Alias Junior

Nie podoba mi się ta gra – powiedział 6 latek. Dlaczego? – padło pytanie. Bo przegraliśmy! Taki właśnie dialog usłyszałam po zajęciach w przedszkolu. Usłyszałam też pełne zadowolenia głosy innych drużyn. Dzieciom bardzo podobała się gra, z którą przyszłam. Mnie też.

Czytaj dalej

O Dobblach i taktyce na kłódki oraz matczynej miłości i Kwiattyzmie

– Halo.
– No cześć. Wisisz mi 40 zł.
– Co? Za co?
– Kupiłaś sobie Dobble.
– Jak to kupiłam?
– No normalnie, brakowało mi 40 zł do darmowej wysyłki, więc wrzuciłem dla Ciebie Dobble. Wspominałaś niedawno, że chciałabyś to mieć.
– Aha…

Beata była niezmiernie szczęśliwa, gdy pewnego zimowego popołudnia roku pańskiego 2014 otrzymała powyższą informację. Wszakże zawsze marzyła o tej grze…
No dobra, nie zawsze… tylko jej się podobała…
No dobra, zagraliśmy w to kiedyś… raz…
I to było półtora roku wcześniej.

Czytaj dalej

Summoner Wars #3: Drugi front cz. IV

Pędziła wysoko w koronach drzew, przeskakując z gałęzi na gałąź niczym egzotyczne zwierzę. Każda sekunda była na wagę złota – z każdą chwilą wróg bezcześcił kolejny strumień, kolejną wiekową polanę, kolejne znajome miejsce … Do osady mistrza Abu było jednak zbyt daleko – nie zdąży, a  nawet jeśli – nie dogonią nieumarłych na czas.
Chwyciła najbliższą lianę i skokiem po szerokim łuku zmieniła kierunek biegu – gdzieś w okolicy wielki łowczy Nikuja polował z grupą jej współplemieńców.
Z ich pomocą prastara dżungla obroni się – zaleczy rany i przetrwa.
– Duchu Geparda, Żółwia i Żmii – wysłuchajcie mych słów. 
[…]

Pędził wysoko ponad ulicami miasta – jego stopy zdawały się unosić nad dachami kolejnych budynków. Nie oglądał się za siebie – nie musiał, wiedział doskonale, że ma ogon i jego w tym głowa, by go zgubić – 'pająki’ nie mają ogonów…
Dotarł do kolnej krawędzi, lecz tym razem nie skoczył – chwycił za powyginane dachówki i z gracją zsunął się ku pierwszemu z okien – było otwarte – zgodnie z oczekiwaniami. Płaszcze mają przyjaciół w wielu częściach miasta i wiele okien stoi przed nimi otworem. Podmuch powietrza zgasił niewielką świecę, toteż w pomieszczeniu mrok nocy wymieszał się z ostrym zapachem dymu. Pająk wymacał w ciemności zarys mosiężnego kandelabru i zdecydowanym ruchem pociągnął go ku sobie. Gdzieś w sąsiednim pokoju dało się słyszeć głuche szczęknięcie, chwilę później pająk pogwizdując cicho, opuszczał się po żelaznej drabinie.** Czytaj dalej

Agenci

Agenci (Heimlich & Co) to dla mnie podróż sentymentalna. Była to 1 z niewielu nowoczesnych gier, którą przywiózł nam ojciec z RFN. Graliśmy w nią sporo. Do dziś mam ją na regale (wersja z 1986 r.) i gdyby nie  odświeżona graficznie polska wersja, wydana przez Egmont, to pewnie nadal pokrywałby ją kurz.

Czytaj dalej

Do plecaka #11: Dzień dziecka – Szachy solo

Z okazji Dnia Dziecka postanowiłam sprezentować Małym i Dużym Łamigłówkowiczom recenzję łamigłówki logicznej „Szachy Solo”. Po kilkumiesięcznej nieobecności,wracam z serią „Do plecaka”, która ponownie zagości na łamach naszego bloga. Na restart cyklu nie bez powodu wybrałam pierwszy czerwca na dzień – w końcu głównie z myślą o najmłodszych graczach „Pełną parą” piszę o łamigłówkach 🙂
Czytaj dalej

Kto pozmywa

Zmywanie naczyń bywa problemem. Moi znajomi często się o to kłócili: „Nie będę tracił życia na mycie garów!”, „A dlaczego to tylko ja mam tracić?”. No i stało się. Przez te brudne naczynia znajomi… kupili zmywarkę. Cóż, nie w każdym domu jest taki sprzęt. Za to w każdym domu powinna być gra Kto pozmywa. Przegrasz […]

Summoner Wars #3: Drugi front cz. III

Ret-Talus przegrywał – on, pierwszy spośród mistrzów przywołań okazał się zbyt słaby, by stawić opór kamiennym murom i żelaznej woli ich obrońców. Błonia, niegdyś zielone i pełne życia pokrywał całun zwłok i zbielałych kości. Upadły mag ostatni raz spojrzał na dowód swej porażki, po czym skierował kroki ku pospiesznie wzniesionemu podwyższeniu.
Szczyt konstrukcji wieńczył żelazny uchwyt, w który pieczołowicie wprawiono drobne odłamki malachitu. Licz wsparł się na płycie ołtarza, a następnie chwiejnym ruchem umieścił w uchwycie swój kostur. Kamień przywołań jarzył się dogasającym światłem, gdy Talus wypowiadał słowa w dawno zapomnianym języku… Czytaj dalej

Szachy solo

Około 5.40 pierwsza wizyta pielęgniarki. Dzieci miały jeszcze godzinę snu, a ja już nie mogłam zasnąć. Trzeba było przenieść się na oddziałową stołówkę z kubkiem herbaty i wypełniaczem czasu. Dzień zaczynałam więc od Szachów solo. Dzień kończyłam tak samo. Kilka dni, kilkadziesiąt spotkań i dobrnęłam do ostatniego zadania. Łatwo nie było. Dlaczego? Bo to szachy solo, a ja nie jestem szachistą. Bo czas na łamigłówkę był dzielony z konieczną opieką nad dzieckiem, a nawet współlokatorkami ze szpitalnej sali.

Czytaj dalej

Metropolia – ruletkowi osadnicy

Niektóre gry wyglądają tak dobrze, że po prostu muszę je mieć. Nie za wiele wiedziałem o Machi Koro / Metropolii, oprócz tego, że w czasie gry dużo rzuca się kośćmi, a posiadane przez nas budynki niczym w Osadnikach z Catanu, generują nam nowe finanse / surowce. Wiedziałem natomiast, że gra wygląda niesamowicie i w zasadzie […]

BrainBox – Matematyka

Ile jesteś w stanie zapamiętać w ciągu 10 sekund? Takie pytanie znajduje się na kolejnej już grze z serii BrainBox. Poprzednie poprzez zabawę uczyły znajomości literek oraz geografii. Moje pierwsze obrazki były natomiast propozycją dla najmłodszych graczy, dzięki której mogli poznać nazwy kolorów i kształtów.

brainbox_matematyka4

BrainBox – Matematyka skierowany jest do dzieci w wieku od 7 lat. To dobra granica wiekowa, ponieważ młodsze dzieci mogą nie poradzić sobie z zadaniami. Gracze muszą mieć jakąś minimalną wiedzę z tej dziedziny. Gra ma oczywiście służyć zdobywaniu kolejnych informacji.

brainbox_matematyka2 Podobnie, jak w poprzednich BrainBoxach, tak i w tym przypadku w kwadratowym pudełku znajdziemy 71 kart, 1 klepsydrę oraz 1 kostkę. Można grać solo lub w większym składzie. W swoim ruchu wyjmujemy jedną kartę i ustawiamy klepsydrę. Mamy 10 sekund na to, by przyjrzeć się obrazkowi. Po upłynięciu czasu, kartę przekazujemy kolejnemu graczowi i rzucamy kostką. Wynik oznacza numer pytania, które odczyta nam przeciwnik. Jeżeli odpowiemy prawidłowo, otrzymujemy kartę. Jeżeli nie udało nam się, karta wraca do pudełka. Ruch przechodzi na kolejną osobę. Gracz, który po 10 minutach zgromadzi najwięcej kart – wygrywa. W przypadku wersji solo, również mamy 10 sekund na zapamiętanie szczegółów. Po tym czasie odwracamy kartę i odpowiadamy na wszystkie pytania. Odpowiedzi zapisujemy na kartce. Jeżeli odpowiedzieliśmy poprawnie, zatrzymujemy kartę. Jeśli jakaś odpowiedź jest błędna, odkładamy kartę do pudełka. Po 10 minutach sprawdzamy ile udało nam się zdobyć kart. W ten sposób możemy rywalizować sami ze sobą, sprawdzając swoją wiedzę.

brainbox_matematyka3Jestem wielką fanką wszystkich BrainBoxów. Wielokrotnie miałam okazję przetestować je wśród najmłodszych graczy i muszę stwierdzić, że sprawdzają się wyśmienicie. Nie jest to oczywiście rozgrywka na długie zimowe wieczory, ale jak najbardziej miłe urozmaicenie spotkania. Poręczna forma sprawia, że grę można zabrać ze sobą na przykład do samochodu i wspólnie grać całą rodziną podczas podróży. Gra jest bardzo dobrze wykonana. Karty są twarde i wytrzymałe. Zadania są dobrze dobrane i co najważniejsze, każde jest inne. Są zadania dotyczące figur geometrycznych, rodzajów kątów, obliczania pola powierzchni, działań, wykresów, czy nawet statystyki. Oczywiście nie z każdym zadaniem poradzą sobie na początku najmłodsi gracze, ale BrainBox może być świetną okazją do wytłumaczenia niektórych zagadnień. Dobrze jest, gdy gracze są w tym samym wieku. Jeżeli jest nawet kilkuletnia różnica wieku, starsze dzieci mogą mieć większe szanse na wygraną. Podobnie jest z dorosłymi. Jeżeli nawet nie zapamiętaliśmy jakiegoś szczegółu, to nasza wiedza z zakresu matematyki jest znacznie większa i możemy znać odpowiedź nawet bez spoglądania na kartę. Rodzice mogą więc pomagać dzieciom, tłumaczyć wątpliwości, ale niekoniecznie polecam rywalizację. W instrukcji zasugerowano, że rozgrywka powinna trwać 10 minut, jednak można oczywiście dowolnie zmieniać zasady. Czasami graliśmy po prostu do zdobycia konkretnej liczby kart lub po prostu odpowiadaliśmy na każde pytanie z karty. Dla dzieci to świetna zabawa. Nie zauważają nawet, że w tak szybkim tempie zdobywają sporą dawkę matematycznej wiedzy.

Grę przekazało wydawnictwo Albi.

Albi

  • WYKONANIE 5/5

    Poręczne wykonanie. W pudełku nie przenosi się powietrza. Karty są naprawdę dobrej jakości.

  • TRUDNOŚĆ 1/5

    Banalnie proste zasady, ale jak wiele można się dzięki tej grze nauczyć!

  • OCENA 4/5

    Ciekawy pomysł, interesujące rozwiązanie, dobre wykonanie. Gra na pewno nie zawiedzie najmłodszych graczy.

 

 

 

 

 

Pośród gwiazd – siódmy cud galaktyki?

„Niepewność ogarnęła Republikę galaktyczną. Powstał spór o opodatkowanie szlaków handlowych w systemie gwiezdnym.” … ups to chyba nie ta historia.
Zacznijmy od początku:
„Pokój i miłość nastały w galaktyce. Wieloletni spór zakończył się wyczekiwanym pokojem, a na szlakach handlowych wszystkich systemów rozpoczęto odbudowę gigantycznych stacji. Bój na rakiety i blastery zastąpiły oferty i przetargi”
Konstruktorzy, negocjatorzy i projektanci – do dzieła! Pośród gwiazd plac budowy jest nieograniczony! Czytaj dalej

Kingdom Builder – ostatni Spiel des Jahres dla graczy

Szanowni Widzowie! Na naszym blogu chcielibyśmy rzecz jasna umieszczać recenzje tytułów świeżych i gorących lub też nieznanych, a wartych polecenia. Możecie się zatem zapytać, czemu póki co omawiamy tytuły dość popularne i nienajnowsze? Odpowiedź jest prosta: my się uczymy, a Wy poznajecie nasze preferencje, dzięki czemu w przyszłości będziecie mogli łatwiej ocenić, czy warto polegać na naszym zdaniu. W powyższym kontekście szczególnie polecam dzisiejszy odcinek, gdyż pada w nim parę słów właśnie o naszych gustach. Dzisiejsza recenzja to Kingdom Builder. Zapraszamy!

Czytaj dalej

Gradanie – Pagoda

Pagody są charakterystyczne dla kultur azjatyckich, niemieckie spojrzenie jednak padło konkretnie na ich japońską wersję. Tam bowiem były one budowane z drewna, a tego surowca, jak zobaczycie na filmiku, zdecydowanie nie brakuje w nowej grze autorstwa Arve D. Fühlera.

Czytaj dalej

Augustus – bingo wraca do łask?

W naszym debiutanckim wpisie zadeklarowaliśmy, że chcemy aby nasze filmiki były krótkie, jak najbardziej konkretne i nasycone informacjami, za to pozbawione niepotrzebnych wtrętów, dygresji, niezrozumiałych anegdot i hermetycznych dowcipów. I tak przed Państwem kolejna wideorecenzja przygotowana przez nas zgodnie z tym założeniem. Tym razem: Augustus.

Jednak nie samymi recenzjami i nie samymi planszówkami człowiek żyje – dla tych, którzy cenią sobie słowo pisane, postaramy się od czasu do czasu coś skrobnąć na klawiaturze. Zaczniemy od paru informacji dotyczących pytania, które być może niektórzy z Was sobie zadają: kim my do cholery jesteśmy? 😉

Przedstawiając się konwenans nakazuje powiedzieć: „nazywam się tak i tak, zajmuję tym i owym.” Nazwa naszego bloga obliguje nas jednak do wyrwania się z utartego schematu i opowiedzenia na wstępie o lokalu, w którym toczą się nasze planszówkowe boje i gdzie nagrywamy opinie o ogranych przez nas tytułach – słowem o Weekendowej Melanżowni.

Impossible is nothing

Nazwa kultowego w okolicznych kręgach lokalu (z premedytacją po raz kolejny używam tego terminu – nie zliczę przypadków, kiedy otrzymałem telefon z pytaniem „Melanżownia dziś czynna?”) wbrew pozorom nie wywodzi się od suto zakrapianych imprez. Wręcz przeciwnie, większość z bywalców swego czasu czynnie udzielała się w harcerstwie i w tym czasie napoje wyskokowe znajdowały się tu raczej na cenzurowanym. Nazwa miała nawiązywać do pierwotnego znaczenie tego słowa – czyli do mieszaniny. Od początku założyliśmy sobie, że nasze pomieszczenie klubowe zbudujemy w stylu postmodernistycznym, czy też pulpowym, pełnym rozmaitych motywów tkających historię lub wręcz mitologię naszego środowiska.

No dobra, może nieco dorabiam teorię do praktyki. Kiedy memu zacnemu bratu Frankowi (w czasach, gdy jeszcze nikt z nas nie słyszał, że istnieje coś takiego, jak nowoczesne planszówki) zaświtała w głowie idea stworzenia takiej miejscówy, realizując ją po prostu korzystał z tego, co miał pod ręką. Potem jako ubodzy studenci również nie mieliśmy kasy na luksusowe meble i inne elementy wystroju. Ktoś coś przyniósł, gdzieś coś się znalazło, nakładem własnej pracy coś się zbudowało… i tak już pozostało, i trwa do dziś. Czasem, trzeba to przyznać, nieco na przekór zasadom prakseologii i zwyczajnej wygody 😉 Ale do jakich wyrzeczeń człowiek się nie posunie, żeby utrzymać klimat, w którym najzwyczajniej w świecie dobrze się czuje?

Zanim przejdę do krótkiego tour po Melanżowni czuję się w obowiązku oddać hołd ojcom-założycielom, których oddanie, inwencja twórcza i po prostu ciężka praca doprowadziły do powstania tego, co dziś mamy. Tak oto wyglądają te poczciwe gębule.

Ojcowie-założyciele

Żeby jednak nie wyszło, że Melanżownia, to wyłącznie silne stężenie testosteronu! Zdarza się, że gości tu także płeć piękna. Na szczęście jesteśmy to w stanie udokumentować 😉

Dziewczyny

No ale zabieram się wreszcie do oprowadzania.

Jak mówi popularne powiedzenie, siły winno się mierzyć na zamiary. Przyznam, że nigdy do końca nie rozumiałem, co to oznacza, ale chyba dobrą ilustrację dla wzmiankowanego imperatywu stanowi widoczna na poniższym zdjęciu skrzynka.

dominionoskrzyni

U zarania melanżowych dziejów wpadliśmy na pomysł, aby każdy z bywalców miał swoją kartę w kartotece, którą podbijałby przy każdym wejściu (za pomocą przymocowanego do ściany dziurkacza ;). Zaliczenie odpowiedniej liczby wejść łączyć miało się z określonymi profitami. Powstała skrzynia na kartotekę, ale system lojalnościowych „achievementów” już niestety nie. Ludzie zaczęli gromadzić się coraz liczniej i z częstotliwością, która zdecydowanie przerosła nasze przewidywania. Szybko stało się jasnym, że nic z tej koncepcji nie będzie, a jedynym zastosowaniem zamontowanego osprzętu na długi czas stało się utrudnianie przejścia. Na ratunek przybyło opus magnum Donalda X. Vaccarino, tj. Dominion. Rozrastająca się wciąż kolekcja dodatków zaczęła prędko wyczerpywać naszą wcale nie małą przestrzeń magazynową. Szczęśliwie mamy do tego tytułu słabość, więc bez żalu przydzieliliśmy mu szczególne miejsce w krajobrazie. Owe deus ex machina doprowadziło swoją drogą (że pozwolę sobie pozostać przy terminologii antyczno-teatralnej) do pewnego konfliktu tragicznego w moim myśleniu o ww. grze. Z jednej strony jako oddany fan z radością przywitałbym wiadomość, że Donald X. pomimo formalnego zamknięcia serii jednak coś jeszcze wyprodukuje. Z drugiej strony skrzynka jest wypełniona po brzegi i upchnięcie jeszcze jednego rozszerzenia wymagałoby kolejnych modyfikacji naszych założeń „architektonicznych”.

W tle widzicie zapewne „takie dziwnie nie wiadomo co”. Na pierwszy rzut oka być może nie widać, ale jest to bóbr zwany przez nas „po polskiemu” boberem – totem znaleziony w czasach harcerskich w czeluściach któregoś z ojczyźnianych lasów i tamtych czasów stanowiący wspomnienie.

Niezbyt wyględny kajet spoczywający na skrzyni, to wbrew pozorom nie efekt naszego bałaganiarstwa. Łączy się z pewną słabością, do której wstydliwie musimy się przyznać. Oprócz nowoczesnych planszówek namiętnie grywamy także w Scrabble 😉

Kogoś może zaciekawi zaimprowizowany zbiornik na miedziany bilon. Każdy przeklinający musi wrzucić monetę? Przegrany dorzuca parę groszy, a na koniec roku za zgromadzony fundusz kupuje się najlepszemu graczowi wino? Nie. Przyznam się szczerze, że nie mam pojęcia jaka jest geneza powstania tej skarbonki. I mam nadzieję, że jeśli ktoś pamięta, to się nie przyzna. W końcu w każdym przyzwoitym, fantastycznym uniwersum muszą funkcjonować prastare artefakty, których przeznaczenia nikt już nie zna, a wszelką wiedzę ich dotyczącą skryły pomroki dziejów.

Podłoga łazienki

Zdjęcia łazienki wspaniałomyślnie nie umieścimy. Nie mogę się jednak powstrzymać przed napisaniem kilku słów o jej powstaniu, ponieważ była to najprawdziwsza, wieloletnia epopeja. W jaki sposób nie zdobywaliśmy materiałów (jeśli pamięć mnie nie myli w posiadanie części kafelków weszliśmy ogołacając okoliczne opuszczone koszary ;)? Ile talentów glazurniczych i hydraulicznych objawiło przy budowie? Ile było przemyśleń, planów, improwizacji i eksplozji pomysłów, tak samo szalonych, jak i genialnych. Zresztą spójrzcie sami na ich niewielką próbkę.

Idziemy dalej: kuchnia. Trochę to szumna nazwa, jak na to pomieszczenie. Szczerze powiedziawszy, to służy ono głównie do przechowywania wszelkiej maści trunków. Widoczne z boku zapasy nalewek niestety nie przetrwały do nowego sezonu zbiorów =(

Kuchnia

Wracamy do głównego lokalu. I do jednego z urządzeń stanowiących naszą dumę: do Frugorandola. Kiedyś w jakiejś knajpie przyuważyliśmy podobny żyrandol zmontowany z butelek po Desperadosach. Nasz miejscowy spec od wszelkich innowacji oraz pedantycznego rękodzieła – Mariusz – z miejsca wpadł na pomysł zaadaptowania wspomnianego rozwiązania z użyciem butelek po legendarnym napoju naszej młodości, cudownie odrodzonym w owym czasie. Znów dzięki wykorzystaniu talentów kilku osób powstało naprawdę pięknie prezentujące się dzieło.

Frugorandol 2Frugorandol 3Frugorandol 1

W tym miejscu mamy do czynienia z prawdziwym pomnikiem prostych a użytecznych rozwiązań. Zastanawiacie się o co chodzi? Widzicie tę metalową listewkę na krawędzi blatu? To jedyny w swoim rodzaju, niezwykle praktyczny otwieracz do piwa. Kapsel sam wpada do kosza na śmieci 😉

Otwieracz

Tu mamy ciekawy detal. Na początku naszej działalności uczestnicy wszelkich spotkań, czy to roboczych, czy czysto towarzyskich, jak przystało na prawdziwych gentlemanów, przywdziewali marynarki (pieczołowicie wykupowane z okolicznych lumpeksów po 2 zł sztuka;) Zwyczaj niestety z czasem zanikł, odzienie jednak znajduje wciąż zastosowanie do sesji Sherlocka Holmesa.

Marynary

Przejdźmy w końcu do soli Melanżowni, czyli oczywiście gier. Znacie to uczucie, kiedy zatrważająco kurczy się miejsce na półkach? W naszym wypadku po pojawieniu się pierwszej współczesnej planszówki (wiwat Neuroshima Hex!) baaardzo szybko zaczęło go brakować. Szczęśliwie byliśmy wówczas w dobrych kontaktach z wojskiem, a konkretnie z Agencją Mienia Wojskowego. Za bajońską sumę 17 zł zakupiliśmy ciężarówkę (sic!) drewnianych skrzyń. Pierwsza którą zainstalowaliśmy była całkiem przyzwoitych rozmiarów. Nie minęło jednak wiele czasu, gdy musieliśmy zastąpić ją zakupem największego kalibru – pieszczotliwie zwanym czasem trumną 😉 Nawet ona jednak nie była w stanie udźwignąć lawinowego tempa przyrostu kolekcji. Dziś pudełka poupychane są jeszcze w kilku innych miejscach (mówiąc krótko: gdzie bądź).

Skrzynia

Stając się znanymi apostołami planszowego hobby zaczęliśmy być obdarowywani różnymi ciekawymi prezentami odwołującymi się do naszej pasji, które stały się również godnymi elementami wystroju – próbka poniżej.

Dick seat, Harcoszima

Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że życie to nie rurki z kremem i nie nieustanna pasja sukcesów, a nie wszyscy ludzie zapisują się w dziejach heroicznymi i spektakularnymi czynami. Na szarym końcu muszę zatem wspomnieć, że i niechlubne postawy zostały uwiecznione na ścianach naszej „gralni”.

Ogorzałek-zdrajca

Już całkowicie kończąc, może nieco ekshibicjonistycznie, zapraszam tych, którzy chcieliby zobaczyć jeszcze trochę zdjęć, m.in. dokumentujących długotrwały rozwój i przemiany przedmiotu niniejszego wpisu, do zajrzenia na „fejsbukowy fanpejdż” Weekendowej Melanżowni =)

Nehemiah

Zdarzają mi się takie gry, przy których w połowie pierwszej rozgrywki mam takie dziwne wewnętrzne odczucie. Czuję się tak jakby wielki balon we mnie rósł, balon zadowolenia, uśmiechu, spełnienia, poczucia dobrze spędzonego czasu. Jednak z balonami bywa różnie, a to pękają z wielkim hukiem, albo porywa je wiatr, albo po prostu długo służą. Grając w Nehemiasza Łukasza Woźniaka pojawił się wewnętrzny balon…

Czytaj dalej

Po nitce do kłębka

Są takie gry, z którymi sobie nie radzę. Jestem na szarym końcu i nie mogę marzyć o zwycięstwie. I nie mam na myśli tylko mózgożernych tytułów, nad którymi głowią się nawet tęgie umysły. Czasami pokonują mnie dzieci.

magiczny_labirynt3Niestety, możecie podzielić mój los. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że im mniej macie lat, tym lepiej dla was. Magiczny labirynt, bo o nim mowa, to gra pamięciowa, a jak wiadomo dzieci uwielbiają ten typ planszówki. Warto chociażby posadzić kilkulatka przed Memory. Nie muszę mówić, kto najczęściej wygrywa: dziecko czy dorosły?

A o co chodzi w recenzowanej grze? Wcielamy się w role małych magików, którzy przemierzają labirynt w poszukiwaniu symboli. Niestety na naszej drodze napotykamy przeszkody w postaci ścian. Musimy więc odnaleźć ukryte przejścia i zebrać 5 symboli.

Pudełko jest sporych rozmiarów, jednak w środku znajdziemy piętrową planszę składającą się z podziemnego labiryntu oraz planszy – podłogi, 24 drewniane ściany, 24 żetony z magicznymi symbolami, 1 płócienny woreczek, instrukcję, 4 metalowe kulki, 4 magików oraz 1 kostkę z wartościami: 1,2,2,3,3,4.

Przed rozgrywką należy umieścić na pudełku podziemny labirynt oraz ustawić w nim ściany. W instrukcji zaprezentowano dwie opcje ich ustawienia: prosty (19 ścian) oraz trudniejszy (24 ściany). Na każde pole musi być co najmniej jedno wejście. Gdy labirynt będzie gotowy, należy na nim położyć planszę podłogi. Żetony należy wymieszać w woreczku, a następnie wylosować jeden i położyć go na polu z tym samym symbolem. Pudełko trzeba jeszcze kilkakrotnie obrócić i można zacząć rozgrywkę. Gracze ustawiają w narożnikach pionki magików, a pod nimi umieszczają kulki, tak by zostały złapane przez magnes. W swojej turze gracze rzucają kością i poruszają magika w dowolnym kierunku, o liczbę pól zgodną z wynikiem rzutu. Mogą skręcać tyle razy, ile chcą. Zabronione są jednak ruchy po przekątnej. Jeżeli gracz uderzy w ścianę, kulka odpadnie od pionka. Pozostałe części ruchu przepadają, a magik wraz z kulką wraca do narożnika początkowego. Gdy komuś uda się dotrzeć na pole z poszukiwanym symbolem, zabiera dany żeton. Następuje losowanie nowego symbolu. Gra kończy się, gdy jeden z graczy zbierze 5 symboli.

To co ważne w tej grze, to dobra pamięć. Mimo, iż Magiczny labirynt wydaje się prostą grą dla dzieci, to jednak bez dobrej koncentracji, niewiele zdziałacie. To wprawdzie tylko 19 lub 24 ścianki, ale uwierzcie, nie jest tak łatwo.

magiczny_labirynt2Co do wykonania, to naprawdę jest bez zarzutu. To kolejna trójwymiarowa gra od G3. Przykuwa uwagę i od razu zachęca do rozgrywki. Grafiki są naprawdę sympatyczne i idealnie wpisują się w temat. To oczywiście wizytówka wydawnictwa Drei Magier, które jako pierwsze wydało Magiczny Labirynt. Konstrukcja labiryntu jest dobrze przemyślana, ścianki nie przewracają się, a metalowe kulki po odpadnięciu nie wypadają z pudełka, tylko zatrzymują się w narożniku. Wszystkie elementy są wykonane z dobrej jakości materiałów.

Co do zasad, są one banalnie proste. Gorzej z zapamiętywaniem gdzie ustawione są ścianki. Nie trzeba się jednak sugerować ich rozkładem zaproponowanym w instrukcji. W przypadku młodszych dzieci, można po prostu ustawić mniej przeszkód. Im starszy gracz, tym ścianek może być więcej.

magiczny_labirynt4Jeżeli szukacie gry, która dzieciom szybko się nie znudzi, a wam, dorosłym, również sprawi przyjemność – nie wahajcie się. Magiczny labirynt w dodatku prezentuje się bardzo efektownie. Może to być świetny pomysł na prezent. Taka gra na pewno nie zawiedzie najmłodszych graczy. Ciekawy pomysł, interesujące rozwiązanie, dobre wykonanie. W końcu planszówka ta zgarnęła w 2009 roku prestiżowy tytuł Gry Roku dla dzieci (Kinderspiel des Jahres).

Grę przekazało wydawnictwo G3. Dziękujemy i polecamy profil Wydawnictwa na Facebooku. Znajdziecie tam bieżące informacje o produktach i konkursach organizowanych przez G3.

  • WYKONANIE 5/5

    Wykonanie bez zarzutu!

  • TRUDNOŚĆ 1/5

    Zasady są banalnie proste. Gorzej z zapamiętywaniem rozkładu ścianek.

  • OCENA 4/5

    Ciekawy pomysł, interesujące rozwiązanie, dobre wykonanie. Gra na pewno nie zawiedzie najmłodszych graczy.

 

 

No i wykrakałem…

Zaiste zbiegi okoliczności bywają zaskakujące. Pisząc dwa miesiące temu recenzję Tower of Logic Inferno zdawałem sobie sprawę, że to dosyć leciwa łamigłówka – nie tylko jedna z pierwszych wydanych przez SmartGames, ale też zajmująca już od dobrych paru lat całkiem sporo miejsca na mojej półce.  Nie wiedziałem natomiast, że trwają zaawansowane prace nad jej elektroniczną wersją, o czym od razu poinformował mnie jej twórca Raf Peeters. Jak powiedział, tak się stało – platforma SmartGamesLive doczekała się kolejnej pozycji w menu, a wszyscy ci, którzy na plastykową wersję się nie załapali, dostaną jednak swoją szansę. Czytaj dalej

Rycerze i zamki

Wojska nieprzyjaciela miały przed sobą oblodzony stok wzgórza zamkowego i głębokie zaspy. Warunki pogodowe były trudne, ale mimo tego, wojsko w błyskawicznym tempie natarło na wzgórze. Gęsty ostrzał murów z katapult i machiny oblężnicze okazały się być bardzo skuteczne. Do czasu, aż obrońcy nie wystawili swojej ostatecznej broni. Smoka.

Czytaj dalej

Pizza XXL

Kto nie lubi pizzy? Nie znam nikogo takiego. Pizza zawsze wzbudza zainteresowanie, szczególnie wtedy, gdy ma więcej dodatków niż tych na margherita i jest w rozmiarze XXL. Nie dziwię się więc, że już sama nazwa nowej gry Łukasza Woźniaka, Pizza XXL, cieszy się zainteresowaniem dzieci i rodziców. Choć nie jest to pierwsza gra na naszym rynku o pizzy (jest też Koala Mądrala bawi i uczy – Pizza!, wyd. Trefl) to wzbudza zainteresowanie nawet i u mnie.

Czytaj dalej

Honor & Profit, czyli co myślę o najnowszym dziecku FFG cz. IV

Dzisiejszą notkę trzeba zacząć od Pro Tipu! Jakżeby inaczej! Oczywiście, aby nie cedzić ich na darmo, przydałaby się jakaś większa okazja.

Czytaj dalej