Niech Wam się jednak nie wydaje, że na tym koniec. Boonlake oferuje masę możliwości, począwszy od arcy ciekawej planszy modernizacji, która zapewnia dostęp do zasobów, punktów oraz unikalnych umiejętności, przez kafle celów oraz tory produkcyjne, gwarantujące rosnący przychód monet, punktów i kart. Kart, których dobierzecie i zagracie bez liku. Kart, które mają wpływ na każdy aspekt rozgrywki, od produkcji po akcje, od stałych umiejętności po punkty. Kończąc wyliczankę na bardzo lubianym, przemyślanym torze zasobów. Mechanicznym twiście opartym na ruchu znacznikami łodzi po torze zasobów oraz rozwoju stałej produkcji. Sprytnym pomyśle, który sprawia, że zarządzanie zasobami jest tyleż proste co przyjemne.
Boonlake z pewnością rozkocha w sobie wielu eurograczy. Szczególnie miłujących gry przeładowane akcjami i mechanikami. Znajdziemy tu worker placement, tableau builder, tile placement, point to point movment oraz wiele więcej. I dobrze, wszystko dla ludzi, chociaż… więcej nie zawsze oznacza lepiej. Czy tak jest tym razem, trudno powiedzieć? Postawmy sprawę jasno, Boonlake to ciekawe i różnorodne euro, ale GWT, a tym bardziej Maracaibo dorównać nie zdoła. Nie chodzi o różnorodność, bo tej grze nie brak. Podobnie jak mechanicznej spójności oraz odejścia od popularnych ostatnio u Pfistera schematów. Problem leży w balansie oraz nazbyt dużym komforcie gry. Osobiście lubię, kiedy gra stanowi wyzwanie, pobudza mózg do działania pod presją, wymuszając ciągłe wybory. Uwielbiam to poczucie graniczące z pewnością, że choćby skały srały, wszystkiego zrobić nie zdołam. Dumę, kiedy to właśnie moja optymalizacja okaże się najskuteczniejszą. Zasłużony splendor — tak, jasne — spływający na mnie po zakończeniu owocnej rozgrywki.
Boonlake to prawdziwe bogactwo możliwości, ukryte w prostocie i logice zasad. Kilka tur i mamy pełen przegląd pola. To wielki atut gry, która z pewnością pozwoli nam się dowartościować, zapewniając poczucie kontroli, komfort czasowy i przestrzeń do optymalizacji. Niestety sporą część graczy rozczaruje brakiem presji oraz trudnych wyborów. Grając w Boonlake czuję, jakbym ogrzewał się przy rozpalonym kominku, przykryty zajebiście długą i ciepła puchową kołdrą. Nigdzie nie muszę się spieszyć, zero presji, nie goni mnie czas. Przecież i tak zdążę zagrać pierdyliard kart i zbudować większość infrastruktury. Odblokowując jednocześnie lwią część bonusów, realizując kolejne cele i przytulając za ich sprawą od groma punktów. Czy to źle? Zdania są podzielone, wielu graczy ucieszy swoboda i brak presji, ja jestem lekko niepocieszony, choć do rozczarowania wciąż daleko.
Niemniej istotnym problemem – szczególnie dla zaawansowanych graczy – może być odczuwalna schematyczność. Eksploracja planszy, a w konsekwencji rozbudowa infrastruktury, mają znacznie wyższy priorytet niż zagrywanie kart. Na karty czasu mamy nadto, szczególnie że kasa płynie do nas nieprzerwalnym strumieniem z najróżniejszych źródeł. Doświadczeni gracze koncentrują uwagę na planszy, bo tam timing ma naprawdę istotne znaczenie. No, chyba że…mamy pecha i gramy w wariancie dwuosobowym! Jeśli tak, to gra przypomina zjełczałe roztopione masło – można go użyć, ale zapewne czeka nas niezłe rozwolnienie! Mocne słowa, kontrowersyjne, ale całkowicie szczere. Plansza w Boonlake nie skaluje się na podstawie liczby graczy, co sprawia, że w wariancie dwuosobowym jest ekstremalnie luźno. Zero presji związanej z eksploracją i rozbudową planszy. Jeszcze bardziej zaskakującym pomysłem jest wydłużenie toru rzeki, a przez to również samej rozgrywki. Nie dość, że gracze przeskakują się znacznie rzadziej, to do przepłynięcia mają sporo większy dystans!
Efekt – rozgrywka jest wyraźnie za długa i pozwala robić, co tylko się chce. W ostatniej partii wybudowałem i punktowałem dosłownie wszystko, zagrywając w tym czasie 24 karty! Graliśmy około 150 minut, czyli tyle, ile przeciętnie zajmuje rozgrywka w pełnym czteroosobowym gronie. Nie staraliśmy się spowalniać gry, mechanika robiła to za nas. Przy naszych potrzebach oraz rotacji dolnych kafli, nie było jak sensownie popędzić gry. Mogliśmy to robić na przekór logice, ale to nie tor rzeki, lecz akcje napędzają rozgrywkę.
Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.