaty zawierają zestaw całkowicie różnych wyzwań, ale sposób, w jaki się uzupełniają, jest wręcz fenomenalny!

Nie chodzi już nawet o wysoką jakość wykonania oraz zestaw pomocnych i niezbędnych w tym przedsięwzięciu akcesoriów. Prezentację i wygląd, który z czasem i zdrapaniem kolejnych, ukrytych pod osłoną czerni ilustracji, nabiera odpowiedniego kolorytu i estetycznej różnorodności. Rzecz w odkrywaniu i realizacji kolejnych zadań, dzięki którym moja planszowa egzystencja ponownie nabiera sensu i znaczenia.



Za każdym razem, kiedy uda mi się spełnić jedno z zadań, biorę dołączony drapaczek w kształcie mepla i zdrapuje fragment plakatu. Po to, żeby sobie oraz całemu światu – bądźmy szczerzy, żona ma to w dupie – udowodnić, jak należy realizować cele i challenge! Z frajdą i dumą odkrywam kolejne ilustracje gier, w które udało mi się zagrać oraz odblokowanych osiągnięć, a te są najróżniejsze – smutne, zabawne, kosztowne, trudne i pokręcone. Niektóre wiszą nade mną niczym mission impossible. Podzielone na pięć tematycznych grup, w taki sposób, żeby ich realizacja nie tylko stanowiła wyzwanie, ale sprawiała przy tym fun. Choć są i takie, których realizacja może nas zaboleć, w przenośni oczywiście. Zróżnicowanie jest na tyle duże, że każdy co innego uzna za łatwe, trudne lub niemożliwe do wykonania. Czy to granie na dziesiątym albo wyższym piętrze, partyjkę z całkowicie obcymi współgraczami, a może wsparcie gry za kwotę co najmniej 100 dolców! Granie codziennie przez bity tydzień, a może raz, ale konkret, bo w tytuł powyżej 4h! Dla mnie najtrudniejsze wydają się zadania, które nakazują wstrzemięźliwość od grania (2 tygodnie) i zakupu gier (2 miesiące!). Ktoś powie, że niektóre cele są do dupy, bez sensu i wbrew idei, ale czy naprawdę? Każda, nawet najpiękniejsza pasja co pewien czas potrzebuje oddechu i umiaru, bo życie nie zaczyna i nie kończy się wyłącznie na hobby. Dlatego właśnie Board Games Hero Challange jest tak pięknie różnorodny, a jednocześnie tak zajebiście wciągający. Cóż… 40 zadań samo się nie zrobi, no może niektóre, lecz większa część będzie wymagać od Was kreatywności, poświęcenia, niesztampowego myślenia, otwartości, a nawet altruizmu i szczodrości. Hero Challange, niczym późno nastawiony alarm przypomina nam o tym, co teoretycznie stanowi integralną część naszego hobby, ale o czym nie zawsze zdajemy się pamiętać.



Drugi plakat — kolejna zdrapka, pozornie znacznie prostsza, lecz tak naprawdę dużo trudniejsza. Oczywiście mam tu na myśli Top 100 Board Games BGG Challenge, który zakłada zagranie w 100 gier okupujących najwyższe miejsca rankingu Board Game Geek. To jest zadanie, które do pewnego momentu robi się samo, a później zaczynają się schody. Setka bardzo różnorodnych, niekiedy trudnych, długich, czy ciężko dostępnych gier, to wymagające zadanie, nawet dla ekstremalnie zaawansowanych graczy. Szczególnie jeśli założycie sobie – podobnie jak ja – że odkrywanie, czy też zdrapywanie nie ma prawa działać wstecz. Każdą ze stu znajdujących się tam gier należy ograć, nawet jeśli grę znamy już na wylot. Nawet kiedy ogrywaliśmy je sto razy, jak choćby ja swoje ukochane Everdell czy Podwodne Miasta. Z mojej perspektywy, czyli zaawansowanego gracza, taki challenge to znakomity sposób na odświeżenie wielu wspaniałych gier, które w natłoku nowości często nam umykają, pomimo że są od nich lepsze. Dla początkujących oraz średniozaawansowanych graczy, to z kolei wspaniała sposobność poznania najlepszych tytułów, jakie oferuje nasze hobby. Kwintesencji i esencji nowoczesnych gier planszowych. Szkoda jedynie, że autorzy nie mogą korzystać z oryginalnych ilustracji gier (prawa autorskie), bo zamienniki – chociaż nie raz, nie dwa świetnie ilustrowane – nie zawsze oddają ducha gry i tego, z czym wizualnie nam się kojarzy. Warto dodać, że plakaty z Top 100 są aktualizowane, ale z pewnością nie z częstotliwością „raz dziennie”. Na przykład ten, który posiadam, nie zawiera jeszcze Ark Nova, ale kilka innych nowości z ostatnich miesięcy już tak.



Oba plakaty uwielbiam, także dlatego, że tak pięknie się dopełniają. I właśnie w takim zestawie polecam je najbardziej, co oczywiście nie oznacza, że nie możecie wybrać tylko jednego. Jasne, że możecie, nie tylko ze względu na wspaniały pomysł, inicjatywę oraz wykonanie, ale za sprawą preferencji oraz perspektywy dobrej zabawy. Nie musicie kierować się potrzebą wsparcia, chociaż w sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się producent, zapewne będzie mile widziana. Pamiętajcie, że z Waszej perspektywy chodzi o dobrą zabawę, ale także szansę, jaką otwierają przed Wami oba postery. Dla mnie to czysta frajda dlatego tak Was do tego pomysłu zachęcam. Nie przegapcie okazji na wzbogacenie planszówkowej świadomości, przywrócenie mocy (za dużo Star Wars ostatnio), motywacji oraz radości obcowania z grami planszowymi.

Biorąc pod uwagę fun oraz jakość, plakaty zdrapki wcale nie są drogie. Szczególnie patrząc przez pryzmat galopującej inflacji, abstrakcyjnych cen paliwa oraz jebutnego wzrostu kosztu kredytów. Cena każdego z nich wynosi obecnie około 125 zł i z tego, co wiem, nie odbiega od cen rynkowych. Jeśli martwicie się o koszty logistyczne, to zupełnie niepotrzebnie, bo tych zwyczajnie nie ma. Jedyne koszt, jakie przyjdzie Wam ponieść, to niewielki haracz pocztowy w wysokości mniej niż 10 zł. Żadnych ukrytych kosztów i podatków. Transport dotarł do mnie po mniej więcej dwóch tygodniach, a plakaty zostały zabezpieczone lepiej niż dostawa złota do Fort Knox. Nie tylko spakowane w grubą, tematycznie ilustrowaną kartonową tubę, ale owinięte od zewnątrz folią bąbelkową oraz folią stretch. Temat nie do zniszczenia… nawet przez naszą kreatywną Pocztę Polską! Oczywiście jak zwykle przesadziłem, podklejając je dla lepszego efektu płytą piankowo-tekturową, ale musicie mi te odchyły wybaczyć, już tak mam 🙂 .

Podsumowując, kupujcie i zdrapujcie, bo to zajebista zabawa i niezła motywacja, żeby odejść od schematów oraz utartych, często nudnych planszowych przyzwyczajeń. Poniżej link do profilu Top Scratch oraz wybranych plakatów, o których tyle dobrego usłyszeliście powyżej. Jeśli macie ochotę pobawić się w zdrapywanie, albo tak zwyczajnie wesprzeć producenta, zachęcam do klikania i kupowania. I bez obawy, jak z tych przeklików nic nie mam, to tylko przyjacielska inicjatywa. Również dobrze możecie wejść bezpośrednio na etsy.com i tam znaleźć Top Scratch. Miłego zdrapywania!

Plakat – Top 100 gier planszowych BGG

Plakat Board Game Hero Challenge

Top Scratch na Etsy.com

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Top 50 gier planszowych według Gambita i gości: Edycja 2022 – miejsca 50-41

Czas na powrót mojej listy Top 50 najlepszych gier planszowych. Oczywiście, jak to bywa ostatnimi czasy, są ze mną goście, którzy też przedstawią swoją topkę. A są to goście niezwykle zacni. Bez przedłużania, zapraszam do obejrzenia materiału. Oto Top 50 gier planszowych według Gambita i gości: Edycja 2022 – miejsca 50-41

Czytaj dalej

Boonlake – recenzja!



Boonlake – recenzja!


Materiał reklamowy: Gra Boonlake została przekazana do recenzji przez wydawnictwo Lacerta. Zapewniamy, że wydawca w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Projekt
Alexander Pfister
Ilustracje
Klemens Franz
Liczba graczy
1-4
Czas rozgrywki
120-180 min.
Wydawca
Lacerta
Rok wydania
2022
Ocena BGG
7.8 / 10
Moja Ocena
7 / 10
Wykorzystane Mechaniki: tile placement | worker placement | point to point movement | modular board | tableau builder


Sprawdź, co oferuje Boonlake
  • Sałatkę punktową, jakiej nie zaoferują Wam pozostałe gry Pfistera – razem wzięte 🙂 ;
  • Przystępne zasady, połączone z bardzo intuicyjną i sprytną mechaniką wyboru akcji;
  • Wyjątkową swobodę strategiczną oraz mechaniczną różnorodność;
  • Mechanikę podążania na ogromną wręcz skalę, ale też gwarancję ciągłego bycia pod grą oraz braku downtime;
  • Słabe skalowanie w rozgrywkach 2-osobowych, chyba że lubicie planszówkowy masochizm.


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości


Jeśli doceniasz naszą pracę,
wesprzyj nas w dążeniu do perfekcji! Postaw mi kawę na buycoffee.to



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Recenzję tę dedykuje całej ekipie Lacerty, dziękując za wspólnie spędzone lata w planszówkowym hobby oraz wydanie wielu znakomitych gier. Tytułów, bez których nasz rynek byłby tak bardzo ubogi, podobnie jak planszówkowe doświadczenia. Dziękuję Wam za Agricolę, Kawernę, GWT oraz pozostałe gry Pfistera. Dzięki za Grand Austria Hotel, za obecność na wszystkich konwentach, a nawet za… cztery części Azula! Chapeau bas dla Was! Dzięki że z nami byliście i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości znajdziecie sposób, żeby do nas powrócić.

Stare Kości


Mój pierwszy kontakt z grami Aleksandra Pfistera miał miejsce lata temu, w związku z polskojęzycznym debiutem gry Port Royal. Wtedy nikt jeszcze nie mógł przewidzieć, że Pfister stanie się jednym z najbardziej rozpoznawalnych designerów gier planszowych. Autor takich hitów, jak Great Western Trail, Maracaibo czy Ekspedycja do Newdale, powrócił właśnie z kolejną porcją solidnego euro tortu, lecz tym razem, bez przysłowiowej wisienki. Tortu pozbawionego tak ostatnimi czasy u niego popularnego i modnego fabularnego sznytu. Boonlake – bo o nim oczywiście mowa – to gra sucha i na wskroś strategiczna. Powrót do złotych – zdaniem co niektórych – lat twórczości autora, czasów, kiedy gry euro bliższe były matematyce, niźli literaturze. Jako niekwestionowany fan jego talentu, a co za tym idzie gier, a także jeden z nielicznych polskich graczy, mających na swoim koncie pełną kampanię w Maracaibo, Wyprawę do Newdale oraz CloudAge, podjąłem się tej recenzji z nieskrywaną przyjemnością. Czy słusznie, to się za chwilę okaże. Jeśli macie ochotę doczekać finału tej historii, w której – jak to często u Pfistera – niemałą rolę odegrają krowy, pozostańcie ze mną.

Boonlake – czyżby kolejna przygodowa uczta fanów Pfistera stała się właśnie faktem? Otóż nie, nic z tych rzeczy. Miłośnicy przygody i fabuły w grach euro, w tym konkretnym przypadku obejdą się smakiem. Zdawkowy wstęp nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości. Znajdą się również tacy, którzy powiedzą, że powrócił syn marnotrawny. Pfister jest suchy, suchy jak wiór i chwała mu za to! Hm… to się jeszcze okaże.

Suchy, czy nie, przecież gra nie jest o niczym. Cóż więc w niej robimy, kim przyszło nam zostać? Otóż… jesteśmy osadnikami! Nie brzmi to równie dumnie, jak bycie wikingiem, kowbojem czy piratem, ale to i tak bez znaczenia. Fabuła nie jest mocną stroną gry, nie jest nią wcale, bo jej tam nie ma! Nic w tym złego, takich gier jest na pęczki, choć cytując znany żart „niesmak pozostał” 🙂 . Czuję lekkie rozczarowanie, ponieważ Pfister zalicza się do tych niewielu euro–designerów, którzy potrafią z gier wydobyć fabularny potencjał.

Tym razem potencjału zabrakło, dlatego też nie przywiązywałbym wagi do tego, co robimy i kim jesteśmy. Jak ma to miejsce w większość gier euro, naszym priorytetem są punkty zwycięstwa. W tym celu będziemy pozyskiwać zasoby, eksplorować, zagrywać karty i budować budynki. Ups, na śmierć bym zapomniał, będziemy również wypasać krowy. Zasadniczo same będą się pasły, ale to mało istotny szczegół.



Jak każdą recenzję, również tę zaczniemy od spraw w grach euro pozornie drugorzędnych – wyglądu oraz wykonania. Pozwolicie, że zacytuję teraz Jerzego Dąbczaka z klasyki Barei: „Jasiu! Jak ja nie lubię tych wstrętnych myszy!” Zamieńmy teraz Jasia na Klemensa, a myszy na ilustracje. Tak właśnie od strony graficznej odbieram Boonlake. Dramatu nie ma, ale dziełem sztuki bym tego nie nazwał. Całość sprawia spójne wrażenie, a ikonografia okazjonalnie bywa nawet przyjemna. Czy to znaczy, że Klemens Franz stanął na wysokości zadania? W karykaturalnym znaczeniu tego słowa może i tak, w pozostałych z pewnością nie. Znacznie lepsze wrażenie robi wykonanie gry.

Nie razi ani klasyczny zestaw drewnianych komponentów, ani jakość tekturki. Na szczególne słowa uznania zasługują dwuwarstwowe plansze graczy oraz sprytny, ekonomiczny sposób ich montażu. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć na temat kart. Są tak kiepskiej jakości, że bez koszulkowania ani rusz. Patrząc na całokształt mam odczucia podobne do Wyprawy do Newdale – mogło być gorzej, ale też znacznie lepiej. To moment, w którym powinienem płynni przejść do klimatu, ale zasadniczo nie ma do czego. Pozwolę sobie więc pominąć ten akapit i skierować Wasze zainteresowanie w stronę mechaniki.



Czas wprowadzić Was w zasady i mechaniczne zawiłości gry. Boonlake stworzony został z myślą o graczach euro, w szczególności sałatkowych freakach, którzy co dzień rano punkty zwykli sobie dosypywać do płatków śniadaniowych. CloudAge, Wyprawa do Newdale i GWT wspólnie nie zapewnią ich tyle, ile zdobyć można w pojedynczej rozgrywce w Boonlake! Czy to źle? Jasne, że nie, taki urok gry i tyle.

Core mechaniki — jaki to u Pfistera — koncentruje się na połączeniu ruchu i akcji. Tym razem w odwrotnej niż zazwyczaj kolejności – najpierw akcja, następnie ruch. Mechanika wyboru akcji należy do największych atutów gry. Prosta i intuicyjna, ale z pewnością nieprostacka. Oparta na 7 kaflach, ułożonych w losowej kolejności na planszy akcji – jeden nad drugim. Każdy z nich reprezentuje zestaw akcji. Podzielony na dostępne wyłącznie dla aktywnego gracza oraz takie, za którymi podążają współgracze. Z racji tego, że liczba akcji głównych przypadająca na każdego z graczy jest dwucyfrowa, a podążanie darmowe, będzie go w grze od zajeb… Przeprasza za kolokwializm, ale bywają chwile, kiedy trzeba być dosadnym. Lubię mechanikę podążania, podobnie jak bycie „pod grą”, ale są tego granice. Boonlake potrafi mnie zmęczyć ciągłą aktywnością i potrzebą gotowości. Akcja goni akcję, a decyzja decyzję i tak non stop.

Pomijając to drobne utrudnienie, plansza akcji znakomicie wpisuje się w strategicznych charakter rozgrywki. Nasze decyzje balansują często na granicy własnych potrzeb. Nie zawsze wybieramy to, czego potrzebujemy najbardziej. Z racji podążania, które może sprzyjać rywalom w stopniu większym niż nam. Mając również na uwadze, że użyte kafelki akcji lądują na końcu toru akcji, utrudniając tym samym ich ponowne wykorzystanie. Boonlake z pewnością premiuje dobry timing, czytanie intencji współgraczy i korzystanie na ich wyborach. Niestety w mechanice podążania brakuje mi planowania znanego choćby z gier Lacerdy. To, co w The Gallerist i Lisboa wymaga planu i zaangażowania (umiejętne ustawienie / właściwe żetony) w Boonlake dostajemy na srebrnej tacy. Nie jest to przypadłość wyłącznie tej gry, ale z racji częstotliwości podążania tu rzuca się w oczy najmocniej.

Na koniec tury aktywny gracz musi poruszyć statek o liczbę pól rzeki, uzależnioną od miejsca na torze akcji (1-4), z którego dobrał kafel. Przy okazji ruchu – wzorem GWT – statek przeskakuje znaczniki pozostałych graczy. Kończąc ruch na pustym (zazwyczaj) polu akcji, otrzymując wskazany tam bonus. Znaczenie ruchu – pomijając wspomniane bonusy – nie ma większego wpływu na status ekonomiczny graczy. Jest za to kluczowe, jeśli chodzi o regulację tempa gry (cztery cząstkowe punktowania) oraz jej zakończenie.



Wróćmy jeszcze na chwilę do dostępnych w grze akcji. Kafle reprezentujące akcje mają najczęściej trzy efekty. Pierwszy oraz drugi dotyczą wyłącznie aktywnego gracza (tego, który decyduje o wyborze kafla), natomiast trzeci wszystkich. Najpierw pojawia się możliwość zagrania karty lub jej odrzucenia w zamian za kasę. Następnie aktywny gracz wykonuje akcję główną przeznaczoną wyłącznie dla niego, a na koniec akcję wspólną, za którą podążają współgracze. Schemat ten dotyczy niemal wszystkich kafli akcji, w ramach których gracze mogą Eksplorować (dokładanie na planszę nowych kafli terenu), Rozwijać (wysyłanie na planszę osadników) i Ulepszać (rozbudowa budynków i miast). Zdobywać nowe umiejętności (Modernizacja), zatrudniać workerów, hodować bydło – a nie mówiłem – punktować regiony, budować karciane tableau, lub wypełniać ogólnodostępne cele gry.

Akcje tworzą swoistą siatkę zależności, boostując się wzajemnie i nieustannie zwiększając punktowanie. Kafle eksploracji otwierają kolejne pola pod budowę, zapewniając dostęp do profitów i łatwych bonusów. Warto zauważyć, że eksploracja przy trzech graczach stanowi łakomy kąsek, a przy czterech staje się absolutnym priorytetem. Podobnie jak szeroko rozumiana rozbudowa naszej drewnianej infrastruktury. Rozgrywka zyskuje proporcjonalnie do liczby graczy, zgodnie z zasadą – im więcej, tym lepiej, bo ciaśniej, zapewniając graczom zaciętą rywalizację o lokacje oraz bonusy. Może poza rozczarowującym dwuosobowym wariantem rozgrywki, do którego z pewnością jeszcze powrócę. A siatka zależności z każdą turą robi się większą i większą. Domy niezbędne do budowy miast boostują nagrody z hodowli krów. Te z kolei punktują wyłącznie w sąsiedztwie aglomeracji, do których powstania w pewnym sensie się przyczyniają. Całość spajają mieszkańcy (pionki), bez których nie sposób wykonać większości z wymienionych akcji. Na szczęście efektywna rozbudowa pozwala odblokować kolejnych workerów, domykając koło współzależności. Być może Pfister minął się z powołaniem, zamiast gier powinien stworzyć perpetuum mobile? Z Boonlake niemal mu się udało!



Niech Wam się jednak nie wydaje, że na tym koniec. Boonlake oferuje masę możliwości, począwszy od arcy ciekawej planszy modernizacji, która zapewnia dostęp do zasobów, punktów oraz unikalnych umiejętności, przez kafle celów oraz tory produkcyjne, gwarantujące rosnący przychód monet, punktów i kart. Kart, których dobierzecie i zagracie bez liku. Kart, które mają wpływ na każdy aspekt rozgrywki, od produkcji po akcje, od stałych umiejętności po punkty. Kończąc wyliczankę na bardzo lubianym, przemyślanym torze zasobów. Mechanicznym twiście opartym na ruchu znacznikami łodzi po torze zasobów oraz rozwoju stałej produkcji. Sprytnym pomyśle, który sprawia, że zarządzanie zasobami jest tyleż proste co przyjemne.

Boonlake z pewnością rozkocha w sobie wielu eurograczy. Szczególnie miłujących gry przeładowane akcjami i mechanikami. Znajdziemy tu worker placement, tableau builder, tile placement, point to point movment oraz wiele więcej. I dobrze, wszystko dla ludzi, chociaż… więcej nie zawsze oznacza lepiej. Czy tak jest tym razem, trudno powiedzieć? Postawmy sprawę jasno, Boonlake to ciekawe i różnorodne euro, ale GWT, a tym bardziej Maracaibo dorównać nie zdoła. Nie chodzi o różnorodność, bo tej grze nie brak. Podobnie jak mechanicznej spójności oraz odejścia od popularnych ostatnio u Pfistera schematów. Problem leży w balansie oraz nazbyt dużym komforcie gry. Osobiście lubię, kiedy gra stanowi wyzwanie, pobudza mózg do działania pod presją, wymuszając ciągłe wybory. Uwielbiam to poczucie graniczące z pewnością, że choćby skały srały, wszystkiego zrobić nie zdołam. Dumę, kiedy to właśnie moja optymalizacja okaże się najskuteczniejszą. Zasłużony splendor — tak, jasne — spływający na mnie po zakończeniu owocnej rozgrywki.

Boonlake to prawdziwe bogactwo możliwości, ukryte w prostocie i logice zasad. Kilka tur i mamy pełen przegląd pola. To wielki atut gry, która z pewnością pozwoli nam się dowartościować, zapewniając poczucie kontroli, komfort czasowy i przestrzeń do optymalizacji. Niestety sporą część graczy rozczaruje brakiem presji oraz trudnych wyborów. Grając w Boonlake czuję, jakbym ogrzewał się przy rozpalonym kominku, przykryty zajebiście długą i ciepła puchową kołdrą. Nigdzie nie muszę się spieszyć, zero presji, nie goni mnie czas. Przecież i tak zdążę zagrać pierdyliard kart i zbudować większość infrastruktury. Odblokowując jednocześnie lwią część bonusów, realizując kolejne cele i przytulając za ich sprawą od groma punktów. Czy to źle? Zdania są podzielone, wielu graczy ucieszy swoboda i brak presji, ja jestem lekko niepocieszony, choć do rozczarowania wciąż daleko.

Niemniej istotnym problemem – szczególnie dla zaawansowanych graczy – może być odczuwalna schematyczność. Eksploracja planszy, a w konsekwencji rozbudowa infrastruktury, mają znacznie wyższy priorytet niż zagrywanie kart. Na karty czasu mamy nadto, szczególnie że kasa płynie do nas nieprzerwalnym strumieniem z najróżniejszych źródeł. Doświadczeni gracze koncentrują uwagę na planszy, bo tam timing ma naprawdę istotne znaczenie. No, chyba że…mamy pecha i gramy w wariancie dwuosobowym! Jeśli tak, to gra przypomina zjełczałe roztopione masło – można go użyć, ale zapewne czeka nas niezłe rozwolnienie! Mocne słowa, kontrowersyjne, ale całkowicie szczere. Plansza w Boonlake nie skaluje się na podstawie liczby graczy, co sprawia, że w wariancie dwuosobowym jest ekstremalnie luźno. Zero presji związanej z eksploracją i rozbudową planszy. Jeszcze bardziej zaskakującym pomysłem jest wydłużenie toru rzeki, a przez to również samej rozgrywki. Nie dość, że gracze przeskakują się znacznie rzadziej, to do przepłynięcia mają sporo większy dystans!

Efekt – rozgrywka jest wyraźnie za długa i pozwala robić, co tylko się chce. W ostatniej partii wybudowałem i punktowałem dosłownie wszystko, zagrywając w tym czasie 24 karty! Graliśmy około 150 minut, czyli tyle, ile przeciętnie zajmuje rozgrywka w pełnym czteroosobowym gronie. Nie staraliśmy się spowalniać gry, mechanika robiła to za nas. Przy naszych potrzebach oraz rotacji dolnych kafli, nie było jak sensownie popędzić gry. Mogliśmy to robić na przekór logice, ale to nie tor rzeki, lecz akcje napędzają rozgrywkę.



A skoro przy rzece jesteśmy, najwyższa pora dobić do brzegu. Tam, gdzie czekają na Was nie jedna, ale aż dwie oceny. Nieczęsto się to zdarza, ale to jedyny sposób, żeby uczciwie ocenić Boonlake. Tytuł, w który gram z wielką przyjemnością, pod warunkiem że nie są to partie dwuosobowe, ponieważ ten wariant uważam za broken! Wierzę, że znajdzie swoich zwolenników, lecz ja do nich z pewnością nie należę. Czuję rozczarowanie, ponieważ liczyłem na więcej, ale nie tur i akcji, tylko rywalizacji, presji oraz optymalizacji.

Boonlake jest kwintesencją sałatki punktowej, a przy okazji jedną z najmniej ciasnych gier w portfolio Pfistera. Pod tym względem na głowę bije ją nawet Wyprawa do Newdale. A jednak, pomimo problemów i mojemu narzekaniu, plasuje się w czołówce jego projektów. Nie jest to gra wybitna, ani nawet wspaniała, za to wystarczająco dobra, solidna i różnorodna, żeby skraść serce wielu miłośników gier euro. Pozbawiona niestety tak lubianej przeze mnie fabularnej–przygodowej otoczki, ale taka jej uroda i styl. I dobrze, gry tego typu są potrzebne i pożądane, chociaż ostatnio jakby ciut mniej docenianie. Wiem to, ponieważ właśnie one mnie ukształtowały jako gracza. Dlatego też Boonlake w wariancie dwuosobowym otrzymuje ode mnie słabe 5.5/10, za to w trybie dla 3-4 graczy solidne 7.0/10.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Gra Miesiąca – Czerwiec 2022

Blogerzy po raz kolejny zebrali się w jednym miejscu, żeby porozmawiać o dobrych grach. 🙂

Czytaj dalej

Planszówkowe Newsy #59 (Bitoku, Dziki Samogon, Iki, Zwierzęcy Front, San Francisco, Dylematy 3…)

Podsumowanie minionego planszowego tygodnia w 59 odcinku Planszówkowych Newsów.

Cubitos: Ryzykowny wyścig – Gradanie #385

Dawno nie rozmawialiśmy o głupich i bezczelnie losowych grach. A teraz jest ku temu bardzo dobra okazja, bo pudełka z polską wersją językową Cubitos powinny już powoli pojawiać się pod strzechami. Nie przedłużamy i zapraszamy do słuchania.

Czytaj dalej

Zagrałem w : KNOCKDOWN

Bijatyka od Awaken Realms ! Kombosy, figurki i przeniesienie do światów znanych z gier tego wydawcy.

Czytaj dalej

„7 Cudów Świata: Nowa Edycja”, czyli jak coś się naprawia, to coś innego musi się wysypać

Siemka!
Grze 7 Cudów Świata poświęciliśmy już na naszym kanale 3 materiały o łącznej długości ponad 4h:
Dziś, po lepszym zapoznaniu się z Nową Edycją – przekazujemy na Wasze słuchawki naszą dyskusję dotyczącą tego, jak bardzo nowa edycja gry „7 Cudów Świata” różni się od starej i odpowiedź na pytanie: Czy w tym przypadku „nowe znaczy lepsze”?
Spoiler: Odpowiedź na to pytanie nie była dla nas wcale prosta i jednoznaczna.

Czytaj dalej

The Greatest Show – pierwsze wrażenia

Przeciętnemu graczowi wspieraczki kojarzą się obecnie głównie z bizantyjsko rozdmuchanymi kickstarterami. Tymczasem wśród projektów crowdfundingowych wciąż trafiają się małe, autorskie projekty. Łatwo im niestety przepaść w tłumie – i poniekąd taki los spotkał pierwszą polską grę o cyrku. A czy słusznie? Czytaj dalej

Gra o Brazylii – garść relaksujących przemyśleń

Mój pociąg do gier klimatycznych, ciekawych tematycznie i zgodnych z historycznymi realiami zaczyna i kończy się na grach euro. O dziwo znajduję pośród tego gatunku mnóstwo planszówek kipiących tematem, choć zapewne nieco pomaga w tym moja skłonność do wczuwania się dosłownie we wszystko. Zazwyczaj, w czasie gdy inni gracze grzecznie rozgryzają zasady nowej gry operując punktami zwycięstwa, znacznikami postępu i, od biedy, kartami postaci, ja nadaję tym postaciom imiona. Okazuje się, że większość autorów gier niebędących Stefanami Feldami przynajmniej stara się znaleźć jakiś tematyczny pretekst dla swego pomysłu. Niektórym wychodzą z tego całkiem wartościowe i klimatyczne tytuły. Czytaj dalej

Top 10 – Najlepszych gier, których nie mam w kolekcji (i DLACZEGO?)

Kolejna lista Top 10 na kanale.  Dzisiaj pogadam o świetnych grach, których z jakiegoś powodu nie znajdziecie w mojej kolekcji.

Czytaj dalej

Planszówkowe Newsy #58 (Iki, Ukryci Liderzy, Dodatki do odjechanych Jednorożców, To Ja Go Tnę!…)

Zapraszam na podsumowanie minionego tygodnia w 58 odcinku Planszówkowych Newsów. A w nim między innymi o premierze Ukrytych Liderów od Galakty, przedsprzedaży dodatku do TO JA GO TNĘ! Awanturnicy i Druidzi od wydawnictwa Rebel, Dodruku gry Karak od wydawnictwa Albi oraz do wygrania będzie insert do gry Reavers of Midgard od Redrewno.

Santiago

Tym razem Ola ze stowarzyszenia Gambit postanowiła sprawdzić, czy rolnictwo jest Jej powołaniem. Przeczytajcie, co Ola sądzi o grze Santiago wydawnictwa Trefl.

Mam swoje upodobania, a  tematyka w grach planszowych ma dla mnie ogromne znaczenie. Sto razy chętniej usiądę do planszy pełnej zaczarowanych, zielonych krain, niż przemysłowego świata XIX w. Anglii. Wolę fantasy od kosmosu, klimat od matematycznych kalkulacji. Lubię lekkie euro i dawać szansę trochę przykurzonym tytułom. Dlatego nie mogłam się oprzeć i musiałam spróbować Santiago!

Czytaj dalej

Top gier z jaszczurką na okładce

Siódmego czerwca 2022 roku, po 16 latach działalności, wydawnictwo Lacerta ogłosiło zawieszenie działalności w dotychczasowej formie. I choć można się było tego spodziewać – prowadzenie firmy w ostatnich latach nie jest łatwe – to i tak dla wielu osób (w tym dla mnie) był to szok. Gry z jaszczurką na okładce towarzyszyły mi od czasów licealnych. I choć Lacerta ma dalej wydawać poprzez akcje przedsprzedażowe, dla mnie właśnie skończyła się pewna epoka.

Czytaj dalej

FORT gra karciana od Portal Games! ¦ UNBOXING [2022]

Lubicie ilustracje z gry Root? Przed wami FORT od Portal Games Polska !?? Małe pudło w jakości premium, a w nim szybka karcianka,

Planszówkowe Newsy #57 (Nemesis: Lockdown, Little Factory, Od Zmierzchu do Świtu, Sobek, Piątek…)

Zapraszam na podsumowanie minionego tygodnia w 57 odcinku Planszówkowych Newsów. A w nim między innymi o premierze Magic the Gathering Arena 2022 Starter Kit od Wizzards of The Coast, przedsprzedaży Od Zmierzchu do Świtu od wydawnictwa Albi, przedsprzedaży Nemesis: Lockdown od Awaken Realms oraz do wygrania będzie gra Skytopia od Portal Games.

Gry cyfrowe vs planszówki

W planszowym hobby była do pewnego czasu niewidoczna granica. Wyznaczała ją tektura, drewno i plastik. Wszystko co wykraczało poza przyjęty kanon nie było już planszówką, a implementacją planszówki. Zazwyczaj w cyfrowej wersji.

Ale pojawił się przełom. Gry hybrydowe, łączące planszę z ekranem. Jakie są cechy gier analogowych i cyfrowych, kto wygrywa w starciu i jak się odnajduje w tym Destinies opowiadam w audycji.

Czytaj dalej

Gra Miesiąca – Maj 2022

Kolejny odcinek Gra Miesiąca! Majówka najlepszym momentem na ogrywanie nowości?

Czytaj dalej

Insert e-Raptor – Dinosaur World – recenzja!



Insert e-Raptor – Dinosaur World – recenzja!



Sprawdź, co oferuje insert do gry Dinosaur World:
  • Funkcjonalny modularny system,
  • Znaczące przyspieszenie setupu, zarzadzania grą i sprzątania po rozgrywce,
  • Montaż bez użycia kleju,
  • Bezpieczeństwo i porządek komponentów do gry,
  • Estetyczne i bardzo eleganckie wykonanie,

.



Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.


Znacie to uczucie, kiedy wspieracie grę, a następnie czekacie na nią kilkanaście miesięcy. Wreszcie dociera, a Wy nie zwlekając przechodzicie do czynów, dokonując tak zwanego unboxingu. Następne minuty, a czasami godziny spędzacie na rozpakowaniu i segregowaniu komponentów, żeby na koniec okazało się… że insert przygotowany przez wydawcę jest — mówiąc kolokwialnie — do dupy. Nikt w nim nie uwzględnił miejsca na karty w koszulkach albo odpowiedniej liczby przegród na zasoby. Jest pierdyliard dodatków, których nie sposób zmieścić do pudełka, chyba że na siłę, wzorem filmowego sequela Dnia Niepodległości. Nie oczekujecie ideału, ale zrozumienia Waszych potrzeb. To wy — nie twórcy — przygotujecie setup, będziecie zarządzać rozgrywką i po niej posprzątacie, przeklinając pod nosem fundamentalny brak wyobraźni po stronie wydawcy.

Dinosaur World od Pandasaurus Games jest jedną z takich gier, powyższa charakterystyka pasuje do niej jak ulał. Cóż z tego, że wydawca przygotował insert, skoro jego funkcjonalność woła o pomstę do nieba. Nie ułatwia setupu, zarządzania komponentami, o sprzątaniu nie wspominając. Na szczęście w sukurs kolejny już raz przychodzi marka e-Raptor z dedykowanym insertem, wykonanym z wysokiej jakości HDF-u (płyta drewniana). I to w ścisłej kooperacji z wydawcą gry. Hm… a gdzież był ten wydawca, kiedy powstawał projekt oryginalnego insertu? Ja chyba wiem, ale z grzeczności nie powiem 🙂 .



Wprawdzie insert do Dinosaur World nie ma powłoki UV, ale i bez tego posiada wiele walorów estetycznych i jeszcze więcej użytkowych. Zacznijmy może od materiału. Jak chyba każdy z insertów marki e-Raptor, również ten wykonany jest z płyty HDF. Nie pamiętacie, przecież już o tym wspominałem? Natomiast jak dotąd nie nadmieniłem o unikalnym bezklejowym systemie montażu. Do złożenia tego insertu nie zużyjecie nawet kropli kleju! Nie mam nic przeciwko rozwiązaniom wymagającym klejenia, często sam podobnych używam. Bądźmy jednak szczerzy, czynność ta nie należy do szybkich, ani zajebiście ekscytujących. Co innego, kiedy mówimy o intuicyjnym i prostym montażu, jaki oferuje marka e-Raptor. Sprawnym dłoniom złożenie tego stosunkowo dużego i skomplikowanego zestawu zajmuje nie więcej niż 30 minut! Z mojego doświadczenia wynika, że to przynajmniej dwukrotnie krócej, niż przy podobnych, tradycyjnych rozwiązaniach.

Insert do Dinosaur World jest oczywiście modularny, co oznacza, że posiada system wyjmowanych funkcjonalnych tacek na komponenty. Jak za użyciem magicznej różdżki, setup z uciążliwego staje się graczom przyjazny, a szybki dostęp do komponentów ułatwia zarządzanie grą. Na wyróżnienie zasługują osobne pojemniki dla każdej grupy dinozaurów oraz poszczególnych dodatków. Szczególnie przydatne, jeśli je posiadamy 🙂 . Już na zawsze możemy zapomnieć o pozostałych pudełkach, tutaj każdy żeton i kafelek posiada swoje miejsce. Kolejnym elementem wartym waszej uwagi jest bardzo wygodny podajnik na kafle. Mieści wszystkie kafelki, wraz z dodatkami, zapewniając przy tym znacznie wygodniejszy dostęp oraz krótszy setup.



Po umiejętnym spakowaniu plansz do gry, instrukcji oraz pojemników, wieko pudełka wydaje się dobrze spasowane z podstawą, chociaż lekko odstaje. Plansze ułożone nad insertem, powinny chronić komponenty, zapobiegając ich niekontrolowanemu przemieszczaniu. Niestety to zadanie insert od e-Raptor spełnia średnio, oblewając mój autorski test Podatności na Pudełkowy Pierdolnik (PnPP). Dopóki gra leży płasko, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kłopoty zaczynają się, gdy stawiamy pudełko bokiem. Czy to za sprawą plansz, a może ciężkich komponentów (metalowe monety), wieczko przestaje idealnie pasować, generując mały rozgardiasz. W transporcie można temu zaradzić używając gumek (edukacja szkolna nie idzie w las), ale na regałach podobnych tricków nikt na co dzień nie stosuje. Rozwiązaniem jest umieszczenie gry ciasno pomiędzy innymi pudłami, w ten oto sposób problem sam się rozwiązuje. Szczególnie że nie chodzi o pierdolnik godny eksplozji bomby jądrowej (znam takie inserty), a co najwyżej delikatny nieład.

Podsumowując to bardzo udany insert, który nie tylko spełnił moje wymagania, ale zachęcił do częstszego sięgania po Dinosaur World. Zmniejszając uciążliwy setup i proces zarządzania rozgrywką nawet o kilkanaście minut! Jeśli w tworzenie parków grywacie często i rozważacie zakup insertu, koniecznie zerknijcie na rozwiązanie od e-Raptor. Osobiście jestem z niego bardzo zadowolony, od strony funkcjonalnej i estetycznej. Muszę kończyć, przyszedł długo oczekiwany czas rezerwacji biletów na premierę Jurassic World Dominion. Będzie się działo, do następnego!

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki