Canvas: Lustrzane Odbicia – recenzja!



Canvas: Lustrzane Odbicia – recenzja!


Materiał reklamowy: Gra Canvas: Lustrzane Odbicia została przekazana do recenzji przez wydawnictwo Aweken Realms. Zapewniamy, że wydawca w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.


Projekt
J. Chin, A. Nerger
Ilustracje
Luan Huynh
Liczba graczy
1-5
Czas rozgrywki
30-45 min.
Wydawca
Aweken Realms
Rok wydania
2021
Ocena BGG
7.9 / 10
Moja Ocena
8 / 10
Wykorzystane Mechaniki: hand management | set collection | card drafting


Sprawdź, co oferuje Canvas: Lustrzane Odbicia
  • Cudowną jakość wykonania i nietuzinkowy pomysł z przezroczystymi kartami,
  • Ciekawy twist set collection związany z łączeniem kart i dostępnych symboli,
  • Jeszcze jeden twist, tym razem związany z rotacją kart i możliwością ich lustrzanego odbicia,
  • Znakomite dopełnienie, nietuzinkowej gry rodzinnej,
  • Nową planszę do gry, warunki punktowania oraz kolejne pudełko, które może ozdobić naszą ścianę w salonie.


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Nie wiem ja u Was, ale moim największym planszówkowym wrogiem jest… czas! To złośliwa menda, z którą nie sposób się dogadać. W trakcie grania mija szybko i nieubłaganie, ale kiedy pracuję, rusza się niczym mucha w smole, udowadniając, że jest zwykłym chujkiem. Przepraszam za słownictwo, ale z czasem trzeba twardo. Jak mu się nie postawisz, to już na zawsze pozostaniesz jego…

Wiecie, kiedy ten nicpoń najmocniej daje mi w kość? Jak wyczekuje wydania upragnionej gry, a czas robi wszystko, żeby mi w tym przeszkodzić. Wymyśla podatki, kontroluje statki i robi zapory na Kanale Sueskim. Nie inaczej było w przypadku gry Canvas, którą zrecenzowałem dla Was już pod koniec kwietnia ubiegłego roku. Tyle miesięcy oczekiwania na polską edycję, tak wiele nienamalowanych obrazów. W znoju i trudzie, pracy i brudzie… z tym ostatnim trochę przesadziłem, ale zapewniam Was, łatwo nie było! Kiedy ja cierpiałem, czas bawił się w najlepsze, przeciągając z byle powodu. Na szczęście wyczekałem gnoja i oto po kilku miesiącach nadszedł upragniony dzień, w którym mogę opowiedzieć Wam o dodatku do gry Canvas pod tytułem Lustrzane Odbicia.



Dodatek dotarł do mnie na dwa tygodnie przed podstawką, rzutem na taśmę łapiąc się jeszcze w poprzedni rok kalendarzowy. Na szczęście na podorędziu miałem już przygotowaną Kickstarterową rezerwę i bez zbędnych ceregieli mogłem zająć się ogrywaniem najnowszego nabytku. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście unboxing. Kiedy moim oczom ukazały się komponenty, wiedziałem już, że… jest dobrze! Zgodnie z przewidywaniami polska edycja w niczym nie ustępuje angielskiej, może za wyjątkiem Kickstarter Exclusives, które jak to zwykł mawiać mój kumpel „dupy nie urywają”.

W pudełku z Lustrzanymi Odbiciami znajdziemy przede wszystkim prawdziwą planszę do gry. Prawdziwą, czyli taką, której nie sposób pomylić z serwetką :). Oprócz tego kilkadziesiąt ładnych tekturowych znaczników oraz karty. Te ostatnie — najmocniej wyczekiwane — cieszą najbardziej. Jakość kart, podobnie do reszty komponentów prima sort, aż się człowiekowi mordka szczerzy od ucha do ucha. Pudełko stanowi kontynuację wizualnej kompozycji podstawki i podobnie jak ona, posiada specjalne wcięcie służące do zawieszenia na ścianie. Ja się na taką okoliczność jaram i zamierzam borować dziury, za to żonę na samą myśl trafia szlag. Ale jak mówi znane planszówkowe przysłowie, co może wisieć, na Kallaxa nie trafi.



Pierwsza okazja do rozgrywki nadarza się jeszcze tego samego dnia. Szybki przegląd zasad, krótki setup i możemy tworzyć wybitne dzieła sztuki. Nowa plansza zapewnia miejsce na karty punktacji, wstęgi we wszystkich sześciu kolorach oraz aż 8 slotów na karty sztuki. W to mi graj, więcej slotów oznacza większy wybór, a z nim wiąże się mniejsza losowość. Początki są trudne, talent buzuje niczym mentos w coli, ale widać brak wprawy. Pół roku bez pędzla i sztalugi odcisnęło swoje piętno.

Pojawiają się nowe dwustronne karty sztuki, którymi można zarządzać w sposób, jakiego ta gra dotychczas nie znała. Prosty twist, potrzebny niczym lampka dobrego wina pijanemu kiperowi po gównianym dniu w robocie. Prostota i elegancja w jednym. Zasada działania dwustronnych kart jest banalna. Kiedy je obracamy, uzyskujemy efekt lustrzanego odbicia. Symbole pozostają niezmienne, zmienia się tylko ich położenie. To ułatwia planowanie oraz budowanie udanego set collection, zwiększając tym samym szansę na solidne oceny jury. Warto dodać, że choć ilustracje po obu stronach nowych kart sztuki mają ten sam kształt, to różnią się stylem i są niepowtarzalne. Z jednej strony bardzo radosne, z drugiej zazwyczaj ciut mroczne — drobiazg, który bardzo cieszy!

Dodatkowe karty, to także kolejny sposób punktowania, tym razem za złote wstęgi. Punkty otrzymujemy na zasadach podobnych jak przy srebrnych wstęgach, ale tym razem symbole muszą sąsiadować z warunkiem punktowania. To znacznie utrudnia ich realizację, dlatego złote wstęgi warte są aż 3 punkty zwycięstwa!

Jednak Lustrzane Odbicia to nie tylko nowe elementy obrazów, ale także bardzo istotne karty końcowego punktowania. Wraz z pojawieniem się dodatku, do dyspozycji graczy oddano 8 nowych warunków, co oznacza, że łącznie z grą podstawową jest ich aż 20! To gwarancja niesamowitej wręcz regrywalności, szczególnie w połączeniu z nowymi kartami sztuki. Na szczęście wydawca nie zapomniał również o graczach utyskujących na marginalną rotację kart. Pojawiły się oficjalne zasady dotyczące rotacji w wariancie solo i dla 2 graczy. Ktoś tu słucha graczy — przyjemna odmiana.



Po zakończeniu pierwszej rozgrywki czułem, że nowe komponenty oraz zmiany w zasadach wyszły grze na dobre. Po kolejnym pięciu jestem przekonany, że Lustrzane Odbicia są wspaniałym dopełnieniem bardzo udanej podstawki. Do tego stopnia, że ciężko mi sobie wyobrazić granie bez nich. Nie dlatego, że podstawka jest niewystarczająco dobra, co to, to nie. Jest świetna, mechanicznie odkrywcza i sprawia duży fun, ale… Dodatek jest dla niej niczym Żwirek dla Muchomorka albo Sasin dla dziury budżetowej — uzupełniają się wzajemnie. Zdejmuje z gry ciężar sporadycznej, acz irytującej losowości, zwiększając przy tym liczbę wyborów oraz zapewniając graczom tak potrzebną elastyczność. Warto zauważyć, że szkielet rozgrywki pozostał nienaruszony, to dalej ten sam nietuzinkowy set collection, tylko jeszcze lepiej doprawiony, a przez to bardziej smakowity.

Na rynku pojawia się coraz więcej gier, aspirujących do miana planszówkowych dzieł sztuki. Wzbudzają zachwyt nie tylko wśród graczy, ale również osób postronnych, w żaden sposób z grami planszowymi niezwiązanych. Delektujemy się ich wyglądem, podziwiając jakość wykonania, koncept graficzny oraz artystyczny kunszt ich twórców. Canvas nie tylko aspiruje do miana planszówkowej sztuki, ale jest też czymś więcej. Pozwala graczom poczuć się częścią tego procesu, dając szansę na tworzenie kompozycji, o niesamowitych i niepowtarzalnych walorach estetycznych. To nie tylko gra, to również zabawa formą i kompozycją w stopniu, jakiego obecnie nie zapewnia żaden inny tytuł. Bez presji wyników, zdobytych punktów oraz odniesionych zwycięstw.

Dlatego warto mieć Canvas w swojej kolekcji, czy to z dodatkiem, czy bez. Teraz możecie się poczuć jak Picasso, Van Gogh, Dali, kreując jednocześnie sztukę i punkty. Podstawka jest super, ale dodatek… Dodatek jest zajebisty i z pewnością wart swojej ceny! Kupujcie więc póki jest, bo kiedy go zabraknie, pozostanie Wam tylko płacz, lament i zakup z rynku wtórnego, a wiemy, czym to się zazwyczaj dla naszego portfela kończy.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Ferie z dziećmi: Kroniki przygody – Wyprawa po Księżycowe Kamienie

Czy wasze dzieci chciałyby uczestniczyć w niesamowitych przygodach? Czy chciałyby posiadać magiczne zdolności i być uczniami prawdziwego czarodzieja? Na pewno tak! Wiedzcie jednak, że sukces nie jest na wyciągnięcie ręki. Młodzi adepci będą musieli wykazać się pomysłowością, odwagą, spostrzegawczością i mądrością, być cierpliwi i wytrzymali, a wtedy świat stanie przed nimi otworem. To wszystko dzieciaki mogą doświadczyć w rewelacyjnej grze Kroniki przygody: Wyprawa po Księżycowe Kamienie. Czytaj dalej

Materiał Dodatkowy – Dinogenics i Wyspa Dinozaurów

Po długiej przerwie pojawia się kolejny Materiał Dodatkowy, czyli kolejny odcinek cyklu, w którym opowiadam o dodatkach do gier. Dziś wrócimy na wyspy, na których buduje się parki dinozaurów i zerkniemy na Dinogenics: Controlled Chaos, oraz Dinosaur Island: Totally Liquid.

Czytaj dalej

Ferie z dziećmi: Głodniaki

Co zrobić z głodnymi potworkami? Oczywiście, że nakarmić. Tylko czym? Młodsze dzieciaki, po rozgrywkach w Głodniaki, będą znały całe menu tych dziwnych stworów. Podobno najlepsze są skarpety albo sztuczna szczęka dziadka, puszki, lizaki, liście i wiele innych rarytasów. Witaminki też można podać, ale tylko od czasu do czasu. Czytaj dalej

Bloodborne: Gra Planszowa – skrót zasad i moja opinia

Jestem miłośnikiem gier wideo. Dlatego bardzo się cieszę, kiedy moje ulubione gry z konsoli, czy komputera trafiają na stół w planszowych wersjach. Tym razem sprawdziłem, jak przeniesiono do analogowego świata dynamiczną grę, w której często się umiera. Oto Bloodborne: Gra Planszowa.

Czytaj dalej

Top 10 – Najlepsze gry planszowe 2021

Czas na małe podsumowanie poprzedniego roku. Jaki był dla mnie? Myślę, że planszówkowo lepszy niż 2020! Oto lista moich ulubionych tytułów.

Czytaj dalej

Paleo – recenzja!



Paleo – recenzja!



Projekt
Peter Rustemeyer
Ilustracje
Ingram Schell, Dominik Mayer
Liczba graczy
1-4
Czas rozgrywki
30-75 min.
Wydawca
Lucky Duck Games
Rok wydania
2021
Ocena BGG
7.9 / 10
Moja Ocena
9 / 10
Wykorzystane Mechaniki:  cooperative Game | scenario/mission | simultaneous action selection


Sprawdź, co oferuje Paleo
  • Klimatyczną oprawę oraz wysokiej jakości komponenty,
  • Kooperacyjny format rozgrywki, z wyraźnie wyczuwalną warstwą strategiczną,
  • Niesamowitą regrywalność opartą na kilkunastu unikanych, różnorodnych deckach kart,
  • Ciągłe poczucie zagrożenia oraz presji czasu (szczególnie w wariancie solo),
  • Świetne skalowanie, niezwykła różnorodność i niemożliwy do opisania feeling rozgrywki,


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Mieszkam w Polsce od urodzenia, czyli stosunkowo długo 🙂 . W tym czasie przeżyłem sporo narodowych kryzysów i politycznych zawirowań, włączając w to stan wojenny. Tu nigdy nie było El Dorado, ale dopiero od niedawna odnoszę wrażenie, że w trybie przyspieszonym cofamy się do paleolitu. Może właśnie dlatego tak gładko wszedłem w tematykę gry Paleo, opowiadającej o znojach, trudach oraz codzienności naszych praprzodków. Chyba po prostu poczułem się jak przysłowiowa ryba w wodzie 🙂 .

Nie bez kozery Paleo określane jest potocznie mianem małego Robinsona Crusoe. Robinsona, którego od lat mam i niezmiennie lubię, chociaż uznaję wyłącznie w wariancie solo. Pomimo odmiennej tematyki, bardziej rodzinnego targetu graczy oraz odczuwalnych różnic mechanicznych, obie gry mają kilka istotnych cech wspólnych. Podobny feeling, mocno wyczuwalny survivalowy klimacik, kooperacyjny format rozgrywki oraz karty. To oczywiście ogromne uproszczenie, co potwierdzi niemal każdy, kto miał okazję poznać obie z wymienionych gier, ale nie pozbawione ziarna prawdy. Jeśli więc odbiliście się od Robinsona niczym politycy od moralności, albo macie poczucie, że to dla Was za wysokie progi, to na kłopoty polecam Paleo! No dobrze, ale czym do neandertalczyka jest całe to Paleo?



Paleo to karciana, kooperacyjna, survivalowa gra o przetrwaniu w epoce kamienia łupanego. Tym, co wyróżnia ją na tle konkurencji, jest niesamowita różnorodność (modularny system decków), dzięki której ma szansę trafiać w bardzo szerokie grono odbiorców. Jeszcze miesiąc temu tytuł ten kompletnie nic mi nie mówił. Sprawiał wrażenie dziecinnego, dlatego szybko znalazł się poza radarem gier, który nawet bez Paleo wygląda jak nieustający atak na Pearl Harbor. Kiedy po wielu zawirowaniach gra nareszcie pojawiła się na sklepowych półkach, wciąż żyłem w błogiej nieświadomości, z której obudził mnie przypadek. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ten prehistoryczny niezwykły koncept od Lucky Duck Games wcale nie jest dziecięcą popierdółką, ale kooperacją przez duże „K”!

Od pierwszego kontaktu Paleo zachęca klimatyczną oprawą, jakością wykonania, kształtowanymi zasobami, trójwymiarowymi komponentami, ale przede wszystkim mnogością kart. Jest ich multum (ponad 220), są sercem oraz duszą gry, chociaż ich jakość pozostawia lekki niedosyt. To na nich opiera się core mechaniki, to za ich przyczyną Paleo jest tak zajebiście różnorodna i regrywalna. Karty podzielone są na kilkanaście mniejszych decków. Część z nich stanowi bazę każdej rozgrywki (karty podstawowe, członkowie plemienia, sny, pomysły i tajemnice), inne dobierane są rotacyjnie, w zależności od preferencji lub umiejętności graczy.

Do naszej dyspozycji oddano aż 10 modułów (12 z bonusowymi deckami), które można niemal dowolnie miksować. W pojedynczej rozgrywce używamy zaledwie 2-3, a to oznacza niesamowitą liczbę wariacji oraz niemal nieograniczoną regrywalność! Moduły gwarantują duże zróżnicowanie poziomu trudności, zapewniając przy tym odczuwalnie różne wrażenia z rozgrywki. Okazuje się, że poszczególne moduły odkrywają przed nami nie tylko nowe karty, zasady i mechaniki, ale również tematyczne wątki, tworząc coś na kształt obrazkowej mikro opowieść.



Pomimo że rozgrywka opiera się niemal wyłącznie na kartach, próżno szukać w niej mechanicznych związków z deck builderami, albo rozbudową karcianego tableau. Wprawdzie obie mechaniki należą do moich ulubionych, ale to właśnie ich brak sprawia, że Paleo jest tak niesztampowa i wyjątkowa. Rozgrywka opiera się na wspólnym decku kart, podzielonym po równo pomiędzy wszystkich graczy. Decku zawierającym miks nieznanych kart miejsc, skierowanych rewersami ku górze. I to właśnie na podstawie ilustracji wspomnianych rewersów, gracze będą decydować o kolejności ich zagrywania.

Ilustracje należy traktować jak wskazówki, dzięki którym gracze mogą wspólnie planować sekwencję działań nawet na kilka tur do przodu. Każda tura przebiega podobnie, zaczynając od zagrania kart (1 per gracz), odkrycia, a następnie rozpatrzenia w dowolnej kolejności. Musicie wiedzieć, że Paleo to niezwykle rzadkie połączenie długofalowej strategii z twistem przypominającym mechanikę push your luck, tylko w mikro skali. Niektórzy są zdania, że to całkiem udana symbioza, choć ja tak nie uważam. To słowo nie odzwierciedla prawdziwej zajebistości wspomnianego rozwiązania.

Kluczem do sukcesu jest współpraca, umiejętne planowanie oraz szczypta szczęścia, bez której nawet najlepsza strategia może wziąć w łeb. Awersy kart zazwyczaj w istotnym stopniu odpowiadają ilustracjom ich rewersów, ale jak to w grach o przetrwanie często bywa, diabeł tkwi w szczegółach. W trakcie rozgrywki gracze mogą tworzyć pomysły, craftować przedmioty, śnić o dobrych rzeczach, czy zwiększać liczebność plemienia. Mogą również wpaść w sidła, natrafić na niespodziewane zagrożenie, nieoczekiwane przeciwności, albo zwyczajnie nie sprostać wymaganiom na kartach. Dlatego tak istotne jest odpowiednie przygotowanie i współpraca, bez których dobry wynik pozostanie prawdopodobnie w sferze marzeń.

Kiedy skończą się karty, gracze przechodzą do fazy nocy, w której następuje żywienie oraz spełnienie wymogów kart celów, uzależnionych od wykorzystanych w grze modułów. Jeśli przetrwali, tasują, a następnie ponownie dzielą pomiędzy siebie deck kart miejsc, uszczuplony o karty, które po rozpatrzeniu wymagały odrzucenia z gry. Gra kończy się na dwa sposoby, przegraną lub wygraną graczy — obie są natychmiastowe. Przegrywamy jeśli otrzymamy piąty żeton czaszki, oznaczający zazwyczaj szczyt naszej kooperacyjnej niekompetencji. Niezwykle zabawny jest za to warunek zwycięstwa, polegający na stworzeniu 5-elementowego, skalnego malowidła mamuta.



Paleo okazało się moim największym zaskoczeniem ubiegłego roku, pomimo że poznałem ją dopiero w przeddzień Wigilii. Gra Petera Rustemeyera zaskoczyła nietuzinkową, dobrze przemyślaną mechaniką, świetnym feelingiem, wszechobecnym klimatem, poczuciem ciągłego zagrożenia oraz nieustanną walki o przetrwanie. Uwielbiam sposób, w jaki gracze zarządzają kartami, wspólnie planując, optymalizując i koordynując działania. Twist związany z rewersami kart jest po prostu boski, a przy tym bardzo tematyczny, podobnie zresztą jak pozostałe aspekty rozgrywki. Ciągła decyzyjność, co zagrać, a co odrzucić, w jakiej kolejności, jakie będą tego konsekwencje? Tyle wątpliwości, tak mało czasu 🙂 . To wszystko zamknięte w krótkiej, maksymalnie 70-minutowej, ale bardzo intensywnej i angażującej rozgrywce. Zauważyłem również, że mechanika gry stara się w pewnym stopniu zapobiegać syndromowi gracza Alfa, ale w tym względzie wiele zależy od nas samych.

To gra skrojona na każdą miarę, a mając na względzie regrywalność, również na każdą kieszeń. To znakomity tytuł rodzinny, fantastyczny gateway, a jednocześnie wymagająca i satysfakcjonująca propozycja dla bardziej zaawansowanych graczy. Raczej nie polubią jej przeciwnicy gier kooperacyjnych, za to reszta z Was,, powinna dać jej szansę! Paleo sprawia bardzo niepozorne wrażenie, ale musicie wiedzieć, że potrafi być nie lada wyzwaniem, nawet w najprostszej konfiguracji, o trudniejszych nie wspominając. Jest oczywiście kilka wariantów ułatwiających oraz utrudniających rozgrywkę, ale okazji, żeby z nich skorzystać, jeszcze nie miałem. Sporo wiem natomiast o skalowaniu i oświadczam, że Paleo działa bez zarzutu w każdej konfiguracji graczy! Chociaż w większym gronie odczucia z gry są troszkę lżejsze, niż w moim ulubionym 2-osobowym wariancie rozgrywki. To również genialne, a przy tym niesamowicie wymagające wyzwanie solo, z nieznanych powodów pominięte na oznaczeniach pudełka. Tryb jednoosobowy jest zdecydowanie najbardziej angażujący, a przy tym zdecydowanie najtrudniejszy. Frustracja z ciągłych porażek nie nastraja optymistycznie, ale gra wciąga niczym chodzenie po bagnach. Zdecydowanie polecam planszówkowym masochistom 🙂 .

Paleo nieodzownie kojarzy mi się z prześmieszną animacją Krudowie, a najbardziej z głową ich rodu, nadopiekuńczym Grugiem. Teraz już rozumiem, przez co ten biedaczyna musiał przechodzić. Sceny z jego udziałem wyglądają jak żywa reklama Paleo. Zazwyczaj kompletnie nie pojmuję wyborów niemieckiej kapituły dla corocznych nagród Spiel des Jahres, ale w tym roku zgadzam się z nią w pełnej rozciągłości. Paleo absolutnie zasłużenie zdobyło nagrodę Kennerspiel des Jahres, czyli zaawansowanej gry planszowej 2021 roku. Kupujcie więc i grajcie, dopóki jest jeszcze dostępna, bo to naprawdę zacny tytuł.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Zagrałem w : BRAZIL

Brazil to gra, która mnie oszukała. Spodziewałem się kolejnego abstrakcyjnego euro, a dostałem… O tym już w materiale. 🙂

Czytaj dalej

Napad na Doomrock

Czy pamiętacie na jakim etapie planszowego hobby byliście w 2014 roku? Osobiście ogrywałem wtedy bardzo mocno wszelakie tytuły FFG, grając w Twilight Imperium 3ed w każdy weekend. W zalewie nowości ominęła mnie wtedy premiera przygodowej gry fantasy Assault on Doomrock. Gra została przyjęta pozytywnie, ale nawet autor nie ukrywał, że miała swoje problemy. Po wielu latach testów i szlifowania mechanik gra wróciła na planszowe stoły, już z rodzimym tytułem Napad na Doomrock, a ja wreszcie odpuściłem sobie granie w TI3 i miałem czas zapoznać się z opus magnum Tomka Stasiaka. Czytaj dalej

Niepożądani goście

Chcesz poznać recenzencki sekret? Co zrobić, żeby tekst zaczynał się mądrze? Jest taki jeden trik, stosowany, kiedy recenzent nie ma pomysłu na wstęp. Wystarczy…

Czytaj dalej

Valley of the Kings: Premium Edition – skrót zasad i moja opinia

W Dolinie Królów archeolodzy odkrywali tajemnice piramid. My mamy szansę zerknąć na te tajemnice od kuchni. Zamiast odkopywać, będziemy te wszystkie rzeczy dla nich wrzucać do grobowców (żeby mogli je potem odkryć). A to dzięki grze Valley of the Kings: Premium Edition.

Czytaj dalej

Twierdza: Oblężenie Runedar – Gradanie #373

Nieśmiertelny Reiner atakuje po raz kolejny. Tym razem za pomocą gry jak to u niego bywa prostej, ale zaskakująco rozbuchanej na poziomie wykonania. W dzisiejszym odcinku porozmawiamy sobie o akceptowalnych poziomach losowości, ciekawych pomysłach na budowanie talii i definicji gier kooperacyjnych. Zapraszamy do słuchania.

Czytaj dalej

The Whatnot Cabinet (Rebel – Moje Skarby) – recenzja!



The Whatnot Cabinet (Rebel – Moje Skarby) – recenzja!



Projekt
Kilku autorów
Ilustracje
Kim Robinson,
Beth Sobel
Liczba graczy
1-4
Czas rozgrywki
20-30 min.
Wydawca
Pencil First Games
Rok wydania
2021 (PL 2022)
Ocena BGG
7.4 / 10
Moja Ocena
7.5 / 10
Wykorzystane Mechaniki: tile placement | set collection


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

Sprawdź, co oferują Moje Skarby:
  • Szybki setup i krótki czas rozgrywki,
  • Intensywną i angażującą rozgrywkę,
  • Sprytne warunki punktowania oparte na mechanice set collection,
  • Wyścig o realizację celów ogólnych,
  • Sporą decyzyjność jak na tak lekki fillerek,
  • Fajny twist z tworzeniem punktujących setów,

.

.

.

.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.






Dziś szybka recenzja niepozornej gry, która skradła moje serce od pierwszego zagrania. Tytułu na wskroś rodzinnego, bardzo kolorowego, a przy tym troszkę losowego. Klasycznego fillerka, gatewaya, który nie powinien… nie miał prawa mi się spodobać, ale… Mowa o grze The Whatnot Cabinet (Moje Skarby), jej polskojęzyczne wydanie zostało zaplanowane na pierwszą połowę 2022 rok. Za prawdę powiadam, że w tym Rebelu mają naprawdę dobry gust i oko do ciekawych gier rodzinnych.

W grze wcielamy się w kolekcjonerów przeróżnych bibelotów i dyrdymałów (różnorodności), z dumą przechowywanych na specjalnie przygotowanych w tym celu regałach, przypominających dobrego, starego Kallaxa! Pozyskane w trakcie egzotycznych podróży pamiątki, zaraz po powrocie do domu z dumą wyeksponujemy na półkach. Oczywista oczywistość, że celem gry są punkty, a zwycięzcą zostanie gracz, który zdobędzie ich najwięcej. Kto zasłuży na miano króla kolorowych różnorodności?

Co w pudełku piszczy?

Wykonanie gry jest bardzo solidne, nie sposób się do czegokolwiek przyczepić. Rozłożona na stole prezentuje się świetnie, łechcząc estetyczne zmysły graczy.

Grube, pięknie ilustrowane kafelki różności oraz plansze graczy,

Funkcjonalny insert z estetycznym materiałowym woreczkiem na kafle,

Kształtowane drewniane znaczniki graczy,



Jest klimat, czy go nie ma?

Moje Skarby to klasyczny fillerek. Abstrakt pozbawiony – jak zresztą większość podobnych mu gier – choćby szczypty klimatu. Jeśli Was to odstrasza — zupełnie niepotrzebnie. Oprawa wespół z mechaniką rekompensują ten stan z nawiązką.

Wprowadzenie do zasad.

Gra składa się z 6 rund (3 w wariancie 1-2 osobowym), rozgrywanych turowo, w zmiennej kolejności graczy.

W części wspólnej należy umieścić planszę akcji oraz przygotować strefę doboru złożoną z odkrytych kafli różnorodności.

W swojej turze gracz wybiera i wykonuje jedną z pięciu dostępnych w grze akcji.

Każda z nich zapewnia dokładnie dwa kafle różnorodności, które po dobraniu należ natychmiast wstawić do swojej gabloty.

Akcje 1-2 opierają się na mechanice push your luck i całkowicie lub częściowo losowym doborze kafli.

Akcje 3-5 pozwalają na zwiększenie puli dostępnych kafli i ich w pełni świadomy wybór.

Kafle układamy w taki sposób, żeby tworzyły pionowe oraz poziome — punktowane — sety przedmiotów, o jednakowych kolorach lub/i kształtach. Walcząc przy okazji o realizację pięciu ogólnodostępnych celów gry.

Na koniec każdej tury ustalana jest nowa kolejność rundy, uwzględniająca numery akcji z których skorzystali gracze.

Po zakończeniu rozgrywki gracze sumują punkty zdobyte za sety kafli różnorodności, punktowane symbole koron oraz karty jawnych i niejawnych celów graczy.

Zwycięzcą zostaje gracz z najwyższą liczbą punktów zwycięstwa.



Na tak i na nie!

Krótki setup oraz proste zasady, do wytłumaczenia w czasie krótszym niż 10 minut,

Szybka, intensywna i angażująca rozgrywka,

Kilka sprytnych, często wykluczających się wzajemnie sposobów punktowania,

Wyścig o realizację celów ogólnych,

Sporo satysfakcjonujących — jak na tak prosty fillerek — decyzji,

Wszechobecny set collection, będący jednym z moich ulubionych sposobów punktowania,

Fajny twist z jednoczesnym budowaniem pionowych i poziomych setów różnorodności,

Zbyt subtelne oznaczenie kafli nieużywanych w zaawansowanym wariancie 2-osobowym. Nie rozumiem, po co utrudniać ich identyfiakcje, skoro różnorodności dobieramy losowo z woreczka? Zamiast mało widocznych symboli wystarczyło zastosować delikatną zmianę koloru rewersów,



Regrywalność i interakcja.

Z uwagi na krótki czas rozgrywki, jawne oraz niejawne cele graczy, a także spory wybór kafli różnorodności, regrywalność tytułu oceniam bardzo wysoko. Nie bez przyczyny regularnie wracam do tego lekkiego, bardzo przyjemnego fillerka.

Interakcja nie jest istotnym elementem gry. Natkniemy się na nią wyłącznie w fazie wyboru akcji, pozyskania kafli różnorodności oraz w wyścig o cele, na które ostrzą sobie zęby wszyscy gracze.

Czas rozgrywki i skalowanie.

Pojedyncza partia w Moje Skarby — wliczając setup, robienie herbaty oraz towarzyską pogawędkę przy planszy — nie powinna przekroczyć 20-30 minut.

Niestety nie testowałem wariantu solo, ale zdecydowanie polecam rozgrywkę w pozostałych konfiguracjach (2-4) graczy. Na żadnej się nie zawiodłem! W trybie 2-osobowym — wzorem Five Tribes — gracze korzystają z dodatkowego pionka akcji, co dodaje grze nieco więcej strategii.



Napisy końcowe!

Moje Skarby to połączeni twistu set collection oraz delikatnie zaakcentowanej mechaniki push your luck. O ile pierwszą lubię bardzo, o tyle druga wywołuje we mnie mieszane, najczęściej negatywne uczucia. Na szczęście obecna w The Whatnot Cabinet losowość nie determinuje rozgrywki, będąc co najwyżej jej miłym uatrakcyjnieniem, a podejmowane ryzyko jest zazwyczaj w pełni wkalkulowane w przyjętą przez nas strategię. Licząc na uśmiech losu, zyskujemy przy okazji szansę na pierwszeństwo wyboru w przyszłej turze, a to cenna przewaga.

Niektórzy twierdzą, że grze brak polotu i niezbędnego powiewu świeżości. Być może brak tu nowatorskich rozwiązań, ale czy każda nowa gra musi kruszyć mury i podbijać kosmos? Moje Skarby bazują na prostocie oraz mechanicznych fundamentach, stosowanych z wielkim powodzeniem w setkach, jeśli nie tysiącach podobnych jej gier. Oferując graczom angażującą, przyjemną, a przy tym nieskomplikowaną rozrywkę dla całej rodziny. Niepozbawioną delikatnej losowości, jak również taktyczno-strategicznych wyborów, bez których o efektywne punktowanie niezwykle trudno. Jeśli więc szukacie bardzo szybkiego, satysfakcjonującego fillerka, albo dobrej wielopokoleniowej gry rodzinnej, to koniecznie zwróćcie uwagę na Moje Skarby! Szczególnie że polskie wydanie tuż-tuż!


Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Zagrałem w : ODMĘTY GROZY

Spadkobierca Battlestar Galactica na stole. Zamiast blaszanych głów – hybrydy wychodzące z morza. Jak sprawdzają się nowe Odmęty? O tym w materiale.

Czytaj dalej

Gutenberg – skrót zasad i moja opinia

Jestem ciekaw, jak wyglądałyby gry planszowe, gdyby nie bohater dzisiejszego tytułu. Pewnie w ogóle by nie wyglądały, bo nie dałoby się ich drukować. Ale dzięki temu panu, który ogarnął, że można drukować bardziej automatycznie dziś możemy zagrać w dużo gier. Oto Gutenberg.

Czytaj dalej

Zagrałem w : NEUROSHIMA HEX, TWIERDZA, KRONIKI AVEL

Najlepszego w Nowym Roku. ? Na koniec starego kilka słów o Hexie, Twierdzy i Avel.

Czytaj dalej

Kroniki zbrodni

Kroniki zbrodni po raz pierwszy zostały wydane w 2018 r. Cieszą się ogromną popularnością, o czym świadczy aktualnie 172 pozycja w rankingu najlepszych gier na świecie wg BGG, oraz zdobyte przez nią liczne nominacje i nagrody. Samych gier z serii Milenium sprzedano ponad 500 000 na całym świecie, a Kroniki przetłumaczono na 27 języków (źr. wydawnictwo). Czytaj dalej

Kroniki zbrodni: 2400

Po wielkim sukcesie gry „Kroniki zbrodni”, na rynku pojawiły się kolejne tytuły z tzw. serii Milenium: 1400, 1900 i 2400. Cała seria przyjęła się u mnie w domu bardzo dobrze i z niecierpliwością wyczekujemy kolejnych części. Dziś opowiem wam o najnowszym tytule, w jaki mieliśmy przyjemność zagrać. Czytaj dalej

Escape Quest: Alcatraz i Superbohaterowie

Escape Quest to seria gier książkowych, łączących elementy gry paragrafowej i łamigłówek znanych z escape roomów. Wydawnictwo Egmont kontynuuje wydawanie tego typu gier i na koniec tego roku, na sklepowych półkach pojawiły się kolejne dwa tytuły: Alcatraz – Infiltracja oraz Superbohaterowie. Przeznaczone są one dla 1 gracza od 12 roku życia. Czytaj dalej

Kieszonkowy detektyw – seria 1

Dla wielbicieli wszelkich zagadek detektywistycznych, gier dedukcyjnych i escape roomów, Lucky Duck Games poszerzyło swoją ofertę wydawniczą o 3 sprawy z serii „Pocket Detecive”. Ogromną zaletą polskiego wydania „Kieszonkowego detektywa” jest umieszczenie wszystkich tych spraw w 1 pudełku. Wydanie opatrzone numerem 1 daje nadzieję na kontynuację serii, ale wiadomo, że wszystko zależy od nas graczy – od tego jak się seria przyjmie i jaka będzie jej sprzedaż. Osobiście trzymam kciuki, bo całość bardzo przypadła mi do gustu. Czytaj dalej