Z pewnością jest tu również pole do decyzji, ale… w tym aspekcie nie oczekujcie od gry nazbyt wiele. Nie jest to co prawda tytuł pokroju Diuny: Sekretów Rodu z mniej niż szczątkową kontrolą nad wydarzeniami, ale daleko mu w tej materii choćby do Destinies. Z racji ograniczenia czasowego na planowanie i narady, rozgrywka w Zapomniane Morza w dużym stopniu opiera się na spontanicznej decyzyjności. Płyniemy z prądem, na co gra jest dobrze przygotowana. Czasami mam wrażenie, że pomijając fazę planowania, to kości wyznaczają kurs przygodzie. Tak nie jest, ale…
Przynajmniej w pierwszych scenariuszach fabuła prowadzi nas jak po sznurku, wskazując kierunek i cel. Nie jest to sandbox, a spontaniczna eksploracji nie wnosi do gry niczego wartościowego. Nie ma w tym niczego złego, kolejna cecha i uroda gry. Niemal co rundę przeskakujemy pomiędzy lokacjami, gdzie zabawiamy na krótko, chyba że… doczekaliśmy jednego z kluczowych momentów w grze. Na początku ciężko się do narzuconego tempa przyzwyczaić, ale kiedy do gry wchodzi narracja, a my wdrożymy się w rytm gry, wszystko wraca do normy. Nawet jeśli historia oferowana przez narrację Zapomnianych Mórz należy raczej do lajtowych, opowiedziana jest, jak należy. Wciąga i bawi, zapewniając iście piracki klimat, a przecież to kluczowy aspekt każdej gry przygodowej.
Czas rozgrywki nie jest może specjalnie krótki (średnio 3h per scenariusz), ale mechanicznie gra pędzi jak szalona. Brakuje czasu na dłuższy oddech, rundy przebiegają sprawnie, każdy czuje się częścią załogi, a potencjał na dominację (syndrom lidera) jest niewielki. Osiągnięcie celów (wspólnych oraz indywidualnych) jest w zasięgu każdego z graczy niezależnie od stopnia planszówkowego wtajemniczenia, wieku oraz preferencji. Podział obowiązków, zarządzanie różnymi aspektami działania statku oraz ograniczony czas na decyzję, przypominają trochę rozgrywkę w Sonara. Podoba mi się rozwój postaci. Nie tylko w sferze zwiększania umiejętności, bo to dość sztampowe, ale alternatywnej osi narracji, opowiadającej historię życia naszego bohatera. Spoko pomysł, ale… grubość bloczku arkuszy graczy woła o pomstę do nieba! Wystarczy wspomnieć, że w rozgrywce na większą liczbę graczy (5-7), arkuszy nie starczy na rozegranie choć jednej całej „kampanii”!
Pomimo wielu zalet, jakie oferują Zapomniane Morza, dostrzegam w niej również kilka pomniejszych problemów. Choćby wspomniany powyżej cieniutki bloczek, wada być może od Portalu niezależna. Dodatkowo mam nieodparte wrażenie, że w rozgrywce trzyosobowej omija mnie coś istotnego. Choćby tor niesławy, który ustala hierarchię graczy — na trzech graczy działa… mizernie. Po kilku partiach towarzyszy mi uczucie mechanicznej powtarzalności, na szczęście ratowane umiejętnie opowiedzianą, bogatą fabułą. Być może wrażenie to zniknie wraz z kolejnymi scenariuszami, ale dwa początkowe wydają się niepokojąco podobne. Bywały momenty, a nawet sekwencje (rzadko, ale jednak), w których łapaliśmy się na tym, że robimy to samo, co poprzednio, zmienił się tylko kontekst fabularny. Dla mnie chyba największym problemem rozgrywki jest to, że porażka zmusza nas do całkowitego restartu scenariusza. W grze opartej na narracji, testach i kilku ścieżkach wyboru jest to problematyczne. Z jednej strony nie można pominąć raz już przeczytanej fabuły, bo łatwo stracić kontekst, lub co gorsze przeoczyć potrzebne słowo kluczowe. Z drugiej zaś… mam nieodparte wrażenie deja vu. Negatywnie wpływa to na koncentrację oraz odczucia z rozgrywki. Kolejna cecha gry, która średnio przypadła mi do gustu.
Zapomniane Morza to pasjonująca, wciągająca gra przygodowa — klimatyczna, tematyczna, lecz nie pozbawiona przy tym odczuwalnej losowości. Jeśli lubicie kooperację i narrację, a kostki Wam nie wadzą, to na poważnie powinniście się zainteresować piracką przygodą ze stajni Portalu. Szczególnie w gronie graczy poszukujących kompromisu pomiędzy decyzyjnością oraz poziomem skomplikowania zasad. W Zapomnianych Morzach wpadacie prosto w wir przygody, z pominięciem kilkudziesięciu stron instrukcji, budowania postaci, czy wielogodzinnych obrad nad stołem. Wprawdzie nie powiem, że zawsze idzie jak po maśle, ale z pewnością nie jest to najwyższy poziom wyzwania. O kompromisie już wspominałem — pamiętacie?
Nie bez przyczyny tytuł ten jest tak wysoko oceniany na BGG (7.9/10). Nie zmienia to faktu, że raczej nie jest skierowany do graczy krzywiących się na myśl o planszówkowej narracji oraz takich, którzy w grach planszowych nie widzą miejsca dla nowoczesnych technologii. Jeśli należycie do jednej z tych grup o Zapomnianych Morzach możecie raczej zapomnieć, prawdopodobnie nie docenicie jej atutów. Czas najwyższy opowiedzieć się po jednej ze stron. Jeśli idąc za moim przykładem wybierzecie fabułę, łapcie za ster i żeglujcie ku pirackiej przygodzie gnani wiatrami Zapomnianych Mórz.