Canvas: Lustrzane Odbicia – recenzja!
Canvas: Lustrzane Odbicia – recenzja!
| Materiał reklamowy: Gra Canvas: Lustrzane Odbicia została przekazana do recenzji przez wydawnictwo Aweken Realms. Zapewniamy, że wydawca w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule. |
ProjektJ. Chin, A. Nerger |
IlustracjeLuan Huynh |
Liczba graczy1-5 |
Czas rozgrywki30-45 min. |
WydawcaAweken Realms |
Rok wydania2021 |
Ocena BGG7.9 / 10 |
Moja Ocena8 / 10 |
| Wykorzystane Mechaniki: hand management | set collection | card drafting |
Sprawdź, co oferuje Canvas: Lustrzane Odbicia
- Cudowną jakość wykonania i nietuzinkowy pomysł z przezroczystymi kartami,
- Ciekawy twist set collection związany z łączeniem kart i dostępnych symboli,
- Jeszcze jeden twist, tym razem związany z rotacją kart i możliwością ich lustrzanego odbicia,
- Znakomite dopełnienie, nietuzinkowej gry rodzinnej,
- Nową planszę do gry, warunki punktowania oraz kolejne pudełko, które może ozdobić naszą ścianę w salonie.
Nie wiem ja u Was, ale moim największym planszówkowym wrogiem jest… czas! To złośliwa menda, z którą nie sposób się dogadać. W trakcie grania mija szybko i nieubłaganie, ale kiedy pracuję, rusza się niczym mucha w smole, udowadniając, że jest zwykłym chujkiem. Przepraszam za słownictwo, ale z czasem trzeba twardo. Jak mu się nie postawisz, to już na zawsze pozostaniesz jego…
Wiecie, kiedy ten nicpoń najmocniej daje mi w kość? Jak wyczekuje wydania upragnionej gry, a czas robi wszystko, żeby mi w tym przeszkodzić. Wymyśla podatki, kontroluje statki i robi zapory na Kanale Sueskim. Nie inaczej było w przypadku gry Canvas, którą zrecenzowałem dla Was już pod koniec kwietnia ubiegłego roku. Tyle miesięcy oczekiwania na polską edycję, tak wiele nienamalowanych obrazów. W znoju i trudzie, pracy i brudzie… z tym ostatnim trochę przesadziłem, ale zapewniam Was, łatwo nie było! Kiedy ja cierpiałem, czas bawił się w najlepsze, przeciągając z byle powodu. Na szczęście wyczekałem gnoja i oto po kilku miesiącach nadszedł upragniony dzień, w którym mogę opowiedzieć Wam o dodatku do gry Canvas pod tytułem Lustrzane Odbicia.
Dodatek dotarł do mnie na dwa tygodnie przed podstawką, rzutem na taśmę łapiąc się jeszcze w poprzedni rok kalendarzowy. Na szczęście na podorędziu miałem już przygotowaną Kickstarterową rezerwę i bez zbędnych ceregieli mogłem zająć się ogrywaniem najnowszego nabytku. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście unboxing. Kiedy moim oczom ukazały się komponenty, wiedziałem już, że… jest dobrze! Zgodnie z przewidywaniami polska edycja w niczym nie ustępuje angielskiej, może za wyjątkiem Kickstarter Exclusives, które jak to zwykł mawiać mój kumpel „dupy nie urywają”.
W pudełku z Lustrzanymi Odbiciami znajdziemy przede wszystkim prawdziwą planszę do gry. Prawdziwą, czyli taką, której nie sposób pomylić z serwetką :). Oprócz tego kilkadziesiąt ładnych tekturowych znaczników oraz karty. Te ostatnie — najmocniej wyczekiwane — cieszą najbardziej. Jakość kart, podobnie do reszty komponentów prima sort, aż się człowiekowi mordka szczerzy od ucha do ucha. Pudełko stanowi kontynuację wizualnej kompozycji podstawki i podobnie jak ona, posiada specjalne wcięcie służące do zawieszenia na ścianie. Ja się na taką okoliczność jaram i zamierzam borować dziury, za to żonę na samą myśl trafia szlag. Ale jak mówi znane planszówkowe przysłowie, co może wisieć, na Kallaxa nie trafi.
Pierwsza okazja do rozgrywki nadarza się jeszcze tego samego dnia. Szybki przegląd zasad, krótki setup i możemy tworzyć wybitne dzieła sztuki. Nowa plansza zapewnia miejsce na karty punktacji, wstęgi we wszystkich sześciu kolorach oraz aż 8 slotów na karty sztuki. W to mi graj, więcej slotów oznacza większy wybór, a z nim wiąże się mniejsza losowość. Początki są trudne, talent buzuje niczym mentos w coli, ale widać brak wprawy. Pół roku bez pędzla i sztalugi odcisnęło swoje piętno.
Pojawiają się nowe dwustronne karty sztuki, którymi można zarządzać w sposób, jakiego ta gra dotychczas nie znała. Prosty twist, potrzebny niczym lampka dobrego wina pijanemu kiperowi po gównianym dniu w robocie. Prostota i elegancja w jednym. Zasada działania dwustronnych kart jest banalna. Kiedy je obracamy, uzyskujemy efekt lustrzanego odbicia. Symbole pozostają niezmienne, zmienia się tylko ich położenie. To ułatwia planowanie oraz budowanie udanego set collection, zwiększając tym samym szansę na solidne oceny jury. Warto dodać, że choć ilustracje po obu stronach nowych kart sztuki mają ten sam kształt, to różnią się stylem i są niepowtarzalne. Z jednej strony bardzo radosne, z drugiej zazwyczaj ciut mroczne — drobiazg, który bardzo cieszy!
Dodatkowe karty, to także kolejny sposób punktowania, tym razem za złote wstęgi. Punkty otrzymujemy na zasadach podobnych jak przy srebrnych wstęgach, ale tym razem symbole muszą sąsiadować z warunkiem punktowania. To znacznie utrudnia ich realizację, dlatego złote wstęgi warte są aż 3 punkty zwycięstwa!
Jednak Lustrzane Odbicia to nie tylko nowe elementy obrazów, ale także bardzo istotne karty końcowego punktowania. Wraz z pojawieniem się dodatku, do dyspozycji graczy oddano 8 nowych warunków, co oznacza, że łącznie z grą podstawową jest ich aż 20! To gwarancja niesamowitej wręcz regrywalności, szczególnie w połączeniu z nowymi kartami sztuki. Na szczęście wydawca nie zapomniał również o graczach utyskujących na marginalną rotację kart. Pojawiły się oficjalne zasady dotyczące rotacji w wariancie solo i dla 2 graczy. Ktoś tu słucha graczy — przyjemna odmiana.
Po zakończeniu pierwszej rozgrywki czułem, że nowe komponenty oraz zmiany w zasadach wyszły grze na dobre. Po kolejnym pięciu jestem przekonany, że Lustrzane Odbicia są wspaniałym dopełnieniem bardzo udanej podstawki. Do tego stopnia, że ciężko mi sobie wyobrazić granie bez nich. Nie dlatego, że podstawka jest niewystarczająco dobra, co to, to nie. Jest świetna, mechanicznie odkrywcza i sprawia duży fun, ale… Dodatek jest dla niej niczym Żwirek dla Muchomorka albo Sasin dla dziury budżetowej — uzupełniają się wzajemnie. Zdejmuje z gry ciężar sporadycznej, acz irytującej losowości, zwiększając przy tym liczbę wyborów oraz zapewniając graczom tak potrzebną elastyczność. Warto zauważyć, że szkielet rozgrywki pozostał nienaruszony, to dalej ten sam nietuzinkowy set collection, tylko jeszcze lepiej doprawiony, a przez to bardziej smakowity.
Na rynku pojawia się coraz więcej gier, aspirujących do miana planszówkowych dzieł sztuki. Wzbudzają zachwyt nie tylko wśród graczy, ale również osób postronnych, w żaden sposób z grami planszowymi niezwiązanych. Delektujemy się ich wyglądem, podziwiając jakość wykonania, koncept graficzny oraz artystyczny kunszt ich twórców. Canvas nie tylko aspiruje do miana planszówkowej sztuki, ale jest też czymś więcej. Pozwala graczom poczuć się częścią tego procesu, dając szansę na tworzenie kompozycji, o niesamowitych i niepowtarzalnych walorach estetycznych. To nie tylko gra, to również zabawa formą i kompozycją w stopniu, jakiego obecnie nie zapewnia żaden inny tytuł. Bez presji wyników, zdobytych punktów oraz odniesionych zwycięstw.
Dlatego warto mieć Canvas w swojej kolekcji, czy to z dodatkiem, czy bez. Teraz możecie się poczuć jak Picasso, Van Gogh, Dali, kreując jednocześnie sztukę i punkty. Podstawka jest super, ale dodatek… Dodatek jest zajebisty i z pewnością wart swojej ceny! Kupujcie więc póki jest, bo kiedy go zabraknie, pozostanie Wam tylko płacz, lament i zakup z rynku wtórnego, a wiemy, czym to się zazwyczaj dla naszego portfela kończy.


Projekt
Ilustracje
Liczba graczy
Czas rozgrywki
Wydawca
Rok wydania
Ocena BGG
Moja Ocena


Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.