Watergate – Wrażenia
Nigdy nie interesowałam się za bardzo amerykańską historią, w dodatku nie mam pamięci do dat i nazwisk. Ale afery to już co innego! A chyba każdy z nas słyszał choć raz o Watergate?
Catan czy Wsiąść do Pociągu nigdy do mnie nie przemawiały, zatem przygodę z planszą zaczęłam od… Descent! Na koncie mam setki ogranych tytułów i chcę spróbować wszystkiego. Waham się między ‘spróbuj zanim kupisz’ a ‘o-jeny-co-to-chcę-to!’. Jestem zdecydowanie bardziej Ameri, ale nie pogardzę dobrym Euro.
Nigdy nie interesowałam się za bardzo amerykańską historią, w dodatku nie mam pamięci do dat i nazwisk. Ale afery to już co innego! A chyba każdy z nas słyszał choć raz o Watergate?
Małe gry często są pomijane i wrzucane do recenzji zbiorczych – sama też tak robię. Ale Similo zasługuje na osobny filmik. Prosta, piękna i szybka – sprawdźcie sami.
Jakiś czas temu zaczęłam serię GAME K.O., w której wybieram dwie gry, które mają ze sobą coś wspólnego i ustawiam je w pojedynku. Mówię o ich wykonaniu, atmosferze, mechanice i mankamentach. Dziś zapraszam na ustawkę pomędzy dwoma wersjami gry Undaunted.
Mam słabość do gier, kóre rosną na stole podczas rozgrywki. Czy to karty, które układane obok siebie tworzą ulicę lub domy, czy to płytki zrastające się w miasto czy mapę, czy to drewniane kwadraty budujące piramidę. W tym wypadku gra rośnie wzwyż.
Niby ten czas zaiwania jak przy dobrej planszówce, a z drugiej strony ciągnie się jak tura w Trismegistusa z kimś cierpiącym na analysis paralysis. Nigdy takiego podsumowania nie pisałam, ale coś mi mówi, że może warto zacząć. Usiądźcie wygodnie, szykują się dłuższe wypociny.
Wiecie, że na mechanikę nie ma praw autorskich? Możecie zrobić grę o identycznych zasadach jak Carcassonne, ale osadzić ją w Radomiu (nie róbcie tego). Kiedy zobaczyłam Kwarantannę, od razu skojarzyła mi się z Pandemią. Czy słusznie?
Gier opartych na deckbuildingu jest sporo, jedne bardziej, inne mniej udziwnione. Co trzeba zrobić aby się wyròżnić? Czasem mniej znaczy więcej.
O grach wojennych wiele nie wiem, moją ulubioną z tego rodzaju jest ROOT, ale słabo działa na dwie osoby. O drugiej Wojnie Światowej grałam tylko w D Day Dice i bardzo się zawiodłam. Na ten film patrzcie więc moim okiem żółtodzioba.
Jednym z moich najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa jest granie w wojnę z babcią. Proste zasady i sporo frustracji. A co jeśli do tego równania dodać dość ciekawe podejście do deckbuildingu i okrasić to wszystko uroczym tematem? Zapraszam Was na herbatkę w krainie czarów – Alicja.
Pierwsza połowa 2020 nie była najlepsza. Większość pewnie chce o niej zapomnieć. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejne 6 miesięcy. Może Godzillę, może Jeźdźców Apokalipsy? A może Marie Kondo i jej minimalizm?
Zastanawialiście się kiedyś dokąd trafiają dusze stworów ubitych przez Was podczas questów? A co z ich ciałami? Krąży legenda, że w ciemnych lasach można napotkać masowe mogiły jednorożców, elfów, goblinów, wróżek a nawet smoków. A może to wcale nie legenda? Bo podobno zatrudniają grabarzy.
Och, granie na maszynach… stare, dobre czasy… Czasem jeździmy nad morze, żeby zaczerpnąć takiego sentymentu. Tym razem to sentyment sięgnął po nas, bo na stole wylądowali Strażnicy Kosmosu. Czy polubimy tylko z nostalgii? Czy zostanie z nami, bo jesteśmy retro? A może zestrzelimy ją jak pięciookiego ufola?
Po wielkim sukcesie Miasteczek (Tiny Towns) na rynek wchodzi gra o bardzo podobnym tytule – Little Town. Co znajdziemy w tym niewielkim pudełku? Czym zaskoczy nas mechanika? Czy między nami zaiskrzyło?
ROOT był na tapecie już wiele razy. Czy to moje głupie przebieranki, czy ustawienia planszy, czy mniej lub bardziej udane podejścia do zasad. Potem pierwszy dodatek, nowe frakcje, nowe umiejętności, rzeka… no i teraz znów, kolejny dodatek, tym razem podziemny.
W obecnej sytuacji, kiedy u nas nadal trwa kwarantanna, czujemy się trochę tak, jakbyśmy żyli w schronie. Nie wolno wychodzić na zewnątrz bez odpowiedniego odzienia, trudno o jedzenie.. oby tylko w kuchni nie zalęgły się kretoszczury czy inne radskorpiony.
Tytuł tej gry sam sobie robi reklamę. Cat Lady, czyli w polskim wydaniu Najlepsza Gra o Kotach, to szybka karcianka, która bardzo przypomina mi Sushi Go. Jeśli lubicie tego typu gry, a tym bardziej jesli lubicie koty, to ta gra na pewno przykuje Waszą uwagę.
Gdybym kiedykolwiek wydawała grę przez wspieraczkę, chciałabym mieć tyle wsparcia i rozgłosu, ile Piotrek ma podczas kampanii Nanaki 🙂 To dzięki jego uprzejmości mieliśmy okazję przedpremierowo zagrać w Nanaki Ekspres w wersji print and play.
Tytuł tej gry jest tak długi, że zabrakło mi miejsca aby dodać, że są to pierwsze wrażenia. Poszukiwania świetnej grze w uniwersum Harrego Pottera trwają w najlepsze. Byliśmy blisko podczas Death Eaters Rising – jak jest w tym przypadku?
Jest kilka tematów, które bardzo lubię, a o których nie mogę znaleźć bardzo dobrej planszówki. Mitologia Słowian, Harry Potter, piraci. Są gry przeciętne, są nawet dobre, ale nic się nie wyróżnia na tyle, abym z czystym sercem mogła to polecić.
Szperając na forum BGG natknęłam się na porównanie tych dwóch gier, plusy i minusy, która dla kogo, itd. Sami mamy z nimi dość ciekawe relacje. Jedna to wieloletnia partnerka, która daje nam tyle, ile w nią zainwestujemy. Druga to skok w bok, który wymaga od nas tyle, ile chcemy dać. Sprawdźcie sami o czym mowa.
