Instruujące instrukcje

Gdy czytałem wpis Mateusza moją uwagę zwrócił szczególnie fragment o klientce, która nie zrozumiała instrukcji do 7 cudów. Matio podaje przykład instrukcji do Mage Knighta jako napisanej dobrze ze względu na to, że nie jest napisana suchym językiem. Praktycznie jednym tchem wymienia też Androida jako grę, której pojęcie z instrukcji i wytłumaczenie przerosło siły jego kolegi. W tym momencie usłyszałem zgrzyt – moim zdaniem instrukcja do Androida jest jedną z ciekawiej napisanych instrukcji w ogóle. Przeczytałem ją jednym tchem, miałem poczucie, że wiem jak wygląda gra, jak się w tym świecie poruszać. Setup i przypomnienie sobie zasad przed partią zajęło mi 2 godziny, na zagranie już czasu nie wystarczyło. Tu połączenie „ciekawie napisana – uczy grać” się sypie. Czytaj dalej

20 Punktów Zwycięstwa

Dzisiaj będzie jeszcze bardziej osobiście niż zwykle. Dzisiaj chciałbym się podzielić moim małym zwycięstwem. 20 PZ, to dużo czy mało? Oczywiście sporo zależy od gry, ale gra o której dzisiaj chcę opowiedzieć jest bardzo specyficzna. Parametr liczby zdobytych punktów zależy nie tylko od nas, ale również od rozgrywki, jak się potoczy. Jedni mimo najlepszych chęci, z przyczyn losowych nie zdobędą nawet jednego punktu, mi – a właściwie nam – udało się na razie zdobyć 20.

Czytaj dalej

Łódzki Port Gier 16 – wrażenia

Wczoraj zakończyliśmy trzecią już w tym roku edycję ŁPGa. Jak zwykle, było bardzo wesoło i bardzo planszówkowo. Dwa dni, dwieście pudeł na stołach, kilkaset osób, cała masa zabawy. I w tej całej masie zabawy znalazło się kilka perełek i ciekawostek wartych zachowania dla potomności.

Czytaj dalej

O jakim kocie piszę?

Pojawiło się pytanie gdzie fota bohatera kilku opowieści, zamieszczam więc portret tej najsprawniejszej i najinteligentniejszej przedstawicielki puchatego rodzaju. Nazywa się książkowo Caprica, a reaguje na Ćwiara albo Kwikun. Pozwalam sobie to wrzucić z tagiem close enough, bo to nie do końca planszówka;)

Ekonomicznych eurosów ciąg dalszy, czyli Piwne Imperium

Mam znajomego, który prowadzi w Łodzi pub i sklep z piwami zagranicznymi i polskimi regionalnymi. Swoją drogą ów znajomy zaszczepił we mnie przekonanie, że regionalne browary są zdecydowanie lepsze od koncernowej masówki i od tego czasu nie tykam nic w rodzaju Tyskiego, Warki, czy innego paskudztwa typu Żywiec. Co to ma wspólnego z planszówkami, spyta ktoś. Ano ma. Wyżej wzmiankowany znajomy podesłał mi kilka dni temu linka do profilu FB o powstającej właśnie planszówce traktującej o produkcji piwa. Gra o piwie? Jest dobrze. Gra typu worker placement / resource management o piwie? Jest bardzo dobrze! Jestem, jak to się mówi, nahajpowany. Przyjrzyjmy się bliżej, co nas oczekuje.

Czytaj dalej

Nie daj się!

Czasami bywa tak, że chcemy kupić jakąś grę. Temat ulegania mamy już omówiony, czasem jednak druga poł obiektywne trudności nie pozwalają. Intelektualnie problem mamy opracowany, jednoosobowe badania przeprowadzone przeze mnie na mnie samym pokazują jednak, że emocjonalne przywiązanie do już-prawie-kupionej gry jest trudne do przezwyciężenia. Groźba nagłego ograniczenia okazywania emocjonalnego przywiązania obiek przez żonę czasami pomaga, nieraz jednak musimy z problemem poradzić sobie sami (inaczej może się okazać, że nagle z wieloma problemami będziemy musieli radzić sobie sami). Czytaj dalej

Projektowanie w drodze

Jesteśmy w pociągu, jedziemy z Oćwieki (a konkretnie z Mogilna) do Giżycka, na mazury. Poprzednie 9 dni to praca jako opiekunowie na obozie młodzieżowym. Piszę praca, ale oczywiście źródłem utrzymania to nie jest – traktujemy to jako służbę. Niemalże stuosobowy obóz, wykłady i grupki Biblijne, zabawy w klimacie pirackim, piłka nożna, siatkówka plażowa, a w „wolnych chwilach” planszówki – jestem przemęczony.

Przed nami kolejny obóz, tym razem półkolonie dla dzieci. Wrzucając ten wpis, dobiegają one już do końca. Zajmujemy się grupą 20-25 dzieciaków w wieku 5-13 lat przez kilka godzin dziennie, a później (jeśli czas na to pozwoli) odpoczynek, przygotowania do kolejnego dnia … no i planszówki.

Ambitnie zawsze mam jedną, oddzielą torbę z grami planszowymi. Wszyscy bardzo lubimy 7 Cudów Świata, więc grę zabrałem. Znajomi gali już kilka razy, mi w te wakacje jeszcze się nie udało. Oprócz tego w torbie znajduje się Nowa Era, która jeszcze na stół nie trafiła. Jest też Star Wars Gra Karciana, którą przemęczyłem z kolegą-geekiem. Poza tym Mały Książę i kilka gier imprezowych. No i oczywiście projekty dwóch moich gier.

Projektowanie w wakacje to projektowanie w drodze. Pamiętam jak 2 lata temu, pomiędzy dwoma obozami miałem kilka dni i w domu rodziców na szybko szykowałem prototyp do świeżego pomysłu. Również 2 lata temu odbywały się testy Westerplatte, po których zachodziło mnóstwo zmian. Za każdym razem brałem laptopa i wolnej chwili (a tych, ze względu na moją funkcję, jest często niewiele) wprowadzałem poprawki i drukowałem nowe karty/elementy. W tym roku jest podobnie – mam w torbie 2 gry i na razie testuję jedną z nich. Pomysł, który chodzi za mną od bardzo dawna i ostatnio doczekał się mechaniki, która idealnie do niego pasuje. Jestem tym projektem bardzo podekscytowany i robię grę myśląc m.in. o sobie samym 🙂

Prototyp X (jeszcze nie chcę zdradzać, co to jest – przyjdzie na to czas) to, między innymi, sporo kart i plansza, które stale się zmieniają. Po kilku partiach w Oćwiece dostrzegam potrzebę poprawek, znajduję ostatniego dnia obozu chwilę (o 22:00), siadam do biura obozowego i na kolanie wprowadzam poprawki. Nowe karty opisane w Excelu, wszystko wyliczone, niektóre karty trzeba wyrzucić, inne poprawić. Drukuję kilkanaście stron kart różnego rodzaju i wsadzam je do plecaka. Następnego dnia mamy pociąg o 8 rano. Gdy trochę porozmawialiśmy z Olą w pociągu, wyciągam kartki z nowymi kartami do wycięcia … i załamuję się zupełnie, bo zapomniałem zabrać nożyczek. „Muszę działać bardziej efektywnie, bo nigdy nie skończę tej gry” pomyślałem wkurzony na siebie.

Na szczęście z pomocą przychodzi moja żona. Zazwyczaj jestem zdenerwowany, gdy widzę chaos w jej torebce, szczególnie gdy nie ma tam chusteczek, których ja zawsze potrzebuję, ale tym razem jest inaczej. Ola zabrała nożyczki. Dlaczego? – nie mam pojęcia. Po prostu je ma i tyle. Zadowolony siadam na popsutym krześle, w tym dusznym wagonie i wycinam karty do mojej gry. Zadowolony z tego, że Ola po raz kolejny mnie „uratowała”. Zadowolony z tego, że prototyp X zmierza w kierunku naprawdę dobrej mechanicznie i ekscytującej tematycznie gry.

 

Starociowe wspominki – Fussball Taktik 2006

Czasami bywa tak, że mamy regał z grami. Przed tym regałem potrafi piętrzyć się stosik gier dorównujący wysokości regałem. I czasem taki stosik stanowi, w mniemaniu sierściucha, świetny punkt wypoczynkowo-rekreacyjny. Wskakuje taki kotek na stosik, a tu stosik niezadowolon, ucieka czem prędzej w bok, przód i tył – jednocześnie. Zaalarmowani kartonowymi odgłosami świadczącymi o nieustępliwości prawa przyciągania sprawdzamy czy grom nic się nie stało. Podchodzimy i zastajemy coś w rodzaju amazońskiej świątyni penetrowanej przez archeologa z biczem, tyle że kula jest puchata i najeżona pazurami. Pełni heroicznego poświęcenia kulę podnosimy i ekspediujemy z dala od kartonów, zabieramy się za porządkowanie. A tam – ukryte skarby. Taki np. Fussball Taktik 2006. Z nostalgią otworzyłem pudełko. Atak astmy od kurzu nie trwał długo, pomyślałem więc o partyjce. Komiksowy styl stwierdzenia „Jak pomyśleli tak zrobili” zaskakująco często opisuje prawdziwe wydarzenia, nie inaczej było tym razem. Wróciły wspomnienia szczęśliwych chwil dziecięcych, wróciła też potrzeba podzielenia się informacjami o tej grze. Popełniłem w 2008r. recenzję tego tytułu w serwisie Paradoks, przytaczam ją tutaj w całości, z niewielkimi zmianami stylistycznymi. Warto nadmienić, że ta gra ma szczęście do powrotów z zakurzonego niebytu. Czytaj dalej

Konkurs

Już niedługo będziecie mogli przeczytać na moim blogu kilka słów o „Ogonku” – dodatku do gry „Kolejka” Karola Madaja. Zanim to nastąpi, chciałam zaprosić Was do wzięcia udziału w konkursie. Do wygrania jest 1 egzemplarz gry Kolejka wraz z dodatkiem Ogonek. Nagrodę ufundował Instytut Pamięci Narodowej.

Czytaj dalej

Wśród pętli Puerto Rico

Ostatnio pisałem o mojej przygodzie z Arkham Horror. Wpis skupił się na klimacie i wywołał małą dyskusję, co mnie niezmiernie ucieszyło. Dobrze, że chcemy rozmawiać o grach i bardzo dobrze, że mamy różne poglądy i spojrzenia. Dzisiaj odejdę od tematyki klimatu i skupię się na czymś o wiele ważniejszym – opowiem o game loopach Nie […]

16 godzin z życia obsługanta

Niedawno Cytadela Syriusza współorganizowała mangowy konwent Nejiro. Konwent jak konwent, games room być musi. Jako szefujący sekcji planszowej ja miałem znaleźć ludzi do obsługi, ale że na mangę niewielu chętnych, bo i turniejów poważnych nie ma, to ostatecznie sam część dyżuru robiłem. [Na zdjęciu próbuję wytłumaczyć zawiłości powiązań między znakami w Dobble. Ci mangowcy…] Czytaj dalej

Klimatyczne podsumowanie i wisienka na torcie

Mielśmy kilka dni temu bardzo ciekawą dyskusję związaną z klimatem i nastrojem w planszówkach. Nie będę wyciągał wniosków z tej dyskusji, bo po pierwsze nie chcę psuć nikomu przyjemności z lektury, a po drugie spektrum opinii jest na tyle szerokie, że ciężko byłoby to zgarnąć pod jakąś spójną tezę. Zdecydowanie warto jednak na potrzeby potomności uwiecznić te wypowiedzi. Na koniec opowiem Wam krótko o grze, która jeszcze inaczej podchodzi do zagadnienia.

Czytaj dalej

Mózg paruje, czyli rzecz o ciężkich eurosach

Dyskusja z Jarkiem w komentarzach o tutaj natchnęła mnie do napisania tego posta. Otóż opowiem Wam o mojej pierwszej miłości planszówkowej. Teraz co prawda poszedłem w trochę inną stronę (co-opy), ale przez długi czas grami, w które najbardziej lubiłem grać, były ciężkie gry ekonomiczne. Przy czym przez ekonomiczne rozumiem tu głównie gry polegające na zarządzaniu surowcami i budowaniu silniczka przetwarzania tych surowców (gry z rynkiem akcji jakoś nigdy mi nie podeszły).

Czytaj dalej

Powab a ukryta brzydota

Autorzy często próbują nam sprzedać otoczkę położoną na gładko na mechanice. Tak gładko, że przy leciutkim przechyle ześlizguje się odsłaniając jak jest naprawdę. Po jednej/kilku partiach już dobrze widzimy ten brak punktu zaczepienia i zaczynamy dostrzegać w co tak naprawdę gramy. Czytaj dalej

Moje elektroniczne pięć groszy

Polski zespół TapBoarders (Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu) na światowych finałach Imagine Cup 2013 zaprezentował system Multiboard: platformę do grania w gry planszowe w wersji elektronicznej w kilka osób jednocześnie. Filmik z prezentacją tutaj.
Czytaj dalej

(Gry dla) Rodziny się nie wybiera

Siejąc planszówkową zarazą na prawo i lewo nigdy nie oszczędzałam własnej rodziny. Czy chcieli (mniejszość) czy nie chcieli (nigdy nie rozumiałam dlaczego, ale większość), w różnym stopniu zarażeni – wszyscy, poczynając od najmłodszego brata, poprzez różnej maści ciotki a na dziadkach kończąc, siedzieli kiedyś przy planszy. Zwykle jednak nie przy tej samej. I na pewno nie w tym samym czasie.

Czytaj dalej

Panel klimatyczny – c.d.

Jako że zacna część znadplanszowej braci spotkała się ostatnio na panelu klimatycznym w wirtualnej sali (wyłożonej panelami?), pozwolę sobie też wygłosić krótki odczyt w kwestii klimatu. Skoro sala jeszcze wynajęta, słuchaczom już się znudziło rysowanie na notatkach, a do obiadu jeszcze 40 minut, to może uda mi się na chwilę złapać Waszą uwagę. Póki temat gorący. Czytaj dalej

Okresowa klimatyczność

Dopiero kilka lat temu nadrobiłem „Łowcę jeleni”[uwaga, mogą być mini spoilery]. Trudne to wyznanie, niemniej musiało w końcu paść. Cały film jest oczywiście bardzo warty zobaczenia, mi natomiast najbardziej utkwiła w pamięci scena z rosyjską ruletką – chyba pierwsza, a w każdym razie ta, gdy spoceni, złachani bohaterowie siedzą w jakiejś chacie Wietkongu i grają. Podczas oglądania tej sceny osiągam głębiny immersji rzadko występujące nawet w przypadku grania w erpegi. Czuję lepkość powietrza, ogromną, duszącą wilgotność. Do tego nędzna chacina, pot leje się z graczy, a życie zależy od przypadku, szczęśliwego trafu. Najlepszym wyjściem mogłaby być propozycja Joshuy, ale tu bohaterowie tej opcji nie mają. Czytaj dalej

Myśl. Nie graj.

ZnadPlanszy powiększyło się o 3 blogi. Szybkie uderzenie tekstami i już wiemy, że mamy do czynienia z klimaciarzami – widać to tak we wpisach, jak i w notach autorskich. Ponieważ także zaliczam siebie do graczy klimatolubnych (doświadczenie/bagaż erpegowy nie daje się łatwo porzucić), ale Horror w Arkham mnie mierzi, dysonans zmusił mnie do kopania w duszy głąb. Czytaj dalej

Podłe pudła, albo kartonowych grzechów wyliczenie

Geko narzeka na zbyt duże pudełka planszówek, ponarzekam więc i ja. Od razu zaznaczam, że stopień irytacji powodowany poszczególnymi grzechami zależy od indywidualnych zboczeń.

Nieumiarkowanie w tłoczeniu powietrza

Pudełka mamy różne, kwadratowe i podłużne – można by powiedzieć ignorując sprawdzanie geometrycznej poprawności tego stwierdzenia. Ponarzekać można natomiast na każdy jeden rodzaj. Zgadzam się z Geko, że ilość powietrza pozwalająca przeżyć tydzień pod wodą to zdecydowanie zbyt wiele szczęścia, przynajmniej dopóki lodowce się w końcu nie roztopią – a i wtedy raczej tylko kolekcjonujący planszówki mieszkańcy nizin się ucieszą z troski wydawców. W praktycznie każdej innej sytuacji ten ważniejszy dla ustroju niż woda zapas raczej irytuje niż pomaga. Czytaj dalej