Co do Peru?

Co do Peru?

W pierwszym wpisie na blogu pisałam o prośbie znajomego misjonarza z Peru, który poznał tam grę Osadnicy z Catanu. Gra już doszła i została też przekazana. Okazało się, że tytuł ten w Peru promują Polacy, a dokładnie misjonarze. Zachęcają do gry też Peruwiańczyków. Dla nich to wielkie przeżycie, bardzo angażują sie w rozgrywkę i  „przeżywają” sukcesy i porażki. Może dlatego, ze nowoczesne planszówki nie są tam aż tak popularne?

Znajomy chce zabrać ze sobą jeszcze jakieś inne tytuły, w które mógłby grać przez kolejny rok. Muszą spełnić kilka warunków: przede wszystkim waga i rozmiar. Podróż trwa bowiem 15 godzin z przesiadką w Paryżu. Osadnicy z Catanu to pierwsza nowoczesna planszówka mojego znajomego i grali w nią sporo w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nowy tytuł ma więc poziomem trudności, jak i zasadami przypominać Osadników. Do gry czasami zapraszani są też Peruwiańczycy, dlatego nowa planszówka powinna też być niezależna językowo.

Od razu pomyślałam o Fince, w której wcielamy się w role rolników z Majorki. Naszym zadaniem jest zebranie jak największej ilości rosnących na wyspie owoców i dostarczenie ich do gmin. Gra ma bardzo proste zasady, jest jednak małe „ale”. Wszystkie owoce są drewniane, co zwiększa jej wagę. Podobnie jest w przypadku gry Stone Age. Świetny tytuł po Osadnikach, ale duża ilość elementów, głównie drewnianych, dyskwalifikują ją.

Potem pomyślałam o Hawanie. Spełnia warunek rozmiarowy: to przecież tylko woreczek z materiału, płytki budynków, karty akcji, karty pomocy gracza, robotnicy, monety i drewniane małe kosteczki. Obawiam się jednak, ze przeszkodą mogą być napisy na kartach graczy. Wprawdzie wraz z częstszym graniem zapamiętuje się poszczególne funkcje, jednak domyślam się, że rozgrywka z Peruwiańczykami jest okazjonalna i polskie napisy mogą jednak być utrudnieniem.

Pomyślałam też: a dlaczego nie Kolejka? Wprawdzie Peruwiańczykom kontekst historyczny jest całkowicie nieznany, to jednak nie przeszkadza to w rozgrywce. Niestety na kartach są napisy. Rekompensuje to zestaw naklejek na karty w kilku językach. Brakuje jednak hiszpańskiego. Nie wiem, jak wygląda sprawa znajomości angielskiego w Peru. Gdyby nie stanowiło to problemu, myślę, że Kolejka mogłaby być dobrym pomysłem. Tym bardziej, że dla Polaków to gra „sentymentalna”.

Przypomniał mi się też, dawno już u nas nie rozgrywany tytuł: Na Grunwald. Proste zasady, w dodatku gra nie waży aż tak wiele, w ostateczności można ją zabrać bez pudełka. Napisy na kartach wydarzeń, może tłumaczyć jeden z grających Polaków. Temat też odpowiedni dla mężczyzn, czyli przygotowania do wojny z Zakonem krzyżackim.

Mała rozmiarowo, choć nie do końca wagowo, jest gra Rattus. Szkoda, że nie jest za bardzo doceniana na polskim rynku. Ma na tyle proste zasady, że radzi sobie z nimi nawet moja początkująca mama. W dodatku nie ma napisów, a jak się znudzi, można kupić dodatek, z kolejnymi postaciami. Temat też jest niebanalny: walka z „czarną śmiercią”.

Na koniec wpadł mi do głowy pomysł: skoro normalna wersja Osadników spodobała się, to może gra kościana? Już kiedyś wspominałam o niej temu znajomemu i wyraził spore zainteresowanie. W dodatku ma idealne rozmiary, nie ma napisów w języku polskim i można w nią zagrać w ok. 15 minut. Cena też jest fantastyczna, bo ok. 20 zł.

Powoli zbieram te propozycje i przygotowuję zestawienie. Mam czas do środy, potem trzeba szybko złożyć zamówienie. Jeżeli macie inne pomysły spełniające powyższe warunki, czekam na Wasze przykłady gier.

 

Morza szum, ptaków śpiew, rzucaj kijem pośród drzew

Wczoraj w Lublinie było 35 stopni Celsujsza w cieniu. W nocy przyszła solidna burza, dzisiaj wydaje się być chłodniej i nieco bardziej rześko – aż chce się wyjść na dwór i pograć. Gracze konsolowi mają łatwo w erze bezprzewodowych padów – stają za oknem i już grają na dworze. A co ma zrobić gracz planszowy? Teoretycznie może rozłożyć karton na dworze, w praktyce często spędza on długie godziny na rozmyślaniu „jak dbać o gry”. Dlatego mam nieco inną propozycję. Czytaj dalej

Szkoda czasu na partię, albo czy posiadanie zastępuje granie

Refleksja na temat potrzeby grania naszła mnie podczas czterdziestej, czy coś koło tego, partii w Chaos w Starym Świecie. Nie jest to mój egzemplarz tego tytułu, jeden znajomy kupił CwSŚ i od tamtej pory często namawia na partyjkę. Ja swoją kopię posiadam dłużej od niego, ale na niej zagrałem może ze 4 razy. Toretycznie myśl nie powinna być dziwna, ale smakowana miała posmak obcości, mieniła się poświatą logiki zupełnie innej niż charakteryzującej moje podejście do gier planszowych: otóż ludzie kupują gry, żeby w nie grać. „Debil, po prostu debil” – to zdanie prawdopodobnie pojawiło Ci się czytelniku w głowie. Poniekąd rozumiem, ale zostań jeszcze przez chwilę przy moim tekście. Będę się tłumaczył. Czytaj dalej

Czy z genialnego serialu zrobią genialną planszówkę?

Dawno, dawno temu, był sobie serial. No dobra, tak dokładnie było to w 2002 roku. Mowa tu oczywiście o czymś, co wielu (niżej podpisany należy do tychże wielu) wciąż uważa za najlepszy serial sci-fi, jeżeli nie najlepszy serial w ogóle, jaki został kiedykolwiek nakręcony. Jeżeli nie znacie Firefly, albo jego filmowego sequela – Serenity – […]

1844: Switzerland + 1854

Jakiś czas temu na BoardGameGeek pojawiła się pogłoska o wydaniu 1844 w parze z inną grą. W między czasie rzecz została potwierdzona i w wielu miejscach uszczegółowiona.

Czytaj dalej

Turniej 1830 na BoardGameGeek

Na BoardGameGeek ruszył turniej 1830. Zainteresowanie jest zaskakująco duże, bo zgłosiło się aż 56 graczy (o ile dobrze liczę)!

Czytaj dalej

Ktoś ma ochotę na korniszona ?

            Sezon ogórkowy za pasem, więc pora pomyśleć o domowych przetworach. Nie ma chyba w Polsce bardziej popularnego warzywa, które pakujemy w słoiki, niż ogórek. Kiszone, konserwowe, na słodko z ketchupem, jak kto lubi, do wyboru, do koloru ( z ewidentną przewagą zielonego 😉 ).

Czytaj dalej

Hodów 1694

Trafiłem ostatnio na świetny temat na grę…

Siedem polskich chorągwi pancernych i husarii wyruszyło naprzeciw armii tatarskiej, która chciała przeprowadzić kolejny najazd na teren Rzeczpospolitej.  Jan III Sobieski pisał, że „naszych czterystu ludzi, którzy tak mężnie i walecznie 40 m [czyli 40 000] ordy obronili się”. Oznacza to przewagę wroga w stosunku 100:1.

Najpierw miała miejsce pierwsza potyczka, jeszcze poza Hodowem, gdzie Polacy zaatakowali oddział tatarski. Do głównego starcia, które trwało 5-6 godzin, doszło we wsi Hodów. Był to 11 czerwca 1694 roku.

Polacy nie tylko odparli atak stukrotnie większej armii, ale doprowadzili do całkowitego niepowodzenia wypadu tatarów. Mieszkańcy kolejnych wsi wycofywali się do lepiej ufortyfikowanych miejsc, które były już niedostępne dla armii tatarskiej.

Dlaczego o tym piszę?

Bo tak, jak powiedziałem – uważam, że to świetny temat na grę i mam wielką ochotę się za niego zabrać. Z drugiej strony mam pewne obawy, co do tego projektu. W tym roku, jeśli plany wydawnicze się nie zmienią, zostaną wydane dwie gry mojego autorstwa oparte na historii Polski. Jedna z nich to zapowiadane od początku roku – 7 dni Westerplatte. O drugiej grze napiszę przy innej okazji (powiem tylko tyle, że pojawia się w niej husaria). Po drugie, historia bitwy podpowiada, żeby zrobić grę kooperacyjną, w której gracze wspólnie bronią Hodowa. A to oznacza, że biorę się za grę, która z góry jest skazana na wiele podobieństw do 7 dni Westerplatte.

Postaram się w kilku słowach opisać wstępny pomysł, który w tym momencie rodzi się w mojej głowie. Jeśli macie jakieś sugestie, chętnie posłucham.

kobylice

Mechanizm napierającej armii, który wykorzystałem w Westerplatte, a także pojawia się w „Castle Panic” wydaje się idealnie pasować do tego tematu. Kilka torów, po których przesuwają się wojska tatarskie, odda dramaturgię bitwy – broniące się wojsko za chatami, kobylicami i płotami musiało czuć przewagę liczebną armii tatarskiej. Tatarzy oczywiście nie atakowali całą armią na raz, ale wysyłali kolejne drużyny, gotowe do walki z coraz bardziej zmęczonymi wojskami polskimi – to także można fajnie oddać w grze.

Kolejnym motywem, który chodzi mi po głowie, jest uwypuklenie przewagi skuteczności polskiej armii i osłon, z których korzystali. Chciałbym aby wojsko tatarskie padało od polskich strzałów w dużych ilościach. Chcę pokazać, że dobra osłona, strategiczna przewaga na polu bitwy i lepsze uzbrojenie armii mogą dać zwycięstwo nad potężniejszą armią wroga.

Całość miałaby opierać się na kartach rozkazu po stronie polskich obrońców. Każdy gracz wciela się w dowódcę, który wydaje rozkazy części polskiego wojska. Musi on zdecydować, czy jego chorągiew jest ulokowana bliżej nacierającego wroga i ma lepszą szansę na trafienie, czy stoi dalej, ale jest bezpieczniejsza. Wojsko będzie korzystało zarówno ze stałych osłon, jak i tych ruchomych.

Całość nie może być zbyt trudna, tak aby nawet grupa młodszych graczy była w stanie zasiąść do stołu i walczyć z natarciem wojska tatarskiego. Testując Westerplatte sadzałem do stołu młodszych i starszych i zauważyłem, że grupą najbardziej podekscytowaną w walce byli chłopcy w wieku 8-12 lat. Chciałbym, żeby młodzi fascynaci gier wojennych, mogli zasiąść razem przy stole, zamiast wpatrywać się w ekrany monitorów.

Co o tym myślicie? Może macie jakieś pomysły na to, jak przenieść bitwę z 11 czerwca 1694 roku w Hodowie na planszę? Jestem otwarty na propozycje.

A dla tych, którzy pytają o to, jak wygląda proces projektowania gry – jak widzicie, wszystko zaczyna się od pomysły. Czasem jest to pomysł na temat, czasem na konkretną mechanikę, a czasem te dwie rzeczy zbiegają się idealnie w czasie. Ja, na ten moment, korzystam z „zeszytu pomysłów”, który mieści wszystkie moje bieżące projekty. W przyszłości chciałbym zamontować białą tablicę na ścianie (jak w końcu to zrobię, to na pewno wrzucę zdjęcie) i na niej zbierać wszystkie bieżące i oczekujące projekty.

1873 Harzbahn vs. 18Ruhr

Krótki wstęp do analizy porównawczej obu tytułów.

Czytaj dalej

Małe pudełko #1

Zacznę od wyjaśnienia. To nie jest blog pisany oczami projektanta gier planszowych. Żadnej gry nie wydałem, tak więc trudno nazwać mnie projektantem. Macie jednak to szczęście, że dla ZnadPlanszy pisze kilku odnoszących sukcesy projektantów i w razie takiej potrzeby na ich blogi możecie skierować swoją uwagę. Mój blog jest pisany z perspektywy osoby, która projektantem chciałaby być, ale póki co z różnych powodów jej to nie wychodzi.

Tak więc chcę zaprojektować grę planszową. Najlepiej zacząć od czegoś małego. Czytaj dalej

Zombiak – przyjaciel projektanta

Przy okazji pisania zapowiedzi Dark Darker Darkest naszła mnie myśl o motywach projektantów gier z zombie w roli głównej. Samo DDD traktuje standardowo o grupce szukającej schronienia i broni do zawiązania sojuszu zaczepno-obronnego z hordą zombiaków piętrzącą się za oknami. Zombie oczywiście są motywem popkulturowym popularnym jak doroczna epidemia AH1N1 (i są równie realnym zagrożeniem tak przy okazji). Gracze, widzowie, czytelnicy lubią tego przeciwnika z różnych powodów (niektórzy, jak ja, nawet sięgając pamięcią do tak odległych czasów jak krytyka konsumpcjonizmu poczyniona przez Romero) – bo ciekawe, bo można jakoś przeprowadzić bezpieczny eksperyment myślowy o apokalipsie. Czytaj dalej

Dlaczego czekam na Ewolucję

W redakcji, w której na co dzień pracuję, ostatnio ktoś rzucił hasło, że na wizytówce powinnam pod imieniem i nazwiskiem napisać: „Fauna, flora i gry planszowe”. O trzecim składniku podpisu nie muszę pisać, warto wytłumaczyć pozostałe. Od dobrych kilku lat prowadzę program Ekofakty. Jest on emitowany codziennie od poniedziałku do piątku, tak więc muszę rozglądać się w poszukiwaniu tematów. Bywało tak, że jechałam robić relację z wydarzenia w ogóle niezwiązanego z ekologią, a wracałam z kolejnym materiałem do Ekofaktów. W dodatku ukończyłam Liceum Techniczne o profilu kształtowanie środowiska i mieliśmy rozszerzoną biologię. Gdy więc zobaczyłam w zapowiedziach ubiegłorocznych targów Spiel 2012 grę Evolution od razu wpadła mi w oko. Chyba przede wszystkim ze względu na minimalistyczną grafikę. W dodatku jest ona zielona, a to jeden z moich ulubionych kolorów, nawet szafki w kuchni mam zielone. Grafika oczywiście nie zadowoli każdego, jednak z drugiej strony do tematu ewolucji, pasuje jak najbardziej. Z niecierpliwością czekam na rozgrywkę w polską wersję gry, przygotowaną przez wydawnictwo G3. Rozgrywka odbywa się zgodnie z zasadą – wygrywa najsilniejszy.

„Ewolucja” to zestaw 84 kart, którymi zarządzamy w trakcie rozgrywki tak, by wyhodować własną populację zwierząt. Gra rozpoczyna się od fazy rozwoju, czyli wyłożenia kart i stworzenia własnej populacji. Karty są dwustronne i można je wyłożyć albo jako zwierzę albo jako „cecha, właściwość zwierzęcia”. Kolejna faza polega na określeniu zasobów żywności w „banku”, czyli ilości żetonów, która jest rożna w zależności od liczby graczy oraz od wyrzuconej sumy oczek na kościach. Kolejna faza to żywienie, w której gracze dobierają po jednym znaczniku z „banku”. Niestety, jak to w procesie ewolucji bywa, nie wszystkim zwierzętom zostanie dostarczone pożywienie. Przechodzimy więc do fazy wymierania gatunku i dobierania nowych kart. Wprawdzie nawet w materiałach prasowych mowa jest o sporym znaczeniu losowości, ale skoro „gramy w ewolucję”, nie może być inaczej.

Grę chciałabym też wypróbować z innego względu. Będzie to chyba moja pierwsza planszówka zaprojektowana przez autorów z Rosji. Sergey Machin ma już na swoim koncie kilka gier. Przy Ewolucji pomagał mu naukowiec Dmitry Knorre. Gra w Rosji w ciągu pierwszego roku od wydania zdobyła aż pięć nagród, w tym „Najlepsza rosyjska gra roku”. Już Fauna od Friedamanna Friese była ciekawym przykładem zastosowania ciekawostek biologicznych w grze. Ewolucja wydaje się być jeszcze lepszą propozycją nie tylko dla niedzielnych graczy. Czy tak będzie? Przekonamy sie o tym juz wkrótce.

Zdjęcie: BoardGameGeek

Witaj przygodo! (Mage Knight)

Witaj strudzony wędrowcze! Usiądź, uracz się piwem (raczej cienkie, prawdę mówiąc) i posłuchaj mojej opowieści. Zanim posądzisz mnie o autorecykling, pozwól że wykonam, jak to mówią w krainach środka, ucieczkę do przodu i od razu się do czegoś przyznam. Moja opowieść nie powstała przed chwilą, tylko w dawnych czasach, kiedy mój syn (dziś już liczy sobie 4 pełnie) dopiero szykował się na świat. Ale dopiero teraz, dzięki pojawieniu się tej zacnej karczmy, mam okazję opowiedzieć ją w pełnej krasie, prezentując przy tym własnoręcznie sporządzone malowidła. Zanim zaczniemy dodame jeszcze, że przeżyte przygody były zarówno bardzo emocjonujące fabularnie, jak i wymagały ciągłego myślenia oraz bardzo rozważnego podejmowania decyzji. Inaczej szybko skończyłbym jako kolacja dla orków. – Karczmarzu!, dolej jeszcze piwa…
*** Czytaj dalej

Mage Knight – historia pewnej soboty

11.00
Pakuje gry do Janka, bo umówiliśmy się na Mage Knighta.

No dobra, Mage Knight zajmie z 5 godzin, do tego tłumaczenie zasad. No to jak się spotykamy o 12, to skończymy 18, może przed 19. Janek mówił, że wieczór chce mieć wolny… no to nie będę brał Myrmes, czy innej euro na deser… ale można jeszcze zabrać coś szybkiego… wezmę „Dawno,Dawno Temu…”, na wszelki wypadek, „Wampira” – trzeba go kiedyś testować, a może do Janka przyjedzie wieczorem Magda to będzie te minimalne 5 osób do gry… No dobra, wezmę jeszcze Room 25. Krótka gra, nieduże pudełko, zmieści się. Lepiej na wszelki wypadek mieć. Pewnie wrócimy koło 19-20 do domu, to jeszcze zdążę przeczytać 30 stron instrukcji Eclipse, bo jutro o 12 gramy. Spoko loko, będzie dobrze.
Czytaj dalej

Pozor! Bajzel! Czyli kaj to wszystko sronić?

Mam takie przeświadczenie, że Mirek wybrał start ZnadPlanszy z premedytacją. Wiedział, że w poniedziałek nie będę mógł czytać, obserwować co dzieje się na blogu. Wiedział, że będę miał w domu małą rozwałkę. Chciał mnie odciąć od sieci i prawie mu się udało. Prawie, bo coś tam pooglądałem 😉

Czytaj dalej

1817

Jakiś czas temu, mocno podekscytowany, zdawałem relację na Facebooku z fragmentu rozgrywki w 1817. Fragmentu, gdzie jako dyrektor prężnej spółki kolejowej (choć nie pozbawionej pewnych trudności), postanowiłem skarcić giełdowych spekulantów, którzy w nadziei łatwych zysków dokonali pięciu (dopuszczalne maksimum) krótkich sprzedaży.

Czytaj dalej

Suburbia po polsku

Yosza ogarnia „złość” w związku z zapowiedzianą premierą polskiego wydania gry Suburbia, a mnie  zaskoczenie i radość. Ech, te emocje… Pamiętam, że jak tylko zagrałem w Suburbię (prawie od razu po jej premierze  na targach w Essen) to wiedziałem, że to bardzo dobra gra, która ze swoją łatwością zasad oraz dużym potencjałem związanym z niepowtarzalnością rozgrywki ma szanse na stałe zagościć w sercach graczy. Potem niestety zrobiło się o niej cicho, aż do dziś, kiedy to Planszóweczka.pl zapowiedziała swój pierwszy, wydany po polsku tytuł. Dostaniemy tym samym od razu świetną grę po polsku oraz nowe, polskie wydawnictwo kojarzone do tej pory przeważnie ze sklepem z grami planszowymi. Myślę, że tym samym data 17 czerwca 2013 nabiera jeszcze bardziej historycznego znaczenia 🙂

Jeżeli ktoś jeszcze nie wie czym jest Suburbia to zapraszam do przeczytania mojego tekstu – Suburbia, czyli planszowe Sim City, który pierwotnie ukazał się na moim wcześniejszym blogu PlanszowyŚwiat.pl (blog już nie istnieje i recenzja jest teraz tu).

p.s. Będę chciał przenieść wszystkie swoje wcześniejsze teksty z PS z zachowaniem dat ich pierwotnych publikacji, bo czuję, że w końcu znalazłem właściwe miejsce 🙂

 

Suburbia po polsku? … jestem zły!

ZnadPlanszy.pl ma być inne… Nie znajdziecie tutaj suchych faktów i mnóstwa informacji prasowych. Właśnie przeczytałem, że planszóweczka.pl wzięła się za wydawanie gier planszowych i na pierwszy ogień idzie Suburbia – gra Teda Alspacha. Chcecie emocji? No to macie – JESTEM ZŁY!

Czytaj dalej

Jak wygląda Last Minute w łamigłówkach

„Early bird catches the worm” – to taki angielski odpowiednik naszego „kto rano wstaje…”. Email o takiej treści wysyła belgijskie wydawnictwo SmartGames do swoich zarejestrowanych użytkowników w podziękowaniu za kilkumiesięczny udział w ich projekcie SmartGamesLive. Załącznikiem jest zachęta do dalszego korzystania, w postaci bezpłatnego, rocznego abonamentu. Jednocześnie krewni i znajomi królika zachęcani są do jak najszybszej, jeszcze darmowej rejestracji, więc ślę jak najszerzej…

Czytaj dalej

Wookie znad planszy

Siema! Z tej strony Łukasz Woźniak, znany gdzieniegdzie jako Wookie. Pozwól, że w kilku zdaniach wyjaśnię dlaczego i o czym chcę pisać na ZnadPlanszy.pl.
Z góry muszę przyznać, że nie jestem dobrym pisarzem czy felietonistą. Wszystkie próby pisania bloga, pamiętników projektanta, czy nawet książki fantasy w młodości kończyły się miernym efektem. Nie mam lekkiego pióra i jeśli szukasz finezyjnych, wymuskanych tekstów to tutaj ich nie uświadczysz 😉 (zapraszam do czytania pozostałych blogów na ZnadPlanszy – jest tutaj sporo naprawdę dobrych autorów). Pomimo wszystkich tych braków, chcę tutaj poruszyć temat, o którym niewiele osób pisze  – moim celem jest w pełni utrzymywać się z projektowania gier.

Szafa z projektami

Na ten moment mojego życia jestem pomiędzy jednymi studiami (Finanse i Rachunkowość, których w terminie na pewno nie skończę) a drugimi (Teologia zaoczna w Warszawie), także można cały czas powiedzieć, że jestem studentem. W okresie studiów, jak to zwykle bywa, utrzymywałem się z pomocy rodziców, stypendiów czy dorabiania na różne sposoby. Od pewnego czasu głównym, niemalże jedynym, przychodem są pieniądze zarobione z projektowania gier – czy to zaliczki, czy tantiemy za sprzedaż, czy chociażby transze wypłaty za projekt „na zlecenie”. Nie jest tego dużo, ale liczę na to, że kolejne projekty przyniosą kolejne pieniądze i w pełni połączę pasję z pracą.

Dlaczego wam o tym mówię? Ponieważ będę pisać tutaj głównie o życiu młodego* projektanta.

Oczywiście mógłbym szukać „normalnej” pracy, ale zdecydowałem się spróbować pracy jako projektant. Mniej więcej dwa lata temu, postanowiłem dać z siebie wszystko i wykorzystać kolejne lata, żeby sprawdzić, czy jestem w stanie zostać projektantem. Przez ten okres robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby osiągnąć ten cel i częściowo udało mi się go zrealizować.

Jestem świadomy tego, że mój młody wiek i niewielkie doświadczenie sprawiają, że muszę się jeszcze WIELE nauczyć. Dlatego chcę zaprosić Was do rozmowy o projektowaniu gier. Chciałbym pisać o obserwacjach, dokonanych podczas pracy nad grami. Mam też nadzieję na Wasz udział w tym projekcie – pytajcie, komentujcie, krytykujcie czy rzucajcie luźne propozycje, a nawet podpowiadajcie mi pomysły na gry:) Zobaczymy, co z tego wyjdzie…
*Na ten moment mam 23 lata i jak to napisał gdzieś Adam „folko” Kałuża, mógłbym być jego synem 😀