Gry imprezowe

Zlot Pingwinów – Na rozbrykanym lodowcu

W życiu każdego planszowego geeka przychodzi czas na mały odpoczynek od długich i skomplikowanych tytułów. W takiej sytuacji warto zadbać, aby na naszej półce znalazło się miejsce na tytuły, które możemy rozłożyć zawsze i wszędzie w niemal każdym gronie (z rodziną, dziećmi, znajomymi) i odłożyć na bok zaciętą rywalizację na rzecz po prostu dobrej, nieangażującej zabawy. Do grona takich pozycji zaliczamy m.in. gry zręcznościowe. Wśród nich, jedną z ciekawszych pozycji, jakie ostatnio miałem okazję poznać okazał się Zlot Pingwinów wydawnictwa Egmont.

Czytaj dalej

Do plecaka #15: Seria Story Cubes – siła wyobraźni

Odkąd nauczyliśmy się przekazywać swoje myśli za pomocą słów i obrazów, niezmiennie opowiadamy historie. Przypowieści, legendy, baśnie, bajki na dobranoc – nie sposób ich zliczyć, tak jak trudno przecenić możliwości ludzkiej wyobraźni. Story Cubes, niewielka, lecz wielokrotnie nagradzana gra kościna, jest najlepszym dowodem na to, że snucie opowieści mamy we krwi i jedynie od naszej inwencji zależy w jakim celu wykorzystamy tę umiejętność. Czytaj dalej

Maskarada: Rozszerzenie – Nowi goście

Nowi goście przybyli po północy…
Gdy wydawało się, że nareszcie przejęli kontrolę na sytuacją – pojawiły się kolejne niewiadome. Żadna z masek nie wyglądała dla nich znajomo – żebracy, księżniczki, czarnoksiężnik. Mistrz najwyraźniej nie posiadał pełnych list gości lub … testował ich umiejętności – żadna z perspektyw nie wyglądała zachęcająco.
Tymczasem na drugim końcu sali służba pospiesznie otwierała drzwi przed formującym się korowodem.
Nie zdobyli żadnych informacji, a Maskarada lada moment miała wypłynąć na ulice rozświetlonego miasta…
Czytaj dalej

Ucieczka: Świątynia Zagłady – Wszystkie dzieci Indiany Jonesa

A: W prawo! W prawo mówię! Łap klucz i biegnij dalej.
I:
Kiedy nie mogę!
K: Wrócę po nią, Ty pędź szukać wyjścia […]
I:Klątwa zdjęta, gdzie teraz?
M:Lepiej wracaj do komnaty grobowej. Jeśli się nie mylę zaraz ponowne uderzy ten przeklęty gong… Czytaj dalej

Maskarada – wino, kobiety i blef

Mistrz uniósł wieko niewielkiej szkatułki. W obitym atłasem wnętrzu umieszczono kilkadziesiąt złotych monet oraz szczupłą talię kart. Z wyglądu przypominała popularnego na dworze Tarota, lecz część zebranych doskonale widziała, że gra niewiele ma wspólnego z sztuką czarodziejską.
– Doroczny bal maskowy lady Salvaras odbędzie się za 10 dni. Interesem gildii jest abyście byli tam obecni i zdobyli wszelkie niezbędne informacje oraz – jeżeli nadarzy się okazja – coś więcej.
Obleczony w czarny strój mężczyzna spojrzał po zebranych przy stole. Wśród doświadczonych braci zauważył kilka nowych twarzy, arystokratów, rzezimieszków, chłopców stajennych – gildia zawsze miała własne – dość pokrętne – kryteria rekrutacji.
– Dziś po raz kolejny przeprowadzimy „grę”. Nowym przypominam, że ma na celu wyćwiczyć waszą retorykę, intuicję i blef – to one, a nie ostrza będą waszą bronią podczas Maskarady. cel jest prosty – zachować swą tożsamość w tajemnicy, a zarazem odkryć kto kryje się za „maską” przeciwnika.
Zwycięzcę czeka nagroda – mówiąc to Mistrz zagrzechotał monetami spoczywającymi na dnie szkatułki – zatem do dzieła bracia – niech zatańczą kłamstwa! Czytaj dalej

Do pleacaka #12: Łap prosiaka (i psiaka też)

W lutym 2014 r. ponad dwie godziny zajęło sokólskim policjantom złapanie prosiaka, który uciekł z gospodarstwa w miejscowości Nowa Kamionka. Hitem internetu stał się wówczas film, na którym widać jak policjanci nieudolnie próbują złapać zwierzę… Warto dodać, że zwierze to nie nosiło okularów, a w racicach nie trzymało dużej paczki popcornu. Najwyraźniej policjanci z Nowej Kamionki nie grali w grę Łap prosiaka… Gdyby było inaczej, z całą pewnością łapanie zwierzaka nie zajęłoby im aż 2 godzin… 😉

Czytaj dalej

Koncept – kojarząc w ciszy

Spróbujmy.
Film + kosmos = sci-fi!
Narzędzie + walka – banalne – broń.
Broń + światło + linia prosta + sci-fi?
eeee
Laser? nie
Broń + światło + linia prosta + sci-fi + ręka?
Miecz świetlny! BINGO

Czytaj dalej

Tajemnicze Domostwo – Piękna zbrodnia

30 VII 1879 r. godz. 18.30

Do posiadłości dotarłem bez szwanku mimo, iż warunki podróży dalece odbiegały od przyjętych dziś standardów. Nie sposób jednak dziwić się przewoźnikowi, skoro droga prowadząca do domostwa od lat pozostawała niekonserwowana. 

Rozpakowawszy podręczny bagaż przysiadłem na werandzie (gdzie piszę te słowa), by – zażywając ostatnich promieni słońca –  w spokoju wyczekiwać pozostałych uczestników naszego niecodziennego zgromadzenia. Czytaj dalej