Bausack

„Na początku była fizyka…” …i szybko stała się nudna! – dopowie niemal każdy uczeń. W przypadku gry Bausack niestety nie pomyli się.

Czytaj dalej

Suburbia – powrót do „domu”

powrót – przybycie do miejsca, w którym się już kiedyś było.
W ciągu ostatnich dni zapewne wielu z Nas gdzieś lub do czegoś wróciło – do miasta, domu, obowiązków, pracy … Często, by móc powiedzieć, że powrót jest udany trzeba dostatecznie odpocząć od tego, co zdecydowaliśmy się przerwać, opuścić. Czytaj dalej

Wiedźmy – drugie podejście Martina Wallace’a do Świata Dysku

Już za chwileczkę, już za momencik w sklepach pojawią się „Wiedźmy”. Drugie podejście Martina Wallace’a do Świata Dysku, tym razem z punktu widzenia tytułowych Wiedźm. I tym razem dzięki Phalanx Games Polska możemy cieszyć się tym tytułem po polsku, a jako uniżony sługa i wielki wielbiciel prozy Pratchetta miałem przyjemność zagrać i zrecenzować ten tytuł dla Was.

Czytaj dalej

Lords of Waterdeep: Scoundrels of Skullport

Bez zbędnego pitu-pitu: zagrałem w dodatek do Lords of Waterdeep i jest dobrze.

W pudełku mamy dwa moduły: Skullport i Undermountain. Można grać tylko z jednym z nich, albo z oboma. Każdy z nich dodaje nowych lordów, intrygi, questy i budynki specyficzne dla danego modułu. Jeżeli gramy zarówno ze Skullport jak i Undermountain musimy odchudzić trochę talie z podstawki. Z dowolnym z modułów można grać w sześć osób, ewentualnie wydłużyć sobie rozgrywkę przez zastosowanie specjalnego suplementu diety „Dodatkowy meeple na start”, który znajdziemy w pudełku (Przed zastosowaniem skonsultuj się ze swoim Mistrzem Gry, bo każdy dodatek nieprawidłowo stosowany może prowadzić do nudy lub przekomplikowania zasad – ale raczej nie w tym przypadku).

Czytaj dalej

Historia Polski: ZnajZnak

Na zajęciach z dydaktyki wpajano mi zasadę, ze dobrze przeprowadzona lekcja to taka, którą uczniowie zapamiętają. Nauczyciel powinien się ciągle wysilać, by wprowadzać elementy działające na wyobraźnię. Założę się, że lekcje wykorzystujące gry planszowe będą pamiętane przez uczniów do późnej starości. Szczególnie te, podczas których grano choćby w ZnajZnak.

Czytaj dalej

Sałatka i Zupa z karaluchami

Nie wiem, czy dałabym się namówić na zjedzenie czegoś tak egzotycznego jak stawonogi. Podobno smaczne i bardzo odżywcze, zdrowe, bo biegające radośnie to tu, to tam. No dobrze, wyobrazić sobie to mogę. Siedzę nad planszą Przez Pustynię albo Timbuktu i wcinam skorpiony, przy partyjce we Władcę Podziemi zajadam się pająkami, a przy grach imprezowych Zeimeta wcinam karaczany argentyńskie, usmażone bez pancerza na masełku. O nie! Masełko kapnie mi na palce, palce wytrą się w karty…toż to profanacja!

Czytaj dalej

Historia Polski: Kolejka i Ogonek

Urodziłam się pod koniec lat 70tych. Z czasów mojego złotego dzieciństwa pozostał w pamięci zapach paczek z pomocą od rodziny z RFN i Francji, oraz smak Skitlesów i Twixów z darów dla Betańczyków* na obozowe podwieczorki. Były też banany wyciągane spod lady przez uprzejmą sprzedawczynię i wielka kolejka w sklepie Społem po cukier, mąkę i ryż (po 1 kg na osobę). Pamiętam też radość, gdy raz pozwolono mi przepiąć ATARI 65 XE z telewizora Neptun na kolorowy Elektron, lub gdy babcia pozwoliła mi się nagrywać na radiomagnetofon Grundig zamknięty zwykle na klucz.

Czytaj dalej

Orientuj się!

To będzie gorąca gra. Jak Hawana. W końcu ten sam autor. Małe, zgrabne pudełko, stosik kart wyraźnie zilustrowanych, odmiennie od pozostałych wersji Fusion, ale w tym samym stylu. Krótka instrukcja, zapowiedź równie krótkiej rozgrywki. Zaraz przypomniały mi się początki mojej planszówkowej drogi i nocne partyjki w Ligretto. Lubię czasem zagrać w tego typu pasjanse, w segregowanie kart, dopasowywanie do wzorców – pomyślałam.

Czytaj dalej

Fajne „T” i tajne „F”

Tytułem FsTępu

Dzisiejszy program sponsorują litery T i F. Pozwoliłem sobie zacząć wpis od nawiązania do znanego wyrażenia z Ulicy Sezamkowej, ponieważ chciałem Wam dziś opowiedzieć (przy pomocy słowa pisanego, rzecz jasna) o łamigłówkach, które wydawca określa mianem Edukacyjnych puzzli, a konkretnie o dwóch tytułach z tej serii – właśnie o Serii T i Serii F . Tę pierwszą łamigłówkę pokazał mi kiedyś Krzysiek Szczygieł (którego przy okazji pozdrawiam 🙂 ) i skończyło się na tym, że kupiłem sobie swój egzemplarz. A ja już zrobiłem wszystkie zadania, to kupiłem jeszcze Serię F (na razie zadania w toku). W tym miejscu wyraźnie podkreślę, że chociaż nie jestem wielkim amatorem łamigłówek (zawszę chętniej wydam pieniądze na dużą planszówkę niż na kilka łamigłówek, choć w Rush Hour w wersji elektronicznej przerabiałem wszystko, co było za darmo 😉 ), to przy omawianych dziś tytułach ciągle bawię się dobrze i mogę z czystym sumieniem polecić je innym. Czytaj dalej

Historia Polski: Rok 1863

Niedawno zapowiadałam serię tekstów poświęconych grom planszowym bądź karcianym, które sięgają tematyką do historii Polski. Gdy zaczęłam spisywać tytuły, okazało się, że takich gier jest już sporo, pomijając wszystkie gry wojenne, na których po prostu się nie znam. Będę opisywać nowości i gry, które miały swoją premierę jakiś czas temu, ale warto do nich wrócić. Cykl otwiera gra o Powstaniu Styczniowym – Rok 1863. Jakiś czas temu opublikowałam wywiad z autorami gry, w którym opowiadali o pracach nad nią. Dziś opowiem Wam co o tej grze sądzę.

Czytaj dalej

Mechanika i klimat – Książęta renesansu

 

Tłumaczenie zasad do Książąt Renesansu zawsze zaczynam od tego samego zdania :
”Jest to gra udziałowa, w której możemy obniżyć wartość udziałów przeciwników poprzez działania militarne”. Tyle wystarczy żeby wywołać na twarzach słuchających złowieszcze uśmiechy i zachęcić ich do wysłuchania wszystkich reguł. Jeśli dwie linijki wcześniej, kąciki Waszych ust również powędrowały w górę to zapraszam do lektury. Czytaj dalej

Hooop! – żabich opowieści ciąg dalszy

Tematem mojego ostatniego wpisu była łamigłówka logiczna Hop!Hop!  W związku z tym, że skoki w każdej postaci to niezwykle wdzięczny temat dla twórców gier, tym razem również przeniesiemy się w świat „skocznych” płazów bezogonowych. Zapraszam na recenzję gry  Hooop! autorstwa kolegi z naszego portalu – Adama „Folko” Kałuży.

Czytaj dalej

Myrmes

Sala klubu planszowego w Młodzieżowym Domu Kultury w Gliwicach (MDK). Siedzimy przy Myrmes. Paweł tłumaczy cierpliwie reguły, Leszek zadaje durne pytania tylko po to żeby Pawła wyprowadzić z równowagi, Maciek się chichra, a ja usiłuję grę ogarnąć. Paweł od niedawna jest ojcem i cierpliwość mu się przyda. Wszyscy pomagamy Pawłowi tę cierpliwość ćwiczyć. Z boku siedzi Merry i łypie. Merry ma najfajniejszą pracę na świecie – jest opiekunką planszowego koła w MDK i ma za zadanie pilnować, żebyśmy się nie pozabijali.  Dlatego Merry łypie zawodowo.

Czytaj dalej

Lady Alice – dedukcja i blef

Jako dziecko byłam chuda i mała, w dodatku niezbyt urodziwa, co podkreślone było szczególnie mocno przez moją łysinę po panującej wszawicy. Do tego nosiłam ubrania po starszym bracie, więc wszyscy wołali na mnie chłopczyca. Nie było mi z tym źle, bo jak inni chłopcy mogłam bezkarnie kręcić się po zaułkach. Tak zaczęła się moja kariera jako dziecka z Baker Street, dziecka, które było uszami i oczami słynnego Sherlocka Holmesa. Czytaj dalej

Colorpop

Dzieci są rozkoszne. Jak im coś się spodoba, bardzo spodoba, to męczą upragniony obiekt do granic możliwości. Starszyzna plemienia też jest rozkoszna. Jak jej się nie da zachęcić do wspólnej zabawy, a potem coś sobie upodoba, to staje się jak te dzieci. A potem już tylko pstryk, pstryk, pstryk, szuuuu…, pstryk, pstryk, szuu…

Czytaj dalej

Do plecaka #5: Twarzą w twarz

Wraz z Iwoną uwielbiamy łamigłówki belgijskiego wydawnictwa SmartGames. Ich czołowy projektant Raf Peeters nie raz udowadniał nam, że mimo wielu tytułów w portfolio wciąż potrafi wykazać się świeżymi pomysłami. Twarzą w twarz (Back 2 Back) to jedno z jego najświeższych dzieł, które niebawem trafi do polskiej dystrybucji.
Dzięki wsparciu wydawnictwa Granna możemy już dziś przetestować dla Was ten tytuł.

Czytaj dalej

Stratopolis

Stratopolis

Dawno już nie grałam w grę, która dostarczyłaby tylu pozytywnych doznań estetycznych i wzrokowych.  To za sprawą pięknych bakelitowych płytek, które wykorzystujemy do rozgrywki (uwielbiam je – występują też m.in. w Polowaniu na robale i w grze Triominos). Co do wykonania nie można się do niczego przyczepić. Czy również rozgrywka nas nie zawiedzie? O tym przekonacie się czytając recenzję.

Stratopolis to gra logiczna dla dwóch osób. Każdy z graczy ma do dyspozycji 20 płytek składających się z trzech kwadratów. Jeden zestaw zawiera płytki w kolorze czerwonym (płytki jednokolorowe, czerwone i neutralne oraz płytki z dwoma czerwonymi kwadratami i jednym zielonym) oraz zielone (mają taki sam rozkład kolorów, co czerwone). W trakcie naszego ruchu losowo bierzemy płytkę z naszego stosu i umieszczamy ją na polu gry. Można wybrać jedną z dwóch opcji: rozbudowa (dokładamy płytkę do już leżących – musi ona stykać się co najmniej jednym bokiem) lub nakładanie na inne płytki. W tym drugim przypadku należy przestrzegać kilku reguł:

– płytka musi pokrywać co najmniej dwie leżące płytki,

– kolor każdego kwadratu układanej płytki musi być zgodny z zasadami: czerwonego kwadratu nie można położyć na zielonym i odwrotnie, a neutralne kwadraty można układać i nakrywać zarówno przez czerwone, jak i zielone kwadraty.

– żaden kwadrat nie może pokrywać pustego pola („wisieć w powietrzu”).

Gra kończy się w momencie ułożenia wszystkich płytek. Następnie gracze podliczają swoje punkty z każdego zbudowanego pola w swoim kolorze. Punkty za dane pole oblicza się mnożąc jego powierzchnię (jest równa liczbie kwadratów jednego koloru, które przylegają do siebie co najmniej jednym bokiem) razy jego wysokość (najwyżej położony kwadrat na tym polu). Grę zwycięży osoba z największą ilością punktów.

Jak już wspominałam na wstępie, gra jest świetnie wykonana. Nie dość, że pudełko jest praktycznych rozmiarów. W wyprasce idealnie mieszczą się płytki, to jeszcze jest woreczek, do którego możemy przełożyć płytki i zabrać na granie poza domem. Jest też instrukcja napisana w ponad 20 językach, w tym oczywiście także w języku polskim. Wszystkie zasady są dobrze opisane, szkoda tylko, że przykładowe ilustracje są na końcu książeczki, choć z drugiej strony rozumiem, że było to konieczne ze względu na oszczędność miejsca. Jedyne, co nam przeszkadzało, to konieczność sprawdzania, czy płytka, którą chcemy położyć na kolejnym poziomie, będzie leżała na dwóch płytkach. Przy złym oświetleniu, nie od razu było to widoczne.

Zasady naprawdę nie są skomplikowane. Już przy pierwszej rozgrywce wiadomo o co chodzi. W miarę grania można zastanawiać się nad wybraniem strategii, czy np. krzyżować plany przeciwnikowi, czy rozbudowywać się „do góry”, czy na boki. Trzeba pamiętać, że mnożymy powierzchnię naszego pola razy wysokość. Musimy dbać zarówno o to, by stworzyć jak największe pole, ale też, żeby nasze płytki znalazły się na najwyższych poziomach. Nie zawsze jest też możliwe pokrzyżowanie planów przeciwnika, ponieważ nakładanie płytek jest możliwe pod warunkiem spełnienia kilku zasad, o których już wcześniej wspominałam. W tej grze jest kilka decyzji do podjęcia, jednak za bardzo nie można zaplanować ruchu, ponieważ nigdy nie wiemy, jaką płytkę wylosujemy. W instrukcji wspomniano jednak o alternatywnych wersjach gry:

– przed rozgrywką układamy swoje płytki w stosie, tworząc swoja strategię rozgrywki,

– nie tworzymy żadnego stosu z płytkami, ale trzymamy je odkryte, wtedy możemy wybrać odpowiednią, do danej sytuacji, płytkę,

– bierzemy po trzy płytki ze stosu i umieszczamy je odkryte przed sobą. W każdej kolejce wybieramy jedną z nich.

Stratopolis polecam wszystkim miłośnikom abstrakcyjnych gier logicznych. Dzięki prostym zasadom może być idealnym wprowadzeniem do świata tych gier. Ładne, estetyczne wykonanie sprawia, że gra nadaje się na prezent dla „nie-graczy”. Z doświadczenia wiem, że takim osobom warto na początek kupić coś prostego, efektownie (albo elegancko) wyglądającego (starsze osoby często nie chcą grać w różne gry ze względu na ich „dziecinny wygląd). Kiedyś kupowałam Scrabble, czy Qwirkle, tak by obdarowani sami mogli zapoznać się z prostą instrukcją i zagrać. Teraz jednak do tej listy mogę dopisać Stratopolis.

Grę przekazało wydawnictwo G3. Dziękuję !

  • WYKONANIE 5/5

    W pudełku znajdujemy woreczek, do którego można przełożyć płytki. Sprawia to, że grę można zabrać wszędzie bez obaw o zniszczenie pudełka. Gramy bakelitowymi płytkami, które są bardzo trwałe.

  • TRUDNOŚĆ 2/5

    Zasady opanowuje się dosłownie w kilka minut. Losowość ma pewne znaczenie, ale w instrukcji znajdziemy alternatywne sposoby rozgrywki.

  • OCENA 4/5

    Stratopolis szczególnie polecam osobom, które lubią abstrakcyjne gry logiczne. To też dobry pomysł na prezent dla początkujących graczy.

Suburbia i jej smaczki

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Planszóweczka miałem okazję zagrać w ich debiutancki produkt: Suburbię. Sama gra już na ZnadPlanszy gościła, chociażby na blogu Tycjana, ja natomiast chciałbym wejść w trochę bardziej szczegółowe zależności, na które natkniemy się podczas rozgrywki. Niemniej lektura wpisu Tycjana jak najbardziej wskazana 🙂 Oczywiście napiszę również, co mi się w grze podobało, a co nie. Zapraszam do lektury.

Czytaj dalej

Portret pamięciowy

Jako wielka fanka kotów od razu zwróciłam uwagę na grę Portret pamięciowy. Na okładce, oprócz innych zwierząt, jest też uroczy obrażony kot. Rysunek był na tyle sympatyczny, ze z niecierpliwością czekałam na swoje „pudełko”, by przekonać się, co skrywa w środku. A tam mamy zestaw 50 kart z postaciami, klepsydrę, ołówki, bloczki do rysowania oraz dwustronną składaną planszę z cechami zwierząt.

ZASADY

Instrukcja w wyczerpujący sposób omawia zasady. W dodatku jest w niej sporo rysunków i przykładów. Naszym celem jest zapamiętanie sześciu cech danego zwierzaka (kształt głowy, oczu, nosa, uszu, ust oraz elementu dodatkowego np. czapka). Mamy na to 30 sekund (czas odmierza klepsydra). Następnie przechodzimy do fazy rysowania. Staramy się jak najszybciej narysować zapamiętaną postać. W dodatku musimy pamiętać o wszystkich cechach. Osoba, która jako pierwsza skończy rysunek odwraca klepsydrę i pozostali gracze mają 30 sekund na dokończenie zwierzaka. Następnie przekazujemy nasz obrazek graczowi po lewej stronie i rozpoczyna się podliczanie punktów. Za każdą prawidłowo narysowaną cechę otrzymujemy jeden punkt. Osoba, która jako pierwsza skończyła rysowanie dostaje bonus w postaci dodatkowego punktu. Gra kończy się po piątej rundzie. Kto zbierze najwięcej punktów – ten wygrywa. Warto wspomnieć, że w instrukcji znajdziemy wersję punktacji i rozgrywki dla początkujących (dla dzieci) i dla zaawansowanych.

PIERWSZE SPOTKANIE

Pierwszą rozgrywkę, z braku dzieci „pod ręką”, rozegraliśmy w gronie dorosłych. Oprócz mojego narzeczonego do gry zaprosiłam też rodziców. Mamę – ze względu na to, że chętnie z nami gra (nie lubi jednak rysować), a tatę, ponieważ świetnie rysuje (jednak z nami nie grywa). W tej grze okazało się, że doświadczenie z nowoczesnymi planszówkami na nic się przydaje. Liczy się spostrzegawczość no i niestety talent rysowniczy. Mama przegrywała z kretesem – jej obrazkom daleko było do pierwowzoru. Tata rysował bardzo precyzyjnie i dbał o każdy szczegół. Wykazał sie wręcz fotograficzną pamięcią, jednak potrzebował więcej czasu niż reszta. My z Krzyśkiem rysowaliśmy, po to, by jak najszybciej skończyć, co nie zawsze owocowało punktami. Gra przypadła nam do gustu (z wyjątkiem mamy, która nie lubi rysowania).

CO NA TO MALI TESTERZY?

Kolejne rozgrywki toczyły się już w obecności dzieci. Wszyscy mali testerzy z zainteresowaniem otwierali pudełko, zapoznawali się z elementami gry i uważnie słuchali zasad. W przypadku młodszych dzieci (6 i 7-latkowie) nie stosowaliśmy limitu czasu, a osoba, która pierwsza skończyła nie otrzymywała bonusowego punktu.  Dzieciom w tym wieku nie wystarczało 30 sekund na zapoznanie się z rysunkiem. Dłużej też rysowały i częściej posługiwały się ściągą w postaci planszy z przedstawionymi cechami. Odwrotna sytuacja była w przypadku starszych dzieci. One lubiły rywalizować i ścigać się, kto pierwszy narysuje wszystkie szczegóły. Trudność pojawiała się, gdy do gry zasiadały dzieci w różnym wieku. Wtedy wychodziliśmy naprzeciw potrzebom tych młodszych i rezygnowaliśmy z limitu czasu. Pojawiła się nawet sugestia ze strony rodziców, by w grę grali przede wszystkim rówieśnicy.

GRAFIKA

Warto wspomnieć o grafice i wykonaniu gry. W trakcie testów nie spotkałam osoby, której nie spodobałaby się rysunki. Ich autorem jest Christopher Hart, który wykonał naprawdę świetną robotę. Zwierzęta wyglądają bardzo sympatycznie. W dodatku przygotował 50 różnych ich wersji. Składana plansza z przedstawionymi cechami jest bardzo przydatna. Zerkały na nią nie tylko dzieci, ale również dorośli. W dodatku jest ona dwustronna. Gracze mogą więc siedzieć po dwóch stronach mając swobodny dostęp do niej. W pudełku znajdziemy też niezbędne ołówki oraz bloczek z karteczkami do rysowania. Na każdej z nich jest również przygotowane z boku miejsce do liczenia punktów. Wymieniono tam wszystkie cechy. W puste kwadraty wpisujemy zdobyty punkt lub zero – w przypadku braku wymaganej cechy. W bloczku jest kilkadziesiąt kartek. Gdy skończą się, możemy je wydrukować ze strony www.krainaplanszowek.pl Do rysowania i liczenia punktów można jednak używać zwykłych notesów (tak robiliśmy w trakcie testowania).

WRAŻENIA

W trakcie testowania zwróciłam również uwagę na to, że do gry chętniej zasiadały dziewczynki. Chłopcy grali, ale bez większego entuzjazmu. Może dlatego, że to dziewczynki częściej malują (przynajmniej wszystkie znajome dziewczynki bardzo często przygotowują dla mnie specjalne rysunki). Grą zachwycali się także rodzice, którym podobało się to, że ma tak proste zasady. Ich dzieci z zaangażowaniem grały, przy okazji ćwicząc spostrzegawczość. Czytając instrukcję obawiałam się, że to gra typowo dla dzieci, jednak okazało się, że również dorośli z przyjemnością rysowali. W tym przypadku można skrócić czas przeznaczony na zapamiętywanie szczegółów. Wtedy będzie jeszcze trudniej. Na początku wydaje się, że 30 sekund to bardzo dużo. Już przy pierwszej rozgrywce okazuje się, że czasami to jednak za mało, by zapamiętać wszystkie cechy.

PODSUMOWANIE

Gra jest naprawdę godna polecenia. Jeżeli Wasze dziecko lubi rysować – nie zastanawiajcie się długo nad zakupem. Portret pamięciowy sprawdzi się szczególnie podczas spotkań z rówieśnikami. Gra jest też na tyle poręczna, że można ją zabrać ze sobą np. na wakacje. Z pewnością będziecie się przy niej (wraz z Waszymi dziećmi) dobrze bawić.

Grę przekazało wydawnictwo Egmont. Dziękuję !

  • GRAFIKA 5/5

    Sympatyczne rysunki zwierząt sprawiają, że chętnie zasiadamy do gry.

  • TRUDNOŚĆ 2/5

    Zasady tłumaczy się błyskawicznie. Nie ma tez problemu z ich opanowaniem. Niestety, ci którzy nie potrafi/nie lubią rysować są w gorszym położeniu. Ta umiejętność jest w tej grze mile widziana. Dostajemy bowiem punkty za prawidłowe narysowanie danej cechy.

  • OCENA 4/5

    Bardzo dobra gra dla dzieci – uczy rysowania i spostrzegawczości. Jeżeli ktoś jednak nie lubi rysować nie powinien do niej zasiadać.

Dawno, dawno temu…

Niedawno temu, w pobliskiej knajpce poznałem grę „Dawno, dawno temu…”. Choć nie jestem wstrząśnięty to jednak moje odczucia są mocno zmieszane. Nie wiem, czy to spotkanie nie ujawniło, że przesadzam z… arkuszami kalkulacyjnymi!

Czytaj dalej