Gry

Ekspres XI: Czy ślimaki w fezach śnią o latających kiwi?

Dawno nie było „Ekspresu”, ale dzięki wydawnictwu Egmont mogę to teraz nadrobić. Do tej pory wydawnictwo starało się zaspokajać gusta bardziej rodzinnych graczy i dzieci, ale ostatnie zapowiedzi i plany świadczą o tym, że postanowili spróbować swoich sił również w trudniejszych grach. O planach nie mogę jeszcze głośno mówić (zaawansowani gracze bądźcie czujni!), ale w oczekiwaniu na polskie wydania „Potworów w Nowym Jorku” i „Zombie 15′” poznaj dylematy „Pędzących ślimaków”, tureckie losy „Duuuszków” i marzenia nielotów z „Kiwi. Leć, nielocie, leć!”. Ogólnie wybrałem gry, które teoretycznie są dla młodych graczy, ale dziwnym trafem grać w nie będą chętnie również ci starsi.

Czytaj dalej

Quadropolis. Budowanie miasta dla każdego

Do tej pory produkcje firmowane przez Days of Wonder bardzo rzadko mnie zawodziły i właściwie każdej ich nowej gry wypatruję z dużym zainteresowaniem. W dodatku po genialnych „Pięciu Plemionach” wiem, że moje uczucia nie trafiają w próżnię. Jednak ogłoszenie ich kolejnego tytułu jakoś nie wzbudziło we mnie szału, ponieważ z zapowiedzi wyglądało to jak klon „Suburbii„. Na szczęście rzeczywistość okazała się łaskawa i ponownie w moje ręce trafił bardzo dobry tytuł, który zaspokoi potrzeby prawie każdego miłośnika gier planszowych. Odłóż więc na chwilę problemy dnia codziennego i dowiedz się co skrywa pudełko z grą „Quadropolis„.

Czytaj dalej

„Marco Polo”. Podróżowanie i handel w europejskim stylu

Wenecki kupiec Marco Polo przeszedł do historii nie tyle jako sprawny handlowiec, ale przede wszystkim jako wielki podróżnik. Nie wyszedł na tym zresztą źle – o zwykłym sprzedawcy pewnie nikt by dziś nie pamiętał, a na pewno nie firmował jego nazwiskiem gry planszowej. Dodatkowo gra „Marco Polo” pozwoliła jej autorom wyrwać się z zaszufladkowania ich jako „gości od Tzolk’ina”, a dla twórcy życie w cieniu tylko jednego swojego dzieła jest bardzo frustrujące. Poznaj więc przygody sławnego podróżnika i mechanikę kości, których los, choć rzuconych, wciąż pozostanie w twoich rękach.

Czytaj dalej

„Bramy Arkham”. Dodatek, przez który musisz poznać całą serię „Znaku Starszych Bogów”

Czas na prawdę. Nie jestem fanem gier z serii „Horror w Arkham”. Nie mam zbytniego parcia na poznanie „Eldritch Horror”, no dobrze, chętnie poznam go ze zwykłej hobbystycznej ciekawości, ale na pewno nie spędzę kolejnych godzin w „Posiadłości szaleństwa” i nikt nie skusi mnie do zagrania ponownie w „Horror w Arkham”, co w moim przypadku sprowadzało się do n-tego rozpatrywania kolejnej wersji zdarzenia „bla, bla, bla zginąłeś” lub „zginąłeś bla, bla, bla”. Jesteś pewnie trochę zdziwiony tym wyznaniem w kontekście tytułu tego wpisu, ale daj mi jeszcze szansę, bo jest jeden tytuł z tego uniwersum, do którego z miłą chęcią zasiadam. Jest nim właśnie „Znak Starszych Bogów„. Niedawna premiera drugiego dodatku jest bardzo dobrym powodem do poznania tej gry.

Czytaj dalej

Archiwum: „Ostatnia Wola”

Dzisiaj pozwolę sobie na mały powrót do przeszłości. 31 stycznia 2013 r. opublikowałem na swoim ówczesnym blogu (PlanszowySwiat.pl)  fabularyzowaną recenzję gry „Ostatnia Wola„. Na tamte czasy był to dosyć odmienny sposób pisania tego typu tekstów, ale ja zawsze trochę inaczej podchodziłem do pisania o grach. Może i nie jestem przez to odbierany jako „prawdziwy recenzent”, ale mam nadzieję, że części z was ten styl pisania odpowiada. Zresztą, chyba tak jest skoro to czytasz. Wróćmy jednak do „Ostatniej woli”. W tym miesiącu dzięki wydawnictwu Rebel zostanie wydana swego rodzaju kontynuacja tego tytułu, czyli „Klub utracjuszy„. Myślę, że to jest bardzo dobry czas na przypomnienie mojego starego wpisu, bo Klub zapowiada się równie klimatycznie i ciekawie.

Czytaj dalej

Steam Works. Gra w oparach steampunku

Steampunk nie jest zbyt często wykorzystywaną stylistyką w grach planszowych. Jest to bardzo dziwne, bo przecież ciężko znaleźć bardziej malownicze uniwersum. Wyobraź sobie świat znany z powieści Bolesława Prusa „Lalka”, w którym Wokulski nie prowadzi sklepu z odzieżą, ale sprzedaje w nim części do maszyn napędzanych parą, elektrycznością i mechanizmami zegarowymi. W drzwiach stoi „mechaniczny człowiek”,  za witryną widać ulicę wypełnioną wystrojonymi damami i dystyngowanymi dżentelmenami, a obok nich jeżdżą mechaniczne pojazdy, które już dawno wyparły poczciwe konie. Historia jaką znasz nie istnieje, bo wszystko zostało zmienione przez gwałtowny rozwój technologiczny. „Steam works” pokazuje jak wygląda taki świat, kreowany przez technikę i źródła energii, które w chmurach pary, zapachu ozonu i dźwięku tykania zegarów, napędzają najdziwniejsze pomysły swoich wynalazców.

Czytaj dalej

„La Granja”. Żywot człowieka poczciwego na Majorce

„Wsi spokojna, wsi wesoła! Który głos twej chwale zdoła?” Na pewno starają się temu podołać autorzy gier planszowych, którzy nie raz raczyli nas agrokulturową tematyką podaną w różnych wariantach i mechanikach. Akurat klimat spokojnych wsi mnie nie odstrasza i nie męczy, w odróżnieniu od kolejnego królestwa do zbudowania, dlatego z czystą przyjemnością zasiadłem do polskiego wydania gry „La Granja”. A jeżeli masz ochotę poznać jak wygląda życie hiszpańskiego rolnika i jak różni się ono od wersji rosenbergowskiej, to zapraszam do dalszej lektury.

Czytaj dalej

„Elizjum”. Poczuj się bogiem

Gdyby nie „Pandemic Legacy”, to wydane w tym roku po polsku przez wydawnictwo REBEL „Elizjum„, byłoby moją tegoroczną grą numer jeden (tutaj znajdziesz moją całą listę). Zagrałem w to tyle razy, że teoretycznie mógłbym powiedzieć, że znam je bardzo dobrze, ale nie, ona wciąż potrafi mnie zaskoczyć, a jest to jedna z najważniejszych cech, które cenię w grach. Drugą, którą jest regrywalność, „Elizjum” również spełnia, więc wybór ten byłby po prostu oczywisty. Jeżeli również dla ciebie jest to ważne, to zapraszam do krainy antycznych legend, masy kart i przyjemności wymyślania kolejnych dobrze punktujących układów.

Czytaj dalej

„Five Tribes” i „Five Tribes: The Artisans of Naqala”. Pięć plemion, które musisz mieć

W tym roku zabrakło na blogu tekstów o dwóch bardzo ważnych grach. Obie gry są idealnym prezentem pod choinkę, dlatego koniecznie muszę nadrobić te zaległości. Zaczniemy od poznania tytułowych pięciu plemion z gry „Five Tribes„. Gorący klimat świata gry będzie dodatkowym atutem płynącym z jej poznania, bo widok za oknem na pewno nie jest tak przyjemny, jak ten widziany na jej komponentach. Zacznę standardowo, dawno, dawno temu…

Czytaj dalej

Andromeda. Statek pełen tajemnic.

Jan Zalewski po tegorocznych dwóch premierach swoich gier stał się moim planszówkowym Guyem Ritchie. Podobnie jak jego produkcje można łatwo rozróżnić spośród innych filmów, tak gry Janka posiadają specyficzne mechanizmy związane z akcjami dostępnymi w grze. O „CVilizacjach” możesz przeczytać na innych blogach ZP, a ja zapraszam na podróż po odległej galaktyce, gdzie kilka obcych ras napotkało na swojej drodze tajemniczy statek kosmiczny – „Andromedę„.

Czytaj dalej

Ekspres X: Koty, kotki i owady

Od kilku lat koty są stałym elementem naszego życia i ciężko nam sobie wyobrazić dom bez brykającej w rytm Hopki Galopki Khaleesi lub łażącego krok w krok za nami i błagającego o głaskanie Mordimera. Do tej pory jakoś na mojej drodze nie trafiłem na interesujące gry z kotami, aż do tego roku, który obrodził od razu aż w dwa takie tytuły.  Dlatego dziś gry o kotach, kotkach i… owadach. Ta ostatnia jako warte uwagi uzupełnienie tego zoologicznego odcinka Ekspresu.

Czytaj dalej

X-Wing: Przebudzenie Mocy. Kosmiczny bitewniak prawie dla każdego

Gwiezdne Wojny to część mojego życia. Oglądałem jak tylko była okazja każdą część sagi (pogodziłem się już nawet z załamującym Jar Jar Binksem), zbierałem figurki (kiedyś wygadały one tak), wycinałem zdjęcia i obklejałem ściany swojego pokoju plakatami. Gwiezdne Wojny wciągnęły mnie w swoje uniwersum w sposób całkowity w dzieciństwie, a obecnie miłość ta wciąż trwa i ma się bardzo dobrze. I wciąż są chwile kiedy potrafi mnie coś zaskoczyć w tym temacie. Serię „X-Wing” do tej pory omijałem szerokim łukiem, bo nie widziałem siebie jako pilota kosmicznych myśliwców. Gry planszowe to jedno, ale bitewniaki? Miło być zaskoczonym, a jeszcze milej zostać zaskoczonym przez produkt związany z Gwiezdnymi Wojnami. Uwaga, nadlatują myśliwce z „X-Wing: Przebudzenie Mocy„.

Czytaj dalej

„Pirates of the 7 Seas”. Piracka przygoda nie tylko dla szczurów lądowych

Są takie gry, jak np. „Dominion”, które przechodzą do klasyki gier planszowych dzięki innowacyjnej mechanice. „Pirates of the 7 Seas„, mają szansę dokonać tego samego, bo wymyślony przez jej autorów (Oleksandr Nevskiy, Oleg Sidorenko) na potrzeby tej gry, system rozgrywania bitew za pomocą kostek K6 („3D Dice Battle System”) jeszcze przed jej premierą został wykorzystany w grze innego autora. Tak, tak mówię tu o grze Ignacego Trzewiczka „Statki, łupy, kościotrupy”. Może dziwić identyczna w zasadzie tematyka obu gier, ale po przeczytaniu tego tekstu zobaczysz, że gry te skierowane są do trochę innego typu gracza. Koniec teoretyzowania. Czas wypłynąć w nasz piracki rejs.

Czytaj dalej

Ekspres IX: Karty, liczby, a ty musisz się ich pozbyć

Kiedyś stroniłem od gier liczbowych. Do czasu kiedy poznałem genialne „6. Bierze„. Od tamtej pory zawsze z ciekawością spoglądam na małe pudełeczka wypełnione kartami z różnego rodzaju cyferkami. Wprawdzie „Byczków” jeszcze nic nie przebiło, ale pojawił się tytuł, który z nimi mi się bardzo kojarzy i to pozytywnie – „Gra” („The Game„). Dlatego dzisiaj do Ekspresu trafiły właśnie te dwie gry.

Czytaj dalej

„7 Cudów Świata: Pojedynek”. 7C na dwie głowy

7 Cudów Świata” to gra, którą z Monią bardzo lubimy, ale gramy w nią bardzo rzadko. Niestety wersja dla dwóch osób w żaden sposób nie oddaje emocji i doznań jakie towarzyszą tej grze w większej grupie. Pojawiały się kolejne dodatki, a my wciąż musieliśmy obchodzić się smakiem na przemian z lekturą ich recenzji. Aż któregoś dnia do internetu przeciekła informacja, że Antoine Bauza do spółki z Bruno Cathalą pracują nad dwuosobową wersją „7 Cudów Świata”. Gdy chwilę później wydawnictwo Rebel ogłosiło, że wyda jej polską wersję to ucieszyłem się jak dziecko. Są gry, które jeszcze przed premierą wiem, że muszę mieć i „7 Cudów Świata: Pojedynek” była właśnie jedną z nich. Pomyliłem się tylko raz, ale zdecydowanie nie w tym przypadku.

Czytaj dalej

Przed premierą: „Mini Cywilizacja” z dużym potencjałem

Łukasza „Wookie” Woźniaka znasz z pewnością jako recenzenta, autora gier, ale czy znasz go jako handlowca? Pod koniec tego wpisu poznasz jego wszystkie wcielenia, ale teraz czas na Łukasza twórcę gier, a to za sprawą gry jego autorstwa, „Mini Cywilizacji„. Zaczynamy.

Czytaj dalej

Patchwork. Szycie na cztery ręce

W tym roku doczekamy się kolejnej małej, dwuosobowej gry od Uwe Rosenberga, ale w naszym domu wciąż króluje jego ubiegłoroczny hit, który prawdopodobnie już na zawsze zagości na górze naszej listy ulubionych dwuosobówek. Rosenberg „Patchworkiem” ponownie zaskoczył swoich fanów, udowadniając, że jako autor czuje się dobrze nie tylko w ciężkich grach ekonomicznych. Ja jestem jego oddanych fanem, ale kiedy przeczytasz poniższy tekst, to zobaczysz że trudno nim nie być, bo „Patchwork” (wydany w Polsce przez wydawnictwo Rebel) zdecydowanie to ułatwia.

Czytaj dalej

Ekspres VIII: Gry w kieszeni noszę

Ostatnio potrzebowałem gier, które nie tylko nie trwają długo, ale również nie zajmują dużo miejsca w transporcie. Znalezienie powierzchni i czasu na granie podczas budowlanej zawieruchy bywa trudne. Wytyczne były jasne i dlatego do torby wrzuciłem: „Plusk”, „Władcę Pierścieni” oraz „Kości Zombie”. W zasadzie to mogłem je nawet wrzucić do kieszeni, ale kultura transportu gier planszowych musiała być zachowana.

Czytaj dalej

Przed premierą: „Potwory z Tokio: Doładowanie”. Wielki powrót niszczycieli Tokio

Potwory w Tokio„, gra która przywróciła wiarę w kości. Gra, która potrafiła nad jednym stołem połączyć nie tylko graczy o różnych gustach, ale i doświadczeniu. Wszyscy o niej mówili i świetnie się bawili wcielając się w nie tylko gigantyczne, ale i dziwne monstra. Jednak nad tytułem od jakiegoś czasu zaczyna pojawiać się mgła zapomnienia. To najgorsze co może spotkać gry, ale dzisiaj przy natłoku nowych tytułów nie jest to czymś niezwykłym. W takiej sytuacji każdy specjalista od planszówkowego PR powie jedno: potrzebny dodatek! I tak słowo stało się ciałem i na polski rynek wkracza rodzime wydanie dodatku „Power Up”. Dzięki „Doładowaniu” potwory ewoluowały i wracają do swojego ulubionego zajęcia – niszczenia Tokio.

Czytaj dalej

„Wsiąść do pociągu: Europa 1912”. Potrzebujesz tego dodatku

Wsiąść do pociągu: Europa” to dla mnie nie tylko sama gra, ale kawałek historii mojej przygody z planszówkami. Wprawdzie ten tekst ma być o dodatku do tej świetnej gry, ale nie mogę sobie darować małego wtrącenia, dlatego najpierw trochę ponudzę. Nie za długo, obiecuję.

Czytaj dalej