Czasami bywa tak, że trzeba przetransportować się względnie szybko z jednego miejsca globu na drugie. Po to właśnie człowiek wymyślił samolot, żeby podobna podróż nie musiała trwać tygodniami a z punktu A do B leciało się kilka godzin. Omawiana dziś gra jest jednak o czymś zupełnie innym.
Martin Wallace ma w zwyczaju poprawianie swoich gier i wydawanie ich pod zmienionym tytułem. Oczywiście nie jest to cecha charakterystyczna tylko i wyłącznie dla tego autora, ale skoro w dzisiejszym odcinku bierzemy na warsztat zaktualizowaną wersję A Few Acres of Snow, wskazanie palcem tego pana jest jak najbardziej na miejscu.
Trefl jakiś czas temu wpadł na pomysł wydania kilku małych gier karcianych w spójnej linii wydawniczej: Pocket Game. Znajazły się w niej bardzo proste tytuły, których rozegranie nie zajmuje dłużej niż dosłownie kilku minut.
Dzisiejszy odcinek w całości poświęcony grom. Grom, które pamiętamy dzięki niecodziennym rozwiązaniom, mechanikom czy wykonaniu. Ale staramy się też przypomnieć sobie tytuły, które zniknęły z naszego pola widzenia, bo nie wyróżniały się niczym szczególnym. Odcinek wesoły, radosny i nikt się nie kłóci więc dla równowagi w komentarzach możecie powiedzieć nam dlaczego nie mamy racji i o jakich świetnych grach nie wspomnieliśmy.
O kurde, ta plansza się kręci! Mnie więcej takie pierwsze wrażenie ma robić Realm of Wonder na potencjalnym graczu. I nie ma co ukrywać, bajerem reklamuje się całkiem skutecznie.
Czasami bywa tak, że człowieka nachodzi ochota na śledzika. Albo szprotki. Albo tuńczyka. I gdyby nie dzielni rybacy, którzy w pocie czoła codziennie wydzierają te cenne łupy morzu, wielu ludzi musiałoby obejść się smakiem. O nich właśnie jest ta gra (to znaczy o tych co wydzierają, nie o tych co się obchodzą).
Na wstępie mógłbym zacząć pisać o dziejowej niesprawiedliwości jaką było przedwczesne zdjęcie z anteny pewnego kultowego serialu, a na ten temat nie da się już chyba powiedzieć nic nowego, więc sobie odpuszczę. W ten oto sposób udało mi się szybko i bezboleśnie zapełnić pierwszy akapit tekstu bez wymyślania żadnej treści. 😉
Bo czasami bywa tak, że ktoś komuś próbuje podłożyć świnię. Ktoś coś źle usłyszy, zrozumie zbyt dosłownie i potem z tego podkładania świni robi grę. Grafika na okładce Ranczo Party nie może być przypadkowa i tej wersji zamierzam się trzymać.
Czasami bywa tak, ze chciałoby się opchnąć coś na mieście. Czasami bywa też tak, że lokalem, do którego akurat jest najbliżej jest chińska knajpka, w której krzątający się nad wielkimi patelniami Chińczycy przygotowują nam kurczaka w cieście na ostro. I tu rodzi się jedno pytanie…
Dosłownie tydzień temu braliśmy na warsztat jedną grę o pociągach, a już dziś bierzemy się za następną. Ostatni wtorek miesiąca oznacza, że zaglądamy na wyższą półkę, zdejmujemy z niej mocno ograne pudło i siadamy nagrywać Setkę na trzech.
http://znadplanszy.pl/wp-content/uploads/2013/05/logo-znadplanszy.png00Maciek "Ciuniek" Poleszakhttp://znadplanszy.pl/wp-content/uploads/2013/05/logo-znadplanszy.pngMaciek "Ciuniek" Poleszak2015-02-24 10:40:432021-01-16 19:14:47Setka na trzech #6 – Wsiąść do pociągu: Europa
Wydawałoby się, że pewne duety są nierozerwalne. Okazuje się jednak, że 50% ekipy Kiesling i Kramer od czasu do czasu zabiera się do roboty ze wsparciem kogoś zupełnie innego. Czysta abstrakcja, dosłownie i w przenośni.
Gry kolejowe były przerabiane już na praktycznie wszystkie znane człowiekowi sposoby, a jedynym bardziej wyświechtanym motywem przewijającym się w grach planszowych jest chyba tylko prowadzenie handlu zasobami w basenie Morza Śródziemnego.
W dzisiejszym odcinku gra imprezowa rodem z Rosji. I szczerze mówiąc nie wiem co mógłbym napisać, żeby przebić pierwsze zdanie tego tekstu. Straszno? Śmieszno? Obejrzyjcie prezentację zasad, posłuchajcie recenzji, oceńcie sami. Ale zajrzyjcie też akapit niżej, bo jest taka jedna mała okazja.
Gościem specjalnym tego odcinka jest Błażej Kubacki. Rozmawiamy o kwestii, która dzieli graczy i prawdopodobnie będzie dzielić już zawsze, chyba że faktycznie hybrydowość stanie się powszechna wśród gier planszowych. Wiemy, że mówienie o ameritrashach to obraza wszystkich hardcorowych eurosucharowców, ale nie martwicie się, w Waszej obronie staje suchy do szpiku kości Kuba. Reszta ekipy jest bardziej otwarta na różnorodność planszowej stylistyki. Jeżeli dalej Was nie zachęciliśmy do naciśnięcia „play”, to [chyba] pierwsza w naszej historii sprzeczka Kuby i Yosza na pewno Was skusi. Tym razem to Tycjan zajada popcorn. Oprócz tego nowości z naszej branży oraz kilka słów o grze Błażeja – Mistfal, którą wyda w tym roku wydawnictwo NSKN.
Michael Bay od lat wyznaje zasadę, że nie ważne jak prezentuje się film, z wielkimi robotami walczącymi na wszystkich możliwych planach wyglądać będzie zdecydowanie lepiej.
W Alchemikach wyraźnie uwypuklają się dwa wątki. Wątek pijacki i wątek uczelniany. Jak w życiu wątki łączą się ze sobą i przeplatają w sposoby, które na pierwszy rzut oka być może nie przyszłyby nam do głowy, ale Czesi z CGE mają je opracowane rzeczowo i skrupulatnie.
Ile razy da się wałkować ten sam pomysł, zmieniając w nim jakieś drobne szczegóły? Najwyraźniej niemal nieograniczoną liczbę razy. Ciężko powiedzieć, żeby trick-taking przeżywał obecnie jakiś renesans, ale w łapki wpadła nam gra, która bierze go na warsztat.
James Cameron jeszcze w latach 80. nakręcił film pod tytułem „Abyss”, w którym to Ed Harris uczył się oddychać płynem na niepoważnych głębokościach, spotykał się z nieszczególnie niszczycielskimi kosmitami i walczył z wąsami Michaela Biehna.
Czasami bywa tak, że nie bardzo jest pomysł na to co wpisać w tym miejscu. Szczególnie, że na pierwszy rzut oka nie ma nad czym się rozwodzić, po pudełko małe, w środku kart niewiele, instrukcja jakaś krótka…
http://znadplanszy.pl/wp-content/uploads/2013/05/logo-znadplanszy.png00Maciek "Ciuniek" Poleszakhttp://znadplanszy.pl/wp-content/uploads/2013/05/logo-znadplanszy.pngMaciek "Ciuniek" Poleszak2015-01-27 09:48:042021-01-16 19:14:49Setka na trzech #5 – List miłosny
Felda można lubić, można nie lubić, trzeba jednak przyznać, że osobiście poznało go niewielu polskich graczy. Co innego z jego grami – od pewnego czasu Feld jest na chrupiącym topie zainteresowania planszówkowiczów