Potwory do szafy

Każde dziecko boi się ciemności, dziwnych kształtów jakie nocą przyjmują przedmioty, cieni rzucanych na ścianę. Potwory z wyobraźni gromadzą się wokół dziecięcego łóżka. Czy da się je przepędzić? Rodzice nie mają łatwego zadania, bo nie ma uniwersalnej metody. Jedne sposoby działają, inne nie. Trzeba więc próbować wszystkiego. Nawet gry planszowej.

Czytaj dalej

Do plecaka #4: Hop!Hop!

Za oknem piękna pogoda, więc postanowiliśmy wybrać się do ZOO 🙂 W związku z tym, że „do plecaka” zawsze pakujemy jakąś łamigłówkę, tym razem nie mogło być inaczej. Nasze rodzime chorzowskie zoo odwiedziły skoczne żabki.
Czytaj dalej

OVO

Jakie jest jajko każdy widzi, bez ingerencji nie da się postawić. Motyw ten można znaleźć w  starej hiszpańskiej opowiastce o Jaśkowym jajku, jak i w anegdocie o Kolumbie. Historia z jajkiem pokazuje, że nie trzeba szukać trudnych i skomplikowanych metod, by coś osiągnąć. Taki właśnie jest pomysł na OVO – łatwe zasady i zabawa murowana, w dodatku przy użyciu jajek. Czytaj dalej

LEGO Lunar Command

LEGO Lunar Command to jedna z gier LEGO z pierwszej serii. Jest także chyba pierwszą zrecenzowana po polsku (Świat Gier Planszowych, numer 12, autorstwa Ignacego Trzewiczka). Jestem entuzjastą tak LEGO jaki i gier. Seria ta więc musiała zwrócić moją uwagę. Ale gra okazała się zimnym prysznicem!
Czytaj dalej

Android: Netrunner – z przeszłości w przyszłość

[sekwencja aktywacyjna zakończona] Powieki Gabriela zadrgały. Po raz pierwszy od miesiąca spojrzał na rzeczywistość, tę prawdziwą – nie wirtualną. Egzystencja kopii zapasowej miała swoje plusy, szczególnie gdy potrzebował chwilowego odcięcia od głównej sieci. Nie było wątpliwości, że Weyland jeszcze przez jakiś czas po ostatnim włamaniu interesowało się sprawcą. Niewykluczone, że martwy zezwłok, jaki cyborg pozostawił w Norze poddano wnikliwemu skanowaniu. Czytaj dalej

Innowacje, czyli pudełko pełne paradoksów

Dzisiejszy wpis będzie o grze, w którą bardzo lubię grać (choć teoretycznie nie powinna mi się podobać) i w którą chętnie gra moja Żona, mimo że też teoretycznie tego typu gier nie lubi. Perełka, o której tu mowa, to Innowacje (no, w moim przypadku „Innovation” – mam angielskie wydanie). Jest to dosyć szybka (30-40 minut) karcianka autorstwa Carla Chudyka (to ten od „Glory to Rome”).

Czytaj dalej

Abalone Offboard

Gry logiczne cieszą się w moim domu dużym powodzeniem. Krótkie zasady, sporo myślenia, kombinowania, do tego zwykle krótki czas gry, sprzyjający rozgrywaniu wielu partii pod rząd. Mało mam takich gier w domu i cieszy mnie każda nowa pozycja. Gry logiczne nie są zbyt popularne, często mam problem namówić na partyjkę moich znajomych, którzy wolą karty, planszę i drewno. Oferty rodzimych sklepów internetowych też nie są jakieś szczególne, a internet nie obrodził w recenzje.

Czytaj dalej

Hanabi

Tegoroczne nominacje do prestiżowej nagrody Spiel des Jahres wzbudziły sporo kontrowersji. Po niedawnym ogłoszeniu wyników moja wiara w jakość tej nagrody upadła. Z hukiem potoczyła się w ciemny kąt i posiedziała tam kilka godzin. W tym czasie coś sobie przemyślałam. Zaczęłam od prostych skojarzeń odnośnie gry Hanabi. Antoine Bauza – znany projektant. Tematyka – nudna jak flaki z olejem. Grafika – prostacka. Mechanika – i tu przestawiłam się na sposób myślenia grupy docelowej SdJ.

Czytaj dalej

Starociowe wspominki – Fussball Taktik 2006

Czasami bywa tak, że mamy regał z grami. Przed tym regałem potrafi piętrzyć się stosik gier dorównujący wysokości regałem. I czasem taki stosik stanowi, w mniemaniu sierściucha, świetny punkt wypoczynkowo-rekreacyjny. Wskakuje taki kotek na stosik, a tu stosik niezadowolon, ucieka czem prędzej w bok, przód i tył – jednocześnie. Zaalarmowani kartonowymi odgłosami świadczącymi o nieustępliwości prawa przyciągania sprawdzamy czy grom nic się nie stało. Podchodzimy i zastajemy coś w rodzaju amazońskiej świątyni penetrowanej przez archeologa z biczem, tyle że kula jest puchata i najeżona pazurami. Pełni heroicznego poświęcenia kulę podnosimy i ekspediujemy z dala od kartonów, zabieramy się za porządkowanie. A tam – ukryte skarby. Taki np. Fussball Taktik 2006. Z nostalgią otworzyłem pudełko. Atak astmy od kurzu nie trwał długo, pomyślałem więc o partyjce. Komiksowy styl stwierdzenia „Jak pomyśleli tak zrobili” zaskakująco często opisuje prawdziwe wydarzenia, nie inaczej było tym razem. Wróciły wspomnienia szczęśliwych chwil dziecięcych, wróciła też potrzeba podzielenia się informacjami o tej grze. Popełniłem w 2008r. recenzję tego tytułu w serwisie Paradoks, przytaczam ją tutaj w całości, z niewielkimi zmianami stylistycznymi. Warto nadmienić, że ta gra ma szczęście do powrotów z zakurzonego niebytu. Czytaj dalej

Letnisko – w kolejce na wczasy

Lokomotywa z hukiem wtoczyła się na peron. Dzień nie należał do słonecznych, toteż tym razem warszawski dworzec gościł zaledwie garstkę podróżnych. Starsza pani nerwowo szturchała w bok dżentelmena w czarnym płaszczu, dając znak by przygotował walizki. Nieco dalej grupa studentów żywo dyskutowała temat ostatnich zajęć w semestrze, lecz w tej chwili pospiesznie zbierała rozrzucone bagaże. Jeszcze tylko kilka godzin i rozgoszczą się w pokojach, wyruszą na leśny trakt lub rozprostują kości na wygodnych leżakach… 
– Pociąg relacji Warszawa – Otwock odjeżdża z peronu trzeciego. Czytaj dalej

Do plecaka #3: Wikingowie: Burza mózgów

W krajach północy lata są krótkie, a zimy długie i mroźne. Życie było tu ciągłą walką z bezlitosną przyrodą: z chłodem, mrokiem, śnieżycami, z przejmującym wiatrem, z nagą skałą, której nie porasta żadna zieleń, z grozą ziejącą od ciemnych gór i głębokich parowów rozbrzmiewających wyciem wilków.
Ludzie, którzy zdecydowali osiedlić się na tej niegościnnej ziemi musieli być silni i wytrzymali, aby w ogóle przetrwać. Dla wielu z nich jedynym wyjściem były morskie wyprawy… Czytaj dalej

Karaluszek kłamczuszek – edycja królewska

Są takie gry, przy których nie da się zachować pokerowej twarzy. Są takie gry, w których każde działanie wyzwala śmiech. Są takie gry, w których ten śmiech przenosi się między graczami niczym średniowieczna zaraza – dopada nagle, bez wyjątku, a gorączka trawi do końca. Taka zaraza wyszła z pudełka gry Karaluszek Kłamczuszek – edycja królewska. Mikroby śmiechonośne nie tkwią ani w cwanym uśmiechu króla karalucha obecnego na pudełku, ani w zabawnych grafikach 7 zwierząt występujących w grze. Prosta mechanika raczej też nie jest ich źródłem, ani litościwe grymasy wielbicieli ciężkich eurogier. Jestem pewna, że uaktywniają się i namnażają w chwili mieszania prawdy z kłamstwem, w obecności różnych osób. Tak, istotą tej gry jest blef.

Czytaj dalej

Days of Steam (aka 1857: Carcassonne)

Nazwa „Days of Steam” jest oczywistym nawiązaniem do popularnej gry Age of Steam. Tytuły poza tematyką kolejową nie mają jednak wiele wspólnego. Stąd moja propozycja innego nawiązania: „1857: Carcassonne”. Days of Steam ma bowiem – moim zdaniem – więcej wspólnego z Carcassonne. A czemu „1857”? Bo wtedy powstała w Carcassonne stacja kolejowa.

Czytaj dalej

STAR WARS: Gra Karciana – Here’s where the fun begins!

Nie tak dawno temu w całkiem bliskiej Galakcie…
Nastały mroczne czasy. Planszowe Imperium FFG utwierdzało swoją władzę dzięki potędze zdobycznych licencji.
Produkcja droidów bojowych, tfu – gier planszowych trwała nieprzerwanie.  Czytaj dalej

O tym, jak Dixit przełamuje lody

Przy okazji trwającego w Nowym Sączu festiwalu gier planszowych, przypomniało mi się moje pierwsze spotkanie z grą Dixit. Poznałam ją właśnie na tej imprezie, a właściwie podczas „afterparty” w jednym z ogródków piwnych. Gra była od niedawna na polskim rynku i wzbudzała spore zainteresowanie, szczególnie ze względu na intrygujące rysunki oraz terapeutyczne funkcje. Z tego, co czytałam, autor gry jest psychologiem i w pracy z „trudną” młodzieżą wykorzystywał mechanizmy podobne do tych zawartych w Dixicie. Nie jestem zbyt wielką fanką gier imprezowych, oczywiście mam swoje ulubione tytuły, ale zawsze na początku podchodzę do nich z rezerwą. Szybko jednak okazało się, że zasady Dixita opanowuje się w kilka minut, a tak naprawdę wszystko zależy od naszej inwencji i pomysłowości.
Kupując podstawową wersję otrzymujemy komplet 84 wielkoformatowych kart. Na każdej z nich przedstawione są intrygujące, tajemnicze, i co najważniejsze, wieloznaczne rysunki. Zadaniem gracza jest wymyślenie skojarzenia do jednej karty ze swojej puli. Pozostałe osoby, po poznaniu tego hasła. muszą do niego dopasować kartę ze swojej puli i wyłożyć ją zakrytą. Następnie karty są tasowane, a uczestnicy zabawy muszą odgadnąć, która karta należy do osoby wymyślającej skojarzenie. Gdy wszyscy oddali swoje typy przyznawane są punkty. Nie będę się rozpisywać na temat punktacji. Wspomnę tylko, że wymyślone hasło nie może być ani za trudne, ani za łatwe, ponieważ gdy nikt nie odgadnie lub gdy wszyscy odgadną, osoba wymyślająca zadanie nie otrzyma punktów. Pozostali gracze punktują za prawidłowe wytypowanie karty oraz za wprowadzenie innych graczy w błąd.
Gra nieźle pobudza do myślenia i kombinowania. Wszystko zależy od tego, kogo zaprasza się do rozgrywki. Opiszę Wam kilka przykładowych spotkań z tą grą:
– Moja kochana Kuzynka, jej dzieci i mąż. Grę pokazałam im w trakcie ich pobytu u moich rodziców. Dixit okazał się hitem. Zostałam wręcz zmuszona do zakupienia dodatku, by urozmaicić sobie rozgrywkę. Przez dwa tygodnie graliśmy prawie codziennie właśnie w ten tytuł. Najmniejszą cierpliwością wykazał się jednak mąż mojej kuzynki. W trakcie kolejnej z rzędu rozgrywki rzucił kartami, ponieważ miał dość wymyślania haseł. Teraz nie uznaje żadnych argumentów i już nie zgadza się na rozgrywkę w Dixita. Z obserwacji wynika, że to właśnie faceci darzą tę grę mniejszą sympatią. Może to z powodu słodkich króliczków do liczenia punktów?
– Koleżanka z pracy i jej współlokatorki – typowe babskie spotkanie. Była cała masa jedzenia i różne „napoje”. Przyniosłam torbę pełną gier, jednak zrobiłam jeden podstawowy błąd. Wyjęłam Dixita. No i przepadłyśmy. Do północy grałyśmy tylko i wyłącznie w tę grę. Karty już chyba znam na , a pomysły na skojarzenia zdecydowanie skończyły się. Na tyle ta gra spodobała się, że moja koleżanka często przy różnych spotkaniach towarzyskich wyciąga Dixita i zachęca do gry kolejnych znajomych.
– Mój chrześniak, jego brat i koledzy. W tym kręgu jest mały problem, o ile bariera językowa nie stanowi problemu (dzieci mówią tylko w języku niemieckim i angielskim), to daje o sobie znać różnica pokoleniowa. Dzieci często nawiązywały do różnych bajek, postaci znanych właśnie w Niemczech. Z dziećmi oczywiście również bardzo dobrze gra się, jednak wiadomo, że skojarzenia trzeba dostosować do ich wieku. Nieraz rodzice ponownie wyciągali grę, gdy ich pociechy poszły spać.
– Grupy znajomych w podobnym wieku, znający i ceniący nowoczesne planszówki (niekoniecznie „gracze”). Rozgrywka niesie ze sobą za każdym razem sporą porcję dobrej zabawy. Szczególnie, jeśli skojarzenia nawiązują do wspólnych doświadczeń i przeżyć. Chyba przy takich współgraczach można najlepiej bawić się grając w Dixita.
– Grupa nastolatków podczas warsztatów – gdy dorośli nie ingerują, bawią się bardzo dobrze, wymyślając sobie tylko znane hasła. Było mnóstwo śmiechu i potrafili grać kilka razy pod rząd.
Dixit ma to coś. To na pewno piękne ilustracje i możliwość rozbudowy gry dzięki kolejnym dodatkom. Gra ma potencjał, szczególnie, gdy gramy w nią z różnymi grupami. Gdy nasi współgracze za każdym razem powtarzają się, szybko możemy się wypalić. Wtedy tytuł ten można odświeżyć nowymi taliami. Na pewno jest to świetny tytuł na luźne spotkania towarzyskie. Smutasy nie mają przy nim czego szukać.

Kilka ciekawostek na koniec:
Gra została wyróżniona tytułem Spiel des Jahres, Gra Roku w Polsce oraz Gra Roku na Międzynarodowym Festiwalu Gier w Cannes.
W Polsce możemy grać już z dwoma dodatkami. Kolejny ukaże się jeszcze w tym roku. Gdy szykuje nam się dwunastoosobowe towarzystwo do gry, warto zaopatrzyć się w Dixit Odyssey. Gdy znudzi nam się tradycyjna rozgrywka można pokusić się o Dixit Jinx, w której liczy się nie tylko wyobraźnia, ale też refleks.
Autorką rysunków jest Marie Cardouat. Ta pani, pokazała, że oprawa graficzna gry może być małym dziełem sztuki. Nie wszyscy wiedzą, że jej prace zdobią też grę Marrakech (ehh uwielbiam te dywaniki) oraz występują w grze Pocket Rockets od Antoine Bauza. Jak możemy dowiedzieć się z wywiadu przeprowadzonego dla Cliquenabend, Dixit to pierwsza gra, do której wykonała ilustracje. Wcześniej zajmowała się przygotowywaniem grafik m.in. do książek dla dzieci. Wraz z autorem gry, Jean-Louis Roubira, prawie dwa lata zajmowali się rozwijaniem koncepcji tej gry. Samo wykonanie ilustracji trwało około pół roku.
Nie każdy wie, że autor Dixita stworzył tez inne tytuły, m.in. grę Fabula (która również opiera się na kreatywności i pomysłowości graczy, ponieważ polega na opowiadaniu historii) oraz Jericho (strategiczna gra dla 2 graczy).

PS. Dlaczego Dixit przełamuje lody? Bo ma banalne zasady, urocze rysunki i potrafi każdego wprawić w dobry nastrój. To wszystko przekłada się na dobrą zabawę i bez obaw można pokazać tę grę osobie niezwiązanej do tej pory z planszówkami. To właśnie m.in. dzięki Dixitowi nowoczesne gry planszowe pokochała rodzina mojej kuzynki (z wyjątkiem jej męża 🙂 ),  Natomiast moja koleżanka z pracy przestała patrzeć na mnie jak na ufoludka 🙂

  • GRAFIKA 5/5

    Nie pozostaje mi nic innego jak napisać: małe arcydzieło.  Rysunki abstrakcyjne, intrygujące, tajemnicze i co najważniejsze – wieloznaczne.

  • TRUDNOŚĆ 2/5

    Dixit to zarówno propozycja dla dzieci, nastolatków, jak i dla dorosłych. Każdy sobie świetnie poradzi.

  • OCENA 5/5

    Świetna gra do wciągania nowych graczy. Idealna propozycja na luźne spotkania towarzyskie.

Reiner Knizia dzieciom #2 – małe a cieszy

Dorośli są bardzo tolerancyjni wobec gier dla dzieci… jeśli dzieci posiadają. Jednak są takie tytuły, do których nawet na siłę nie da się ich zaciągnąć. Największy opór stawiają zwykle mężczyźni, siadają do gier, które im się podobają, zaś kobiety, zwykle o łagodnym usposobieniu, potrafią poświęcić się dla swoich pociech i zagrać z nimi we wszystko. Jako mama rozumiem, że mechanika musi być prosta, łatwa do zapamiętania, wykonanie musi być na najwyższym poziomie, tak by przyciągać uwagę odbiorców.

Czytaj dalej

Reiner Knizia dzieciom #1 – małe a cieszy

Reiner Knizia zaprojektował dla najmłodszych graczy ponad 100 tytułów. Tak naprawdę trudno je zliczyć, bo te same mechaniki często pojawiają się w różnych oprawach graficznych i pod zmienionymi nazwami. Wszystkie te gry opierają się na prościutkich mechanikach, choćby technikach zapamiętywania lub rzutach kośćmi. W ogólnym zarysie, mechaniki są bardzo do siebie podobne, różnicują je szczegóły.

Czytaj dalej

Tarantula tango

Tarantula tango ma u mnie specjalne względy. Przez to tango. Tango można tańczyć, tango można grać, a nawet śpiewać. Astor Piazzola, argentyński wirtuoz bandoneonu i twórca nuevo tango, byłby mocno zdziwiony słysząc, że w tango można nawet grać. Tarantula tango to właśnie takie piazzollowe tango. Jest oryginalne, rytm jest wyraźny, ale równocześnie ulega wyraźnym zakłóceniom, harmonia odbiega od tradycji, oraz stosowane są niekonwencjonalne sposoby gry. Do tego charakterystyczne są glissanda – płynne przejścia od jednego miejsca (w muz. dźwięku) do drugiego. Ach to Libertango, znaczy się tarantulatango.

Czytaj dalej

Grand Prix – Ostatnia prosta

– Lecimy!
– Dokąd?
– Na GP Wielkiej Brytani!
Pomyślałam: Znowu będę siedziała na trybunach i patrzyła jak bolidy mkną po torze Silverstone. Całe 52 okrążenia ludzie będą się emocjonować, słuchać ryk silników, patrzeć na palone gumy i przeżywać kolizje, będą wymieniać nic mi nie mówiące nazwiska i cieszyć się lub kląć. Nuda. Rzekłam więc na głos:
– Bardzo się cieszę!
Wiecie, jak typowa kobieta – pomyślałam jedno, powiedziałam drugie, a zrobiłam trzecie.
– To co, może kolejna partyjka w Grand Prix Knizii?

Czytaj dalej

Railroad Dice 2

Odnoszę wrażenie, że ostatnio gry z kostkami zyskują na popularności. Weźmy chociażby tytuły takie jak Die Burgen von Burgund czy Troyes. Okazuje się jednak, że kostki zagościły w tematyce kolejowej znacznie wcześniej!

Czytaj dalej