Teksty pisane nie tylko o samych grach, ale również na tematy związane z graniem

Jest-li kanon, czy go nie ma?

Po moim wcześniejszym wpisie (tutaj) na temat gier dobrych do wciągania innych w planszówki, Tycjan opublikował (tutaj) wpis, z którym nie mogę się w całości zgodzić. Ogólna teza Tycjana (tak, jak ja ją rozumiem) jest taka, że nie ma uniwersalnych gier dobrych do polecania i że wszystko zależy od indywidualnych preferencji, w które trzeba trafić, polecając grę.

Czytaj dalej

Co mi polecasz?

To chyba najczęściej słyszane przez nas pytanie z ust osób, które pierwszy raz zetknęły się z naszym hobby i chcą je poznać. Staszek na swoim blogu rozpoczął dziś temat gier potocznie zwanych „gatewayami”, czyli mających zachęcić nie grających do grania. Szczerze powiem, nie lubię tego pytania, bo z reguły pytający oczekują natychmiast konkretnej odpowiedzi. Tak jakby istniała jedna, z góry ustalona odpowiedź. Ja niestety traktuję je jako pytanie otwarte i do każdego pytającego staram się podejść indywidualnie.

Czytaj dalej

Dziedzictwo, czyli prześpij się z Diukiem de Crecy

Najczęściej pierwsze wrażenie przeważa o tym, jak nas widzą – czy to rozmowa o pracę, nowa znajomość, czy też czytany przez Was wstępniak.
Chcę tu oczywiście nawiązać do wrażeń po pierwszych partiach nowych gier.
W tym temacie zazwyczaj pierwsze wrażenie nas nie myli – widać, czy gra ma jakiś potencjał oraz czy nam stylowo(mechanicznie) odpowiada. Przy pierwszej partii nie odkryjemy oczywiście drugiego, czy piątego dna, ale zawsze jest jeden stały wyznacznik:

Chęć Zagrania Jeszcze Raz.

Czytaj dalej

Krótki wpis o testujących

Uwielbiam książki. Z braku czasu nie czytam tyle ile bym chciał, ale staram się czytać jak najwięcej. W pewnym momencie życia, marzyło mi się również pisanie, nic z tego jednak nie wyszło (raczej na szczęście dla czytelników 😉 ). Marzenia jednak zostają i czasami czytam książki, opisy pisarzy o tym jak należy książki pisać. Z czasem zauważyłem, że pisanie książek i tworzenie gier, ma wiele wspólnego. Dzisiaj przykładowo trafiłem na krótki tekst opisujący 8 zasad dobrego pisania wg Neila Gaimana. Gaimana lubię, ma świetny styl, lekki, przyjemny, a punkt 5 powyższego poradnika, jest według mnie kwintesencją opisu jak należy traktować testujących:

Pamiętaj: kiedy ludzie mówią ci, że coś jest nie tak albo im się nie podoba, prawie zawsze mają rację. Kiedy mówią ci, co dokładnie według nich jest źle i jak to naprawić, prawie zawsze się mylą.

I to tyle, miało być krótko 😉

Gry wielkoformatowe

Po raz pierwszy z grą wielkoformatową spotkałam się w drodze do muzeum Pfahlbauten w Unteruhldingen nad Jeziorem Bodeńskim. Była tam wielka szachownica na stałe zamontowana na ziemi i wielkie figury szachowe. Faktycznie grano na tej szachownicy i była atrakcją turystyczną, przy której kręciło się mnóstwo ludzi.

Czytaj dalej

Cierpliwości czy gier, czyli kilka słów o testowaniu

A konkretniej o wyciąganiu z testów wniosków i wprowadzaniu zmian w projekcie. Wszyscy zawsze powtarzają że testerów trzeba słuchać. I to taka półprawda, bo pytanie brzmi: których? Co robić gdy jeden mówi A, drugi krzyczy B a trzeci wrzeszczy że bez C nikt tego nie wyda?
Czytaj dalej

Z matematyką za pan brat

Rozpoczął się rok szkolny. Rozpoczęły się również problemy z nauką w szkole. Ciągle będzie słychać: nie lubię historii, nie lubię matematyki, nie lubię chemii itd. A może nie lubię, bo nie rozumiem, bo nie włożyłem wystarczającej ilości pracy, by z czystym sumieniem stwierdzić, że jednak nie jestem stworzony do czegoś tam? Nie lubię łatwo przychodzi.

Czytaj dalej

Reiner Knizia wielkim projektantem jest

Przeczytałem właśnie wywiad Filipa Miłuńskiego z Reinerem Knizią i po tej lekturze po raz kolejny uświadomiłem sobie kim tak naprawdę jest Reiner Knizia. Przeważnie takie myśli nachodzą mnie grając w gry, które on zaprojektował, ale skoro wciąż wracają, to coś w tym musi być. Reiner Knizia wielkim projektantem jest.

Czytaj dalej

Gdy gry u sąsiadki leżą

Remont mieszkania to poważna sprawa. Wie o tym każdy hobbysta. Remont małego mieszkania, wypchanego po sufit różnymi rzeczami to już wyzwanie. No więc przeżyłam taki remont. Jednego bardzo ważnego pokoju. Trzeba było wynieść z niego wszystko. Stare meble powędrowały w dobre ręce. Fajnie. Ale…

Czytaj dalej

Way to Mt. Everest

Po ukazaniu się Broad Peak – dodatku do K2, pojawiły się pytania o kolejne rozszerzenia. Przyznaję się, że ucieszyłem się z zainteresowania i bynajmniej nie chodziło o „dojonko”, tylko miło słyszeć, że ktoś oczekuje na twoją pracę, że gra na tyle się spodobała, że potrzebny jest kolejny dodatek. Ośmiotysięczników jest 14, bez problemu można by zrobić serię dodatków, które pozwalałyby graczom wspinać się na kolejne szczyty, tylko czy gracze by tego chcieli, a przede wszystkim czy ja bym się pod tym podpisał?

Czytaj dalej

Stało się.

W zeszłym tygodniu na tym miejscu leżały kromaliny z drukarni.

Kolory – idealne. Ostrość – doskonała. Skład – kompletny.

kromalin

Wszystko w skali 1:1, pachnące drukarnią. Karty już na docelowym „papierze” – bo w dotyku bardziej przypomina on plastik, niż kartkę papieru.

Tylko pudełko nie wycięte i nie złożone, więc obraz dwuwymiarowy zamiast 3D. Ale  wyobraźnia ma tę moc…

Czytaj dalej

Pakowanie – trudna sztuka

Moje pierwsze zakupy gier planszowych przez internet nie były zbyt szczęśliwe. Nie chodzi o jakość wybranych tytułów, ale o to w jakim stanie moje skarby zostały dostarczone lub czego nie miały. Pierwsza wpadka była z grą Metro Dirk Henna. Nie była ona z winy sklepu, ale musiałam ponieść dodatkowe, spore koszta z odesłaniem pudełka do wydawcy.

Czytaj dalej

Polskie wydania, a jakość i opóźnienia

Polski rynek planszówek rozwija się z roku na rok. Dzisiaj już się nie dziwię kiedy któreś z wydawnictw zapowie polskie wydanie nowego hitu (no dobra – przy zapowiedzi Mage Knight dość mocno się zdziwiłem). Z polskimi wydaniami zazwyczaj jednak idą w parze narzekanie na jakość, czy na opóźnienia. Coś na co nasze rodzime wydawnictwo często nie ma wpływu.

Czytaj dalej

Nic na siłę

Testowałem wczoraj grę. W sumie dwie, jedną swoją i jedną kolegi. Właśnie o tej drugiej chciałbym napisać coś więcej. Nie napiszę jednak jaką ma mechanikę, temat, nie napiszę nawet czy mi się podoba (no może napiszę trochę 😉 ), chciałbym się skupić na innym elemencie, na dopieszczaniu gry.

Jak długo można tworzyć grę? Jak długo można ją zmieniać, przerabiać?

Kolega wymyślił grę dość dawno. Gdy mi ją przedstawił, spodobała mi się. Potrzebowała jeszcze paru poprawek, testów, ale była elegancka i miała ciekawy temat. Kolega grę poprawił, wysłał do kilku wydawnictw, jedno odpowiedziało pozytywnie, ale zaproponowali kilka zmian. Kolega zaczął zmieniać, wprowadzać nowe elementy, jedne lepsze inne gorsze, potem kolejne i kolejne. Mijał czas, kolega zmieniał grę dalej.

Wczoraj pokazał mi jedną z ostatecznych wersji. Specjalnie piszę jedną, bo jak go znam, może być kolejna. Po rozgrywce podzieliłem się z nim uwagami w tym jedną na temat czasu tworzenia gry.

Grę można tworzyć nieskończenie długo. Zawsze można wprowadzać zmiany, poprawiać i znowu zmieniać. Testować i zmieniać. Gra to coś, co prawie zawsze może ewoluować. Pytanie, czy to jest dobre dla gry i dla autora? Po pewnym czasie, tracimy resztki obiektywizmu. Zaczynamy tworzyć nową grę, bo stara przestaje być dla nas interesująca. Wpływ opinii otoczenia, komentarzy zaczyna rozmywać to co planowaliśmy zrobić. Czy to jest dobre dla gry i autora?

Często tworząc gry odkładam je na bok i powracam po pewnym czasie. Bardzo często grę wtedy zmieniam, czasami mocno. Jeśli jednak decyduję się na jej ukończenie, staram się to zrobić w skończonym czasie. Jeśli nie potrafię, odkładam ponownie. Nie jest to może idealne rozwiązanie, ale u mnie się sprawdza. Najgorzej mam w sytuacji, gdy gra jest skończona, a wydawca po jakimś czasie prosi o przetestowanie, sprawdzenie jakiegoś elementu mechaniki. Bardzo nie lubię takiej sytuacji, bo w trakcie testów muszę walczyć z sobą, postawić się z boku. Dlaczego? Bo z chęcią zmieniłbym wtedy grę, poprawił, dodał nowe elementy, a wiem, że mogłoby to skończyć się na niekończącej historii.

Pamiętam, jak kiedyś Ignacy napisał (powiedział?) gdzieś, że tworząc grę uważa że zrobił ją najlepszą. Nie uwierzyłem mu wtedy i nie wierzę dalej. Tworząc grę starajmy się ją zrobić jak najlepszą, w danym momencie. Za kilka miesięcy, pół roku, rok – zrobilibyśmy ją inną, może lepszą, może gorszą, na pewno inną.

Darmowe próbki

Praca recenzenta nie jest łatwa i przyjemna. Jako to? – zapytacie – Przecież granie jest najlepszym zajęciem na świecie. Wiecie, każdy medal ma dwie strony i dziś napiszę o tej drugiej.

Czytaj dalej

Planszówki w kuchni, kuchnia w planszówkach cz.3

Lato nieodłącznie kojarzy się z grillowaniem. To nie tylko smaczne jedzenie, ale też spotkania ze znajomymi czy z rodziną. Dla Geeka to natomiast kolejna okazja do promocji planszówek. Trzeba się jednak do tego odpowiednio przygotować. Na stołach jest przecież sporo jedzenia i picia. Pomiędzy kolejnymi porcjami mamy krótkie przerwy, w trakcie których nie zawsze chce nam się posprzątać na stole, czy porządnie umyć dłonie. Warto więc pomyśleć o takich tytułach, które nie „odniosą żadnych strat”.

Pierwsza pozycja, która została już wielokrotnie sprawdzona w takich okolicznościach to Polowanie na robale. Gra została po raz pierwszy wydana w 2005 roku i od tego czasu cieszy się niesłabnącą popularnością. Jej autorem jest Reiner Knizia, ojciec wielu gier. Sam temat tej gry idealnie pasuje do grillowania. Polujemy w niej na pieczone na ruszcie robale. Za pomocą 8 kostek staramy się zarezerwować dla siebie smakowite kąski. Gra nadaje się również ze względu na wykonanie. Robale są namalowane na bakelitowych płytkach, które są naprawdę trwałe i pomimo wielu rozgrywek nie widać na nich śladów użytkowania. Gdy się pobrudzą można je po prostu umyć. Trochę gorzej z kostkami, ponieważ są białe i na jednym boku mają narysowanego robala. Można je wymienić na zwykłe kostki, jednak wtedy szóstka musi zastępować nam robaka.

Zasady tej gry są banalnie proste i już po kilku minutach wszyscy świetnie się bawią podkradając sobie płytki lub kombinując z kostkami, tak by upolować największą liczbę robaków. Nie będę rozpisywać się o zasadach, wspomnę tylko, że w trakcie gry rzucamy ośmioma kostkami. Po każdym rzucie musimy odłożyć na bok wszystkie kostki o jednej wybranej wartości lub kostki z robakami (1 robak = 5 oczek). Nie mogą to być jednak kostki z wartością odłożoną w poprzednich rzutach. Sami decydujemy o momencie zakończenia naszej tury, chyba, że wcześniej rzut okazał się nieważny. Taka sytuacja ma miejsce np. gdy wyrzuciliśmy wyłącznie oczka lub robale, które wcześniej już odłożyliśmy lub gdy brakuje nam wymaganej kości z robakiem lub wartości kostek są zbyt niskie. Wtedy nie zdobywamy płytki. W innym przypadku zabieramy z „rusztu” płytkę z wartością uzyskaną dzięki wyrzuconym kościom. Jeżeli tam jej nie ma, a jest widoczna na wierzchu stosu płytek zdobytych przez przeciwnika, możemy mu ją „ukraść”. Wygrywa ta osoba, która zdobędzie najwięcej robali.

Gra jest bardzo losowa, jednak nie przeszkadza to w dobrej zabawie. Kilka lat temu całe lato spędziliśmy właśnie przy „robalach”. Potrafiliśmy w nią grać po kilka razy dziennie i do dzisiaj bardzo miło ją wspominamy. Ze względu na małe rozmiary (tylko 16 płytek i 8 kostek) możemy ją zabrać dosłownie wszędzie. Zagrać można więc nawet na kocu w parku.

Drugą grą, o której warto pamiętać jest Triominos. Na rynku można znaleźć kilka jej wersji. Ja mam TO Go XL. Trójkątne płytki oraz podstawki zapakowano do praktycznej kosmetyczki.  Gra, która podbiła serca całej mojej rodziny oraz znajomych podczas wyjazdu na narty w Alpy. Recenzje tej gry zamieściłam już w Świecie Gier Planszowych, dlatego nie będę się powtarzać. Zasady przypominają popularne Domino, z tą różnicą, że mamy tu do czynienia z trójkątnymi płytkami. Dokładamy je w ten sposób, by zgadzały się wartości na boku. Płytka dokładana do już leżącej, musi mieć na boku łączącym je te same cyfry (czasami są nawet te same wartości, ale np. piątka jest na dole, a dwójka na górze, a my potrzebujemy odwrotnego układu). Gracze  wykładając płytki zdobywają punkty. Otrzymują ich tyle, ile wynosi suma widniejąca na dołożonym trójkącie. Maksymalnie można więc zdobyć piętnaście punktów. Można jeszcze otrzymać punkty bonusowe (np. za ułożenie określonej figury z płytek) lub punkty karne gdy nic nie wyłożymy. Gra kończy się, gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich płytek lub gdy żaden z nich nie będzie mógł wyłożyć się.

Triomonos ma tak banalne zasady, że aż trudno uwierzyć, że to tak dobra gra. Gramy w nią od ponad roku i przestać nie możemy. Szczególnie podoba się niedzielnym graczom i osobom, które dopiero dowiadują się czym są nowoczesne planszówki. To ulubiona gra mojej mamy. W dodatku płytki są wykonane z bardzo trwałego materiału, a praktyczna kosmetyczka pozwala na ich łatwy transport.

Na koniec pierwszej części listy gier polecanych na spotkania połączone z grillowaniem muszę wspomnieć o Rummikubie. Gdy spotykam się z osobami, które nie są zaangażowane w nowoczesne planszówki, oprócz Monopoly, czy Scrabble, często wymieniają właśnie ten tytuł. Z pewnością ma na to wpływ fakt, że grę tę można zakupić w wielu hipermarketach jej reklamę można było zobaczyć w mediach ogólnopolskich. Gra dostępna jest na rynku od 1977 roku i ma na swoim koncie wiele nagród, m.in. Spiel des Jahres. Zasady również są banalne: celem gry jest jak najszybsze pozbycie się wszystkich kostek ze swojej tabliczki układając je w „grupy” (trzy lub cztery kostki z tym samym numerem) lub serie (co najmniej trzy kostki o kolejnych numerach w jednym kolorze). Każdy z graczy dysponuje 14 kostkami. W swoim ruchu dokładamy kostki do już istniejących układów. Możemy też nimi manipulować i tworzyć nowe serie lub gry. Musimy jednak pamiętać, że w każdym ruchu musimy wyłożyć przynajmniej jedną kostkę. Grę wygrywa osoba, która jako pierwsza wyłoży swoje kostki. Zasady przypominają popularnego karcianego Remika, jeżeli ktoś grał w grę, bardzo szybko zrozumie o co chodzi w Rummikubie. Zasady są jednak na tyle proste, że nie ma problemu z nauczeniem ich dzieci, czy też osób starszych. W dodatku płytki są wykonane z trwałego materiału, jak się pobrudzą, wrzuca się je do miski i po prostu myje. Gra idealnie nadaje się więc na spotkania połączone z degustacją grillowanych potraw. Zabrać ją można tez w podróż, o czym przekonacie się spoglądając na zdjęcie zamieszczone poniżej. To jednak nie koniec propozycji gier na tego typu okazje. Kolejne już wkrótce pojawią się na blogu.

Z pamiętnika statsiary cz. 1 (ostatnia?)

Dziś wśród planszówkowiczów na facebooku wielkie poruszenie. Solidarni, niczym kolejkowicze, gdy ktoś się próbuje wcisnąć, gracze sprawdzają jak wygląda ich znajomość gier z pierwszej setki rankingu Board Game Geek.  Otrzymaną w dość prosty sposób odpowiedź (jeśli ktoś jeszcze tego nie robił, to zapraszam TU), wystarczy opublikować w tym lub innym wątku w formie komentarza, a potem napawać się dumą lub okryć sromotą (niski wynik zawsze może posłużyć za argument przy najbliższej wymianie zdań dotyczącej zakupu nowych gier).

Widząc pierwsze wpisy i popularność całego testu byłam nieco skołowana. Jak to? To ludzie NIE WIEDZĄ w ile gier z pierwszej 10, 50, 100 zagrali?

Czytaj dalej

Jak gry planszowe rozwijają odporność emocjonalną twojego dziecka?

To jak bardzo dzieci chcą ze sobą rywalizować, obserwuję każdego dnia! Ale czy wiesz, że ma to swoje dobre strony? Że może rozwijać odporność emocjonalną twojego dziecka?

Taki przykład, dzieci zbierają maliny do koszyka i oczywiście już w trakcie zastanawiają się, kto ma więcej, który koszyk jest cięższy, ile może być w nim malin? Jeśli jest większy, to w tym mniejszym musi być mniej, i tak dalej.

Taka naturalna dociekliwość, chęć poznania, porównania, zważenia. Można pomyśleć, czy to ważne, kto ma więcej, lepiej, a z drugiej strony, gdy podążymy za nimi i to sprawdzimy, tyle możemy się razem nauczyć, a przy okazji mieć dobrą zabawę. Czytaj dalej

Pożyteczne wakacje z Egmontem

W ramach tegorocznych Pożytecznych wakacji w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Chrzanowie odbywają się bardzo ciekawe zajęcia dla dzieci do 12 roku życia. Na planszówki też znalazł się czas i tak, każdy lipcowy piątek został na nie zarezerwowany. Za nami już 3 takie spotkania i każde cieszy się powodzeniem. 19 lipca był specjalny dzień. Całe zajęcia zostały przeznaczone na gry z wydawnictwa Egmont, które chojnie wsparło zasoby biblioteki.  Czytaj dalej

Dekalog dizajnera, czyli autorze nie odrzucaj się sam

Renesans planszówek, nowi wydawcy, oraz więcej nowości. Wydawać by się mogło że dla autorów gier nadeszły złote czasy. Błąd! Rozwój rynku oznacza że nie wystarczy wydać już gry dobrej, trzeba wydać tę znakomitą aby konkurować z rywalami. W efekcie fajne gry, które kilka lat temu miałyby dużą szansę na wydanie dziś mogą mieć z tym poważne problemy! Czytaj dalej