Teksty pisane nie tylko o samych grach, ale również na tematy związane z graniem

Wywiad z Krzysztofem, autorem gry W IMIĘ ODYNA

Zapraszam do krótkiego wywiadu z Krzysztofem, autorem gry „W imię Odyna”. Gra ukaże się w polskiej wersji językowej w 2016 roku nakładem Wydawnictwa Baldar. Do 20 czerwca trwa kampania na wspieram.to

MK.Skąd u Ciebie zainteresowanie kulturą Wikingów? Należysz do jakiejś grupy rekonstrukcyjnej czy po prostu wstajesz rano, zakładasz hełm i resztę „szpeju” , by pójść do kuchni i zrobić sobie kawę. A przed wyjściem z domu, zakładasz normalne wdzianko, by wieczorem znów trochę być wikingiem w zaciszu swojego domu:) ?

Rzeczywiście, w przeszłości byłem członkiem kilku grup rekonstrukcyjnych, zdarzało mi się też biegać po lasach w pełnym stroju historycznym, choć to drugie zdarzało mi się przy okazji larpów 🙂 Chodzenie w kolczudze i hełmie cały dzień wcale nie jest takie fajne, jak się może wydawać, ale w mniejszych dozach jest zdecydowanie przyjemne! A jak się to zaczęło? Trudno powiedzieć. Na pewno dość wcześnie, bo pamiętam, że estetycznie wikingowie jarali mnie już bardzo dawno temu. Potem zacząłem czytać o ich wierzeniach, historii i ta fascynacja zarówno najeźdźcami z północy jak i generalnie Mrocznymi Wiekami, a szczególnie historią Wysp Brytyjskich, nigdy już mnie nie puściła.

M.K.Udaje ci się łączyć pasję z zawodem, który wykonujesz?

Na co dzień projektuję gry komputerowe i choć jeszcze nie stworzyłem żadnej, która bezpośrednio odnosiłaby się do wikingów, to zdecydowanie jest to jedno z moich marzeń. Powstałaby do niej na pewno masa świetnych ilustracji i cudownej muzyki…

10543654_10204069316844182_6731660826529869150_n

(autor zdjęcia: Bartek Pigulski)

M.K. ….komputerowej może nie zaprojektowałeś, ale planszową już tak! ”W imię Odyna”! Jak długo trwał proces tworzenia gry – od pomysły do realizacji?

Prototyp gry stworzyłem właściwie od razu po pojawieniu się pomysłu, ale minęła większa część roku zanim powstała druga wersja „W Imię Odyna”, z której byłem zadowolony i którą zacząłem szlifować czując, że mam coś ciekawego i grywalnego.

M.K. Na początku był temat czy mechanika? Chyba znam odpowiedź, ale jestem ciekawy, jak ci się to wszystko w głowie ułożyło zanim powstała gra:)?

Chociaż pierwszy pomysł brzmiał „gra o wikingach, ale z naciskiem na rozwój, a nie konflikt zbrojny”, to pierwsza wprawka do mechaniki pojawiła się właściwie równolegle. Natomiast były to początkowo zupełnie inne zasady, niż to, co gracze zobaczą w ostatecznej wersji „W Imię Odyna”. O ile niektóre szczegóły pozostały niezmienione – idea zbierania załogi na wyprawy, rekrutowania przywódców i rozbudowy swoich wiosek – o tyle główna mechanika przeszła radykalną zmianę po paru miesiącach testów pierwszej wersji. Wtedy zdecydowałem, że bardziej dynamiczny sposób rozgrywania akcji i modyfikowania kart na ręce znacznie lepiej się sprawdzi, niż bardziej statyczny mechanizm z limitem akcji, z którym początkowo eksperymentowałem.

M.K. Domyślam się, że to móglbyć jakiś impuls?

Tak, impuls, dzięki któremu zdałem sobie sprawę, że zasadom, które dotychczas obowiązywały, czegoś po prostu brakuje, nie dają tyle przyjemności z gry, co powinny.

M.K. A teraz można powiedzieć, że prowadząc wikińskie załogi na wyprawy, czuje się, że się zarówno gra i jak i nasza załoga „płynie”:).

Miło mi to słyszeć. Myślę, że jest to wyczuwalne nie tylko dzięki przepięknej grafice, ale właśnie mechanice. Pójście w jej „karciankową” odmianę uważam za jak najbardziej udaną. Gra przyśpieszyła. Takie rozwiązanie spodobało mi się już podczas pierwszych testów. To było właśnie to!

M.K. Był po drodze polski wydawca? Czy od razu NSKN?

Przed NSKN projektem zainteresowało się jedno z polskich wydawnictw, ale nie mogliśmy znaleźć porozumienia co do tego, czym gra powinna być, aby została przez nich wydana. Oni chcieli dużo zmienić, ja natomiast z każdą zmianą coraz mniej czułem, że projekt w finalnej wersji będzie ciekawy i że spełni moje założenia. Natomiast przy NSKN zdecydowanie pomogło dwóch polskich „łączników” – mój dobry kolega z czasów, gdy pracowałem przy grach przygodowych w firmie Artifex Mundi, oraz… jego kolega, Błażej Kubacki, będący częścią NSKN Games – który skontaktował się ze mną, aby obejrzeć moje projekty. Spośród trzech, które mu zaprezentowałem, „W Imię Odyna” spodobało się najbardziej i tak, na poważnie, zaczęła się droga do wydania tej gry.

M.K. I jej ufundowania się na wspieram.to. Zdradź nam jak bardzo się cieszysz, że będzie polskie wydanie.

No, a jak myślisz? 🙂 Bardzo! Cieszę się, że gra zostanie wydana również na naszym rynku w formie, która ze względu na język, będzie prostsza w odbiorze dla rodzimych graczy. Liczę na to, że „W Imię Odyna” spotka się z ciepłym przyjęciem na polskich stołach. Jestem z tego tytułu naprawdę zadowolony.

M.K. A co odpowiesz na zarzuty, oczywiście nie moje:), że w Odynie nie ma mordobicia, plądrowania, gwałtu….

Jakieś tam elementy tej części historii oczywiście są, w końcu wyprawy znajdujące się w grze to właśnie rajdy, choć wymagające specjalistów różnego typu – nie tylko wojowników, ale też handlarzy czy żeglarzy. Łatwo zapomnieć o tym, że wikingowie, choć byli bardzo walecznymi ludźmi, wiele też podróżowali i gdy akurat nie walczyli, handlowali w całej Europie, a dotarli nawet do Konstantynopola, a całkiem możliwe, że jeszcze dalej. W mojej grze chciałem położyć nacisk na „logistyczny” aspekt wypraw – łupieżczych i nie tylko – w końcu statki trzeba zbudować i o nie dbać, a sławny przywódca na czele rajdu gwarantował, że załoga chętnie i licznie przyłączała się do takiego przedsięwzięcia. Przy okazji, przeniesienie ciężaru na ten element, a nie walkę, pozwoliło mi też na skupieniu się na naprawdę fajnej głównej mechanice 🙂

M.K. Taki braku logiki tej grze nie można zarzucić. A zdradź nam jakiegoś ulubionego projektanta gier, o którym możesz powiedzieć, że wpłynął na twoją pracę (pytanie Weronika Malińska)?

W przypadku „W Imię Odyna” na grę delikatnie wpłynęły raczej poszczególne tytuły niż dorobek ich autorów – Fire & Axe: A Viking Saga, czy Wikingowie – ale wśród moich ulubieńców jest Eric M. Lang, którego Midgard i Chaos w Starym Świecie ubóstwiam, a ostatnio kupiłem też XCOM: The Board Game i nie mogę się doczekać aż porządnie zagram 🙂 Jest też na przykład Bruno Cathala, którego gry zazwyczaj mile mnie zaskakują jakąś ciekawą mechaniką lub sprytnym rozwiązaniem – bardzo podobają mi się Abyss, Mission Red Planet, Shadows over Camelot (który długo był moją ulubioną grą kooperacyjną), Senji… Ciągłym motorem dla mojego działania jest też mój serdeczny kumpel, projektant Rafał Cywicki, któremu lekko zazdroszczę paru jego ostatnich prototypów 🙂

M.K. Plany na przyszłość?

Trudno mówić mi o planach na przyszłość, poza tym, że oczywiście nie chcę na „W Imię Odyna” kończyć swojej przygody z tworzeniem gier planszowych. Póki co muszę ochłonąć po tym projekcie, choć już powoli wracam od odkurzania jednego z moich starszych tytułów, a w kolejce jest następny, nowy, który przypomina mi się co parę miesięcy. Oczywiście nie liczę tych wszystkich napoczętych prototypów, które leżą w mojej szufladzie – a w zasadzie to w kilku szufladach i wielu pudełkach. Chyba każdy projektant ma taki stosik, a ja liczę na to, że wkrótce wyłowię z niego jeden lub dwa zakurzone pomysły i spróbuję je odświeżyć – wszystko zależy od czasu i sił twórczych 🙂

M.K. Dziękuję za rozmowę i życzę, żeby twoje projekty jak najszybciej ujrzały światło dzienne.

Dziękuję również. 

***

 

Dziękujemy również wszystkim uczestnikom konkursu „W imię Zięby” za pytania.

Wasze pytania pokrywały się z naszymi, niekiedy różniły się tylko formą, wiec pozwoliliśmy sobie na takie rozwiązanie, że spletliśmy Wasze pytania z naszymi, a poniżej macie te, które wykorzystaliśmy.

W wywiadzie wykorzystaliśmy pytania:

Weroniki Malińskiej: „Kto miał największy wpływ na to, że gry planszowe stały się Pańską pasją?”

Mateusza R, który pytał o proces tworzenia gry.

Łukasza Piechaczka:„Czy NSKN było pierwszym wydawcą, któremu przedstawiłeś swój prototyp „W imię Odyna”, czy może próbowałeś wcześniej zainteresować innego wydawcę polskiego albo zagranicznego, ale odrzucił projekt?”

Dominika Pietrzaka: „Jak długi był proces od momentu gdy gra pojawiła się w Twojej głowie do stworzenia Jej prototypu i jakim wyzwaniom musiałeś sprostać oraz czy był właśnie jakiś impuls, moment, który Cię natchnął?”

Grzegorza Zacharysza, który pytał Krzysztofa o plany na przyszłość.

landing_page_ODIN-de6aa2b4916961d0f143a361fa9acfd8

 

Dzień zwycięstwa ze ZnajZnak: Prezent z okazji 72. rocznicy bitwy pod Monte Cassino

Dziś 72. Rocznica zdobycia przez Polaków Monte Cassino. Z tej okazji Instytut Pamięci Narodowej przygotował dla wszystkich chętnych mały prezent: grę „ZnajZnak – Monte Cassino” w bezpłatnej wersji print-and-play. Wszystkie 13 zestawów można pobrać stąd. A ja korzystając z tej okazji chciałbym trochę powspominać historię całej rodziny gier z serii „ZnajZnak”, bo jak sami przeczytacie jest już co wspominać.

Czytaj dalej

„Bo najważniejsza jest rodzina”. Ogłoszenie wyników konkursu!

Oto wyniki konkursu, który zorganizowaliśmy ze sklepem www.jugador.pl

Nagrodę bon o wartości 50,00 zł na zakup w sklepie www.jugador.pl otrzymuje:

Magdalena Zając: „Bo u nas jak w rodzinie! Po pierwsze – wspieramy się. Po drugie – pamiętamy o tych, którzy nas nie wsparli”.

A ponieważ wybór był trudny zdecydowaliśmy się nagrodzić dodatkowo o jedną pracę więcej.

Koszulki La Cosa nostra od Wydawnictwa Baldar: Czytaj dalej

2 maja z planszówkami

Prognoza pogody dla miasta Trzebinia. 2 maja zachmurzenie duże, przewidywane opady deszczu, biomet niekorzystny. Co zorganizować dla dzieci tego dnia? Koniecznie coś, czego nie było jeszcze w tym miasteczku. Aga, masz ciekawe hobby, dałabyś radę przygotować coś dla dzieci, wstępnie dla 80? Tak spędziłam dzień, od rana do wieczora, na pewnym wydarzeniu, o którym chciałam Wam opowiedzieć. Czytaj dalej

Lekcja matematyki z grą Plusk

Gry planszowe uczą? To wie każdy gracz! Nie mam na myśli gier stricte edukacyjnych, ale dobrze zaprojektowane planszówki, których żaden gracz nie powstydziłby się mieć na regale. Zwykłe sięgnięcie do instrukcji uczy czytania ze zrozumieniem, sama rozgrywka przede wszystkim myślenia, planowania, ponoszenia konsekwencji dokonanych wyborów. Specyficzne umiejętności zdobywa się również dzięki zastosowanym mechanikom i tematyce gier. Czytaj dalej

Dust Tactics KONKURS

Jeszcze kilka dni trwa kampania DUST TACTICS na wspieram.to. Nie pisałem recenzji. Rozgrywka w Dust Tactics zachęciła mnie za to, do napisania scenariusza. W trakcie jego tworzenia – koniecznie musiał był desant – pojawił się pomysł na literacki short, a że zabrakło czasu i pomysłu, więc nie macie wyjścia… Musicie pomóc:) Zasady konkursu umieściłem na dole strony, a teraz zapraszam do lektury.

dust-D48019-02

Kapelsche-Veer, Dogen. Holandia, Grudzień 1944 roku

Pierwszy patrol

O 21.55 sierżant Jan Gembicki przerzucił przez ramię swojego niezastąpionego M1 i zaczął wspinać się wałem przeciwpowodziowym pod górę. Wdrapał się niemal na sam szczyt nasypu, przykucnął i dopiero wtedy znów sięgnął po broń. Rozejrzał się niepewnie po okolicy. Próbował przewiercić wzrokiem kilka martwych punktów – przede wszystkim dwa grube konary drzew, za którymi mogła się schować cała cholerna niemiecka drużyna. Mrok wokół wysypy Kapelsche-Veer gęstniał z każdą minutą. Warunki były fatalne. Padał marznący deszcz. Czytaj dalej

Granie to takie danie

Przebywając czasowo na emigracji człowiek odkrywa różne rzeczy, na które siedząc w domu by nie zwrócił uwagi. Część osób mówi, że podróże kształcą (zwłaszcza Windziarz, który wypodróżował więcej w realu niż ja wygalopowałem wyobraźnią), część mówi, że kosztują. Zgadzając się oboma stwierdzeniami dziś o wykształceniu we mnie poglądu, że podróż kładzie się cieniem także na przyjemności grania.
Czytaj dalej

Kickstarter to zło, albo czemu wolę gry ze sklepu

Przygotowując się do nagrania Tajnego Odcinka Gradania przejrzałem listę posiadanych gier. Nie ma mnie w pobliżu szafki, nie mam więc jak po prostu na nie spojrzeć – dlatego muszę posiłkować się listą.
Czytaj dalej

Wszyscy jesteśmy detektywami

Zaczęło się od klimatycznych, nieco staroświeckich opowiadań Agathy Christie. Pierwszy raz, jeszcze jako dzieciak, poczułam przyjemność z tropienia sprawców zbrodni. Chciałam podążać za śladami zostawianymi czytelnikowi przez autorkę i dorównać bohaterowi – detektywowi. Potem przyszła cała seria przygód Sherlocka Holmesa. Zauroczyłam się tym specyficznym, lekko mrocznym światem dedukcji, gdzie bohater rozwiązuje całą sprawę właściwie siedząc w fotelu. Czytaj dalej

„meta” – na dobry początek by Bzyk

Czy metagra to jakiś potwór czający się w ciemnych zakątkach internetowych baz danych? A czy przypadkiem to nie była ta muzyczka, którą się gra, kiedy dobiegnie się do mety? Jeśli grasz w Netrunnera, ale wciąż boisz się odkryć piękna metagry, zapraszam do lektury!

Czytaj dalej

Świąteczne porządki

Przed Świętami zabrałam się za porządki. Tu okno, tam firanka, szafki, szafy, regały, regaliki. Powyciągałam przy okazji kilka pudeł z grami, kilka odkryłam, że mam, albo jeszcze mam. Miejsca nie ma na to wszystko. Żal w sercu ścisnął. Tylko na chwilę, bo wiedziałam, że trafią w dobre ręce. Że ktoś je dobrze wykorzysta. Że ktoś będzie w nie grał. Czytaj dalej

Science4you #2 – nie samą planszówką żyje człowiek

Science4you to seria zabawek naukowych wydanych przez wydawnictwo Trefl. W skład serii wchodzi 7 różnych zestawów: Fabryka mydełek, Fabryka Glutożerków, Nauka o wodzie, Chemia, Fabryka świeczek, Moje pierwsze SPA, Fabryka perfum. Te zestawy zdobyły nagrodę dzieci w plebiscycie „Zabawka Roku 2015” organizowany przez portal zabawkowicz.pl. Ta seria jest niesamowita, mimo, że znam zaledwie 4 zestawy, to uważam ją za numer 1 w kolekcji zabawek naukowych, jakie mam w domu. Czytaj dalej

Science4you #1 – nie samą planszówką żyje człowiek

Dzwonek do drzwi. Kurier. Moje dziecko pędzi na złamanie karku by zobaczyć co przyszło. Otwiera przesyłkę i zadaje pytanie: Znowu gry? Chwila konsternacji. Przełknęłam. Przemyślałam i coś sobie przypomniałam. Kiedyś wydawnictwo Granna wydało tekturowe zabawki naukowe Koontz. Opisywałam je nawet dla Was. Wtedy moje dziecko było bardzo zaangażowane w budowane i zabawę. Jak się rozwaliły, bo to w końcu tektura, kupiłam znowu. Czytaj dalej

The Trash Pack – w paczce od Mikołaja

Listopad – Grudzień 2015 r.

Mikołaj przygotowując się do grudniowych podróży, rozpoczął poszukiwania orszaku. Łącza rozpaliły się do czerwoności. Czytaj dalej

O Pionku innym niż wszystkie

„Pionki towarzyszą nam od lat – te mniejsze i większe, drewniane i plastikowe, ale takiego jak ten próżno szukać gdziekolwiek indziej!” Tym zdaniem, już dwa lata temu, otwieraliśmy swoją relację z XXI edycji Pionka – największego na południu Polski spotkania z grami planszowymi. Dziś, pisząc tę krótką notkę, szykujemy się do jubileuszowej – edycji XXV – i chociaż wszystko wydaje się być większe, głośniejsze i jeszcze bardziej światowe – to jednak doskonale wiemy, że w Zabrzu ponownie przywita nas niezmienna i jedyna w swoim rodzaju atmosfera. Czytaj dalej

Po żółwiach do celu

Geniusz Reinera Knizi objawia się w tym, że jako wirtuoz germanstajlu potrafi stworzyć grę o pasjonującej rozgrywce zarówno tak lekką jak Pędzące Żółwie, prostą acz wymagającą niczym Samurai, czy wręcz zaginającą czasoprzestrzeń jak Tygrys i Eufrat. Bądźmy szczerzy – może są Feldy, może są Rosenbergi, ale obaj mogą całować Reinerowi najwyżej trzewiczki. Reiner jest mistrzem elegancji i cesarzem mechaniki.

Pędzące Żółwie są tu pozycją szczególną. Oto pięć żółwi i jedna grządka. Szalony wyścig. Mordercze tempo. Wysiłek. Roszady. Przetasowania. Po żółwiach do celu. Do sałaty.

Niby nic, niby gracze w turze mają do zagrania po jednej karcie, mają do przesunięcia po jednym żółwiu. Całą rozgrywkę można skończyć w 5 do 10 minut. A jednak. W tę grę mogły by grać nawet typy spod ciemnej gwiazdy, w jakiejś mordowni i to na pieniądze.

Gra jest idealna na przerwy – w szkole, na studiach, w pracy, czy podczas podróży. Siadasz i rżniesz jak w transie. Partia, dwie, jak się uda to trzy. Nie mogę wyjść z podziwu. To jest filler idealny. Choć moim zdaniem najlepszy dla trzech osób.

W trójkę właśnie gram najczęściej. Gra staje się wówczas emocjonująca jak kolejny odcinek House of Cards, jak kolejny rozdział Gry o Tron. Kto jest kim? Kto kogo wozi na placech, kto na czyich plecach siedzi. Czy ten który wyrwał do przodu to tylko blef? Czy może ryzykowana akcja po bandzie – atak na pałę? Czy uciekać z dwom a na plecach? Czy może pilnować aby trzymać wszystkich w kupie? A jeśli w kupie, to czy lepiej być na dole? Czy może u góry? A jeśli przywalą? Jak tu zagrać tak, aby wszyscy myśleli, że jesteś kimś innym? Jak zakręcić przeciwnikiem, aby wyprowadził mojego żółwia na pozycję do ataku? No po prostu gra zmienia się w mokry sen Macierewicza.

 

 

 

 

Jackson Howard by Bzyk

W dzisiejszym felietonie o najbardziej popularnym dyrektorze największej agencji informacyjnej na świecie. Jest on drugą najbardziej popularną kartą w taliach korporacji*. Co sądzi na jego temat Bzyk?

Czytaj dalej

Unpub 2 – horror, dramat i ukraińscy siatkarze

Wiecie, że mało brakowało, a Unpub by się nie odbył? Trzy dni przed imprezą dowiedziałem się, że straciliśmy salę. Problemy techniczne. Stanąłem przed decyzją: odwołać wszystko czy znaleźć nowe miejsce.

Horror dramat i żużel normalnie.

Czytaj dalej

Unpub 2 – warto się szarpać?

Starać się, kombinować, umordować dokumentnie za sprawę, która w rezultacie daje efekt inny niż się spodziewałeś. Znasz z autopsji? Podczas Unpubu szukałem odpowiedzi czy warto.

W słoneczną wrześniową sobotę (12.09.2015) w Gliwicach odbyła się druga edycja konwentu o nazwie Unpub. Unpublished Games Network jest ideą przywiezioną do Polski przez Trzewiczków Merry i Ignacego z dalekiego USA. Idea skupia ludzi, którzy chcą tworzyć gry planszowe. Efektem jest cykl konwentów, na których gra się w gry nie wydane, jeszcze w fazie produkcji. Sam pomysł nie jest nowy, bo w naszym pięknym kraju już od lat paru działają zorganizowane grupy testerskie, a na konwentach pojawiają się warsztaty dla projektantów.

Czym zatem wyróżnia się Unpub?

Może tym, że na konwent przyjeżdżają ludzie, posiadających spory zasób wiedzy związany z ulubioną przez nas branżą, oraz ludzie, którzy dopiero zaczynają i wiedzy potrzebują. Jedni pomagają drugim. Czasem padają cenne uwagi, a czasem prosto z mostu „wywal ten projekt i zacznij od początku”. Pojawia się wtedy pytanie, na które musi sobie odpowiedzieć każdy początkujący projektant – czy warto?

Na drugiej edycji Unpubu gościliśmy wydawnictwo Portal, którego członkowie siadali do nieznanych prototypów, grali i dyskutowali. Podobnie działał Rebel. Zwarta ekipa przyjechała aż z Gdańska, żeby zobaczyć śląskie projekty i pokazać nad czym Rebel obecnie pracuje. Strasznie chciałem usiąść do Termitów, ale zabrakło czasu (30-minutowe agresywne euro twórcy Sabotażysty). Pojawił się Phalanx ze „Studium w Szkarłacie” (Sherlok Holmes w świecie Cthulhu) i 1941 Wyścig do Moskwy (grający w 1944 Wyścig do Renu wiedzą czego się spodziewać). Z Krakowa przyjechała cała gwardia projektantów/testerów razem z Violą i Marcinem (wydawnictwo Trefl – fabryka kart Kraków). Viola i Marcin, czyli grupa MV wspólnie tworzą gry i mają już na koncie kilka produkcji, które albo już, albo za momencik ujrzą światło dzienne (Polskie smaki, Twoja kolej, Alien Artifacts, We dwoje). Wróżę im naprawdę dobrą passę, bo robią ciekawe gry. Z projektantów/wydawców pojawił się również Krzysiek Matusik (znacie go min. Z Craftsmena czy Cargo Train, a pamiętacie wydawnictwo Lizardy?). Krzysiek pokazywał swoje nowe projekty – Trash & roll, czyli euro z kapelą w roli głównej i Silesię – grę o Śląsku, z instrukcją po Śląsku. Jacek Gołębiowski z wydawnictwa Gindie grał i prezentował min. Drużynę kocenia. W połowie konwentu zawitali też ludzie z Galakty i ruszyli do stołów nieść kaganek oświaty. Pojawiło się, po sporej przerwie, reaktywowane wydawnictwo Wolf Fang z nową grą – Na Wybory! Logiczna przepychanka z nutą agresji, utrzymana w żartobliwym klimacie politycznym. Za chwilę usłyszycie więcej o grze, bo ruszy jej akcja na platformie crowdfundingowej.

Uff. Sporo tego, a nawet nie doszedłem do połowy. Kochani, kolejne prototypy, opowieść o ukraińskich siatkarzach, prelekcja, tajemniczy partner i odpowiedź na pytanie „czy warto się starać” w kolejnym artykule o Unpubie 2.

 

 

Fabiano Onça – człowiek stojący za utonięciem Atlantydy

Już niedługo dzięki wydawnictwu Trefl na naszym rynku zawita gra, która ma na karku już trochę lat. Całe szczęście odmładzanie planszówek jest dużo tańsze niż wizyta u chirurga plastycznego – wystarczy znający się na rzeczy wydawca i autor pełen pasji i miłości do swojej gry. Takim autorem z pewnością jest Fabiano Onça – autor Atlantydy. Miałem niezmierną przyjemność porozmawiać z Fabiano i rynku gier planszowych w Brazylii, procesie „odmładzania” gry i współpracy z wydawcą. (a w bonusie oprócz ciekawej rozmowy, możecie obejrzeć grafiki z różnych etapów powstania nowej oprawy gry, których autorem jest Tomek Larek)

Czytaj dalej