Twilight Imperium 4 | #popierwszejpartii
Nowe pomysły, nowe formuły. Kilka słów o Twilight Imperium.
Nowe pomysły, nowe formuły. Kilka słów o Twilight Imperium.
W lewym rogu, o wymiarach 46.2 x 34.8 x 26.2 cm, i wadze 9,7 kg, oceniona jako najlepsza gra na świecie wg. BGG – GLOOMHAVEN… w prawym rogu, o wymiarach nieistotnych i wadze dużo większej – JA.
Chciałbym ci wyznać tajemnicę, ale przecież już odkryłem wszystko w tytule. Tak jest, żona mnie bije. Nic dodać, nic ująć. Leje mnie srogo i bezlitośnie. Czasem lżej, czasem mocniej, ale stale. Raz za razem. Czasem zbiorę się w sobie i w przypływie głupiej odwagi odwinę się, lecz złapawszy się na tym, modlę się aby z gracją uniknęła ciosu. Próżne to jednak modlitwy i czasem nie wiem co gorsze, cierpliwe znoszenie razów, czy też stawianie oporu w rozpaczliwych próbach, które z rzadka pozwolą mi nad nią zatriumfować. Gorzkie są to zwycięstwa, bo zwiastują nieuniknione i bolesne porażki. Baty i kopniaki zdawane z uśmiechem na ustach.
Odebrałem z paczkomatu pudełko z grą, zaniosłem do domu i dobrze ukryłem. Tuż przed świętami zawinąłem w ładny papier i wsadziłem pod choinkę. Opłatek, wigilia, śpiewanie kolęd, rozpakowywanie prezentów i oglądanie kina superbohaterskiego – jak co roku. Rankiem w pierwsze święto zasiedliśmy wreszcie do gry. Rozgrywka zapoznawcza, potem pierwsza prawdziwa i tak pykaliśmy sobie do sylwestra. Raz wygrałem ja, to znów żona – jakoś się toczyło. Aż przyszedł nowy rok…
W pierwszej noworocznej partii słodka żona wdeptała mnie w ziemię. Czułem się jakbym wyswatał swoją twarz z pięścią Tysona. Do dziś widzę te gwiazdki i tunel, a na końcu światełko. Rewanż nie sprawił, że poczułem się lepiej. Rozpocząłem wyścig o własną godność, lecz co rusz potykam się o własne nogi, wywalam się przed metą i muszę znosić jej triumfy. Byłoby dobrze, gdybym te swoje walki przegrywał na punkty, ale ona czasem rzuca mnie na deski – jak za pierwszym feralnym razem i z tej gleby trudno się podźwignąć. Czuję się bezsilny. Zadzwoniłem nawet gdzie trzeba, żeby założyć sobie Błękitna Kartę, ale powiedzieli mi, że zrobią to dopiero, gdy zaaplikuje sobie dodatek – ponoć większości osób w mojej sytuacji pomaga. Zbieram pieniądze, a tymczasem znacznik militarnego zwycięstwa śni mi się po nocach.
Na poważnie, to żona, rzeczywiście potrafi mi grze 7 cudów świata: pojedynek spuścić solidny łomot i tylko ona jak dotąd umiała wygrać militarnie. Po kilkunastu partiach takie zwycięstwo nie należy już do łatwości, więc moje szanse na odgryzienie się maleją. Gra jest jednym z naszych najlepszych zakupów. Postanowiłem ten tytuł przypomnieć, bo warto go mieć w swojej kolekcji. Polecam.
Coś niespotykanego dzieje się w okolicy. Dziwne dźwięki, szelest za plecami… To tylko Cthulhu z nową edycją Horroru w Arkham. Czym różni się od poprzedniej?
W pierwszym odcinku PionTku będzie 5 ulubionych kooperacji. Nawet nie wiecie jak trudno wybrać tylko pięć. Dlatego też trochę oszukałam… w końcu w ko-opach to nie ma aż tak wielkiego znaczenia, prawda?
Pomimo tego, że graliśmy w styczniu tylko standardowo – raz w tygodniu w piątki, udało się zagrać w całkiem sporo (jak na mnie) gier. Jedna gra królowała bezsprzecznie na stole – 5 partii w ciągu 5 tygodni, a nie jest to mały tytuł. Udało się nadrobić Azul: witraże Sintry oraz ugruntować sobie zdanie na temat New Frontiers. Chciecie wiedzieć więcej – musicie obejrzeć podsumowanie.
Na Skrzydłach często porównywana jest do Terraformacji Marsa, Everdell czy Gizmos. Czy to mechanika, czy wykonanie czy może jeszcze coś innego?
Vox populi, vox Dei! Jak zdecydowaliście, tak zrobiliśmy – nowy odcinek podcastu publikujemy w odświeżonej/zmienionej formie. Bez recenzji, lecz z większą ilością poGRAduch i Newsów, a także nowym działem „Jaskinia 3Trolli”. Tym razem dzielimy się opiniami na temat takich tytułów jak: Teotihuacan, Warhammer Quest: Blackstone Fortress, Kroniki Zbrodnii i Sherlock Holmes, Suburbia, czy Vindication. A poza tym jak zwykle gadamy od rzeczy, sypiemy sucharami i zachęcamy do wydawania ciężko zarobionych złociszy na kickstartery 😀
Czytaj dalej
Najpierw krzyczano o tym na Essen, teraz było niespodzianką PortalConu. Teotihuacan Miasto Bogów. Czy rozgrywka miażdży mózg, tak jak nazwa skręca język? Czytaj dalej
Ty masz młotek, ona igłę, on miotłę, ona nóż. A teraz każdy z Was musi upiec chleb.
Zaczęliśmy nowy rok. Inna grafika, seria bez istotnych zmian w formie. Co zachwyciło nas w styczniu?
Zbliża się polska premiera gry Arboretum, która ukaże się nakładem wydawnictwa Rebel wiosną bieżącego roku. Jest to dla mnie i mojej małżonki wieść bardzo dobra, bo od pierwszego spotkania z tym tytułem jesteśmy w nim zakochani.
Półtora roku temu Arboretum było jedną z wielu gier, jakie przywieźli z sobą liczni goście kameralnego zlotu nieopodal Świeradowa-Zdroju. Monika wydobyła to niepozorne zielone pudełko ze środka wielkiej stery gier. Pomyśleliśmy, że skoro minister Szyszko nie daje szans drzewom, to naszym moralnym obowiązkiem jest zrobić coś totalnie odwrotnego. W ten sposób gra znalazła się stole.
Błyskawicznie przyswoiliśmy nieskomplikowane zasady rozgrywki i po dwóch pierwszych partiach wiedzieliśmy, że jest to taki tytuł, który będzie idealnym wypełnieniem wieczorów świeżo upieczonych rodziców, takich jak my. Spostrzegliśmy, że temat i oprawa graficzna odprężają nasze skołatane nerwy i pozwalają zasnąć snem spokojnym. Relaks! Bo czym innym może być układanie przepięknych kart tak, aby tworzyły jeszcze ładniejsze tematyczne alejki w budowanym przez nas parku. Mimo prostych zasad, gra pozwala się nieźle bawić, bo każdej w rundzie trzeba podjąć decyzje ważne dla końcowego wyniku. Istotne jest również obserwowanie poczynań przeciwnika – informacje o wystawionych lub odrzuconych kartach mogą pomóc w wygranej. Co istotne, Arboretum to ten rzadki rodzaj gry, który w przedziale od 2 do 4 osób najlepiej prezentuje się w tym najmniej licznym wariancie.
Zaraz po powrocie z Karkonoszy przystąpiłem do poszukiwania egzemplarza dla nas. Okazało się to niezbyt łatwe – nakład gry wyczerpał się szybko. W Polsce była niedostępna – sklepy odpowiadały mi szablonem. Sprowadzenie tego niewielkiego tytułu z Włoch, gdzie znalazłem jeszcze nową grę było nieopłacalne ze względu na koszt przesyłki przekraczający wartość gry. Ceny używek i to w stanie naprawdę wysłużonym, przekroczyły cenę sklepową. W końcu daliśmy za wygraną sądząc, że Arboretum podzieli los tysięcy gier, które nigdy nie doczekają się wznowienia.
Ku wszelkiemu zaskoczeniu – bo pierwsza edycja gry została ewidentnie przegapiona przez polskie wydawnictwa – na rynku pojawiła się odświeżona, druga edycja tej gry i tym razem, ktoś odważył się ją wydać. Karty wyglądają jeszcze śliczniej, zasady bez zmian, instrukcja po polsku i cena przystępna. Nie mam wyboru – pędzę zaklepać sobie egzemplarz w przedsprzedaży, zanim przyjdzie minister Szyszko i wytnie mi kolejny lasek w pień.
Jak co roku, trzeba trochę powróżyć. Dzisiaj porozmawiam o grach, które (mam nadzieję) spodobają mi się w 2019.
Dzisiaj będzie troszeczkę nietypowo, bo Windziarz występuje solo. Bo był na Portalconie, a my nie. Tak więc bez zbędnych wstępów – zapraszamy do słuchania.
Karnawał, zapusty, czas zimowych balów, maskarad, pochodów i zabaw. Można się zastanawiać co to ma wspólnego z grami planszowymi? Ano ma i to dużo, ale po kolei.
Od kilku lat w klubie Pionkolandia w Sztumie organizujemy tak zwane bale planszówkowe, podczas których dzieci i młodzież mają za zadanie przebrać się za swoją ulubioną postać z gier planszowych. Zabawy przy muzyce są popularną formą rozrywki wśród dzieci, dostarczają im wielu przeżyć i radości, a połączenie tego z bohaterami gier planszowych wytwarza w nich ogromne pokłady inwencji twórczej, na stworzenie niesamowitych strojów i kreacji.
Od czego zacząć.
Czas na kolejną topkę powstałą dzięki Patronom Gambit TV. Tym razem mówię o unikatowych i/lub innowacyjnych grach. Jakie 10 gier z takimi cechami podoba mi się najbardziej? Zobaczcie sami.
W ubiegłym tygodniu omawiałem na łamach bloga gry, które miałem okazję poznać w 2018 roku, a które nie spełniły moich oczekiwań. Idąc za ciosem przyszła pora na kolejne zestawienie podsumowujące miniony rok. Tym razem jednak przybliżę Wam dziesięć tytułów, które zdecydowanie przypadły mi do gustu i niejednokrotnie wracały na stół na przestrzeni ostatniego roku. Jakie to tytuły? Dowiecie się tego z dalszej lektury!
Nie grywam solo. Wielokrotnie to już powtarzałem i zdania nie zmieniam. Planszówki to wydarzenie społeczne, którego największą zaletą w odróżnieniu od gier komputerowych, jest możliwość spędzenia czasu ze znajomymi. Myślałem, że nigdy nie usiądę do żadnej gry solo. Przyszedł jednak scenariusz pokazowy do Sherlocka. Nie miałem z kim grać i się przełamałem. Pierwszy raz zagrałem w coś sam. Zapytacie czy było warto? Oj tak, ale może po kolei…
Czas na kolejne podsumowanie i planowanie. Kolejny podwójny materiał. Pierwsza część, to podsumowanie moich oczekiwań na miniony rok, a potem przedstawię Top 10 gier na które czekam w 2019.
A teraz chwila na wytłumaczenie całej sytuacji. Poniższy wywiad przeleżał na półce sporo czasu i jeśli ktoś miałby mnie zapytać dlaczego cały czas termin jego publikacji był odsuwany, z rozbrajającą szczerością musiałbym odpowiedzieć… że w zasadzie nie wiem. Niech jednak liczy się to, że w końcu rozmowa Windziarza z Adamem ujrzała światło dzienne i nie drążmy tego tematu… dobrze? 😉