Najpierw była ekscytująca zapowiedź, później kilkumiesięczne nieznośne oczekiwanie, podsycane gigantycznym hypem. Następnie gruchnęła wiadomość, że właśnie skończył się nakład gry, której jeszcze nawet nie wydano! Że co proszę, jak to się kończy, a co ze mną? Szybko sobie uświadamiam, że zamiast w szczękach lwa, jestem w totalnej dupie. Tak długo przeciągnąłem zamówienie „małego” Gloomhaven, że w ogóle go nie złożyłem, a na grę od wydawcy szans nie mam. Za cienki w uszach jestem niestety, ale to się zmieni Albi Polska, to się jeszcze zmieni! Na Frosthaven będę gotowy.
Konieczna jest szybka, męska decyzja. Walić pracę, obowiązkowe zakupy, spacer z Nastką (Terrierem ze zdjęcia) i kawę. Stop! Kawa się przyda, reszta musi poczekać. Szukam w necie i nic… nic… nic nie ma!!! Nawet jednej oferty, czuję, jak mi się grunt usuwa spod stóp. Jezuniu przecież znajomi, premiera, wspólny unboxing. Co ja im powiem, że zamiast gry przyniosłem papier toaletowy, bo frajersko dałem się podejść z preorderem. Co za wstyd, jak żyć? Może szybka ustawa z pominięciem trybu legislacyjnego? Przecież to już standard, trzeba tylko osoby z pewną ręką. Dzwonię więc do Kancelarii Prezydenta, odbiera automa i zaczyna wyliczać: Adin, dwa, tri, czetyrie,… przy kolejnym słyszę w słuchawce głos mówiący:
– Jeśli chcesz przeforsować ustawę Gloomhaven+ wybierz pięć.
Krzyczę więc do słuchawki „memory find!” i już chcę powiedzieć, że w to wchodzę, kiedy automa szepcze mi delikatnej do ucha „jesteś 124 w kolejce”. No to pięknie, ostatnia deska ratunku w piach. Raz jeszcze przeglądam ofertę sklepów – dalej nic. Może mają, tylko trzeba ich podejść z partyzanta? Szybki telefon do zaufanego człowieka, ten mówi „Nie mam nic, wszystko poszło. Dopytuj przed premierą, może będzie coś ekstra”. Adam, ty Brutusie! Ostatnia szansa, to zaufane miejsce na Warszawskim Bemowie, niemal po sąsiedzku. Pęcherz psa zaraz eksploduje, syn woła, że głodny! Jaki obiad, jaki syn do cholery? To ja mam nastoletniego syna? Hm… a może tak z nim w te Szczęki Lwa? Pomysł super, tylko nie masz gry idioto! Możecie sobie co najwyżej pograć w „Wyprowadź Psa”, Nastka już przebiera łapkami, żeby w to zagrać.
Mówię więc do młodego, żeby wyszedł z psem, bo tata ciężko pracuję. Oznajmia, że są wakacje, a w oczy zagląda mu właśnie śmierć głodowa, idzie więc do babci na obiad.
– idź, tylko wcześniej wyprowadź psa!
Odpowiada mi cisza, syna już nie ma, pies jest. Paweł skup się, nie myśl teraz o rzeczach, o których możesz pomyśleć jutro, pojutrze i przez resztę swojego wstydliwego życia, ze skazą na planszówkowym résumé. Czy ktoś w ogóle dostrzega, że tu chodzi o szczęście całej naszej rodziny? Podejmuje więc decyzję i ruszam do sklepu, takich spraw nie załatwia się przez telefon.
W samochodzie dzwoni żona, ma zołza wyczucie czasu. No nic, odbieram:
– z psem wyszedłeś, dziecko nakarmiłeś?
– La persona con la que se está comunicando no está disponible actualmente! – wykrzykuję w zdenerwowaniu.
Szybko się rozłączam, niech kombinuje, o co kaman. Wpadam na Powstańców, jadąc 90 km/h. Staram się unikać kolizji z pojazdami i ludźmi, ale przecież życie to jedna wielka kolizja. Parkuję, dopadam klamki, wchodzę… cofam się, wracam do samochodu, zabieram maseczkę! Ponownie wpadam do sklepu, gdzie zastaję Mikołaja. Dopadam go w dwóch krokach niczym Obcy graczy w Nemezis. Sprawiam wrażenie człowieka, który nie ma już nic do stracenia – znaczy się norma.
– Błagam powiedz, że jeszcze masz!
– Pytasz o Szczęki Lwa?
– #@.#:*!
Ma, ludzie on ją ma! Ulga, czuję ulgę, będziemy mieli małe Gloomhaven!
Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.