Honor & Profit, czyli co myślę o najnowszym dziecku FFG cz. IV
Dzisiejszą notkę trzeba zacząć od Pro Tipu! Jakżeby inaczej! Oczywiście, aby nie cedzić ich na darmo, przydałaby się jakaś większa okazja.
Dzisiejszą notkę trzeba zacząć od Pro Tipu! Jakżeby inaczej! Oczywiście, aby nie cedzić ich na darmo, przydałaby się jakaś większa okazja.
Do niedawna myślałam, że ciała elektryzuje się przez potarcie lub indukcję. Dziś już wiem, że elektryzować może też mieszanka 3 wyrazów: panda, Shaolin i Knizia. No, może nie na wszystkich tak działa, ale na mnie na pewno. Zapowiedź gry Szaolin panda Egmontu pobudziła moją wyobraźnię – będzie bajecznie, walecznie i kniziowato. Nie pomyliłam się.
Wideorecenzje wideorecenzjami, ale dla urozmaicenia naszego bloga przydałoby się od czasu do czasu coś napisać… i to nie jest jeszcze ten czas 🙂
Dziś zatem po prostu zapraszamy na film poświęcony już starszemu, lecz naszym zdaniem wartemu uwagi tytułowi: „Ticket to Ride: Nordic Countries”!
W serii Dobra gra, w dobrej cenie Egmontu pojawiły się w tym roku 3 nowości. Pierwszą, w którą zagrałam był Owocowy wyścig Filipa Miłuńskiego. Co ciekawe, pierwsza rozgrywka była rozegrana już po 10 minutach od rozpakowania paczki z grami do recenzji!
Hej Hej! Zanim jednak przejdziemy do kart runnerów z Honor & Profit, czyli powodu dla którego tutaj jesteście, pragnąłbym przedstawić mały bonus.
Są takie gry, które już na stałe zajęły miejsce na półce i wracam do nich zawsze z przyjemnością. Tak jest właśnie z Augustusem. Od pierwszej rozgrywki przypadła nam do gustu i pomimo wielu partii, ochota na granie nie przechodzi.
Na pozytywną ocenę wpływa oczywiście kilka czynników. Przede wszystkim banalne zasady. Wprawdzie spoglądając na rozmiary instrukcji oraz ilość rysunków, niektórych graczy ogarnia przerażenie, jednak po jej przeczytaniu okazuje się, że wszystko jest zrozumiałe i logiczne.
Mnie osobiście długie instrukcje odstraszają. W przypadku Augustusa jest ona dobrze przemyślana. Krok po kroku dowiadujemy się na czym polega rozgrywka, a liczne przykłady są naprawdę pomocne. Szczególnie doceniam podsumowanie na końcu. W jednym miejscu znajdujemy opisy wszystkich dostępnych efektów. Bardzo jest to przydatne.
Co jeszcze wpływa na moją pozytywną opinię? To ciekawy temat. Lubię gry, w których przenosimy się do przeszłości. W tym przypadku wcielamy się w role przedstawicieli Augustusa (pierwszego cesarza rzymskiego, który podzielił imperium na prowincje). Naszym zadaniem jest zarządzanie prowincjami. Staramy się zdobywać poparcie najbardziej wpływowych senatorów i przejmować kontrolę nad prowincjami zwiększającymi bogactwo. Tytuł konsula otrzyma bowiem najpotężniejszy gracz.
Gracze rozpoczynają rozgrywkę z 3 misjami do wykonania i siedmioma legionami. Są dwa typy misji: prowincje i senatorowie. Staramy się więc, albo uzyskać poparcie senatora, albo kontrolę nad daną prowincją. W tym celu mobilizujemy legiony. Na każdej karcie jest informacja o typie i liczbie legionów do mobilizacji. Misję można wypełnić tylko wtedy, gdy zmobilizowane zostaną wszystkie wymagane legiony. Najstarszy z graczy przejmuje funkcję Herolda i losuje jeden z 23 Żetonów Mobilizacji z woreczka. O wyniku losowania informuje wszystkich graczy. Mogą oni zmobilizować jeden legion z własnych zasobów lub przesunąć go z innej karty misji. Gdy któremuś z graczy uda się ukończyć misję (na wszystkich polach na karcie będą stały legiony) mówi „Ave Cezar”. Jeśli uda się to kilku graczom, wykonują je po kolei, zaczynając od gracza, który ukończył misję z najniższym numerem. Legiony z ukończonej misji, wracają do gracza, a kartę należy przesunąć na pole zarezerwowane dla kontrolowanych misji. Gracz używa jej efektu oraz, o ile to możliwe, zdobywa nagrodę. Występują dwa rodzaje efektów: natychmiastowy (np. dodatkowy legion, zmobilizowanie dwóch legionów danego typu na swoich misjach, natychmiastowe ukończenie jednej z misji) oraz efekt stały (umożliwia zamianę kategorii żetonu).
– kolory misji – otrzymuje je gracz, który jako pierwszy kontroluje trzy misje w danym kolorze lub jeżeli zebrał misje we wszystkich kolorach (można otrzymać kilka nagród tego typu).
– ilość misji – gracz może upomnieć się o tę nagrodę, natychmiast kiedy ukończy wskazaną ilość misji (od 2 do 6) i jeśli dana nagroda jest jeszcze dostępna. Można otrzymać tylko jedną nagrodę tego typu. Nie można jej wymieniać na inną o wyższej wartości. Nie można jej również stracić.
– kontrolę złota i pszenicy – nagrody te otrzymuje osoba, która jako pierwsza wypełni misję produkującą złoto i/lub pszenicę. Jest jej właścicielem, dopóki kontroluje misje produkujące więcej danych surowców niż inni gracze. Jednak, jeśli inny gracz będzie produkował tyle samo lub więcej surowców tego typu, przejmuje nagrodę.
Po użyciu efektu i zdobyciu nagrody, gracze wybierają nową misję spośród pięciu odkrytych leżących na środku stołu. Rozgrywka toczy się do momentu, aż któryś z graczy będzie kontrolował 7 misji. Należy wtedy zsumować punkty. Wygrywa osoba z największą ich ilością.
Jak sami mogliście się przekonać, zasady nie są skomplikowane. Niektórym osobom gra kojarzy się z Bingo. Losowane są bowiem żetony i wynik „zaznaczany” jest na karcie misji. To jednak tyle skojarzeń. Gra oferuje bowiem znacznie więcej możliwości. Rozgrywka toczy się błyskawicznie i nie ma przestojów. Gracze, nawet początkujący, szybko opanowują zasady i wciągają się. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek skończyło się na jednej rozgrywce. Gracze zawsze chcą jeszcze raz zagrać. Z jednej strony jest duży czynnik losowy (nigdy nie wiadomo jaki żeton zostanie wybrany), z drugiej strony jest trochę decyzji do podjęcia (gdzie stawiać swoje legiony, które misje wypełniać jako pierwsze, kiedy decydować się na nagrodę za ilość misji). Wydaje mi się więc, że jest zachowana równowaga. Rozgrywka jest naprawdę przyjemna i sprosta wymaganiom początkującym graczom, ale również rodzinom. Jeżeli jesteście jednak doświadczonymi graczami, ale lubicie lekkie i szybkie gry też nie powinniście się zawieźć. Rozgrywka toczy się błyskawicznie. Gracze prześcigają się w realizacji misji. Może to być więc przyjemny przerywnik pomiędzy cięższymi tytułami. Co również ważne, wszystkie elementy są wykonane z dobrej jakości materiałów, tak więc gra prezentuje się bardzo dobrze. Są karty, żetony, drewniane pionki armii. Planszówkowi esteci nie powinni narzekać.
Augustus wielu osobom kojarzy się z Bingo, innym natomiast z grą 7 Wonders. Szczerze mówiąc nikomu to jednak nie przeszkadzało. Zarówno w świecie realnym, jak i w Internecie, można spotkać się z pozytywnymi opiniami (Na BGG ocena 6,95/10). Gra otrzymała też wiele wyróżnień, nominacji i nagród, np. nominacja do Spiel des Jahres oraz nagroda Fairplay À la carte. Ode mnie gra ta otrzymuje maksymalną liczbę punktów. Na pewno szybko się nie znudzi, a przyjemność i satysfakcja płynąca z rozgrywki jest naprawdę duża. Jako ciekawostkę polecam wątek, który powstał na BoardGameGeek. Dotyczy on okrzyków, które pojawiają się zamiast Ave Cezar. Nie wiem, jak u was, ale nam się myliło np. z Ave Maria!
http://www.boardgamegeek.com/thread/994070/things-people-say-instead-of-ave-caesar
Grę przekazało wydawnictwo Hobbity.eu – Dziękujemy!
Talat to abstrakcyjna gra logiczna, która powstała w 2008 r. Zwróciła na siebie uwagę dopiero 3 lata później, po wydaniu przez Huch! & Friends. Zaowocowało to 3 nagrodami głównymi w 2012 r.: Toy Award, Top 10 Spielzeug, Dr. Toy’s Best 100, oraz nominacją do niemieckiej nagrody Mensa w 2013 r. Na uwagę zasługuje również jej projektant Bruce Whitehill, który jest historykiem gier planszowych i autorem książek na ten temat („Games: American Games & Their Makers”, „Americanopoly: America as Seen Through Its Games”). Whitehill posiada największą na świecie kolekcję amerykańskich gier z lat 1843 – 2000, ma też imponującą kolekcję reklam, książek, katalogów i ulotek dotyczących gier planszowych.
Dzieeeeeeeń dobry bardzo! Dzisiaj druga część kart dla Jinteki, składająca się z operacji, LOD-ów, upgradeów i oczywiście kart neutralnych. Tak więc jedziemy!
Jeśli jeszcze jakimś cudem nie zagraliście w Geniusza Reinera Knizia, to najwyższy czas by te zaległości nadrobić. Grę tę wydano w 2004 r. i do dziś uzyskała 16 nagród i nominacji m.in. nagrodę Mensa Select (2005 r.) i nominację do Spiel des Jahres (2004 r.). W 2006 r. wydano podróżną wersję Geniusza, a w tym roku, na naszym rynku pojawiło się jej puszkowe, spolszczone wydanie.
Trzydzieści czwartków to już przyzwoity wynik. Trzydzieści jeden? Odd better, że tak sucharowo pozostaniemy w tematach okołomatematycznych 😉 Zapraszamy na odcinek poświęcony grze Targi.
Z CZYM DO LUDZI…?
Obserwując niesłabnącą tendencję do pojawiania się coraz to nowszych planszówkowych blogów, podcastów i wszelkich innej maści twórczości okołorecenzenckiej parokrotnie zadałem sobie pytanie: „po kiego czorta ci ludzie nagle poczuli taką potrzebę uzewnętrzniania swych przemyśleń, co mają do zaoferowania?” Z przyjemnością co poniektórym pogroziłbym Brzytwą Ockhama: „nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę”.
Mama pouczała mnie kiedyś, że nie powinno się bawić ostrymi przedmiotami. Mama jak zwykle miała rację. Zasada-Brzytwa średniowiecznego filozofa okazała się niebezpieczną bronią obusieczną, gdy wraz z kolegą Bartkiem niemal jednocześnie odczuliśmy powołanie do kręcenia własnych recenzji gier planszowych. Chcemy nagrywać, chcemy recenzować… ale co tak naprawdę mamy światu (czy choćby planszówkowemu światkowi) do zaoferowania???
Doświadczenie? Gramy w nowoczesne planszówki blisko 6 lat. Niby nie tak krótko, ale weterani z nas żadni.
Niesamowicie szeroka wiedza? Interesujemy się grami „holistycznie”, znamy wiele tytułów, staramy się sięgać po te trudno dostępne, ale bez problemu wymienię mnóstwo gości, którzy swą kompetencją w temacie zniszczyliby nas jednym palcem. A ilu takich osób w ogóle nie znam?
Jesteśmy piękni i wyjątkowo inteligentni? Eee… lepiej w ogóle pominę ten temat…
Powyższe rozważania i dylematy, jak zwykle okazały mało istotne, gdy już zabraliśmy się do roboty i po prostu poszło. Zwyczajnie, naturalnie, bez dalekosiężnego scenariusza.
Chyba poczciwy William Ockham za słabość do przypisywanej mu maksymy nakazującej umiar i prostotę w tworzeniu wyjaśnień postanowił nam patronować zza grobu. Zdecydowaliśmy się unikać robienia wielkiego „szoł”, pompy, super-hiper-oryginalnych patentów i wodotrysków. Chcemy, aby nasza radosna twórczość była jak najbardziej czytelna i przyjazna dla odbiorcy – tak w formie, jak i treści.
A zatem:
– stawiamy na pełną subiektywność; nie będziemy zastanawiać się co, komu i dlaczego się spodoba, do czego i dla kogo gra się nada lub nie; będziemy mówić o naszych odczuciach, a Wy będziecie mogli wyrobić sobie opinię o nas i albo podzielicie nasz gust (co da Wam swego rodzaju rękojmię, że to co nam się podoba, spodoba się również Wam), albo nie (a wtedy będziecie mogli traktować nasze zdanie na opak);
– przy zachowaniu maksymalnego luzu, lekkiej formy pragniemy skupić się na „treściwości” przekazu; postaramy się Was nie zanudzić, dyskutować, zaciekawić w inny sposób, lecz oszczędzimy dygresji związanych z naszym życiem, czy innymi kwestiami umiarkowanie powiązanymi z planszówkami;
– konkrety!; nie chcemy prawić komunałów, mówić o oczywistościach, rozwodzić się nad rozmiarami pudełek i mruczeć coś pod nosem; w kilka minut chcemy dać Wam tyle użytecznych informacji, ile się da;
Te proste w gruncie rzeczy założenia okazały się naturalnie nie takie łatwe do realizacji. Nie mamy wątpliwości, że nasze pierwsze dokonania nie sprostały im w pełni. Niemniej staramy się poprawiać.
Poniżej prezentujemy pierwszy filmik: recenzję „Eight-Minut Empire”. Trzy filmy już oczekują w kolejce na publikację, a następne są na etapie montażu. Zapraszamy, sprawdźcie nas!
W Internecie pojawiło się już sporo recenzji gry 7 Ronin. Została ciepło przyjęta przez środowisko graczy. Jaka jest jednak opinia graczy niedzielnych albo nawet jeszcze rzadziej grających? Wiecie, gracze niedzielni to nieocenione źródło informacji o grze. To obywatele nieskażeni gustami recenzentów, bez poczucia przynależności do fanklubu projektanta X czy Y, nie trzymający się uparcie określonych mechanik, ale chłonący wszystkie nowości z dziecięcą radością, kierujący się własnymi odczuciami i reagujący żywiołowo na mechanikę, klimat oraz wykonanie. Przyjemnie się z nimi gra i dobrze słucha.
Miałem dzisiaj piękny sen. Przepełniony kwiatami wiśni, krystalicznie czystymi strumykami, błogą zielenią. To wszystko wabiło niczym rosiczka, aby przy zbyt bliskim kontakcie CIACH! Nasza głowa powoli opada na delikatną trawę, barwiąc okolicę szkarłatem. Zbudziłem się w środku nocy i spojrzałem na kalendarz. Wszystko momentalnie zrozumiałem.
W grze Zamek Kasteliny chodzi właśnie o błyszczące, mieniące się skarby: błyszczące szafiry, szmaragdy, rubiny i cytryny. Każdy próbuje je zdobyć, udaje się to jednak nielicznym. Żeby wygrać trzeba odnaleźć 10 kamieni tego samego koloru. Macie tylko 10 sekund na to, by zapamiętać ułożenie kostek (klejnotów) w zamku. Następnie musicie zdać się na swój zmysł dotyku i umiejętność orientacji.
Rozgrywkę rozpoczynamy od rozdania graczom skrzyni skarbów w wybranym kolorze oraz od zbudowania trójwymiarowego zamku. Wszystko ładnie się prezentuje, co przyciąga graczy i zachęca do podjęcia wyzwania. Wszystkie elementy są z dobrej jakości materiałów. Zamek prezentuje się bardzo okazale. Jest duży, a rękę włoży przez tunel nawet dorosły gracz. Obawiałam się, że będzie można podglądać, jednak konstrukcja znacznie to utrudnia.
W swojej kolejce każdy gracz ma 10 sekund, aby zerknąć na dziedziniec i zapamiętać, gdzie znajdują się kamienie w jego kolorze. Są one różnej wielkości i różnych kształtów. Następnie należy przekręcić zamek i ustawić w taki sposób, aby tunel znajdował się przed graczem, który ma szukać klejnotów. Osoba ta ostrożnie wkłada jedną rękę w otwór w murze (tunel) i próbuje odnaleźć kamienie w odpowiednim kolorze. Za każdym razem wyjmuje tylko jeden klejnot. Możliwe są trzy opcje:
Rozgrywkę wygra osoba, która jako pierwsza wyciągnie dziesiąty kamień w swoim kolorze.
Jak już pisałam wcześniej, gra przyciąga wyglądem. Dzieci chętnie do niej zasiadają, ponieważ jest inna niż wszystkie i zapowiada przygodę. Dzieci więc z niecierpliwością czekają na rozpoczęcie rozgrywki. Zasady tłumaczy się w kilka minut. Początkujący mają takie same szanse jak osoby, które już wcześniej w nią grały. Wszystko zależy od tego, jak spostrzegawczy jesteśmy. Jednym 10 sekund wystarcza, by zapamiętać ułożenie kilku kamieni, Inni z trudem zapamiętują gdzie leżą dwa klejnoty. Dzieci, podobnie jak w przypadku Memory, radzą sobie świetnie. Czasami zdarza się, że kilkulatkowie ogrywają dorosłych. Dzieci bywają niedościgłymi mistrzami w tego typu grach. Są spostrzegawcze i szybko zapamiętują, gdzie leżą kamienie. Pomagają w tym różne kształty i rozmiary kamieni: duża i mała kostka oraz walec. Dzięki tej grze ćwiczymy przede wszystkim spostrzegawczość, ale poniekąd również zmysł orientacji i dotyku. Trzeba nie tylko zapamiętać położenie kamieni, ale również wyobrazić sobie, jak wygląda sytuacja po odwróceniu zamku. Gra podoba się, ponieważ jest oryginalna. W dodatku dorośli nie muszą mieć przewagi. Czasami małe rączki szybciej i z większą gracją odnajdują potrzebny kamień. Dorośli nierzadko zachowują się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany.
Na zakończenie polecam Wam telewizyjną reklamę tej gry.
Grę przekazało wydawnictwo G3. Dziękujemy i polecamy profil Wydawnictwa na Facebooku. Znajdziecie tam bieżące informacje o produktach i konkursach organizowanych przez G3.
Podobno poniedziałek jest najpopularniejszym dniem na popełnienie samobójstwa. Jak jest z morderstwami – tego nie wiemy, ale za to wiemy, że czwartek jest najpopularniejszym dniem pojawiania się Gradania 🙂
Czytaj dalej
Supebohaterowie to gra dla dzieci. Takich nie całkiem małych. Moja 5 latka uwielbia bajki z superbohaterami. Uwielbia też tę grę, choć na razie opanowała konieczność posiadania 5 bohaterów na planszy by wygrać. Opanowała też znaczenie 2 kart specjalnych. Cóż, jeszcze długa droga by zagrała zgodnie z regułami, ale i tak wykazuje duży entuzjazm. Zagrały też bystre 6 latki, 7 latki bez problemu złapały zasady, 10 latki zafascynowały się, i gimnazjaliści nie narzekali, i Scheherazade, i…. Kto nie chciałby ratować miasta przed gigantycznymi pająkami?! Wszystkie dzieci chcą być jak Superman.
Najpierw deszcz Oskarów dla dzieła Alfonso Cuarona, potem informacja potwierdzająca istnienie fal grawitacyjnych – od czasów jabłka Newtona powszechne ciążenie nie miało chyba tak dobrej prasy. Postanowiłem dorzucić swoje trzy grosze i wpisując się w trend napisać o niezwykle dynamicznej łamigłówce, której zasada działania wybiega znacząco poza dotychczas spotykane schematy. Panie i panowie, oto TILT firmy Thinkfun, gra logiczna dla samotników o niebanalnej mechanice.
Informacja o milionowych wygranych chyba u każdego powoduje ukłucie zazdrości. Zastanawiamy się, co zrobilibyśmy z takimi pieniędzmi. Szybkie samochody, luksusowe apartamenty, podróż dookoła świata – pomysłów nie brakuje. A co zrobilibyście ze 106 milionami dolarów?
Taki „problem” mają osoby, które zasiądą do gry „Milionerzy i bankruci”. Musimy rozważnie zarządzać otrzymaną gotówką. Na koniec gry musimy spełnić dwa warunki:
– nie możemy być graczem z najmniejszą sumą pieniędzy,
– musimy posiadać najbardziej wartościowe dobra.
Każdy z graczy otrzymuje taką samą ilość gotówki. Płytki bogactwa, powodzenia i pecha należy wymieszać i umieścić na środku stołu. Rozpoczyna się licytacja. Po odkryciu płytki, pierwszy gracz wykłada na stole pieniądze, które chce za nią zapłacić. Może on również spasować. Kolejni gracze mogą przebić jego ofertę lub również spasować. Gdy licytacja wróci do gracza rozpoczynającego, może on podbić stawkę lub zrezygnować. Ważna informacja to taka, że pieniędzy raz wyłożonych podczas licytacji nie można zabierać ze stołu w celu ich rozmienienia. Licytacja trwa tak długo, aż wszyscy gracze, poza jednym, spasują. Zwycięzca odkłada pieniądze do pudełka i zabiera płytkę. Pieniądze oferowane przez innych graczy, wracają do właścicieli.
Bardzo ciekawie rozwiązano kwestię licytacji płytek pecha. W ich przypadku oczywiście staramy się ich nie zdobyć. Nic łatwiejszego – pewnie myślicie. Otóż, tę płytkę otrzyma osoba, która … jako pierwsza spasowała. Co ciekawe, gracz ten otrzymuje płytkę pecha, nie traci jednak pieniędzy. Wszyscy pozostali gracze tracą natomiast zaoferowane kwoty.
Nową rundę rozpoczyna osoba, która wygrała licytację.
O co tak naprawdę walczymy? Płytki bogactwa przedstawiają dobra luksusowe np. kino domowe, prywatną wyspę, czy biżuterię. Płytki powodzenia – podwajają liczbę zdobytych punktów bogactwa. Płytki pecha powodują:
– Casino – odjęcie 5 punktów,
– CBA – zmniejszenie liczby zdobytych punktów o połowę,
– Złodziej – gracz, który otrzymał tę płytkę musi odrzucić jedną z posiadanych płytek bogactwa.
Gra kończy się, gdy zostanie odsłonięta czwarta płytka z czerwoną obwódką. Następuje podliczanie pieniędzy. Gracz posiadający najmniej gotówki przegrywa i nie jest brany pod uwagę podczas wyłaniania zwycięzcy. Nie ma znaczenia, ile punktów bogactwa zdobył. Grę wygrywa osoba, która zdobędzie najwięcej punktów (po uwzględnieniu płytek bogactwa i pecha).
Gra podoba się z kilku względów. Może być dobrą alternatywą dla gier, w których trzeba inwestować pieniądze. Tu przychodzi mi na myśl np. Monopoly. Osoby, które nie znają jeszcze nowoczesnych planszówek, często pytają o tę grę. Można im więc zaproponować Milionerów. Zasady są bardzo proste, tak więc laicy nie będą mieć problemu z ich opanowaniem. W dodatku bardzo ciekawa jest kwestia zachowania równowagi między gotówką a dobrami. Gdy „przeinwestujemy” nie będziemy brani pod uwagę przy końcowym liczeniu punktów. Rozwiązanie to sprawia, ze prosta, banalna wręcz z pozoru, karcianka, nabiera innego wyrazu. Jej twórcą jest Reiner Knizia znany właśnie z tego, że tworzy gry, które mają w sobie to COŚ. To mój ulubiony autor, ponieważ „pomaga” mi zarażać nowoczesnymi planszówkami. Jego cechą rozpoznawczą są proste i łatwe do opanowania zasady, ciekawa mechanika i sporo frajdy płynącej z rozgrywki. Polowanie na robale to hit moich wakacji sprzed kilku lat, Pędzące żółwie to natomiast przebój ubiegłorocznego wypadu na narty. Milionerzy też z całą pewnością przypadną do gustu osobom lubiącym gry licytacyjne. Czynnik losowy (nie wiemy, jakie dobra trafią w danym momencie na licytację) sprawia wprawdzie, że ciężko opracować jakąś długoterminową strategię planowania, to jednak rozgrywka jest bardzo przyjemna. Jeżeli nie macie czasu by zasiąść do dłuższej gry (np. do Modern Art również od Knizii), wtedy bez obaw sięgnijcie po Milionerów. Rozgrywka zajmuje ok. 20 minut. To miły przerywnik pomiędzy cięższymi tytułami lub dobra „przystawka”. Rozważamy plan działania, blefujemy, ale też denerwujemy się, gdy trafiają się płytki pecha lub gdy gra zbyt szybko się kończy. Niektórzy twierdzą, że to jedna z lepszych gier Doktora Knizii (jej pierwsza wersja – High Society ukazała się w 1995 roku). Grę musicie jednak sami ocenić. Na pewno Milionerzy i bankruci przypadną do gustu osobom lubiącym licytacje. Gracze lubiący mieć wszystko pod kontrolą, mogą być rozczarowani. Nie wiemy jakie karty trafią na licytację, ile ich będzie (wszystko zależy jak ułożą się karty z czerwonym obramowaniem), jak zagrają przeciwnicy, czy trafią się płytki pecha. Jeżeli nie przeszkadza wam ten czynnik losowy, a chcielibyście zagrać w szybką grę – nie wahajcie się. Ja osobiście wolę inne tytułu od Reinera Knizii, jednak jeżeli ktoś poprosi o polecenie szybkiej gry licytacyjnej, na pewno wspomnę o Milionerach i bankrutach.
Grę przekazało wydawnictwo FOXGAMES. Dziękujemy!
You can get much farther with a kind word and a gun than you can with a kind word alone. [Al Capone]
Według teorii S. Shermana i A. McConnella myślenie kontrfaktyczne spełnia trzy funkcje: poprawia nam nastrój, daje poczucie kontroli nad światem i pozwala unikać tych samych błędów w przyszłości. Istnieje tez inna teoria J. Petrocelliego, według której takie myślenie wywołuje u ludzi fałszywe poczucie kompetencji, zawyżania ich, a tym samym hamowania osiągnięć.