Teksty pisane nie tylko o samych grach, ale również na tematy związane z graniem

Najlepsza gra wydana w Polsce

Nie ma to jak zacząć podsumowanie od błędu formalnego. Tak, gier w zestawieniu jest 17. Rankingów w cyklu było 16. Wydawców natomiast było 14. Poprawione, możemy więc bezpiecznie skupić się już na układaniu rankingu. Wyłaniamy najlepszą grę w Polsce na żywo! Prawie. Wcale. Oj tam. Zapraszamy do słuchania.

Czytaj dalej

Co nam mówi ranking BGG?

Ark Nova szturmem zdobywa czołówkę rankingu BGG. Dobrze to, czy źle? Zasłużenie, czy nie? Czy takie pytania w ogóle mają sens? Czy za wszystkim kryje się spisek wydawców i mediów? Zapraszamy do słuchania.

Czytaj dalej

Czy gry Legacy to skok na kasę?

Nie spodziewaliśmy się, że zdjęcie paru podartych kart może wywołać na Facebooku tak dużą falę komentarzy. W związku z tym przysiedliśmy i rozmawiamy: czy Legacy jest fajne? Czy daje nam coś wyjątkowego? Czy to wyłącznie zagrywka marketingowa? Zapraszamy do słuchania.

Czytaj dalej

APERIODYK#30 Piękniejsze TOP10 vol. 5.0

Wojna… Pandemia… Inflacja… Potrzebujecie trochę odpoczynku od medialnego zgiełku? Ja na pewno bardzo tego potrzebuję. Wobec tego zapraszam Was do spędzenia kilku minut z planszówkami. Czytaj dalej

Znowu Monopoly?

Kiedy, w popularnych mediach, porusza się temat planszówek, często na pierwszym miejscu pojawia się Monopoly. Gra z wąsaczem w cylindrze, jak bumerang wraca i króluje w nagłówkach. Zdradzam dlaczego.

Czytaj dalej

Już niedługo ferie zimowe…

Za niespełna tydzień rozpoczną się ferie zimowe dla młodzieży szkolnej z kilku województw. Co robić z dzieciakami w wolnym czasie? Pomysłów na pewno macie mnóstwo, ale nie zapomnijcie o planszówkach. Wybór jest ogromny. Czytaj dalej

Zona: Sekret Czarnobyla – retrospekcja

Blade niebo, szum liści, krakanie kruków, gdzieś w tle słychać strzały. A pomimo to ogarnia mnie wszechobecna cisza. Otworzyłem oczy i obudziłem się na ciężarówce, wokół której walają się inne ciała. Martwe ciała. Kompletnie nie pamiętam jak do tego doszło, co się stało i gdzie ja jestem. W zasadzie to… nie wiem kim jestem. Nie pamiętam niczego. 

Czytaj dalej

Essen 2021

Autobus z grami, koty w blenderze, mistrzostwa świata w memory i tony gier. Targi w Essen wróciły po pandemicznej przerwie. W fotorelacji pokazuję czego się dowiedziałem i co zaobserwowałem.

Czytaj dalej

Historia pewnej gry – Gloomhaven: Szczęki Lwa



Historia pewnej gry – Gloomhaven: Szczęki Lwa


Drogi czytelniku,

Mam nadzieję, że czytając mój felieton, będziesz się przede wszystkim dobrze bawił, temu głównie ma służyć. Jednak niesie on za sobą również pewne przesłanie, a przynajmniej tak mi się wydaję. To prawdziwa historia, troszkę przerysowana, ale prawdziwa tak jak i towarzyszące jej emocje. Tu i tam lekko ubarwiona, ale w najważniejszych punktach zgodna z prawdą. Porusza temat wydania pewnej gry i fenomenu, jaki temu procesowi towarzyszył. Mowa oczywiście o Gloomhaven: Szczękach Lwa, skali hype, jakiego nie przewidział chyba nawet sam wydawca, oraz efekcie domina, którego mówiąc krótko i ja byłem częścią. To był impuls, pisałem z potrzeby i dla siebie, świetnie się przy tym bawiąc. Mam nadzieję, że będziesz się bawił, choć w połowie tak dobrze jak ja, czego nam obojgu życzę. Miłego czytania!

.


Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości



Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.
To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.


Najpierw była ekscytująca zapowiedź, później kilkumiesięczne nieznośne oczekiwanie, podsycane gigantycznym hypem. Następnie gruchnęła wiadomość, że właśnie skończył się nakład gry, której jeszcze nawet nie wydano! Że co proszę, jak to się kończy, a co ze mną? Szybko sobie uświadamiam, że zamiast w szczękach lwa, jestem w totalnej dupie. Tak długo przeciągnąłem zamówienie „małego” Gloomhaven, że w ogóle go nie złożyłem, a na grę od wydawcy szans nie mam. Za cienki w uszach jestem niestety, ale to się zmieni Albi Polska, to się jeszcze zmieni! Na Frosthaven będę gotowy.

Konieczna jest szybka, męska decyzja. Walić pracę, obowiązkowe zakupy, spacer z Nastką (Terrierem ze zdjęcia) i kawę. Stop! Kawa się przyda, reszta musi poczekać. Szukam w necie i nic… nic… nic nie ma!!! Nawet jednej oferty, czuję, jak mi się grunt usuwa spod stóp. Jezuniu przecież znajomi, premiera, wspólny unboxing. Co ja im powiem, że zamiast gry przyniosłem papier toaletowy, bo frajersko dałem się podejść z preorderem. Co za wstyd, jak żyć? Może szybka ustawa z pominięciem trybu legislacyjnego? Przecież to już standard, trzeba tylko osoby z pewną ręką. Dzwonię więc do Kancelarii Prezydenta, odbiera automa i zaczyna wyliczać: Adin, dwa, tri, czetyrie,… przy kolejnym słyszę w słuchawce głos mówiący:

– Jeśli chcesz przeforsować ustawę Gloomhaven+ wybierz pięć. 

Krzyczę więc do słuchawki „memory find!” i już chcę powiedzieć, że w to wchodzę, kiedy automa szepcze mi delikatnej do ucha „jesteś 124 w kolejce”. No to pięknie, ostatnia deska ratunku w piach. Raz jeszcze przeglądam ofertę sklepów – dalej nic. Może mają, tylko trzeba ich podejść z partyzanta? Szybki telefon do zaufanego człowieka, ten mówi „Nie mam nic, wszystko poszło. Dopytuj przed premierą, może będzie coś ekstra”. Adam, ty Brutusie! Ostatnia szansa, to zaufane miejsce na Warszawskim Bemowie, niemal po sąsiedzku. Pęcherz psa zaraz eksploduje, syn woła, że głodny! Jaki obiad, jaki syn do cholery? To ja mam nastoletniego syna? Hm… a może tak z nim w te Szczęki Lwa? Pomysł super, tylko nie masz gry idioto! Możecie sobie co najwyżej pograć w „Wyprowadź Psa”, Nastka już przebiera łapkami, żeby w to zagrać. 

Mówię więc do młodego, żeby wyszedł z psem, bo tata ciężko pracuję. Oznajmia, że są wakacje, a w oczy zagląda mu właśnie śmierć głodowa, idzie więc do babci na obiad.

– idź, tylko wcześniej wyprowadź psa! 

Odpowiada mi cisza, syna już nie ma, pies jest. Paweł skup się, nie myśl teraz o rzeczach, o których możesz pomyśleć jutro, pojutrze i przez resztę swojego wstydliwego życia, ze skazą na planszówkowym résumé. Czy ktoś w ogóle dostrzega, że tu chodzi o szczęście całej naszej rodziny? Podejmuje więc decyzję i ruszam do sklepu, takich spraw nie załatwia się przez telefon.

W samochodzie dzwoni żona, ma zołza wyczucie czasu. No nic, odbieram:

– z psem wyszedłeś, dziecko nakarmiłeś?

– La persona con la que se está comunicando no está disponible actualmente! – wykrzykuję w zdenerwowaniu.

Szybko się rozłączam, niech kombinuje, o co kaman. Wpadam na Powstańców, jadąc 90 km/h. Staram się unikać kolizji z pojazdami i ludźmi, ale przecież życie to jedna wielka kolizja. Parkuję, dopadam klamki, wchodzę… cofam się, wracam do samochodu, zabieram maseczkę! Ponownie wpadam do sklepu, gdzie zastaję Mikołaja. Dopadam go w dwóch krokach niczym Obcy graczy w Nemezis. Sprawiam wrażenie człowieka, który nie ma już nic do stracenia – znaczy się norma. 

– Błagam powiedz, że jeszcze masz!

– Pytasz o Szczęki Lwa?

– #@.#:*!

Ma, ludzie on ją ma! Ulga, czuję ulgę, będziemy mieli małe Gloomhaven!



Dni wloką się jak tygodnie, a tygodnie jak miesiące. W oczekiwaniu na upragnioną premierę, zapoznaję się z instrukcją oraz dokonuję niezbędnych zakupów, w postaci koszulek na karty i zajebistego insertu marki e-raptor. Czy można być bardziej przygotowanym? Można, jest komplet znaczników 3D za 300 ziko, na szczęście w skarbonce syna nie ma już ani złotówki. Kiedy nadchodzi wreszcie TEN dzień, bez zwłoki ruszam do sklepu odebrać to, o co tak dzielnie walczyłem. W domu szybki unboxing, odświeżenie instrukcji i jestem gotowy grać… tylko nie mam z kim! Syn właśnie wyjechał na 2-tygodniowy obóz sportowy, sąsiedzi stroją fochy, reszta znajomych jest daleko, pozostaje więc tryb solo, chyba że… Jest takie powiedzenie, że tonący brzytwy się chwyta, a skoro on może, to czemu ja mam nie spróbować? 🙂 

Pytam więc moją ukochaną żonkę, czy da się wciągnąć w wir epickiej przygody. Patrzy na mnie z niedowierzaniem i politowaniem, po raz wtóry udowadniając całkowity brak planszówkowej empatii. Dla podkreślenia jednoznaczności stanowiska puka się kilkukrotnie w czoło, dając mi tym do zrozumienia… że muszę lepiej kombinować. Dzięki za podpowiedź żono! Niezrażony prę więc do przodu, delikatnie wprowadzając wątek fabularny, nakreślając przy tym szereg pozytywnych aspektów kilkudziesięciogodzinnej kampanii, złożonej z 25 scenariuszy! 

Niezauważenie puszczam na głośniku składankę najbardziej epickich soundtracków. W tle leci inspirujący motyw przewodni Batmana, a ja kontynuuję moją mission impossible. Uderzam w czuły punkt, jej piętę achillesową, widzę, jak się wije i cierpi na myśl o kampanii, ale udaję, że nie jestem biegły w mowie ciała. W tle — jak na ironię — leci właśnie „Duel of the Fates” Johna Williamsa, na szczęście nie jest fanką Star Wars. Pętla się zaciska, padają kolejne bastiony, ofiara traci siły, aż wreszcie mówi TAK!

Co tu się właśnie odjebało? Naprawdę powiedziała, że się zgadza? Świat się na chwilę zatrzymał, a ja czuję, że mogę w tej chwili wszystko, ale doświadczenie każde mi na tym poprzestać. W tle leci właśnie temat z Rydwanów Ognia, żona wydaje się kompletnie zdezorientowana, a ja krzyczę, skaczę do góry w geście triumfu i strzelam naokoło z rąk niczym Billy the Kid. Wszystko to oczywiście robię w głowie, nie jestem aż takim idiotą, żeby wywalić się na glebę przed linią mety. 

Miesiąc później gramy po raz pierwszy i drugi, moc jest we mnie silna, a motywacji mam za dwoje. Całe szczęście, bo Dorota nie ma wcale. Scenariusze są łatwe, a wprowadzenie w kampanię naprawdę zacne. Po dwóch rozgrywkach pytam żony, czy chce kontynuować, a może mam grać dalej solo? Nie jest pewna, gramy więc dalej! Trzeci scenariusz odpalamy dwa tygodnie później, a ja się zaczynam zastanawiać, po jaką cholerę robiłem z siebie idiotę. Uganiałem się za grą po całej Warszawie, jak nie przymierzając kot z pęcherzem, tylko po to, żeby przez dwa miesiące rozegrać trzy krótkie scenariusze?

Trzeci wprowadza kolejne karty i mechaniki, zwiększając liczbę możliwości i podnosząc delikatnie próg trudności. Tak się przynajmniej wydaje, do pierwszej akcji Doroty, która wali w przeciwnika 5 damage, żeby za chwilę podwoić tę wartości modyfikatorem x2. Pierwszy raz dostrzegam na twarzy żony uśmiech, który w niczym nie przypomina skurczów, jaki towarzyszył mimice jej twarzy w poprzednich rozgrywkach. Czy ona sobie czasem nie wyobraża, że to ja jestem tym przeciwnikiem? Wszystko jedno, ważne że jest zadowolona. W tle słyszę kawałek z Wonder Woman War, chociaż nikt nie zapuszczał muzyki. Z każdą akcją jest lepiej i płynniej. Wprawdzie szybki łomot Doroty, ustawia nam troszkę partię, ale bawimy się świetnie! Po zakończeniu rozgrywki nie pytam już, czy gramy dalej, nie muszę.

Jeśli więc zastanawiacie się, czy warto czasami zaryzykować, to odpowiadam — warto! Gloomhaven: Szczęki Lwa z pewnością są tego warte, podobnie jak czas spędzony przy planszy w zacnym towarzystwie. Nie zawsze się udaje, prawdę mówiąc praktycznie nigdy, ale ponoć kropla drąży skałę. Próbujcie więc do skutku, miłej zabawy przy planszy!

Uwaga! Żaden pies, ani nawet syn, nie ucierpiał w trakcie tej epickiej planszówkowej przygody.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.


Najnowsze Recenzje!


Co jest grane! – Najnowsze wpisy!


Rankingi, felietony i poradniki


Trudny wybór

Gdy człowiek ma dużo gier, to wybór najlepszego tytułu na planszówkowy wieczór przysparza trochę kłopotu. A co w przypadku wyboru najlepszego plakatu z potworami, który ma zastąpić stertę magnesów na lodówce? Wybrać grę jest znacznie łatwiej. Wierzcie mi… Czytaj dalej

„Odebrać pieniędzy”

–  Wystawiam planszówki na sprzedaż – oznajmiła żona i zaczęła gmerać w telefonie. Był ciepły sobotni poranek, a ja poczułem zimny pot na plecach.

– Ale, ale… Momencik! Jakie planszówki? Które planszówki? Czy my to przemyśleliśmy!?

– Przemyśleliśmy – ucięła. – Miejsce w domu skończyło się miesiąc temu, a wciąż przychodzą nowe paczki. Sprzedaję na olx gry, z których nasze dzieci już wyrosły.

Od roku Polacy są atakowani przez internetowych oszustów. Niemal każdy, wystawiając w serwisie olx może spodziewać się próby wyłudzenia danych lub dostępu do konta. Dlaczego o tym piszę? Bo wielu planszowych sprzedawców również zostało ofiarami ataków, w tym ja. Czy złodzieje wydrenowali mi konto dowiesz się w dalszej części felietonu.

Czytaj dalej

Zestawienie gier w klimatach pustynnych – artykuł

Jeżeli zadałbym  pytanie, z czym kojarzą Ci się klimaty post-apokaliptyczne, zapewne większość osób skojarzyła by to z wyschniętymi pustkowiem, zardzewiałymi samochodami napakowanymi różnej maści bronią oraz ludźmi wysmarowanymi smarem i spowici kurzem.

Czytaj dalej

Gdzie są konwenty?

Minęło kilkanaście miesięcy od kiedy konwenty gwałtownie zniknęły z mapy Polski. Jestem przekonany, że wielu osobom mocno doskwiera ich brak. Czy już nadchodzi odwilż?

Postanowiłem przyjrzeć się sytuacji polskiej sceny konwentowej, skupiając się na temacie dla nas istotnym, czyli konwentach planszowych. Kiedy, gdzie, kto i przede wszystkim jak? Nie zapominajmy, że covid wciąż jest groźny, a wizja kolejnej fali pandemii jak najbardziej realna. Jak z tym wszystkim sobie poradzić?

Czytaj dalej

Tajemnice Pętli – sesja urodzinowa

Za oknem szaro-buro, co chwilę siąpi deszcz, porywisty wiatr złowrogo szumi w gałęziach ostatnich drzew blokowiska. Trzeba zabić nudę. Telewizor już dawno wyrzucony, w puste po nim miejsce nie będę się gapić. Wentylator w pececie dziwnie dziś buczy, zagłuszając każdy dźwięk z sieci. Zagrzmiało. Przy drugim uderzeniu pioruna zerwało połączenie internetowe, padła też sieć komórkowa. Córka krzyknęła do mnie z drugiego pokoju „A miałyśmy iść do pizzerii świętować twoje 43 urodziny!”. Po chwili wbiegła wystraszona „Mama, szybko, coś wiruje przy routerze!”. Chwyciłam ją za rękę i sekundę później poczułyśmy jak wsysa nas ten wir. Wypluło nas w jakimś dziwnym miejscu. Ale zaraz! To chyba nie my! Tak zaczęła się pewna urodzinowa historia. Czytaj dalej

Alexander Pfister – osąd bohatera

Kiedyś naszym ulubionym autorem eurogier był Mac Gerdts. Poznaliśmy go poprzez genialną Concordię, a później wypróbowaliśmy większość z jego pozostałych dzieł. Może nie każde z nich zwalało z nóg, ale we wszystkie grało się przyjemnie. Nie jest to standard w branży – taki Stefan Feld, mimo bycia autorem genialnych Zamków Burgundii, ma też na koncie okropnego Jorvika i przenudne Forum Trajanum… Od dłuższego czasu intensywnie zapoznajemy się z grami innego autora sucharów, tym razem pochodzącego z Austrii. Mowa o Alexandrze Pfisterze, naszym nowym ulubionym twórcy eurasów.

Czytaj dalej

Top 10 gier wydanych w 2020 roku

Pierwsza połowa roku powoli się kończy, więc czas najwyższy na rzecz, która pewnie już mało kogo obchodzi, czyli zestawienie najlepszych gier wydanych w ubiegłym roku. Uwierzcie mi, tym razem naprawdę chciałem zrobić to wcześniej i dosyć sprawnie ograłem interesujące mnie tytuły. Dlaczego więc, mimo półrocznego handicapu, nie wyrobiłem się z topką 2020 roku zanim polska reprezentacja zdążyła odpaść z Euro?

Czytaj dalej

Rekiny biznesu

Zapraszam do świata handlu planszówkami z drugiej ręki. Będzie trochę o naszych sprzedażowych przywarach i kulturze handlu lub jej braku. Opiszę na czym polegają bańki spekulacyjne i dlaczego szybko pękają. Pojawią się białe kruki i rady jak ustrzec się sprzedażowych oszustów. Ale przed wszystkim będzie o cenach. Bo ceny zawsze są za wysokie 🙂

Czytaj dalej

APERIODYK#29 Top 5 gier wojennych poznanych w 2020

Rok 2020 nie był rokiem najszczęśliwszym jeśli chodzi o świat planszowy, ale w przypadku anglojęzycznych gier o tematyce historycznej był zaskakująco dobry. Naginając odrobinę kryterium czasowe, udało mi się stworzyć top 5 poznanych przeze mnie gier wojenno-politycznych w ubiegłym roku. Nie wszystkie mają wpisane na BGG rok pandemiczny jako datę wydania, ale wszystkie stały się w tym okresie powszechnie dostępne w Europie. Czytaj dalej

Zrobiłem swojom grę

Szukałem tematu na felieton, a temat przyszedł sam. Historia, która ostatnio sprowokowała lawinę komentarzy na jednej z grup, tak naprawdę wraca niczym bumerang co jakiś czas. 

Młody, niedoświadczony, chłopak tworzy grę, po czym dzieli się ze światem informacją, że oto zrobił najlepszą planszówkę ever.

A świat ma na ten temat inne zdanie.

I kto tu ma rację?

Czytaj dalej

Czytelnicy, recenzenci, admini i koty

Parę miesięcy temu dość mocno dźgnęła mnie pewna dyskusja, na jednej z grup. Musiałem odczekać, aż emocje opadną i podejść do tematu na chłodno. Efekt? Postanowiłem wbić szpilę szydery po równo każdemu. Czytelnikom, recenzentom, adminom, nawet kotom. Jeśli kogoś pominąłem, przepraszam. Mam nadzieję, że nie poczuje się urażony.

Czytaj dalej