X dowodów, że gry (planszowe) są beznadziejne

Czasami człowiek zatrzymuje się i zaczyna zadawać sobie pytania. „Jak żyć w świecie, gdzie Shakira ma 37 lat” , „czy jeżeli się nie ogolę to będę wyglądał bardziej jak neandertalczyk czy jak baba” , „czy jest jakieś życie poza korporacją” czasami pytania są bardziej niebezpieczne – czasami pytam się, czego nie lubię w moim hobby…Oczywiście, że będę narzekał, sorry, taki mamy kraj, ale bardziej mam na celu autokonfirmację czy ja te gry dalej lubię…

Wszyscy myślą, że grasz w gry dla dzieci

Jako istota o ograniczonym rozumku człowiek czasami coś wspomni o grach w “neutralnej” przestrzeni i co słyszy? Nie… nie słyszy “też kupiłem Trajana”, z rzadka usłyszy “ostatnio grałem z siostrzenicą w grzybobranie”. Oczywiście, bywa, że usłyszę “ostatnia partyjka w Eclipse była epicka”. Zwykle słyszy się jednak “chińczyk/eurobiznes… moja młodość” albo nieme spojrzenie “człowieku, myślałem, że jesteś poważny”. Czasami próbuję co nieco wspomnieć, że są także inne gry, US Army i globalne korporacje stosują gry przy rekrutacji. Bywa, że chwyci. Bywa, że spotykam się z awersją, której druga strona nawet nie potrafi wytłumaczyć… biorę wtedy kawę i idę do innego pokoju… A do sedna… kto ma ochotę na partyjkę Akaby? 😉

 

Wszyscy myślą, że gry są skomplikowane / są pracą

Gry planszowe jako rozrywka mniej lub bardziej umysłowa muszą być na odpowiednim poziomie komplikacji. Zbyt trudne mogą się okazać męczące w porównaniu z potencjalną satysfakcją z wygranej. Zbyt łatwe nie stanowią wyzwania, nie połechcą szarych komórek i będą absurdalnie drogą alternatywą do siedzenia przed telewizorem. Co mnie kiedyś zszokowało (ale już mi przeszło)… mało osób utożsamia spędzanie wolnego czasu z projektowaniem sieci przesyłowej i zarządzanie rynkiem surowców energetycznych w Niemczech. To są problemy do rozwiązania… tego się nie robi w wolnym czasie. Ja robię, ale ja inny jestem 😉 Jednak nie tylko rozgrywka stawia wyzwania intelektualne…

 

Nigdy nie wiesz, co się kryje w instrukcji

Są napisane przez ludzi dla ludzi… ale ludzie-autorzy to nie ci sami ludzie, co ludzie-czytelnicy. O ile autorzy instrukcji są małą grupą o tyle czytelnicy to zwykle wielka niejednorodna gromada. Różne pokolenia, wiek, kultury, upodobania… bywa, że różne kraje. Nie pisze się łatwo dla takiej grupy. Tym bardziej instrukcji wyjaśniających bardziej złożone tytuły i starających się pokryć wszystkie aspekty gry od warstwy klimatycznej przez formalne zasady aż po porady strategiczne.

Ekstremum pierwsze (moje ulubione). Czytasz możliwie zwięzły tekst bez nadmiernych powtórzeń, a później wnioskujesz o konsekwencjach poszczególnych punktów. Angielska instrukcja do Innowacji – przykład zwięzłej instrukcji, w której wnioski trzeba samemu wyciągnąć. Czy to wada? Nie, ale mocno zawęża grupę potrafiącą daną instrukcje przyswoić.

I ekstremum drugie – dla miłośników form artystycznych. Nabyłem swego czasu Call of Cthulhu LCG. Duże rysunki i wielostronnicowa broszura do stosunkowo prostej gry. Takie instrukcje pooglądam z chęcią (jak już ściągnie mi się gigantyczny PDF), ale z przyjemnością z czytania już jest różnie.

 

Byłoby fajnie, gdyby nie inni gracze

… a bo ktoś narzeka, że chce grać niebieskim, gra jest bez sensu, bo niebieskich pionków “głupi autor” nie przewidział
… a bo ktoś narzeka, że bez sensu chować pionki za zasłonką, skoro można to policzyć
… a bo ktoś się pyta, co jeżeli wyjdzie karta X po karcie Y i wyjątkowo Piotrek nie będzie miał kasy, szansa jedna na milion, ale akuratnie to go zaciekawiło
… a bo ktoś stuka nogą o stół jak myśli
… a bo ktoś w połowie rozgrywki (po godzinie) musi nagle wyjść
nie trafia was #####? Naprawdę wkurzający są ci ludzie 😉 Chcę w spokoju zagrać, a bywa, że mam ochotę rozszarpać połowę przeciwników w pokoju… grając w kooperacje też!

 

Temat niestety jest

Czyli narzekania na ludzi ciąg dalszy. Jest na przykład taka gra jak “Saigo no kane” – całkiem fajna. Osadzona w stylu filmów/seriali anime, z pasującą (moim zdaniem ładną) grafiką. Tutaj nie trzeba nawet analizować klimatu, wystarczy szata graficzna. Co z tego, że pod spodem jest gra skoro co któraś osoba odmawia rozgrywki ze względu na awersję do dziewczyn z dużymi “oczami”? Też reaguję na klimat i grafikę, ostatnio na przykład nie przepadam za “mhrocznymi” (czyt. szaro-buro-smętnymi i nieczytelnymi)… ale to są sprawy drugorzędne. Nie odmawia się schabowego tylko ze względu na dziwne ułożenie sałatki.

 

Gry (podobno) mają błędy

Oczywiście, że mają. Wszystko ma błędy. Ale obawa przed błędami i wyolbrzymianie ich wagi nie jest zdrowe. Mam dwie moje ulubione “wady” 😉
Czasami w grach jest kingmaking… to chyba nie wada gry, ale coś nie tak z graczami, że nie mając szansy na zwycięstwo wolą oddawać swoje punkty innym zamiast walczyć do końca. A może to bardziej coś nie tak z osobą, ktora uważa kingmaking za problem? W realnym świecie jako pracujący obywatele oddajemy swoje zarobione pieniądze już bogatym instytucjom… to się nazywa podatki, czy jakoś tak. O! Zdecydowanie ta rzeczywistość ma kingmaking, skoro nie mając szansy na wejście do najbogatszej 10tki obywateli decydujemy, który bogaty bank wzbogaci się na przechowywaniu naszych pieniędzy.
Efekt kuli śnieżnej … pięknie nazwana wada. Budujemy maszynkę do generowania punktów i z rundy na rundę coraz szybciej nam te punkty wytwarza. I wiecie co strasznego? Co któraś osoba uważa, że to źle, że gra na to pozwala! Punkty robią punkty, pieniądz robi pieniądz, duży może więcej, tak jest w normalnym świecie… więc może jednak podczas ograniczonej czasowo rozgrywki efekt kuli śnieżnej jest naturalny, a jego brak jest wadą? Może wystarczy zapewnić graczom równe szanse na rozpędzenie się? Może sztuczne i nieintuicyjne ograniczanie kuli śnieżnej jako odpowiednik interwencjonizmu państwowego jest jeszcze większą szkodą dla przyjemności z rozgrywki?

 

Ewangeliści

Jest naprawdę duża grupa osób, które są inteligentne, rozsądne, promują nasze hobby w fantastyczny sposób. Ale… są też ewangeliści, chociaż może lepiej nazwać ich ekstremalnymi fanatykami. Osoby, które z zacięciem wujka “a se mnom sie nie napijesz?” twierdzą, że ich ulubiona gra planszowa jest ostatecznym rozwiązaniem problemu rozrywki na świecie. Najlepiej, gdyby była zrzucana jako pomoc humanitarna itd itp. Że decyzja o nie wydaniu po polsku Tej gry/dodatku to błąd wydawnictwa i są na to liczby, dowody… o tutaj, w kieszonce, w wiązanym na pleckach kaftaniku. Naprawdę więcej dla “świata planszówkowego” da kilka przyjemnych partyjek w Qwirkle niż wyciągnięcie Battlestar Galactica i usłyszenie “o, jaka śmieszna kostka, inna niż w chińczyku”.

 

Koniec narzekania

Artykuł jest moją reakcją na http://islaythedragon.com/featured/9-undeniable-reasons-board-games-are-awful/ – konkluzje podobne, ale mój indywidualny punkt widzenia. Nie jestem “geekiem” z krwi i kości – o BSG wiem tyle, że to serial z kosmitami, widziałem 2.5 odcinka Big Bang Theory itd.. Jestem świadom, że gry mają strasznie dużo wad, o których trzeba pamiętać próbując prezentować nasze hobby innym. Że gry mogą nas wykończyć (nie tylko finansowo) i lepiej byłoby, gdybyśmy znaleźli jakieś (postrzegane jako dorosłe) hobby jak zbieranie znaczków czy wędkarstwo. Gry są tak samo absurdalne, jak każde inne moje hobby – nie jestem postrzegany jako normalny kupując piwo 0.25l za 20zł czy kładąc Excela obok Starcrafta i uznając oba tytuły za doskonałą rozrywkę. Ale ja naprawdę lubię gry (i inne moje hobby)… i żadne chwile zwątpienia tego nie zmienią…

Gradanie – Dimension

Kula ponoć jest figurą idealną – czy wobec tego gra zawierająca ich całe naręcza jest idealnie idealna? Kontynuując dzieło Poniatowskiego omawiamy ten i wiele innych kwestii związanych z grą będącą nieskażonym klimatem połączeniem logiki, geometrii i presji czasu 🙂

Czytaj dalej

Ponad 200% normy

Kampania na Kickstarter.com trwa. Zaczynając ją targały mną różne emocje i obok pełnego spokoju „musi się udać, bo to świetna gra”, pojawiały się również myśli negatywne „gra na podstawie polskiej książki… kto to kupi?”. Jak się okazało, martwiłem się na zapas.

Czytaj dalej

Kingdom Builder – ostatni Spiel des Jahres dla graczy

Szanowni Widzowie! Na naszym blogu chcielibyśmy rzecz jasna umieszczać recenzje tytułów świeżych i gorących lub też nieznanych, a wartych polecenia. Możecie się zatem zapytać, czemu póki co omawiamy tytuły dość popularne i nienajnowsze? Odpowiedź jest prosta: my się uczymy, a Wy poznajecie nasze preferencje, dzięki czemu w przyszłości będziecie mogli łatwiej ocenić, czy warto polegać na naszym zdaniu. W powyższym kontekście szczególnie polecam dzisiejszy odcinek, gdyż pada w nim parę słów właśnie o naszych gustach. Dzisiejsza recenzja to Kingdom Builder. Zapraszamy!

Czytaj dalej

Tydzień ZnadPlanszy #12

19 maja – 25 maja: recenzje, felietony, podcasty, patronat, konkurs.

Czytaj dalej

Wypatrzona przegrana

Czasami bywa tak, że człowiek ma ochotę wziąć udział w turnieju. Motywacja może być taka, że dają za to nagrody (najczęstsza motywacja w realu), akurat ładna pani dziennikarka fotografująca imprezę pyta czy my też będziemy brać udział (to ze słyszenia, ja nigdy, absolutnie nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją – mówię szczerze). Sporadycznie bywa tak, że bierzemy udział żeby podpatrzeć mistrzów – odniosłem wrażenie, że ta motywacja jest zdecydowanie częstsza w Internecie. Czytaj dalej

Litery? A co to?

Portal na swoim profilu wrzucił ostatnio pytanie „Jakiego recenzenta/serwis cenicie?”. Odpowiedzi zebrało się 120. Pewnie sami to policzą, więc ich nie będę wyręczał, ale jedna tendencja bije w twarz z zacięciem Lennoxa „z Andrzejem nie rozmawiam” Lewisa – królują wideorecenzje. Pojawiły się pojedyncze nazwiska, pojedyncze serwisy ze słowem pisanym. Nazwiska zresztą znane dlatego, że firmują cały blog, a nie piszą recenzje w jakimś serwisie.
Czytaj dalej

Instrukcja w wersji MOBI i EPUB

Ebooki już na stałe zagościły w naszej świadomości, a w rękach czytelników coraz częściej zamiast papierowych publikacji można zobaczyć elektroniczne czytniki. Dla wszystkich miłośników takiej formy czytelnictwa mamy mały prezent – przy bezcennej pomocy autora bloga Przystanekplanszowka.pl przygotowaliśmy instrukcje do 1944: Wyścig do Renu w wersji MOBI i EPUB (po angielsku: MOBI, EPUB). Teraz instrukcję do naszej najnowszej gry możecie mięć praktycznie zawsze przy sobie 😉

Rozwiązanie konkursu

Nasz szybki konkurs z okazji Dnia Dziecka zakończył się wczoraj, a już dziś poznamy jego zwycięzców.

Czytaj dalej

Unboxing: 1944: Wyścig do Renu

Podobno nie szata zdobi człowieka, ale do mnie to stare powiedzenie nie przemawia, zwłaszcza kiedy widzę przed sobą tak pięknie wydaną grę. Dzisiaj wyjątkowo to ja wyręczę wydawnictwo Phalanx i przedstawię wam efekt sesji zdjęciowej jaką odbyłem z niemal gorącym egzemplarzem gry 1944: Wyścig do Renu.

Czytaj dalej

Augustus – bingo wraca do łask?

W naszym debiutanckim wpisie zadeklarowaliśmy, że chcemy aby nasze filmiki były krótkie, jak najbardziej konkretne i nasycone informacjami, za to pozbawione niepotrzebnych wtrętów, dygresji, niezrozumiałych anegdot i hermetycznych dowcipów. I tak przed Państwem kolejna wideorecenzja przygotowana przez nas zgodnie z tym założeniem. Tym razem: Augustus.

Jednak nie samymi recenzjami i nie samymi planszówkami człowiek żyje – dla tych, którzy cenią sobie słowo pisane, postaramy się od czasu do czasu coś skrobnąć na klawiaturze. Zaczniemy od paru informacji dotyczących pytania, które być może niektórzy z Was sobie zadają: kim my do cholery jesteśmy? 😉

Przedstawiając się konwenans nakazuje powiedzieć: „nazywam się tak i tak, zajmuję tym i owym.” Nazwa naszego bloga obliguje nas jednak do wyrwania się z utartego schematu i opowiedzenia na wstępie o lokalu, w którym toczą się nasze planszówkowe boje i gdzie nagrywamy opinie o ogranych przez nas tytułach – słowem o Weekendowej Melanżowni.

Impossible is nothing

Nazwa kultowego w okolicznych kręgach lokalu (z premedytacją po raz kolejny używam tego terminu – nie zliczę przypadków, kiedy otrzymałem telefon z pytaniem „Melanżownia dziś czynna?”) wbrew pozorom nie wywodzi się od suto zakrapianych imprez. Wręcz przeciwnie, większość z bywalców swego czasu czynnie udzielała się w harcerstwie i w tym czasie napoje wyskokowe znajdowały się tu raczej na cenzurowanym. Nazwa miała nawiązywać do pierwotnego znaczenie tego słowa – czyli do mieszaniny. Od początku założyliśmy sobie, że nasze pomieszczenie klubowe zbudujemy w stylu postmodernistycznym, czy też pulpowym, pełnym rozmaitych motywów tkających historię lub wręcz mitologię naszego środowiska.

No dobra, może nieco dorabiam teorię do praktyki. Kiedy memu zacnemu bratu Frankowi (w czasach, gdy jeszcze nikt z nas nie słyszał, że istnieje coś takiego, jak nowoczesne planszówki) zaświtała w głowie idea stworzenia takiej miejscówy, realizując ją po prostu korzystał z tego, co miał pod ręką. Potem jako ubodzy studenci również nie mieliśmy kasy na luksusowe meble i inne elementy wystroju. Ktoś coś przyniósł, gdzieś coś się znalazło, nakładem własnej pracy coś się zbudowało… i tak już pozostało, i trwa do dziś. Czasem, trzeba to przyznać, nieco na przekór zasadom prakseologii i zwyczajnej wygody 😉 Ale do jakich wyrzeczeń człowiek się nie posunie, żeby utrzymać klimat, w którym najzwyczajniej w świecie dobrze się czuje?

Zanim przejdę do krótkiego tour po Melanżowni czuję się w obowiązku oddać hołd ojcom-założycielom, których oddanie, inwencja twórcza i po prostu ciężka praca doprowadziły do powstania tego, co dziś mamy. Tak oto wyglądają te poczciwe gębule.

Ojcowie-założyciele

Żeby jednak nie wyszło, że Melanżownia, to wyłącznie silne stężenie testosteronu! Zdarza się, że gości tu także płeć piękna. Na szczęście jesteśmy to w stanie udokumentować 😉

Dziewczyny

No ale zabieram się wreszcie do oprowadzania.

Jak mówi popularne powiedzenie, siły winno się mierzyć na zamiary. Przyznam, że nigdy do końca nie rozumiałem, co to oznacza, ale chyba dobrą ilustrację dla wzmiankowanego imperatywu stanowi widoczna na poniższym zdjęciu skrzynka.

dominionoskrzyni

U zarania melanżowych dziejów wpadliśmy na pomysł, aby każdy z bywalców miał swoją kartę w kartotece, którą podbijałby przy każdym wejściu (za pomocą przymocowanego do ściany dziurkacza ;). Zaliczenie odpowiedniej liczby wejść łączyć miało się z określonymi profitami. Powstała skrzynia na kartotekę, ale system lojalnościowych „achievementów” już niestety nie. Ludzie zaczęli gromadzić się coraz liczniej i z częstotliwością, która zdecydowanie przerosła nasze przewidywania. Szybko stało się jasnym, że nic z tej koncepcji nie będzie, a jedynym zastosowaniem zamontowanego osprzętu na długi czas stało się utrudnianie przejścia. Na ratunek przybyło opus magnum Donalda X. Vaccarino, tj. Dominion. Rozrastająca się wciąż kolekcja dodatków zaczęła prędko wyczerpywać naszą wcale nie małą przestrzeń magazynową. Szczęśliwie mamy do tego tytułu słabość, więc bez żalu przydzieliliśmy mu szczególne miejsce w krajobrazie. Owe deus ex machina doprowadziło swoją drogą (że pozwolę sobie pozostać przy terminologii antyczno-teatralnej) do pewnego konfliktu tragicznego w moim myśleniu o ww. grze. Z jednej strony jako oddany fan z radością przywitałbym wiadomość, że Donald X. pomimo formalnego zamknięcia serii jednak coś jeszcze wyprodukuje. Z drugiej strony skrzynka jest wypełniona po brzegi i upchnięcie jeszcze jednego rozszerzenia wymagałoby kolejnych modyfikacji naszych założeń „architektonicznych”.

W tle widzicie zapewne „takie dziwnie nie wiadomo co”. Na pierwszy rzut oka być może nie widać, ale jest to bóbr zwany przez nas „po polskiemu” boberem – totem znaleziony w czasach harcerskich w czeluściach któregoś z ojczyźnianych lasów i tamtych czasów stanowiący wspomnienie.

Niezbyt wyględny kajet spoczywający na skrzyni, to wbrew pozorom nie efekt naszego bałaganiarstwa. Łączy się z pewną słabością, do której wstydliwie musimy się przyznać. Oprócz nowoczesnych planszówek namiętnie grywamy także w Scrabble 😉

Kogoś może zaciekawi zaimprowizowany zbiornik na miedziany bilon. Każdy przeklinający musi wrzucić monetę? Przegrany dorzuca parę groszy, a na koniec roku za zgromadzony fundusz kupuje się najlepszemu graczowi wino? Nie. Przyznam się szczerze, że nie mam pojęcia jaka jest geneza powstania tej skarbonki. I mam nadzieję, że jeśli ktoś pamięta, to się nie przyzna. W końcu w każdym przyzwoitym, fantastycznym uniwersum muszą funkcjonować prastare artefakty, których przeznaczenia nikt już nie zna, a wszelką wiedzę ich dotyczącą skryły pomroki dziejów.

Podłoga łazienki

Zdjęcia łazienki wspaniałomyślnie nie umieścimy. Nie mogę się jednak powstrzymać przed napisaniem kilku słów o jej powstaniu, ponieważ była to najprawdziwsza, wieloletnia epopeja. W jaki sposób nie zdobywaliśmy materiałów (jeśli pamięć mnie nie myli w posiadanie części kafelków weszliśmy ogołacając okoliczne opuszczone koszary ;)? Ile talentów glazurniczych i hydraulicznych objawiło przy budowie? Ile było przemyśleń, planów, improwizacji i eksplozji pomysłów, tak samo szalonych, jak i genialnych. Zresztą spójrzcie sami na ich niewielką próbkę.

Idziemy dalej: kuchnia. Trochę to szumna nazwa, jak na to pomieszczenie. Szczerze powiedziawszy, to służy ono głównie do przechowywania wszelkiej maści trunków. Widoczne z boku zapasy nalewek niestety nie przetrwały do nowego sezonu zbiorów =(

Kuchnia

Wracamy do głównego lokalu. I do jednego z urządzeń stanowiących naszą dumę: do Frugorandola. Kiedyś w jakiejś knajpie przyuważyliśmy podobny żyrandol zmontowany z butelek po Desperadosach. Nasz miejscowy spec od wszelkich innowacji oraz pedantycznego rękodzieła – Mariusz – z miejsca wpadł na pomysł zaadaptowania wspomnianego rozwiązania z użyciem butelek po legendarnym napoju naszej młodości, cudownie odrodzonym w owym czasie. Znów dzięki wykorzystaniu talentów kilku osób powstało naprawdę pięknie prezentujące się dzieło.

Frugorandol 2Frugorandol 3Frugorandol 1

W tym miejscu mamy do czynienia z prawdziwym pomnikiem prostych a użytecznych rozwiązań. Zastanawiacie się o co chodzi? Widzicie tę metalową listewkę na krawędzi blatu? To jedyny w swoim rodzaju, niezwykle praktyczny otwieracz do piwa. Kapsel sam wpada do kosza na śmieci 😉

Otwieracz

Tu mamy ciekawy detal. Na początku naszej działalności uczestnicy wszelkich spotkań, czy to roboczych, czy czysto towarzyskich, jak przystało na prawdziwych gentlemanów, przywdziewali marynarki (pieczołowicie wykupowane z okolicznych lumpeksów po 2 zł sztuka;) Zwyczaj niestety z czasem zanikł, odzienie jednak znajduje wciąż zastosowanie do sesji Sherlocka Holmesa.

Marynary

Przejdźmy w końcu do soli Melanżowni, czyli oczywiście gier. Znacie to uczucie, kiedy zatrważająco kurczy się miejsce na półkach? W naszym wypadku po pojawieniu się pierwszej współczesnej planszówki (wiwat Neuroshima Hex!) baaardzo szybko zaczęło go brakować. Szczęśliwie byliśmy wówczas w dobrych kontaktach z wojskiem, a konkretnie z Agencją Mienia Wojskowego. Za bajońską sumę 17 zł zakupiliśmy ciężarówkę (sic!) drewnianych skrzyń. Pierwsza którą zainstalowaliśmy była całkiem przyzwoitych rozmiarów. Nie minęło jednak wiele czasu, gdy musieliśmy zastąpić ją zakupem największego kalibru – pieszczotliwie zwanym czasem trumną 😉 Nawet ona jednak nie była w stanie udźwignąć lawinowego tempa przyrostu kolekcji. Dziś pudełka poupychane są jeszcze w kilku innych miejscach (mówiąc krótko: gdzie bądź).

Skrzynia

Stając się znanymi apostołami planszowego hobby zaczęliśmy być obdarowywani różnymi ciekawymi prezentami odwołującymi się do naszej pasji, które stały się również godnymi elementami wystroju – próbka poniżej.

Dick seat, Harcoszima

Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że życie to nie rurki z kremem i nie nieustanna pasja sukcesów, a nie wszyscy ludzie zapisują się w dziejach heroicznymi i spektakularnymi czynami. Na szarym końcu muszę zatem wspomnieć, że i niechlubne postawy zostały uwiecznione na ścianach naszej „gralni”.

Ogorzałek-zdrajca

Już całkowicie kończąc, może nieco ekshibicjonistycznie, zapraszam tych, którzy chcieliby zobaczyć jeszcze trochę zdjęć, m.in. dokumentujących długotrwały rozwój i przemiany przedmiotu niniejszego wpisu, do zajrzenia na „fejsbukowy fanpejdż” Weekendowej Melanżowni =)

Tydzień ZnadPlanszy #11

12 maja – 18 maja: recenzje, felietony, podcasty.

Recenzje

  • Pro Tipów Brylanta o nowym dodatku do Netrunnera część trzecia. Coś dla Runnerów grających Kryminalistami. http://podiesluciepali.znadplanszy.pl/2014/05/12/honor-profit-czyli-co-mysle-o-najnowszym-dziecku-ffg-cz-iii/
  • „W serii Dobra gra, w dobrej cenie Egmontu pojawiły się w tym roku 3 nowości. Pierwszą, w którą zagrałam był Owocowy wyścig Filipa Miłuńskiego. Co ciekawe, pierwsza rozgrywka była rozegrana już po 10 minutach od rozpakowania paczki z grami do recenzji!…” http://scheherazade.znadplanszy.pl/2014/05/12/owocowy-wyscig/
  • Komu pizzę, taką XXL? Mhh w taki zimny dzień, gorąca pizza z ulubionymi dodatkami, ciągnącym się serem… Stop, koniec marzeń i czas na lekturę recenzji gry Łukasza Woźniaka, którą wydało wydawnictwo Egmont. Zapraszamy na bloga Agnieszki http://scheherazade.znadplanszy.pl/2014/05/16/pizza-xxl/
  • Dostojni i odważni rycerze, trudne do zdobycia zamki, a w niech piękne księżniczki. Dla jednych to tylko wspomnienia z dzieciństwa, a dla innych… codzienność dzięki grze „Rycerze i zamki”. Zapraszamy na blog Agnieszki, na którym poznacie jak to jest być tym rycerzem i czy księżniczki, znaczy zamki są faktycznie takie niedostępne http://scheherazade.znadplanszy.pl/2014/05/17/rycerze-i-zamki/

Felietony

  • „Któregoś wrześniowego dnia zadzwonił do mnie Jaro i powiedział: Słuchaj, mam tu prototyp naszej gry o drugiej wojnie światowej, rzecz się dzieje jesienią 1944 roku, może chciałbyś wpaść i zagrać? Odpowiedź mogła być tylko jedna – Jasne! Z chęcią!” Witold Janik o tworzeniu wariantu solo dla Wyścigu do Renu http://1944wyscigdorenu.znadplanszy.pl/2014/05/12/czwarty-pancerny/
  • Kwiatosz zastanawia się, czy gry planszowe potrafią skrzywić sposób spostrzegania świata. Po przeczytaniu całego tekstu jest szansa, że wasza odpowiedz na to pytanie może być twierdząca http://kwiatosz.znadplanszy.pl/2014/05/13/karton-mnie-krzywdzi/ 
  • Dzisiaj na blogu 1944: Wyścig do Renu ponownie zagościł Witold Janik. Tym razem dowiemy się jak powstawał wariant solo do tej oczekiwanej przez sporą grupę graczy gry. Czekacie? http://1944wyscigdorenu.znadplanszy.pl/2014/05/14/solo/
  • Wpatrywaliśmy się w ten tekst dość długo i na początku ciężko było uwierzyć, że on znalazł się na naszej stronie. Autor – Adam Badura. OK, to nie może być pomyłka. Czytamy, czytamy… i musie go też przeczytać. Poważnie http://adambadura.znadplanszy.pl/2014/05/16/mityczny-chinczyk/
  • Dzisiaj do Polski przyjechały pierwsze niemieckie Leopardy 2A5, ale wiadomość ta blednie w porównaniu z informacją o nadejściu… pierwszego nakładu gry 1944: Wyścig do Renu! Tak jest, pudełkami już cieszą się autorzy, a wkrótce i my będziemy mogli wczuć się w rolę wielkich dowódców II Wojny Światowej  http://1944wyscigdorenu.znadplanszy.pl/2014/05/16/przyjechaly/

Informacje

  • Jakiś czas temu Galakata ogłosiła koniec wydawania Władcy Pierścieni LCG w naszym ojczystym języku. Teraz pojawiła się szansa na wydanie kolejnego dodatku po polsku, ale wydawnictwo potrzebuje niewielkiego wsparcia fanów. Więcej szczegółów możecie znaleźć m.in. tutaj: http://przystanekplanszowka.pl/2014/05/druzyna-pierscienia.html . Na samym mówieniu się nie kończy i od fanów dla fanów wspierających akcję, został też zorganizowany konkurs. Lubimy taką postawę i warto o tym głośno mówić. Brawo!
  • Śmierć tyranowi! czyli Król i Zabójcy Łukasza w wersji niemieckiej. Oraz obietnica, że niedługo będzie coś o projektowaniu koszulek. http://wookie.znadplanszy.pl/2014/05/13/krol-i-zabojcy-po-niemiecku/,
  • Autor gry Pan Lodowego Ogrodu podsumowuje akcję na wspieram.to oraz ujawnia plany na przyszłość. Przeczytajcie zresztą sami, bo mało jest gier planszowych, które w ciągu 7 godzin zostały sfinansowane na platformie Kickstarter.com! Ponownie wielki sukces gry, której patronujemy. PLO rządzi http://panlodowegoogrodu.znadplanszy.pl/2014/05/14/cos-sie-konczy-a-cos-zaczyna/
  • Fhtagn Konkurs! Adam został opętany przez Przedwiecznych, czy to po prostu zwykłe zapomnienie, że dwa razy zamówił tę samą grę? To kto ma ochotę na przeklętą kopię Eldritch Horrorhttp://pelnapara.znadplanszy.pl/2014/05/15/groza-zamowien-sprzed-wiekow-konkurs/
  • Pan Lodowego Ogrodu na Kickstarter.com idzie jak burza i po pierwszym sukcesie (100% w 7 godz.) mamy już kolejny – pierwszy próg (stretch goal) 15000$ został osiągnięty. Tym samym wpłacający zamiast żetonów otrzymają drewniane kostki. Gratulacje  http://goo.gl/pimJco
  • Uwaga KONKURS. Agnieszce chyba jednak udało się zdobyć jakiś zamek, bo ma dla Was kilka skarbów do rozdania. Na jej blogu rozpoczął się właśnie konkurs, w którym możecie wygrać dwie bardzo fajne gry. Warto spróbować swoich sił, bo dobrych tytułów w kolekcji nigdy nie jest za dożo http://scheherazade.znadplanszy.pl/2014/05/17/konkurs-5/
  • Prośba od zaprzyjaźnionego z nami wydawnictwa FoxGames: „Poszukujemy kontaktu do tych graczy ze zdjęcia, którzy z takim poświęceniem grali na podłodze w naszą „Metropolię” podczas Festiwalu Gramy! Czeka na nich niespodzianka od FoxGames”. Czyli poszukiwany, poszukiwana w wydaniu planszówkowym https://www.facebook.com/GdyniaArena/photos/a.560886967363084.1073741889.443236185794830/560887574029690/?type=1
  • Wydawnictwo FoxGames wyda polską wersję światowego hitu – gry Coup, a my z przyjemnością objęliśmy ją naszym patronatem medialnym. Gra już teraz wzbudziła poruszenie samą publikacją przykładowych grafik z gier. A co będzie jak już w nasze ręce trafi gotowa gra? Wielokrotnie powtarzamy, że w grach liczą się dla nas właśnie emocje, dlatego już nie możemy się doczekać pierwszych konfrontacji  http://info.znadplanszy.pl/2014/05/18/swiatowy-konflikt-patronat-medialny/
  • Gra, której patronujemy – Pan Lodowego Ogrodu osiągnęła kolejny sukces na platformie Kickstarter.com. Całkowita kwota wsparcia przekroczyła 17 500$ i tym samym został osiągnięty już drugi próg (stretch goal) kampanii. Od teraz anglojęzyczni gracze będą mogli się cieszyć dwustronną planszą. Zostało jeszcze 19 dni do zakończenia akcji i jest duża sznasa na pokonania trzeciego progu – 20 000$. Czego też życzymy wydawnictwu RedImp https://www.kickstarter.com/projects/1759497187/the-lord-of-the-ice-garden-strategic-board-game/

Podcasty

Race to the Wisła.

Wiedziałem, że to będzie pracowity weekend. A kampania „MAGNATÓW” w toku, tak samo jak przygotowania do premiery „Wyścigu do Renu”… Nie odpocząłem przed nim.

Wiecie jak się jeździ po polskich drogach, prawda? No. A w ulewnym deszczu jeszcze lepiej.

Z Opola do Warszawy mamy 5 godzin jazdy. Dostatecznie dużo, by spotkać np. żywca w rowie. Dobrze, że nie wpadliśmy na żubra… Czytaj dalej

Konkurs

1 czerwca to wielkie święto. Święto dzieci. Nie tylko tych małych, ale i dużych. W końcu w każdym z nas jest dziecko. Kiedy zaczęłam pracować postanowiłam zawsze kupować sobie coś z okazji Dnia Dziecka. Co roku więc pojawia się prezent ode mnie dla mnie. Zwykle jest to kolejna cegiełka do mojego hobby. Wymarzona.

Czytaj dalej

Przyjechały

Przyjechały… są wielkie, ciężkie, a dla niektórych również i… piękne.

Czytaj dalej

Mityczny Chińczyk

Wśród ludzi związanych z grami Chińczyk (ang. Pachisi) ma podobny status co Monopoly. Może nawet gorszy! Ale czy zasłużenie? Co to znaczy „być jak Chińczyk”?

Czytaj dalej

Gradanie – Glass Road

Do niedawna znane powiedzenie głosiło „Polacy nie Niemcy i szlak bursztynowy mają”. Teraz się okazuje, że nie jest ono dokładne ani prawdziwe, Niemcy podrabiali bursztyn robiąc go z barwionego szkła. Było to tak popularne, że też się dorobili swojego szlaku – obecnie nazywanego szklanym szlakiem.

Czytaj dalej

Solo

W moim poprzednim wpisie opowiadałem o mojej wspólnej z Diablosami pracy nad „Wyścigiem do Renu”. Ale to była tylko połowa tej historii, ponieważ zostałem też poproszony o opracowanie wariantu rozgrywki dla jednego gracza.

Najpierw pomyślałem, że podejdę do tego jak do wariantu solo typowej gry kooperacyjnej, gdzie zazwyczaj gra się samemu za kilku graczy naraz. Ale okazało się to zbyt dużym wyzwaniem – nie tylko dla projektanta, ale i dla potencjalnego gracza. Tym bardziej, że Waldek mówił raczej o „3 różnych układankach do rozwiązania”. Takie podejście do sprawy było lepsze, zapewniało szybką partię i gwarantowało dużą regrywalność.

Czytaj dalej

Coś się kończy, a coś zaczyna

Niedawno przeczytałem na blogu Michała Ozona jego felieton „To już koniec i początek na dziś” i już wtedy wiedziałem, że niedługo poczuję się podobnie. Jeden projekt się zakończy i do razu trzeba będzie rzucić się w wir pracy nad kolejnym.

Czytaj dalej

Karton mnie krzywdzi

Kiedyś natknąłem się na opis ludzi uzależnionych od Tetrisa (czy uzależnieniem rozumianym klinicznie czy potocznie – tego nie wiem), którzy podczas przemieszczania się jako pasażer (pociągiem bądź samolotem, kiedy człowiek ma czas patrzeć za okno) widzieli spadające klocki wypełniające dziury między budynkami, wzniesieniami etc. Nie było to jakieś bardzo utrudniające życie, ale pokazywało, że mózg lubi sobie strzelić jakiś odjazd i się go trzymać. Gry planszowe z jednej strony mniej atakują zmysły niż gry wideo (a przynajmniej zmysły ludzi z padaczką), ale też potrafią jeden czy dwa obwody przepalić.
Czytaj dalej