Waleczne Piksele – wiele możliwosci w niskiej rozdzielczości

Ostatnimi czasy w branży gier wideo możemy zaobserwować prawdziwy zwrot ku przeszłości. Co rusz pojawiają się tytuły, które na pierwszy rzut oka przypominają produkcje rodem z lat 80-tych, kiedy to rządziły telewizory kineskopowe, a pady zwisały na przewodach. Nie dajmy się jednak zwieść archaicznej grafice – w tych wydawałoby się niewielkich produkcjach kryje się głębia możliwości, której niejednokrotnie brak „dużym” tytułom.
Waleczne piksele – najnowsza gra karciana wydawnictwa Portal – świetnie oddaje ducha swych rozpikselowanych protoplastów. Tu również niepozorna forma kryje pełne możliwości wnętrze. Czytaj dalej

Piątek trzynastego

Miasto trupów.

Wyludnione osiedla, samochody porzucone na ulicach, opuszczone hotele, parki i centra handlowe. Przed posterunkiem policji stoi dodge. Światła reflektorów oświetlają ludzką miazgę tuż przy zderzaku. Nieco dalej, na skwerku, gdzie kiedyś było gwarno, krwawy ślad z taksówki prowadzi po schodach do samych drzwi wielkiego gmachu. Na boisku od koszykówki leży piłka lub głowa – trudno zgadnąć. Nieco dalej, przed teatrem czerwony dywan z krwi. W witrynę pobliskiego sklepu wbiło się auto. Wszędzie wokół widać niszczycielskie skutki eksplozji.

Wydaje się, że jeszcze przed chwilą miasto żyło. Ale gdy zasiadam do gry „Zombies!”, wiem, że to wszystko, czego doświadczyli mieszkańcy miasta, musiało się wydarzyć w piątek trzynastego. Czytaj dalej

Pelican Bay – Zatoka Pelikana

Gier Jacques Zeimet’a doliczyłam się około 10 na moich półkach. Gier lekkich, przyjemnych, poprawiających humor, gier na każdą okazję i dla każdego. Najnowszym moim nabytkiem jest 2 edycja gry Pelican Bay. Czytaj dalej

Gauntlet of Fools – Vaccarino w podziemiach

Z pewnością większość z was dobrze zna takie gry jak Dominion czy Kingdom Builder, dzięki którym Donald X. Vaccarino dwukrotnie zdobył prestiżową nagrodę Spiel des Jahres. Czy jednak w ogóle słyszeliście o Gauntlet of Fools, który na BGG przez dwa lata uzbierał raptem 800 ocen? Jeśli nie, to czas to nadrobić. A już za tydzień przedstawimy kolejną grę od Donalda X. Kto zgadnie jaką?

Czytaj dalej

Niebezpieczna wyprawa

Było nas siedmiu. Wiedzieliśmy, że czeka nas niebezpieczna wyprawa. Nie wiedzieliśmy, że aż tak! Chcieliśmy jako pierwsi dotrzeć do serca dżungli, gdzie, jak powiadano, czekały niebotyczne skarby. Inni chcieli tego samego… Przeżyli tylko nieliczni. Większość z nas skończyła jako karma dla wygłodniałych krokodyli. Zaś ci, co przeżyli, niekoniecznie stali się zwycięzcami. Do dziś śni mi się szaleństwo w oczach tych ludzi.” [Fragment rękopisu znalezionego przy ludzkim szkielecie, gdzieś na obrzeżach dżungli.] Czytaj dalej

Maka Bana – wyspiarski luz, francuski bajer

Niespodziewanie największym przebojem moich tegorocznych wakacji okazała się gra całkiem już leciwa, Maka Bana. Gra, której autorem jest François Haffner, popularna jest głównie we Francji, zaś w 2013 roku doczekała się jubileuszowej edycji. Nowe wydanie wyposażono w dwie błyszczące plansze, zestaw kolorowych chatek dla sześciu graczy oraz zmodernizowane zasady. Maka Bana to rodzinna gra blefu, lekka i pozornie niepoważna, a tak naprawdę bardzo chytrze zaprojektowana. Czytaj dalej

Top Secret

Późny wieczór. Za oknem rozszalała się burza. Przy drugim głośnym grzmocie usłyszałam ostre pukanie do drzwi. FBI otwierać! W progu stał niespodziewany gość. Kapelusz, ciemne okulary, spluwa i ręka trzymająca legitymację, z numerem 000. Jesteś zdemaskowana! Już po mnie. Czytaj dalej

Splendor – Od zera do jubilera

Ozdoby towarzyszą nam od wieków. Od ludzi pierwotnych z ich kościanymi naszyjnikami, przez wyperfumowane egipskie damy noszące kolie wysadzane drogimi kamieniami, po raperów obwieszonych złotem. Bez względu na walory estetyczne – co wszak jest kwestią gustu – wszystkie świecidełka, nim zawisną na czyjeś szyi lub przyozdobią dłonie – muszą odbyć drogę od pełnej pyłu kopalni, […]

Kostki zostały rzucone

Thierry Denoual to raczej mało znany projektant, ale w mojej kolekcji wsławił się grą logiczną Gobblet, tą z serii drewniany Gigamic. Prostym pomysłem zapewnił mnóstwo zabawy i jednocześnie myślenia. Z ciekawością sięgnęłam do kolejnej jego gry – Kostki zostały rzucone. Czytaj dalej

Rodzina się powiększa, czyli Time’s up Family

Po tym jak Time’s up podbił serca wszystkich moich znajomych. Po licznych rozgrywkach, którym towarzyszyły salwy śmiechów, w końcu na rynku pojawiła się wersja, w której również młodsze pokolenie może zagrać. Do tej pory dzieci i nastolatkowie najczęściej tylko obserwowali zmagania dorosłych.  Oczywiście czasami grali z nami, jednak narzekali na to, ze sporo nazwisk nie jest im znanych. W rywalizacji byli więc od początku na straconej pozycji. Teraz może się to jednak zmienić.

Podobnie jak w „dorosłej wersji”, tu również muszą uczestniczyć przynajmniej dwie drużyny. Rozgrywka trwa trzy rundy. Celem graczy jest odgadnięcie nazw przedmiotów, zwierząt oraz zawodów. Nie ma więc nazwisk osób i nie ma obawy, że skompromitujemy się nie znając danej postaci (naprawdę takie obawy czasami się pojawiały J ).  Dzieci spokojnie sobie poradzą z tą grą. Nawet najmłodsi. Sugerowany minimalny wiek to 4 lata. W czasie testów również takie maluchy uczestniczyły w rozgrywce. Jest jednak jeden problem – nie potrafią jeszcze czytać. Muszą być więc stroną odgadującą. Jeżeli nie zniechęca to partnerów z drużyny, nie ma większych obaw przed zaproszeniem do gry dzieci w tym wieku.

times up family2Gra zawiera 220 kart. Na każdej z nich zaznaczone są dwa słowa. W jednej rozgrywce używa się tylko około 40 słów, tak więc gra na pewno szybko się nie znudzi. Tym bardziej, ze sposób prezentacji haseł będzie się różnił w zależności od osób, które będą nam towarzyszyły w rozgrywce. Czasami możemy się bardzo zaskoczyć, w jaki sposób gracze mogą przybliżyć nam hasło.

Tak jak i w wersji „dorosłej” rozgrywka trwa trzy rundy, W pierwszej mamy 40 sekund na prezentację jak największej liczby haseł. Możemy wypowiadać dowolne zdania. W drugiej rundzie mamy do dyspozycji te same hasła, jednak możemy wypowiedzieć tylko jedno słowo, a drużyna ma tylko jedną próbę odgadnięcia każdej karty.  W trzeciej rundzie nie możemy już nic mówić, jedynie pokazywać lub wydawać dźwięki. Z doświadczenia wiem, że to jest moment, w którym zaczynają nas boleć brzuchy. To dlatego, że śmiechu jest czasami co nie miara, szczególnie gdy nie wiemy, jak zaprezentować dane hasło. O ile czasami jest to naprawdę trudne w przypadku kart z postaciami, łatwiejsze zadanie mamy w wersji Family. Niestety dla dorosłych jest to czasami zbyt łatwe zadanie. Jeszcze zależy od tego, czy są stroną pokazującą, czy odgadującą. O ile może być im łatwiej pokazywać, o tyle z odgadywaniem może być gorzej. Dzieci interpretują hasła na swój sposób i czasami ich prezentacja może nas naprawdę zaskoczyć. Nie dajmy się więc zwieść prostym hasłom. A co jeżeli chcemy zagrać tylko w gronie dorosłych? Oczywiście spróbować można, jednak „poprzeczka” będzie znacznie zaniżona i możecie nie czerpać tyle radości z gry. Hasła są bowiem „nakierowane” na młodszych graczy.

time's up family2Jeszcze warto na chwilę zatrzymać się nad wykonaniem gry. Zestaw kart otrzymujemy oczywiście w kartonowym pudełku (takim samym jak w przypadku wersji „dorosłej”). Szybko się gniecie i niszczy. Szczerze mówiąc jest ono jednak niepotrzebne, ponieważ grę, podobnie jak zwykłe Time’s up, przechowuje się najczęściej i przewozi w materiałowym woreczku. To bardziej praktyczne rozwiązanie. Karty oczywiście są bez zarzutu. Wytrzymują nerwowe i częste rozgrywki.

Podsumowując recenzję. Jeżeli w waszym domu są dzieci i nastolatkowie, a wy lubicie grać w Time’s up, bez obaw sięgnijcie po wersję Family. Będziecie się całą rodziną świetnie bawić. Jeżeli jednak w waszym gronie nie ma młodszych graczy, sięgnijcie po wersję klasyczną. Hasła związane z przedmiotami, zwierzętami oraz zawodami będą dla was po prostu zbyt łatwe. Warto wymienić kilka przykładowych haseł: choinka, wanna, koszula, mydło, gruszka, restauracja, kolarz, odkrywca, czy rzeka. Przyznam się, że pomimo iż hasła są proste, czasami mieliśmy problem z ich prezentacją. Dzieci są bardziej kreatywne, ale dorośli nie zawsze nadążają za ich sposobem myślenia. Może się więc i tak zdarzyć, ze zostaniecie ograni przez wasze własne pociechy.

Grę przekazało wydawnictwo Rebel. Dziękujemy!

  • WYKONANIE 4/5

    Karty bez zarzutu. Bardzo dobrym pomysłem jest dołączenie materiałowego woreczka. Kartonowe pudełko jest niepotrzebne.

  • TRUDNOŚĆ 1,5/5

    Hasła są przystosowane do młodszych graczy. Dla dorosłych mogą być zbyt łatwe.

  • OCENA 4/5

    Jeżeli w waszym domu są dzieci i nastolatkowie, a wy lubicie grać w Time’s up, bez obaw sięgnijcie po wersję Family. Będziecie się całą rodziną świetnie bawić. Jeżeli jednak w waszym gronie nie ma młodszych graczy, sięgnijcie po wersję klasyczną. Wszystko zależy od tego, z kim będziecie grać.

 

 

Królewska Gra z Ur

Planszę do Królewskiej Gry z Ur wyrwałam wiele lat temu spośród stronic miesięcznika „Wiedza i Życie”, spakowałam do plecaka na jakiś letni biwak i tak już zostało. Towarzyszy mi właściwie każdego lata, zmieniają się tylko przedmioty, których używamy jako pionów, w zależności od tego, co na miejscu uda się nazbierać. Raz są to kamyki, raz muszelki, raz szyszki – generalnie co tylko runo leśne zaoferuje. W ostatnich latach zaaferowania tzw. nowoczesnymi planszówkami, wakacyjne bagaże dociążam pojemnikami z meeplami, żetonami i kośćmi, paletą przeróżnych plansz i kart oraz wymiętymi stronami instrukcji zamiast wakacyjnej prasy, ale Królewska Gra z Ur jedzie ze mną również. Tak, żeby tradycji stało się zadość. A tradycje ta gra ma jak żadna inna, gdyż jest, obok Seneta, jedną z najstarszych znanych gier świata. Czytaj dalej

Przebiegłe wielbłądy

– Słyszała pani, co się tam pod szóstką dzieje?
– Nie, a co takiego?
– No schodzą się i ostatnio jest bardzo głośno!
– Pewnie imprezują.
– No co pani. Oni tam hazard robią. Jakieś wyniki obstawiają, krzyczą „szybciej, szybciej”, wiwatują, klną. No i wie pani, o dużej kasie mówią.
– No to niech pani zgłosi na policję, hazard jest nielegalny.
– Eeee, gdzie tam, ja nic nie widziałam i nie słyszałam. Czytaj dalej

Spaces Between, czyli co myślę o najnowszym dziecku FFG cz. II

Wstęp krótki, gdyż i czas ograniczony: dzisiaj zapoznamy się z drugą częścią kart z dodatku Spaces Between. Tym razem, przeznaczonych rzecz jasna runnerowi!

Czytaj dalej

Smoczy skarb – czyli kooperacja w wersji light

Ekologia wielu z was pewnie kojarzy się z szarym, szorstkim papierem, słabą grafiką, czy wyblakłymi kolorami. Czym jest nowoczesna ekologia, przekonacie się sięgając po nowość od Wydawnictwa G3.

smok3Ładna grafika i dobre wykonanie. To pierwsze, co rzuca się w oczy biorąc do ręki Smoczy skarb. Warto dodać, że gra została wykonana z ekologicznych materiałów. Drewniane, jak i papierowe elementy wyprodukowano z surowców pochodzących z odnawialnych zasobów leśnych. Oprócz tego do drukowania wykorzystuje się farby na bazie organicznej. Sam proces odbywa się w sposób przyjazny dla środowiska. Nie oznacza to jednak absolutnie gorszej jakości. Gra prezentuje się bardzo dobrze i nie ma się czego wstydzić. Grafika przyciąga wzrok i podoba się zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Kafelki ścieżki i smoka przywołują na myśl znane już Carcassonne. Owszem, tu też budujemy ścieżkę, ale nie zbieramy za nią punktów, lecz staramy się dotrzeć do skarbu przed smokiem. Przy układaniu żetonów ścieżki również musimy pilnować, by zgadzały się poszczególne jej fragmenty, jednak na tym kończą się podobieństwa.

Gra posiada spory czynnik losowy. Losujemy żetony i w zależności od tego, co się na nich znajduje układamy w odpowiednim miejscu. Jeśli widnieje na nim ścieżka, budujemy trasę, którą staramy się dotrzeć do skarbu. Po drodze zbieramy konieczne klucze. Zdobywamy je poprzez położenie kafla ścieżki na polu, na którym znajduje się żeton z kluczem. Są one konieczne do „otwarcia” skrzyni ze skarbem. Jeżeli w ten sposób zdobędziemy żeton ze słodyczami, możemy odłożyć jeden kafelek smoka, który leży najbliżej skarbu. W ten sposób „spowalniamy” na moment smoka. Gra kończy się, gdy na pole ze skarbem zostanie położony kafelek. Jeśli jest to kafelek ścieżki, a na torze obok skarbu leżą trzy klucze, to oznacza że gracze przechytrzyli smoka i wygrali. Jeśli jednak leży tam kafelek smoka, to on jest zwycięzcą.

Niestety przegraliśmy ze smokiem!

Niestety przegraliśmy ze smokiem!

Zasady są wiec banalnie proste. Nawet najmłodsi gracze (sugerowany wiek od czterech lat) poradzą sobie z tą grą. Czynnik losowy oczywiście odgrywa sporą rolę, jednak nie psuje on zabawy. W dodatku za każdym razem w innych miejscach ustawimy płytki z kluczami i słodyczami. Decyduje o tym rzut kośćmi. Dzięki temu każda rozgrywka jest inna. Im bliżej skarbu, tym wzrasta napięcie: czy uda nam się dotrzeć do skarbu, a może jednak szybszy będzie smok? Nawet dorosłym udziela się ten nastrój, denerwując się gdy odkryty zostanie kolejny żeton smoka. Rozgrywka naprawdę wciąga. W dodatku partia trwa około dziesięciu – piętnastu minut, tak więc bardzo często zdarza się, że rozgrywa się ją kilkakrotnie w trakcie jednego spotkania.

 

smok9smok8

Warto również dodać, że gra jest bardzo dobrze wykonana. Wszystkie materiały są naprawdę dobrej jakości. Cieszy mnie również to, że do produkcji gry użyto ekologicznych materiałów. Warto dodać, że Amigo, czyli pierwszy wydawca gry, przygotował więcej „ekologicznych” gier. Seria nazywa się Ö+Koo – czyli Ökologisch + kooperativ (ekologiczny i kooperacyjny). W sumie ukazało się pięć tytułów. To Gespensterturm, Der Regenbogen verliert seine Farben, Bärenspiel oraz Piraten – Abenteuer. Gry te łączą nie tylko ekologiczne surowce użyte do ich produkcji, ale również kooperacja. Wszyscy gracze wspólnie grają i wspólnie wygrywają. Przy okazji wygrywa też natura, a dzieciom można „zaserwować” interesującą lekcję ekologii. Grę Smoczy skarb polecam więc zarówno dużym, jak i mniejszym graczom.

smok6

Grę przekazało wydawnictwo G3. Dziękujemy i polecamy profil Wydawnictwa na Facebooku. Znajdziecie tam bieżące informacje o produktach i konkursach organizowanych przez G3.

  • WYKONANIE 5/5

    To się ceni: ekologia i bardzo dobra jakość materiałów!

  • TRUDNOŚĆ 1/5

    Banalnie proste zasady, spory czynnik losowy, ale ile radości za tym idzie!

  • OCENA 5/5

    Wszyscy gracze wspólnie grają i wspólnie wygrywają. Przy okazji wygrywa też natura, a dzieciom można „zaserwować” interesującą lekcję ekologii. Grę Smoczy skarb polecam więc zarówno dużym, jak i mniejszym graczom.

 

Waleczne Piksele – ogromne możliwości w małym pudełku

Nigdy nie miałem Commodore, Atari czy Amigi. Miałem za to Nintendo Entertainment System. Grałem w Mario i Duck Hunt, Zeldę i trochę gniotów o których nie warto tu wspominać. Ale pokochałem ten 8 bitowy system. Mój pierwszy komputer dostałem dopiero jak miałem kilkanaście lat, ale udało mi się namówić rodziców na jedną grę – padło na Final Fantasy VII (zostałem namówiony przez Piotra Rubika, który wówczas prowadził Magazyn Multimedialny Odlot). Gra pochłonęła mnie na długie godziny, a potem przyszedł czas na emulatory. Zacząłem nadrabiać różne tytuły z Super Nintendo, skupiając się głównie na innych częściach Final Fantasy. Jedną z moich ulubionych było Final Fantasy Tactics – turowa strategia, gdzie kierując swoją drużyną złożoną z wielu różnych postaci, toczyło się serie taktycznych pojedynków. Ten przydługi wstęp przed recenzją jest po to, żebyście wiedzieli jak dużo sentymentu mam do starych gier, a w szczególności właśnie do turowych strategii i gier jrgp. Wiedziałem, że ten sentyment z jednej strony pozwoli mi się bardzo mocno zanurzyć w tematyce Walecznych Pikseli, grze która próbuje odtworzyć retro gry na planszy. Jednocześnie jeżeli gra zawiodłaby mnie mechanicznie, rozszarpałbym ją na strzępy za niespełnione obietnice. Bez owijania w bawełnę – gra spełniła wszystkie pokładane w niej nadzieje. I to z nawiązką.
Czytaj dalej

Maskarada – wino, kobiety i blef

Mistrz uniósł wieko niewielkiej szkatułki. W obitym atłasem wnętrzu umieszczono kilkadziesiąt złotych monet oraz szczupłą talię kart. Z wyglądu przypominała popularnego na dworze Tarota, lecz część zebranych doskonale widziała, że gra niewiele ma wspólnego z sztuką czarodziejską.
– Doroczny bal maskowy lady Salvaras odbędzie się za 10 dni. Interesem gildii jest abyście byli tam obecni i zdobyli wszelkie niezbędne informacje oraz – jeżeli nadarzy się okazja – coś więcej.
Obleczony w czarny strój mężczyzna spojrzał po zebranych przy stole. Wśród doświadczonych braci zauważył kilka nowych twarzy, arystokratów, rzezimieszków, chłopców stajennych – gildia zawsze miała własne – dość pokrętne – kryteria rekrutacji.
– Dziś po raz kolejny przeprowadzimy „grę”. Nowym przypominam, że ma na celu wyćwiczyć waszą retorykę, intuicję i blef – to one, a nie ostrza będą waszą bronią podczas Maskarady. cel jest prosty – zachować swą tożsamość w tajemnicy, a zarazem odkryć kto kryje się za „maską” przeciwnika.
Zwycięzcę czeka nagroda – mówiąc to Mistrz zagrzechotał monetami spoczywającymi na dnie szkatułki – zatem do dzieła bracia – niech zatańczą kłamstwa! Czytaj dalej

Pretor

Granna Expert to seria gier skierowana do graczy z większym doświadczeniem. Po sukcesie CV Filipa Miłuńskiego, gry, która zawitała na dobre w mojej kolekcji, przyszedł czas na zagraniczną produkcję. Wielu graczy, podobnie jak ja, z ogromnym zaciekawieniem czekało na kolejny tytuł z tej serii. Wreszcie się pojawił. Pretor z NSKN Games. Emocje podsycał fakt obecności polskiego nazwiska wśród jej twórców. Czytaj dalej

Przebiegłe Wielbłądy – Pustynny bukmacher

Pistolet sygnałowy poszybował w górę – huk, wrzask i ruszyły…
– Proszę państwa cóż za emocje! Dziś pod gizyjską piramidą jest wyraźnie goręcej niż zwykle, a to dopiero pierwsza gonitwa w tegorocznym Grand Prix!
Mamy już jednak swoich faworytów. Nie zdradzę swoich typów, ale w kuluarach mówi się o świetnej formie Czerwonego Kąsacza. Z drugiej strony prasa branżowa – w tym sam „Word of Humps” – podkreśla znaczny wzrost formy Żółtej Błyskawicy – czyżby powrót na piedestał po 2 latach przerwy?
– Abedin, skończ klekotać – nikogo tu nie interesują twoje typy! Tam na dole dzieje się już naprawdę sporo! W tej Chwili Niebieski Skoczek wykonał piękne podwójne salto na grzbiet błyskawicy, dając sobie tym samym świetną pozycję, by atakować czołówkę!
Farid, Skoczek nie ma szans; doskonale wiemy, o jego niezrównoważonej naturze – zawsze opada z sił pod koniec wyścigu. Czarnym koniem może tu być Biały Pył – spójrzcie tylko – łyknął wody i już jest w czołówce! Czytaj dalej

Der Isses!

Alex Randolph to nieżyjący już autor około 100 gier. Swoją karierę projektancką rozpoczął w 1961 r. po przeprowadzce z USA do Japonii, od 1968 r. kontynuowaną we Włoszech. Współpracował z wieloma projektantami gier planszowych, a wśród jego najbardziej znanych gier można znaleźć: Enchanted Forest (Spiel des Jahres 1982 r.), Ricochet Robots, Code 777, TwixT, Inkognito. W Polsce znany jest przede wszystkim z gry logicznej Duchy wydawnictwa Granna. Dziś opowiem Wam o jego grze Der Isses!, pierwotnie zwanej Xe Queo!, która jest ciekawą 2-osobową grą. Czytaj dalej