Recenzje

„But you are not alone. I am here with you.”- Obecność

Jest XXV wiek, ludzkość sięgnęła gwiazd. Jednakże, mimo usilnych starań, nie udało się odnaleźć pośród nowo odkrytych światów żadnych inteligentnych istot. Ślepy traf jednak sprawia, że ten stan rzeczy niebawem ulegnie zmianie… W zapomnianych archiwach Starej Ziemi zostaje przypadkiem odnaleziona wzmianka o Artemii- planecie, która nie figuruje w żadnych innych zapisach i mapach znanych systemów planetarnych. Szybko zostaje zebrany zespół, który ma za zadanie zbadać tajemnicze miejsce. Po dotarciu do celu pierwszym zaskoczeniem jest informacja pochodząca z sondy rozpoznawczej: klimat planety łudząco przypomina ziemski! Niestety, fala zachwytu szybko przeradza się w krzyki paniki, gdy impuls magnetyczny zaburza pracę newralgicznych układów na statku i doprowadza do katastrofy. Najważniejsze jednak, że udało się wysłać sygnał ratunkowy, który z prędkością światła mknie właśnie do najbliższej stacji i niebawem przybędzie ratunek. Spokój rozbitków zostaje jednakże szybko zburzony, gdy coś dziwnego atakuje jednego z członków załogi. Kolejne akty agresji tajemniczej istoty są coraz bardziej wysublimowane i zajadłe. Stworzenie wydaje się być zwierzęciem, a jednak poziom inteligencji i sprytu są niemal… ludzkie. Zaczyna się walka z czasem, walka o przetrwanie…
W takich właśnie okolicznościach zaczyna się nasza przygoda z grą Obecność– tytułem, którego polski dodruk właśnie trafia do sklepów dzięki wydawnictwu Games Factory. Zaintrygowani? Zapraszam więc do bliższego poznania Artemii i lokalnych „atrakcji”!

Czytaj dalej

Neuroshima Hex! 3.0, czyli postapokaliptyczny MMO

Majstersztyk Michała Oracza. Gra, która czepiła się mnie jak rzep psiego ogona podczas Polconu 2006 i za nic w świecie nie zamierza zostawić mnie w spokoju. W chwili pisania tego tekstu mam na koncie grubo ponad dwieście rozgrywek w Neuroshimę (nie licząc mnóstwa partii rozgrywanych na aplikacji mobilnej – to już wyższa matematyka). W zamierzchłych czasach bywało tak, że w „Hexa” łupało się po kilkanaście razy w ciągu miesiąca. Patrząc z perspektywy, to był absolutny fenomen.   Czytaj dalej

„Prawdziwie głodny poradzi sobie i bez łyżki.”- Hunger: The Show

Witam, jestem Bob i zapraszam do mojego biura! Siadaj proszę, kawy, herbaty, szklaneczkę czegoś mocniejszego? Pragnę, żebyś zrozumiał ważną rzecz- właśnie dziś jest pierwszy dzień reszty Twojego życia! Lepszego życia, ale tego chyba nie muszę dodawać. Jak tego dokonamy? Pozwól, że zadam Ci wpierw kilka pytań. Marzysz o wygraniu znaczącej sumy pieniędzy? Tak też myślałem! Chciałbyś w dodatku stać się gwiazdą, której życie będzie śledzić większość ludzi na świecie? No jasne, kto by nie chciał! I wreszcie, czy nie czas najwyższy zrzucić w końcu te „boczki” i zredukować nieco drugi podbródek? Spokojnie, nie ma się czego wstydzić, już niedługo zbędne kilogramy staną się historią! Proszę, oto umowa, szybciutko ją podpisujesz i ruszamy po pieniądze i sławę! Słucham? Niepokoi Cię klauzula o braku odpowiedzialności przez stację w wypadku śmierci lub trwałej utraty zdrowia? Spokojnie, to tylko formalność. Wiesz- prawnicy- oni muszą mieć te swoje „papierki”, bo inaczej nie daliby mi żyć, hehe. Zapewniam, że nie ma się czym przejmować. Podpisane? Świetnie, zatem zaczynamy przygodę!
Tak właśnie mógłby wyglądać nabór do programu o zmaganiach grupy śmiałków na wyspie, gdyby gra Hunger: The Show została kiedyś zrealizowana przez jedną ze stacji telewizyjnych. Ale czym właściwie jest owa planszówka, która właśnie ukazała się dzięki wydawnictwu Phalanx? Odpowiedź można znaleźć w poniższym materiale- polecam jednak najpierw przygotować jakąś przekąskę, aby nie zgłodnieć podczas lektury. 😉 Czytaj dalej

„Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz”- Unlock

Escape rooms, czyli pokoje, w których zostajemy fizycznie zamknięci i staramy się wydostać, wykorzystując nasz spryt i inteligencję, są relatywnie nowym sposobem rozrywki. Oczywiście sama idea nie jest nowa- jej korzenie sięgają gier video, które już w ubiegłym wieku bawiły i intrygowały graczy złaknionych zagadek. Jednakże pierwszy rzeczywisty pokój ucieczki powstał niespełna dekadę temu. Do Polski zaś ta rozrywka przywędrowała w 2013 roku i od tego czasu zdobywa coraz większą popularność- każde większe polskie miasto posiada przynajmniej kilka miejsc tego typu. Nic więc dziwnego, że pokoje zaczęły wzbudzać także zainteresowanie autorów i wydawców gier planszowych, wszak nowatorstwo jest bardzo cenioną i poszukiwaną cechą planszówki. Owocem tego zainteresowania jest m.in. gra Unlock, która za sprawą wydawnictwa Rebel trafiła niedawno do sklepów w rodzimej wersji językowej. Czy jednak przeniesienie tej zabawy na karty nie spowodowało ulotnienia klimatu prawdziwego escape room i także tutaj możemy liczyć na satysfakcjonujące doznania? Postaram się udzielić możliwie pełnej odpowiedzi.

Czytaj dalej

„Pracą zarobisz na życie, a na handlu się wzbogacisz.”- Century Korzenny Szlak

Handel przyprawami znany jest ludzkości od pokoleń. Już w czasach starożytnych cywilizacji Egiptu, czy Imperium Rzymskiego, tworzone były szlaki handlowe mające na celu transport i handel szafranem, kardamonem, czy pieprzem. Były to jednak towary rzadkie i ekskluzywne. W istocie, pewne przyprawy były tak wysoce cenione i pożądane, że podarunek w postaci cynamonu był prezentem godnym nie tylko władcy, ale nawet boga (źródła historyczne wspominają o ofiarach w tej postaci składanych m. in. dla Apolla). Nic więc dziwnego, że kupcy sprowadzający wspomniane dobra z tajemniczych zakątków Azji zazdrośnie strzegli swoich źródeł, nierzadko stając się ludźmi bardzo zamożnymi. Centra handlu przyprawami pojawiające się na przestrzeni wieków, jak Aleksandria, czy Wenecja szybko stawały się natomiast wpływowymi i świetnie prosperującymi miastami. Jeśli i Ty, Drogi Czytelniku, chciałbyś wcielić się na chwilę w rolę osoby handlującej tymi orientalnymi specjałami, powinieneś zwrócić uwagę na Century Korzenny Szlak, który właśnie trafił do sklepów w polskiej wersji dzięki wydawnictwu Cube Factory of Ideas. Ok, ruszajmy więc, aby nieco „doprawić” nasze życie…

Czytaj dalej

„Wykorzystując każdą chwilę na rozwój i tworzenie, wygrywamy z czasem.”- Osadnicy: Narodziny Imperium

The Settlers– na dźwięk tego słowa moją głowę dosłownie zalewają wspomnienia! Pamiętam, jak godzinami katowałem moją Amigę 500 ową genialną grą niemieckiego studia Blue Byte. Za oknem zmieniały się pory dnia, a ja z uwagą rozwijałem moją osadę, wypełniając ją coraz to nowymi domkami, drogami i podziwiając jednocześnie, jak małe ludziki skrupulatnie wykonują swoją pracę. Było coś niesłychanie wciągającego i zarazem kojącego w tym tytule. Ehh, piękne czasy! Chyba nie muszę więc zbytnio opisywać mojej ekscytacji w momencie, gdy w ręce wpadła mi gra wydawnictwa Portal zatytułowana „Osadnicy: Narodziny Imperium” mocno nawiązująca do klasyka gier komputerowych. Prawie identyczny tytuł, zabawny, bajkowy styl graficzny, a także znajomo wyglądający pulchny osadnik stanowiący centrum okładki nie pozostawiali złudzeń, co było inspiracją przy tworzeniu gry. Pytanie tylko, czy tytuł autorstwa Ignacego Trzewiczka udźwignie ciężar moich oczekiwań? Zapraszam do recenzji…

Czytaj dalej

Węże i Wilk, Widmo Śmierci – dodatki do gry Spartakus

Spartakus nie dość, że jest w moich oczach bardzo solidnym tytułem (o czym mieliście okazję przekonać się czytając moją recenzję), jest także grą kompletną. Rozegrałem kilkanaście partii przy wykorzystaniu komponentów jedynie z podstawki i ani razu nie pojawił się u mnie nawet cień przeświadczenia, że czegoś brakuje lub wręcz podejrzenie, że owy brak został wykonany celowo, aby zmotywować do zakupienia dodatków (niestety podobne praktyki zdarzają się w świecie planszówek). Rozszerzenia jednakże powstały w liczbie dwóch i wzorem podstawki je także możemy nabyć w rodzimej wersji opatrzonej logiem Games Factory. Pewnie teraz wielu z Was pomyśli „Ale ukręciłeś na siebie bata kolego powyższymi słowami. Nikogo już nie przekonasz, że nabycie jakiegokolwiek dodatku do tej gry jest zasadne.”- no cóż, mimo wszystko wstrzymajcie się z osądem do czasu przeczytania całego tekstu. 🙂

Czytaj dalej

„Pamiętajmy o logice. Tam, gdzie jej brak, należy doszukiwać się podstępu.”- Królestwa Wikingów

Jak ja nie lubię poniedziałków! Nie dość, że koniec weekendu wymusza powrót do przyziemnych obowiązków,  to w dodatku wieczór przepełniony jest „świetnymi” serialami, z którymi przegrywają wszelkie moje planszówkowe propozycje. Jest tylko półgodzinne okienko, ale przecież w takim czasie nie rozegramy tytułu, który zapewniłby mi godziwą „mózgożerność” i satysfakcję z rozgrywki. Jednakże za sprawą Fullcap Games zostały niedawno wydane w Polsce Królestwa Wikingów. Autor KW, József Dorsonczky, ma już na koncie kilka mniejszych tytułów, które jednak przyjemnie pobudzają zwoje mózgowe. Nie pozostało mi więc nic innego, jak przetestować grę i sprawdzić, czy uratuje ona ten przeklęty, pierwszy dzień tygodnia…
Czytaj dalej

„Można wybaczyć zasługi, nie wolno przebaczać intryg” – słów kilka o grze Spartakus

„To zabrało wiele lat i kosztowało wiele krwi. Wreszcie jednak widzę, kim naprawdę jesteś- człowiekiem, który nikogo nie stawia ponad sobą. I muszę ci podziękować, ponieważ bez twojego przykładu nie miałbym wystarczająco siły, aby zdradzić najbliższych”. Tymi słowami dzielą się dwaj wpływowi laniści w serialu przedstawiającym dzieje Spartakusa. Jednakże świetnie wpasowują się one także w charakterystykę gry planszowej powstałej na bazie wspomnianego serialu. Więc jak, jesteście gotowi na walkę o władzę i pieniądze, zawieranie sojuszy i zdradzieckie ciosy w plecy zadane sojusznikowi, a nader wszystko na brutalne walki gladiatorów? Zapraszam zatem do recenzji gry planszowej Spartakus: Krew i Zdrada, która pod szyldem wydawnictwa Games Factory (dawniej Games Factory Publishing) trafiła niedawno do sklepów w polskiej wersji językowej.

Czytaj dalej

Tzolk’in: Kalendarz Majów – czas to kukurydza

Boję się. Boję się pisać o grze, która w toku tysięcy partii online została odarta z jakichkolwiek tajemnic. Mistrzowie Tzolk’ina przerobili już wszelkie możliwe strategie, zajrzeli pod każdy kamień, czaszkę i żeton. Twardo trzymam się swojego postanowienia i nie gram przez sieć z wyjadaczami. Ostrzegano mnie, że gdzieś tam są ludzie, którzy robią w tej grze rzeczy, o których młodym adeptom Tzolk’ina nawet się nie śniło. Nie chcę psuć sobie radości z odkrywania głębi tego tytułu. Jestem casualem, nie znam jedynych słusznych ruchów i „wygrywających” strategii. Nie mam wystarczającego doświadczenia, żeby kategorycznie wypowiadać się na temat (nie)zbalansowania różnych dróg do zwycięstwa. Tzolk’ina poznałem w gronie amatorów i niniejszy tekst popełniam jako jeden z nich. Ekspertów proszę o wyrozumiałość. Czytaj dalej

„Sarkazm jest najniższą formą dowcipu, jednak najwyższą formą inteligencji” – słów kilka o grze Loża Szyderców

Co Wam, Drodzy Czytelnicy, przychodzi na myśl na dźwięk słów Loża Szyderców? Do niedawna mnie te słowa przywodziły na myśl Muppety, a konkretniej Statlera i Waldorfa. Ci dwaj podstarzali panowie, rezydujący w prawej loży obok sceny, dość zabawnie, choć często też dosadnie i grubiańsko, komentowali kolejne wydarzenia toczące się w popularnym, kukiełkowym show.
Jednakże za sprawą wydawnictwa Simple Solution owe słowa uzyskały nowy wydźwięk. Wydana przez nich Loża Szyderców (obecnie na rynek trafiła nowa edycja) pozwala wcielić się w tytułowego szydercę i w gronie znajomych powyśmiewać, często dość ostro, otaczającą rzeczywistość i bieżące sprawy. Czy jednak ta forma gry faktycznie działa, wszak celne szydzenie wymaga wypracowania bardzo dobrego balansu między humorem, a zwykłym chamstwem? Zapraszam do lektury…

Czytaj dalej

„Żyjemy w wielkich czasach, lecz czasu coraz mniej”- słów kilka o grze Time Stories (bez spoilerów)

Pamiętacie może Strażnika Czasu, w którym główną rolę grał Jean-Claude Van Damme? Ten sci-fi z lat mojej młodości opowiada o ludzkości, która ujarzmiła w końcu czas i zaczęła być zdolna do podróży w przeszłość. Aby jednak nikt nie użył technologii do złych celów lub/i nie wypaczył historii, powołano specjalną agencję chroniącą kontinuum czasoprzestrzeni. Ich funkcjonariusze przenosili się w odpowiedni czas i miejsce, gdzie łamano prawo i eliminowali zagrożenie. Miałem wtedy kilkanaście lat, lecz wciąż pamiętam, jak bardzo zafascynował mnie ten pomysł- móc odwiedzić wszystkie te niesamowite epoki z przeszłości chroniąc je przed katastrofalnymi zmianami.

Szczęśliwie za sprawą wydawnictwa Space Cowboys (a w Polsce Rebel) wreszcie mamy szansę samemu przeżyć podobne przygody, stać się strażnikami czasu! Możemy dołączyć do agencji T.I.M.E (Tachionowa Insercja w Momenty Epokowe- zapewne akronim powstał przypadkowo 😉 ) stworzonej, aby zapobiec niepowołanym zmianom temporalnym. W taką właśnie podróż zabierze nas gra Time StoriesCzytaj dalej

For Sale – komu karton, komu chatę?

Ile dobrej zabawy można zmieścić w pudełku wielkości kostki mydła? Dużo. Zadziwiająco dużo. Dzisiaj na warsztat biorę jeden z najlepszych fillerów, w jakie miałem przyjemność zagrać, czyli edycję podróżną For Sale od wydawnictwa Gryphon Games. I choć ta niepozorna karcianka autorstwa Stefana Dorry świętuje w tym roku swoje dwudzieste urodziny, to dopiero niedawno doczekała się polskiego wydania („nasze” Na Sprzedaż ma jednak kilka kluczowych różnic w zasadach – wrócę do tej kwestii w dalszej części recenzji). Tak czy inaczej, obu wersjom należy się w tym miejscu jubileuszowe „sto lat”!*

*Czytelnik nie ma obowiązku śpiewać, ale na pewno nie zaszkodzi.

Czytaj dalej

„Miej ty sobie pałace, ja mój domek ciasny”- słów kilka o grze Domek

Większość z nas lubi budować, tworzyć i urządzać. Już w młodzieńczych latach bawiliśmy się klockami, tworzyliśmy trasy w piaskownicach pod kolejny wyścig kapsli lub urządzaliśmy domek dla lalek, aby zaprosić jego lokatorki na „herbatkę”. Co więcej, proces kreowania, tworzenia był zabawą samą w sobie i nierzadko wciągał nas bardziej, niż efekt końcowy naszej pracy. Oj tak, projektowanie, budowanie i urządzanie nas kręci. Wiedzą o tym także producenci gier… Czytaj dalej

Władca Pierścieni: Konfrontacja, czyli Knizia vs Tolkien

Miłośnikiem uniwersum Władcy Pierścieni jestem w zasadzie od najmłodszych lat – magnum opus Tolkiena przeczytałem jeszcze przed wejściem do kin jego filmowej adaptacji. Konfrontacja jest jednak pierwszą (i jak dotąd jedyną) planszówką osadzoną w świecie Śródziemia, w jaką miałem możliwość zagrać. Cóż, Frodowi do Lublina jest wyjątkowo nie po drodze. Czytaj dalej

Caylus – niech żyje król

CaylusZa niecały miesiąc Caylusowi stuknie dwanaście lat. W dobie nieustannie pędzącego do przodu świata gier to już planszówkowy pradziadek, dinozaur z minionej epoki. Klasyka ma jednak to do siebie, że doskonale znosi próbę czasu i nie straszne jej „nowsze, lepsze modele”.

Czytaj dalej

Bora Bora – wredna strona Felda

Bora BoraTo będzie dziwna recenzja. Zamierzam wypunktować szereg wad gry, którą uwielbiam, a po całym tym rozwlekłym narzekaniu z pełnym przekonaniem wystawić jej wysoką ocenę. Zanim Czytelnik ukrzyżuje niżej podpisanego za nierzetelność i brak konsekwencji, pozwolę sobie na pewne porównanie: gra w Bora Bora przypomina życie w burzliwym, ale szczęśliwym małżeństwie – wiele cech drugiej połówki może drażnić, ale i tak ją kochacie, bez względu na wszystko. Rozwód zwyczajnie nie wchodzi w grę. Czytaj dalej

Goa – zapomniana klasyka

goaW ostatnich latach rynek planszówek zalała fala znakomitych eurogier. Absolutnie nie dziwię się graczom, którzy co rusz sięgają po najnowsze, gorące tytuły – nietrudno paść ofiarą tzw. cult of the new i zachwycać się wyłącznie współczesnymi grami, odstawiając na dalszy plan „ograne, nudne starocie”. Warto jednak zatrzymać się w pędzie poznawania nowości i od czasu do czasu sięgnąć po zakurzone, zalegające w głębi regału pudełka… Czytaj dalej

Terraformacja Marsa, czyli przemiana czerwieni w zieleń

Sześć. Dokładnie tyle partii potrzebowałem, żeby przemożna chęć podzielenia się wrażeniami z rozgrywek w Transformację Marsa ze światem (Ziemią?) wzięła nade mną górę. Czy to dostatecznie dużo, aby ze spokojnym sumieniem rzucać się do klawiatury i pisać recenzję? Ciężko powiedzieć. Solidne ogranie tej gry nie jest łatwym zadaniem, bo Terraformacja Marsa nie należy do planszówek, […]

Dominion, czyli historia pewnego uzależnienia

DominionJakimś cudem przez wszystkie lata mojej planszówkowej kariery ani razu nie było mi dane zetknąć się twarzą w twarz z Dominionem. Nie znałem nikogo, kto posiadałby własny egzemplarz, nigdy też nie dołączyłem do grupy, która grała w niego podczas konwentów i spotkań planszówkowych. Dominion zdawał się dla mnie nie istnieć. Sytuacja zmieniła się, gdy za sprawą Games Factory Publishing Dominion powrócił do polskich sklepów w nowej, odświeżonej edycji. Lepszej okazji na zapoznanie się z klasyką być nie mogło. Kupiłem. Zagrałem. Raz. Drugi. Dwunasty, potem trzydziesty. W międzyczasie dokupiłem Intrygę, Przystań i Złoty Wiek. A potem przyszła aktualizacja listy TOP 10 na boardgamegeek.com – Dominion znalazł się w ścisłej czołówce. Zostałem pochłonięty. Całkowicie.

Czytaj dalej